TAJEMNICA WIECZERZY PAŃSKIEJ

EUCHARYSTIA NASZE UŚWIĘCENIE

Raniero Cantalamessa

Stosunek Eucharystia - Kościół, o którym chcemy mówić, nie jest stosunkiem statycznym, ale dynamicznym i skutecznym. Dlatego nie wystarczy powiedzieć, że Eucharystia znajduje się w centrum Kościoła, trzeba powiedzieć: Eucharystia buduje (czyni) Kościół! Buduje go, znajdując się w jego wnętrzu, tka go wokół siebie jak szatę. O dwóch zwłaszcza sakramentach mówi się, że "tworzą" Kościół: o Chrzcie i Eucharystii. Chrzest sprawia, że Kościół rozrasta się, można by powiedzieć, przestrzennie i liczbowo, czyli ilościowo. Eucharystia natomiast sprawia rozrost Kościoła co do intensywności, rozrost jakościowy, ponieważ przekształca go coraz dogłębniej na wzór jego Głowy - Chrystusa. Królestwo Boże podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta ukryła w trzech miarach mąki (por. Mt 13, 33); również Eucharystia podobna jest do Zaczynu; Jezus włożył ją w tę masę mąki, którą jest Kościół, aby sprawiała jego rośniecie, aby go przeniknęła i uczyniła "chlebem" na Jego wzór. Jeśli Kościół jest zaczynem świata, to Eucharystia jest zaczynem Kościoła. Eucharystia "buduje" Kościół, czyli przemienia go w Chrystusa w różny sposób, w różnych momentach: poprzez konsekrację, poprzez komunię, poprzez kontemplację i poprzez naśladowanie.

"Połamał chleb"

W Liście do Rzymian czytamy te słowa Apostoła: "(...) proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą. Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej" (Rz 12, 1). Słowa te kojarzą się nieodparcie ze słowami, jakie Jezus wypowiedział w czasie Ostatniej Wieczerzy: "Bierzcie i jedzcie: to jest Ciało moje, które za was będzie wydane". Gdy więc św. Paweł zachęca nas do tego, byśmy ciała swe dali na ofiarę, to tak jakby mówił: Czyńcie także i wy to, co uczynił Jezus Chrystus; stańcie się i wy eucharystią dla Boga! On złożył siebie Bogu w ofierze jako miłą woń; ofiarujcie się i wy na ofiarę żywą i miłą dla Boga!

Do takiego postępowania zachęca nas nie tylko Apostoł, ale przede wszystkim sam Jezus. Gdy ustanowiwszy Eucharystię nakazał: "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22,19), nie zamierzał tylko powiedzieć: Wykonujcie dokładnie gesty, które ja wykonałem, powtarzajcie obrzęd, który ja spełniłem. Zamierzał także powiedzieć: Czyńcie to, co w istocie ja zrobiłem; złóżcie i wy swoje ciała na ofiarę, jak widzicie, że ja uczyniłem. "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13, 15). Co więcej, w tym nakazie Jezusa jest coś jeszcze bardziej naglącego i uderzającego. My jesteśmy "Jego" ciałem, "Jego" członkami (por. 1 Kor 12, 12 nn); dlatego to tak jakby Jezus powiedział: Pozwólcie mi ofiarować Ojcu to moje Ciało, którym wy jesteście; nie przeszkadzajcie mi ofiarować siebie samego Ojcu; ja nie mogę ofiarować się całkowicie Ojcu, dopóki choćby jeden członek mego Ciała wzbrania się ofiarować wraz ze mną! Dopełniajcie więc to, czego brakuje mojej ofierze; czyńcie radość moją pełną.

Popatrzmy więc nowymi oczyma na moment konsekracji eucharystycznej, ponieważ teraz wiemy, że -jak mówił św. Augustyn - "na ołtarzu sprawuje się także nasza tajemnica". Wspomniałem, że aby sprawować w prawdzie Eucharystię, musimy także i my "czynić" to, co uczynił Jezus. Co zaś uczynił Jezus tamtej nocy? Przede wszystkim wykonał pewien gest: połamał chleb. Wszystkie opowiadania o ustanowieniu Eucharystii uwypuklają ten tekst. Dlatego już wkrótce Eucharystia została nazwana "łamaniem chleba" (fractio paniś). Może jednak jeszcze nie zrozumieliśmy w pełni znaczenia tego gestu? Dlaczego Jezus połamał chleb? Czy tylko po to, by dać każdemu kawałek, a więc ze względu na swoich uczniów? Nie! Ten gest przede wszystkim miał znaczenie ofiarne, dokonujące się między Jezusem a Ojcem; nie oznaczał więc jedynie podzielenia, ale również ofiarowanie siebie w ofierze. Chlebem jest On sam; łamiąc chleb, Jezus połamał siebie samego w znaczeniu, w jakim o cierpiącym Słudze Jahwe mówił prorok Izajasz: on został przebity (attritus) za nasze grzechy (por. Iz 53, 5).

Ludzkie stworzenie - którym jednak jest sam odwieczny Syn Boży - łamie siebie samego przed Bogiem, to znaczy "jest posłuszny aż do śmierci", by potwierdzić prawa Boga naruszone przez grzech, by zdecydowanie ogłosić, że Bóg jest Bogiem. Jest rzeczą niemożliwą wyjaśnić słowami istotę wewnętrznego aktu, który towarzyszy gestowi łamania chleba. Dla nas jawi się ten akt jako surowy, okrutny, a tymczasem jest to akt miłości i czułości, jaki nigdy wcześniej nie zaistniał ani nie spełni się na ziemi. Gdy podczas konsekracji trzymam w dłoniach kruchą hostię i powtarzam słowa: "wziął chleb (...) łamał", wydaje mi się, że odczuwam coś z tych uczuć, które wypełniały w tym momencie Serce Jezusa, gdy swoją ludzką wolę powierzał całkowicie Ojcu, przezwyciężając wszelki opór i powtarzał wewnętrznie znane słowa Pisma: Nie chciałeś całopalenia ani ofiary za grzech, ale przygotowałeś mi Ciało; oto Ja teraz ofiaruję Ci to Ciało, które Mi dałeś; idę. Boże, pełnić Twoją wolę (por. Hbr 10, 5-9).

Tym, co Jezus daje do spożywania swoim uczniom, jest chleb Jego posłuszeństwa i Jego miłości do Ojca. Zaczynam więc i ja rozumieć, że aby "czynić" to, co uczynił Jezus tamtej nocy, muszę przede wszystkim "połamać" siebie samego, czyli w obliczu Boga odrzucić wszelki opór, wszelki bunt wobec Niego i wobec braci, muszę przełamać moją dumę, ugiąć się i powiedzieć aż do końca "tak" wszystkiemu, czego Bóg ode mnie zażąda. Muszę i ja powtarzać te słowa: Oto idę, Boże, pełnić Twoją wolę! Ty nie chcesz ode mnie wielu rzeczy, chcesz mnie samego, a ja Ci mówię "tak". Być eucharystią jak Jezus, oznacza być całkowicie zdanym na wolę Ojca.

"Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy"

Po łamaniu chleba, podczas gdy dawał go swoim uczniom, Jezus wypowiedział słowa: "Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje, które za was będzie wydane" (Mt 26, 26; Łk 22, 19). W związku z tym chciałbym podzielić się moim małym doświadczeniem i opowiedzieć, jak doszedłem do odkrycia, że również te słowa muszą stać się "nasze" na równi z gestem łamania chleba. Jednym słowem, jak doszedłem do odkrycia kościelnego i osobistego znaczenia tych słów.

Jak do niedawna przeżywałem moment konsekracji we Mszy świętej? Zamykałem oczy, pochylałem głowę, starałem się uwolnić od wszystkiego, co mnie otaczało, by utożsamić się z Jezusem, który w Wieczerniku, zanim umarł, wypowiedział po raz pierwszy te słowa: Bierzcie i jedzcie... Takiej postawie sprzyjała sama liturgia, polecając kapłanowi pochylonemu nad postaciami wypowiadać słowa konsekracji głosem ściszonym i po łacinie. Potem, pewnego dnia zrozumiałem, że taka postawa, sama z siebie, nie wyrażała całego znaczenia mojego uczestnictwa w konsekracji. Jezus w Wieczerniku już nie istnieje! Teraz istnieje Jezus zmartwychwstały, a dokładniej, Jezus, który umarł, ale teraz żyje na zawsze (por. Ap 1, 18). Ale ten Jezus jest "Chrystusem totalnym", Głową i ciałem nierozerwalnie z sobą złączonymi. Jeśli więc słowa konsekracji wypowiada Chrystus totalny, wypowiadam je z Nim i ja. Wewnątrz wielkiego "Ja" Głowy jest ukryte małe "ja" ciała, którym jest Kościół. Jest również moje bardzo małe "ja" i również ono mówi do tego, który znajduje się przed nim: "Bierzcie, jedzcie, to jest moje ciało złożone w ofierze za was!".

Co za tajemnica! Jezus złączył mnie z sobą w najwspanialszym, najświętszym działaniu, jakie zna historia: w jedynym działaniu w pełni "godnym Boga", godnym Jego świętości i Jego majestatu. Niech się zdumiewa niebo, niech ziemia wychwala, niech się radują aniołowie, niech zadrżą demony: Bóg otrzymał to, dla czego stworzył wszechświat; Jego plan i Jego pragnienie zrealizowały się; nic nie mogło temu przeszkodzić, nawet grzech. Stworzenie zjednoczyło się z Nim w spontanicznym ruchu miłości.

Od tego dnia, w którym to zrozumiałem, nie zamykam już oczu w chwili konsekracji, ale patrzę na znajdujących się przede mną braci. A jeśli odprawiam sam, myślę o tych, których spotkam w ciągu dnia, i o tych, którym mam poświęcić mój czas, albo nawet o całym Kościele i zwrócony do nich mówię jak Jezus: Bierzcie, jedzcie - to jest moje ciało.

W pokonaniu wszelkich wątpliwości co do tej intuicji oraz uświadomieniu sobie, że należy ona do najbardziej zdrowej tradycji, choć obecnie nieco zapomnianej, przyszedł mi z pomocą św. Augustyn. Pisze on: "Całe to odkupione państwo, czyli zgromadzenie i społeczność ludzi świętych, jako powszechna ofiara składane jest Bogu przez Wielkiego Kapłana, który także sam w męce swej ofiarował się za nas, abyśmy się stali ciałem tak wielkiej Głowy, i przybrał postać sługi. (...) Ofiary tej Kościół nie przestaje powtarzać w dobrze znanym wszystkim wiernym sakramencie ołtarza, przy czym wskazano mu, iż w Tym, co ofiaruje, również sam się ofiarowuje (in ea re quam offert, ipsa offertur)".

Kościół więc podczas Eucharystii jest równocześnie ofiarnikiem i ofiarą w każdym swoim członku. Nie można rozdzielić i rozłączyć dwóch rzeczy, tak jakby Kościół ministerialny (kapłan) był ofiarnikiem, a reszta Kościoła (laicy) ofiarą. Każdy członek Kościoła jest równocześnie kapłanem i ofiarą, zachowując oczywiście niezmienną różnicę między kapłaństwem służebnym a kapłaństwem powszechnym wszystkich ochrzczonych. A to dlatego, że sam Jezus, z którym łączymy się, jest równocześnie "w sposób jasny i niepodzielny" kapłanem i ofiarą: "W naszej intencji był wobec Ciebie Kapłanem i Tym, którego się składa w ofierze, a dlatego był Kapłanem, że również był złożony w ofierze" (ideo sacerdos, qui sacńficiurri).

To jest jedyna i niepowtarzalna charakterystyka ofiary Chrystusa, która wypływa z tajemnicy unii hipostatycznej człowieczeństwa i bóstwa w Jego jednej Osobie. Konsekwencją, jaka z tego wynika na płaszczyźnie realnej, czymś jedynym, co się liczy dla osobistego uświęcenia (ale nie na płaszczyźnie ministerialnej) jest to, że im bardziej biskup czy kapłan uczestniczą w ofierze Chrystusa, tym bardziej uczestniczą w Jego kapłaństwie; im doskonalej ktoś ofiaruje się Ojcu z Chrystusem, tym realniej ofiaruje Ojcu Chrystusa.

Przy ołtarzu kapłan działa w zastępstwie Chrystusa Najwyższego Kapłana, ale również w zastępstwie (in persona) Chrystusa, Najwyższej Ofiary. "Wiedząc - pisze św. Grzegorz z Nazjanzu - że jak nikt nie jest godny wielkości Boga, Ofiary i Kapłana, jeśli wpierw sam siebie nie ofiarował na ofiarę; rozumną i przyjemną (por. Rz 12, 1) i jeśli nie ofiarował Bogu ofiary chwały i ducha skruszonego -jedynej ofiary, której domaga się Autor wszelkiego daru - jakże ośmielę się złożyć Mu w ofierze na ołtarzu dar zewnętrzny, który wyobraża te wielkie tajemnice?". Ofierze Ciała Chrystusowego musi towarzyszyć ofiara z własnego ciała. W tej wizji konsekracji eucharystycznej wszystko jest przejrzyste i pewne. Na ołtarzu znajdują się dwa Ciała Chrystusa: jest Ciało realne "zrodzone z Maryi Dziewicy", zmartwychwstałe i to, które wstąpiło do nieba) i jest Jego Ciało mistyczne, którym jest Kościół.

Otóż na ołtarzu jest realnie obecne Jego Ciało realne i jest obecne mistycznie Jego Ciało mistyczne; mistycznie oznacza tu: na mocy nierozerwalnej więzi z Głową. Między tymi dwiema obecnościami, które są zupełnie różne, nie ma żadnego pomieszania, ale także żadnego oddzielenia. Ofiara nasza i Kościoła bez ofiary Jezusa byłaby niczym; nie byłaby ani święta, ani miła Bogu, ponieważ jesteśmy jedynie grzesznymi stworzeniami. Ofiara jednak Jezusa bez ofiary Kościoła, który jest Jego Ciałem, nie byłaby wystarczająca (nie byłaby wystarczająca, ma się rozumieć, dla odkupienia biernego, to znaczy, aby otrzymać zbawienie, nie dla odkupienia czynnego, to znaczy dla dokonania zbawienia).

Tak, iż prawdą jest, że Kościół może powiedzieć ze św. Pawłem: Dopełniam w moim ciele to, czego brakuje Męce Chrystusa (por. Koi 1, 24). Ponieważ na ołtarzu znajdują się dwie "ofiary" i dwa "dary" - ten, który ma stać się Ciałem i Krwią Chrystusa (chleb i wino) oraz ten, który ma stać się mistycznym Ciałem Chrystusa, dlatego też we Mszy świętej są dwie "epiklezy", to znaczy dwa wezwania Ducha Świętego. W pierwszej mówi się: "Pokornie błagamy Cię, Boże, uświęć mocą Twojego Ducha te dary, które przynieśliśmy Tobie, aby się stały Ciałem i Krwią Twojego Syna, naszego Pana, Jezusa Chrystusa", w drugiej, wypowiadanej po konsekracji, mówi się: "Spraw, abyśmy posileni Ciałem i Krwią Twojego Syna i napełnieni Duchem Świętym, stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie. Niech On (Duch Święty - dop. autora) nas uczyni wiecznym darem dla Ciebie".

Teraz wiemy, w jaki sposób Eucharystia buduje Kościół: Eucharystia buduje Kościół, czyniąc z Kościoła Eucharystię! Eucharystia nie jest tylko ogólnie źródłem czy też przyczyną świętości Kościoła; jest również jej "formą", to znaczy modelem. Świętość chrześcijanina musi urzeczywistniać się według "formy", którą jest Eucharystia; musi być świętością eucharystyczną. Chrześcijanin nie może poprzestać na odprawianiu Eucharystii, musi być Eucharystią wraz z Jezusem.

"To jest moje Ciało, to jest moja Krew"

Teraz możemy wyprowadzić z tej nauki praktyczne wnioski dla naszego życia codziennego. Jeśli w chwili konsekracji także i my, zwróceni do braci, mówimy: "Bierzcie, jedzcie: to jest moje ciało; bierzcie, pijcie: to jest moja krew", wobec tego musimy wiedzieć, co znaczą słowa "ciało" i "krew", aby wiedzieć, co ofiarujemy.

Co zamierzał dać nam Jezus, mówiąc podczas Ostatniej Wieczerzy: "To jest moje Ciało"?. Słowo "ciało" nie oznacza w Biblii pewnej części składowej człowieka, która w połączeniu z innymi składnikami, jakimi są dusza i duch, tworzy pełnego człowieka. W ten sposób rozumujemy my, którzy jesteśmy spadkobiercami kultury greckiej, która właśnie ujmowała człowieka w trzech wymiarach: ciało, dusza i duch (trychotomia). W języku biblijnym, a więc i w języku Jezusa oraz Pawła, "ciało" wskazuje na całego człowieka jako tego, który przeżywa swoje życie w ciele, w jego wymiarze cielesnym i śmiertelnym. Jan w swojej Ewangelii w miejsce greckiego słowa soma (łac. corpus; wł. corpo) używa określenia caro; wł. carne; w j. polskim nie mamy odpowiedników - dop. tłum.): "Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego..." (J 6, 53). Jest oczywiste, że to słowo, które znajdujemy w szóstym rozdziale Ewangelii ma to samo znaczenie, jakie ma w rozdziale pierwszym, w którym mówi się, że "Słowo stało się ciałem", to znaczy człowiekiem. "Ciało" więc oznacza całe życie.

Jezus, ustanawiając Eucharystię, pozostawił nam w darze całe swoje życie, od pierwszej chwili wcielenia aż do ostatniej chwili, z tym wszystkim, co konkretnie wypełniało to życie: milczeniem, zmęczeniem, trudami, modlitwą, zmaganiami, upokorzeniami... Jezus mówi także: To jest moja Krew. Co dodaje przez to słowo "krew", skoro dał nam już całe swoje życie w swoim ciele? Dołącza śmierć. Po tym, jak dał nam życie, daje nam także jego najcenniejszą cząstkę, swoją śmierć. Termin "krew" w Biblii nie oznacza części ciała, czyli cząstki jakiejś części składowej człowieka; wskazuje na wydarzenie, na śmierć. Jeśli krew jest siedliskiem życia (tak się wówczas sądziło), jej "przelanie" jest obrazem śmierci. Pisze Jan: "Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował" (J 13, 1). Eucharystia jest tajemnicą Ciała i Krwi Pana, to znaczy życia i śmierci Pana.

Zapytajmy siebie, co my ofiarowujemy, ofiarując razem z Jezusem we Mszy świętej nasze ciało i naszą krew? Także i my ofiarowujemy to, co ofiarował Jezus: życie i śmierć. Przez słowo "ciało" dajemy to wszystko, co konkretnie stanowi nasze życie: czas, zdrowie, energie, zdolności, uczucia, nawet uśmiech, do którego jest zdolny jedynie duch żyjący w ciele, a który często jest tak cenny. Przez słowo "krew" wyrażamy także i my ofiarę naszej śmierci; niekoniecznie tej definitywnej, męczeństwa dla Chrystusa i dla braci. Śmiercią jest to wszystko, co w nas już teraz przygotowuje i zapowiada śmierć: upokorzenia, niepowodzenia, choroby, które unieruchamiają, ograniczenia związane z wiekiem, zdrowiem, to wszystko, co nas męczy. Gdy św. Paweł, jak to już słyszeliśmy, upomina nas przez miłosierdzie Boże, żebyśmy "ciała nasze" dali na ofiarę, to przez słowo "ciało" nie rozumie tylko naszych zmysłów i pożądań cielesnych, ale chodzi mu o nas samych: o duszę i ciało; co więcej, chodzi mu przede wszystkim o duszę, wolę, rozum. Rzeczywiście mówi dalej: "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe".

To wszystko domaga się, abyśmy, wychodząc ze Mszy świętej, od razu przystępowali do realizacji tego, co powiedzieliśmy; abyśmy rzeczywiście starali się, mimo naszych słabości i ograniczeń, dawać braciom nasze "ciała", to znaczy czas, energię, uwagę, czyli nasze życie. Jezus, wypowiedziawszy słowa: "Bierzcie... to jest moje Ciało; bierzcie... to jest moja Krew", nie czekał długo, aby się spełniło to, co obiecał. Za kilka godzin bowiem oddał swoje życie i swoją krew na krzyżu. Jeżeli tego nie będziemy czynić, wszystko pozostanie pustym słowem, a nawet kłamstwem. Trzeba więc, abyśmy, powiedziawszy do braci: "Bierzcie, jedzcie", pozwolili się rzeczywiście "zjeść". Pozwolić się "zjeść" tym przede wszystkim, którzy nie czynią tego delikatnie i grzecznie, jakbyśmy tego oczekiwali.

Jezus mówił: Jeśli kochacie tylko tych, którzy was kochają; jeśli pozdrawiacie tylko tych, którzy was pozdrawiają; jeśli zapraszacie tylko tych, którzy was zapraszają, jaką macie zasługę? Tak postępują wszyscy. Św. Ignacy Antiocheński w drodze do Rzymu na śmierć męczeńską pisał: "Pszenicą jestem Bożą, a zmielony zwierzęcymi zębami, okażę się czystym chlebem Chrystusowym". Każdy z nas, jeśli dobrze popatrzy wokół, dojrzy te ostre kły jakby dzikich zwierząt, gotowe go zmiażdżyć. Są to krytyki, przeciwności, ukryty lub jawny opór, różnorodność charakterów. Powinniśmy nawet być wdzięczni tym braciom, którzy pomagają nam w ten sposób; oni są dla nas nieskończenie bardziej użyteczni niż ci, którzy nam we wszystkim potakują i nam schlebiają. Tenże św. Ignacy w innym swoim liście pisał: "Ci, co w ten sposób do mnie mówią, biczują mnie".

Spróbujmy wyobrazić sobie, co stałoby się, gdybyśmy tak osobiście uczestniczyli w odprawianiu Mszy świętej, gdybyśmy rzeczywiście wszyscy, zgodnie z posługą każdego, w chwili konsekracji, jeden głośno, inny w milczeniu powiedzieli: Bierzcie i jedzcie. Ojciec i matka rodziny odprawia w ten sposób swoją Mszę świętą, a potem idzie do domu i zaczyna swój dzień, utkany z tysiąca małych rzeczy, jej życie jest dosłownie pokawałkowane; ale to, co czyni, nie jest mało ważne, to jest eucharystia wraz z Jezusem. Siostra zakonna przeżywa tak swoją Mszę świętą, a potem także idzie do swojej codziennej pracy: do dzieci, chorych, starców. Również jej życie jest rozdrobnione na tysiące rzeczy, a gdy przychodzi wieczór, nie widać po nich śladu, dzień zmarnowany. Tymczasem to jest eucharystia. "Zbawiła" swoje własne życie! Kapłan, proboszcz, a tym bardziej biskup odprawia w ten sposób Mszę świętą, a potem idzie: modli się, głosi kazania, spowiada, przyjmuje ludzi, odwiedza chorych, słucha; również jego dzień jest eucharystią.

Tak jak Jezus pozostaje niepodzielony w łamaniu chleba, tak i życie chrześcijanina rozdawane w ten sposób pozostaje zjednoczone, nie jest rozproszone, a tym, co je jednoczy, jest właśnie to, iż jest ono eucharystią. Także on pozostaje zjednoczony w łamaniu, zjednoczony w dzieleniu, w dawaniu się. Pewien wielki mistrz życia duchowego mawiał: "Rankiem podczas Mszy świętej ja jestem kapłanem, a Jezus Ofiarą; w ciągu dnia Jezus jest kapłanem, a ja ofiarą". W ten sposób kapłan naśladuje Dobrego Pasterza, ponieważ rzeczywiście daje życie za swoje owce.

Nie wolno jednak zapomnieć, że ofiarowaliśmy także naszą "krew", a są to cierpienia, umartwienia. Są one najlepszą cząstką, którą sam Bóg przeznacza temu, który w Kościele ma jej największą potrzebę. Gdy nie możemy już iść dalej i czynić tego, co chcemy, możemy być bardziej bliscy tej Wielkiej Hostii, którą jest Chrystus. Jezus po zmartwychwstaniu powiedział do Piotra: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga" (J 21, 18). Nieco wcześniej powiedział Jezus do Piotra trzy razy: "Paś owce moje", ale teraz daje mu zrozumieć, że większą chwałę odda Bogu umierając.

Dzięki Eucharystii nie ma nikogo, kto by żył niepotrzebnie na świecie. Nikt nie może powiedzieć: Komu potrzebne jest moje życie? Po co żyję na świecie? Istniejesz na świecie dla bardziej wzniosłego celu, niż mógłbyś to sobie wyobrazić. Istniejesz po to, by być żywą ofiarą, by razem z Jezusem być eucharystią.

"Przyjdź do Ojca!"

Sekret polega na tym, aby ofiarować się całkowicie, nie pozostawiając dobrowolnie niczego dla siebie. Jezus na krzyżu cały był Ofiarą. Ani jedno włókno Jego ciała, ani jedno uczucie Jego duszy nie pozostały nie ofiarowane Ojcu; wszystko było na ołtarzu. Wszystko, co człowiek zachowuje dla siebie, jest zmarnowane, ponieważ posiada się jedynie to, co się dało. Św. Franciszek z Asyżu, którego ze względu na wzniosłość i żarliwość pobożności eucharystycznej możemy obrać za specjalnego mistrza, kończy swój wspaniały tekst o Mszy świętej takim upomnieniem: "Patrzcie, bracia, na pokorę Boga i wylewajcie przed Nim serca wasze, uniżajcie się i wy, aby was On wywyższył. Nie zatrzymujcie więc niczego z siebie dla siebie, aby was całych przyjął Ten, który cały wam się oddaję. Autor O naśladowaniu Jezusa Chrystusa wkłada w usta Jezusa słowa: "Ofiarowałem się Ojcu cały ze względu na ciebie, oddałem moje Ciało i Krew na pokarm, aby stać się w całości twoim, abyś ty moim na zawsze pozostał. Ale jeżeli będziesz się opierał na sobie samym, a nie zawierzysz się dobrowolnie mojej woli, niepełna to będzie ofiara, niezupełna więź między nami".

To, co ktoś zachowuje dla siebie, by zachować margines wolności przed Bogiem, zanieczyszcza wszystko. To jest właśnie ta cienka nitka, która - jak mówi św. Jan od Krzyża - przeszkadza ptakowi latać. Dlatego i my z Autorem O naśladowaniu odpowiadajmy na ofiarę Chrystusa, ofiarując siebie samych słowami, które on nam poddaje: "Panie, wszystko, co w niebie i co na ziemi, jest Twoje. Pragnę ofiarować Ci siebie w dobrowolnej ofierze i zostać Twoim na zawsze. Panie, w prostocie serca oddaję się dzisiaj Tobie w stałą niewolę i uległość na ofiarę ku Twojej wiecznej chwale. Przyjmij mnie razem ze świętą ofiarą Twojego najdroższego Ciała, którą dzisiaj w niewidzialnej obecności i asyście aniołów składam na zbawienie moje i całego Twojego ludu".

Skąd jednak brać siły do takiej całkowitej ofiary z siebie, aby zebrać się i niejako podnieść własnymi rękoma ku Bogu? Odpowiedzią jest Duch Święty! Chrystus, mówi Pismo, ofiarował siebie samego Ojcu w ofierze, dzięki "Duchowi wiecznemu" (Hbr 9,14). Duch Święty jest u początku każdej decyzji złożenia się w ofierze. On jest "Darem" albo jeszcze lepiej "dawaniem się": w łonie Trójcy Świętej jest dawaniem się Ojca Synowi i Syna Ojcu; w historii jest dawaniem się Boga nam i teraz nas Bogu. To On stworzył w sercu Słowa Wcielonego ten "bodziec", który doprowadził Go do ofiarowania się za nas Ojcu. Dlatego liturgia zwraca się do Niego we Mszy świętej, by uczynił nas "wiecznym darem" dla Boga.

Wspomniałem wyżej zdanie wypowiedziane przez męczennika św. Ignacego z Antiochii. W tym samym liście napisanym do Rzymian znajdujemy zdanie, nad którym powinniśmy zastanowić się. Chcąc przekonać chrześcijan Rzymu, by nie podejmowali niczego, co by mogło przeszkodzić jego męczeństwu, zwierza im swój sekret: "jest mówiąca we mnie woda żywa, która z wnętrza mego woła: «Pójdź do Ojca»". Jest to niepowtarzalny głos Ducha Jezusa, który odszedłszy do Ojca, może teraz mówić do swojego ucznia: Przyjdź, ofiaruj się wraz ze Mną!

Źródło: Fragment z książki - Eucharystia nasze uświęcenie
Tajemnica Wieczerzy Pańskiej - Raniero Cantalamessa OFMCap.
Przełożył O. Andrzej J. Zebik OFMCap.
Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 2004

Fot. Sanktuarium Najświętszego Sakramentu w Jankowicach
Msza Święta Wieczerzy Pańskiej

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ