CIAŁO I KREW BOGA

NAJWIĘKSZA MIŁOŚĆ

Hołd dla Bożego Ciała

O Władco Wszechświata w Tabernakulum skryty
Ty szukasz serc ludzkich na Swoje mieszkanie
Boską tajemnicą w małym opłatku ukryty
dla pragnących pokarmem na zawsze się staniesz

W Eucharystii Świętej dajesz nam Siebie
jednoczysz się z duszą darujesz łask zdroje
czyste ludzkie serce mieszkaniem dla Ciebie
ogień Twej miłości zmienił życie moje

Bo opłatek biały jest Twym Ciałem Panie
który karmi dusze i daje zbawienie
chlebem żywym dla wiernych zostanie
da radość, nadzieję, ufność w Twe istnienie

Jak żebrak przychodzę przed oblicze Twoje
przed Wielkością Boga uginam kolana
mocą silnej wiary obdarz dziecko Swoje
które marnym pyłkiem wobec Swego Pana

Przed Twym Majestatem dzisiaj cześć składamy
Bo Tyś jest w Najświętszym Sakramencie utajony
z szacunkiem przed Trójcą głowę pochylamy
w której Ojciec, Syn i Duch Święty w jedno połączony

R. SOBIK

Wszystko rozpoczęło się pewnego czwartkowego wieczoru, wiele lat temu w Jerozolimie. Dla chrześcijan ten dzień jest Wielkim Czwartkiem. Datuje się go na 30-32 rok po narodzeniu Chrystusa. Według kalendarza hebrajskiego był to 13 Nisan. Dnia 15 Nisan, a raczej już od wieczora dnia 14, Żydzi celebrowali i nadal celebrują Paschę.

Jest to uroczystość najważniejsza i najbardziej obfita w znaczenia symboliczne i religijne w ich historii. Nazwa pochodzi od hebrajskiego słowa "Pesach", oznaczającego "przejść ponad" i "opuścić". W zamierzchłych czasach święto było wspomnieniem obrzędu hebrajskich pasterzy, którzy wraz z pierwszą pełnią księżyca składali w ofierze pierwsze jagniątka narodzone w stadzie; później zyskało znaczenie religijne (przede wszystkim ucieczka z Egiptu narodu żydowskiego prowadzonego przez Mojżesza). W noc poprzedzającą ten dzień wspomina się przejście Anioła Śmierci, który omijał drzwi domów żydowskich naznaczonych krwią paschalnego baranka, a zabijał wszystko, co pierworodne w domach egipskich siejąc strach.

Od tego dnia, wielu Żydów, pokonując liczne trudności, udawało się w długą pielgrzymkę do świątyni w Jerozolimie, na pamiątkę wyzwolenia z niewoli, powstania narodu hebrajskiego, zawarcia przymierza, wędrówki ku ziemi obiecanej. Wczasach Jezusa, w owych dniach w Jerozolimie mogło przebywać nawet sto tysięcy osób. Owego roku ludzie udawali się do Jerozolimy w nadziei, że spotkają Jezusa. Od Jakiegoś czasu wszyscy o Nim mówili. Opowieści o czynionych cudach, o uzdrowieniach, których dokonywał, obiegały miasta i wioski. Nazywano go "Mistrzem". Ludzie uważali, że On na pewno także uda się do Jerozolimy i będzie nauczał w świątyni. Oczekiwanie było wielkie i kryło w sobie dwa aspekty: radości przesyconej ciekawością i podziwem ludzi, srogości rozżalenia, złości, zwierzchników religijnych Sanhedrynu, kapłanów, którzy widzieli w Jezusie przeciwnika, konkurenta, niebezpiecznego wroga ich władzy i już opracowali plan uwolnienia się od Niego.

Jan Ewangelista podsumowuje cały kontekst, pisząc w 11 rozdziale swojej Ewangelii: "A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto? Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby można było Go pojmać." (J 11, 55-57)

Jezus doskonale wiedział o tym, co miało się wydarzyć. Jego posłannictwo dobiegało końca. Był synem Boga, który przybył na świat, aby realizować plan, który powstał wraz z początkiem wszystkiego. Plan pierwszy i ostatni: końcowe zbawienie ludzi i całego stworzenia. Bóg stworzył świat z miłości. Kontynuował tworzenie w Adamie i Ewie, protoplastach ludzkości, aby żyli w Edenie, w ziemskim raju. Ale Adam, z powodu pychy, posłuchał podszeptów szatana, nieprzyjaciela Boga, i zerwał przyjaźń ze swoim stwórcą. Jezus, Jednorodzony Syn Boga, przyjął ciało, wygląd i naturę ludzką, aby odkupić zerwanie dokonane przez Adama.

Czas odkupienia wypełniał się. Jezus znalazł się pośród ludzi. Pozwolił się poznać. Powiedział, że jest Synem Boga ogłaszanym przez proroków. Nadał wartość swoim słowom, dokonując cudów w taki sposób, aby ludzie mogli Mu uwierzyć. Wszyscy zostali wezwani, aby ocenić i osądzić Jego słowa i działania. Naród żydowski, w swojej prostocie, był zafascynowany tym człowiekiem: "czuli", że znajdują się w obliczu Boga. Sanhedryn - władza religijna, skorumpowana i przesiąknięta pychą i zachłannością, poczuła się zagrożona i zebrała się przeciwko Niemu. Chciała go widzieć martwym. Jezus wiedział, że w owym tygodniu miało się zakończyć Jego ziemskie posłannictwo. Jego uczeń już sprzedał go nieprzyjaciołom. Miał być pojmany, skazany i wydany na śmierć. Tak miała zakończyć się Jego fizyczna obecność na ziemi, pośród ludzi. Bardo dobrze znał swoje doczesne przeznaczenie. Wielokrotnie wspominał o tym swoim uczniom, aby ich przygotować na straszliwy koniec. Uczniowie nie mogli tego zrozumieć. Nie mogli pojąć, że to wszystko może się tak skończyć.

Na dziesięć dni przed świętem Paschy Jezus, z Galilei gdzie przebywał, udał się w kierunku do Jerozolimy. Podążali etapami, co było w jego zwyczaju a wszędzie ludzie przybywali, aby Go witać. Zatrzymał się w Betanii, aby odpocząć w domu swojego przyjaciela Łazarza, człowieka bardzo bogatego, który mieszkał z siostrami, Marią i Martą. Wiadomość o Jego obecności w tym domu szybko się rozeszła i jak opowiada Jan Ewangelista, "wielki tłum Judejczyków podążał do Betanii, aby ujrzeć nie tylko Jezusa, ale także Łazarza, którego wskrzesił z martwych". Podążający do Betanii tłum wskazał najwyższym kapłanom, gdzie znajduje się Jezus i ci zazdrośni o entuzjazm tłumu, zdecydowali się zabić Jezusa, a z Nim także i Łazarza.

Jezus po kilku dniowym odpoczynku w Betanii, udał się w dalszą drogę do Jerozolimy, aby w świętym mieście uczcić Paschę. Wielu towarzyszyło Mu w tej podróży, natomiast pielgrzymi już obecni w Jerozolimie przywitali go uroczyście. Ogromny tłum wyszedł Mu na powitanie, potrząsając palmowymi gałązkami na znak święta. Wszyscy śpiewali: "Hosanna! Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie". Przyjęcie prawdziwie królewskie, które dodatkowo wzmocniło wrogość kapłanów. Przez kilka dni Jezus był bohaterem dla zgromadzonej w Jerozolimie ludności. W ciągu dnia nauczał w świątyni. Wieczorami udawał się poza miasto, do ogrodu Getsemani, u stóp Góry Oliwnej, gdzie przebywał razem z uczniami, modląc się i rozmawiając.

Uczniowie zastanawiali się, gdzie i jak spędzą święto Paschy. Musieli się zorganizować i pospieszyć, ponieważ nie było łatwo w tym czasie znaleźć miejsce, gdzie można było wieczerzać. Mówiąc językiem współczesnym, w Jerozolimie w tych dniach często spotykało się napis: "Brak wolnych miejsc". Bez uprzedniej rezerwacji niemożliwe było znalezienie wolnego kącika, by spożyć wieczerzę paschalną. W pierwszy dzień przaśników - jak pisze św. Mateusz - przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy? On odrzekł: Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: "Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami". Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. (Mt 26, 17-19)

Jak wspomnieliśmy na początku, Pascha była celebrowana przez Żydów dnia 15 Nisan, ale rozpoczynała się o zmierzchu 14 Nisan. Jezus zaczął ją celebrować jeszcze wcześniej, już 13 Nisan. Wiedział, że 14 Nisan zostanie skazany na śmierć na krzyżu jako nowy Baranek, aby dać początek nowej Paschy. Owego dnia miał stać się Barankiem ofiarnym Nowego Przymierza. Nie mógłby spożywać wieczerzy ze swoimi przyjaciółmi.Ale jednocześnie pod żadnym pozorem nie chciał stracić tego spotkania, tej ceremonii, ponieważ miał do zrealizowania bardzo dokładny plan. Jezus wiedział, co miało się z Nim stać w tych dniach. Wiedział, że będzie zdradzony przez swojego ucznia, pojmany przez straże Sanhedrynu, osądzony, skazany; wiedział, że umrze na krzyżu na kilka godzin przed rozpoczęciem tradycyjnego święta Paschy.

Jego ludzkie życie dobiegało końca. Ale on nie był człowiekiem jak wszyscy inni. Był synem Boga. Jego posłannictwo nie mogło zakończyć się zbrodnią, jaką Mu przygotowano. Przyjmując tę śmierć, okazywał bezgraniczną miłość do swoich braci, dzieci tego samego Boga. Ale Jego miłość była o wiele większa od heroicznego gestu. Była bezkresna, niepojęta dla ludzkiego umysłu. On wiedział, że ludzie, choć w działaniach mogli okazywać się źli, w głębi swojej natury nie byli tacy. Bóg-Ojciec stworzył ich dobrymi,cudownymi. Do tego stopnia ich ukochał, że ich zdrada, nie powstrzymała Boga, aby posłał Jednorodzonego Syna, Jezusa, aby ich zbawił, za straszliwą cenę śmierci na krzyżu. Tylko w świetle tego boskiego wyboru możliwe jest zrozumienie prawdziwej wielkości istoty ludzkiej i nieskończonej miłości Boga do niej.

Ludzie byli raczej ofiarami złego, przebiegłego i okrutnego zabójcy od początku. Ów nieprzyjaciel pastwi się nad ludźmi nawet po okupieniu przez Jezusa i będzie tak jeszcze przez czas nieokreślony, który zna tylko Ojciec. Jezus, którego ziemski czas dobiegał już końca, nie chciał odejść i pozostawić swoich braci osamotnionych w walce z nieprzyjacielem. Chciał pozostać wśród nich nie tylko we wspomnieniach, w formie duchowej, ale chciał być obecny w sposób prawdziwy, rzeczywisty, konkretny, po wszystkie czasy. Aby zrealizować to pragnienie, przygotował największy cud, jaki można sobie wyobrazić, najwspanialszy z cudów, Sakrament Eucharystii.

W czwartek rano, 13 Nisan, owego odległego roku dwóch uczniów, Piotr i Jan, udało się do miasta. Postępując według wskazówek przekazanych im przez Mistrza, znaleźli miejsce, gdzie mogli przygotować wieczerzę paschalną. Po południu, o zachodzie słońca, przybył Jezus z pozostałymi uczniami. Ewangeliści pisali tylko o Apostołach. Przyjęcie paschalne miało charakter rodzinny i prawdopodobnie z Jezusem była także Jego Matka, inne kobiety, które zwykle podążały za Nim, także Łazarz z siostrami, najbliżsi przyjaciele, czyli osoby, które On uważał za rodzinę. Wieczerza była celebrowana z godnie z tradycją. Ale Jezus w czasie tego wieczoru wprowadzał elementy, które miały stać się "znakami Nowego Przymierza" Wieczerza była długa i pełna wzruszeń. Jezus w swoich rozmowach i działaniach objawił w pełni swoje serce, wyjawił Apostołom istotę swojej nauki, przekazał im, posługując się przykładem, fundament miłości chrześcijańskiej, która zawsze miała wyróżniać Jego naśladowców.

Na końcu zrealizował swój mistyczny plan, który opracował, aby móc pozostać pośród ludzi na zawsze, czyli aż do końca świata. A gdy oni jedli - jak jest zapisane w Ewangelii - Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dał swoim uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: Bierzcie i pijcie z niego wszyscy: to jest bowiem kielich Krwi mojej Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę. Proste słowa. Obrzęd krótki i rodzinny. Możliwe, że nikt z obecnych nie pojął w pełni tego, co się działo. Niemożliwe było wyobrażenie sobie wartości tych słów, tych gestów; niemożliwe było pojęcie wagi tego wydarzenia. Stali wokół Mistrza szczęśliwi i spokojni. Jan, najmłodszy z Apostołów, złożył swoją głowę na piersi Jezusa.

Mistrz mówił o "końcu" swojego posłannictwa, wspominał o "cierpieniu" jakie Go czeka, wyjawił zdradę Judasza: to były straszliwe argumenty, które wdzierały się w atmosferę czułego umiłowania i wzruszenia, którego Jezus nie umiał powstrzymać, tak silne było w Jego sercu. Uczniowie brali chleb z rąk Mistrza i jedli; brali kielich i pili. To było pierwsze celebrowanie Eucharystii. Pierwsza Msza Święta. Największe i tajemnicze wydarzenie historii przeznaczone, by codziennie wiązać świat widzialny z niewidzialnym, materię z duchem, ziemię z niebem, ludzi z Bogiem. To wydarzenie zrealizowało się w sposób najprostszy, dyskretnie z pokorą. Tak też się stało z wcieleniem Syna Bożego w maleńkim domu Maryi; tak było z narodzeniem Jezusa w Betlejem, w stajence, ponieważ w gospodach "nie było dla nich miejsca"

Na temat Eucharystii napisano wiele książek, traktatów teologicznych, woluminów pełnych rozważań i medytacji. Od momentu owego dalekiego czwartku ludzie starali się zrozumieć, wyjaśnić, wydedukować, ująć, ocenić Eucharystię. Dyskutowali, badali, wysuwali hipotezy, formułowali teorie, wymyślali słowa. Dla wielu tajemnica nadal objawiała swoje bogactwo i wielkość; dla innych stała się powodem nienawiści. Ale pragnąc za wszelką cenę wyjaśnić tajemnicę Boga, niektórzy przedstawiali rzeczy w tak trudny i skomplikowany sposób, że czynili je absurdalnymi. Jezus prosił swoich uczniów, aby ufali. Ludzi ze wszystkich przełomów wieków prosił, aby byli blisko Jego Kościoła, obiecując roztoczyć nad nim osobistą opiekę.

Dlatego w czasie eucharystii chrześcijanin powinien pochylić głowę i z miłością objąć werbalne znaczenie, które Jezus nadał tej tajemnicy. Powiedział "To jest moje Ciało; to jest moja Krew" Oczywiście racje się rozwiewają, kiedy staramy się zrozumieć, jak to możliwe, że Ciało i Krew Jezusa, tego Jezusa, który zmartwychwstał i wstąpił do nieba, są obecne w konsekrowanej hostii. Hostii obecnej we wszystkich tabernakulach świata. Obecnej rzeczywiście! Istotne pojęcia dotyczące tego argumentu, w jakie katolik wierzyć powinien, aby żyć w Prawdzie, są zawarte w Katechizmie Kościoła Katolickiego. W formułowaniu tych prawd redaktorzy tekstu postanowili posłużyć się zdaniami i słowami zaczerpniętymi z Ewangelii, z encyklik papieży, dokumentów soborowych, czyli tekstów stanowiących bezdyskusyjny fundament doktrynalny każdej prawdy chrześcijańskiej.

W rozdziale poświęconym Sakramentowi Eucharystii, dotyczącym obecności Chrystusa w konsekrowanej hostii, w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: "Chrystus Jezus, który poniósł [za nas ] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami (Rz 8, 34), jest obecny na wiele sposobów w swoim Kościele, bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18, 20), w ubogich, w chorych, w więzionych, w sakramentach, których jest autorem, w ofierze Mszy Świętej i w sobie sprawującego Mszę Świętą. Ale przede wszystkim jest obecny pod postacią eucharystyczną".

W jaki sposób jest obecny? To pytanie ludzie wierzący zadają sobie od zawsze. Znają odpowiedź wiary, ale zawiera on rzeczy tak wielkie, że umysł nie jest w stanie tego pojąć. Oto odpowiedź jaką Kościół daje w katechizmie: "Sposób obecności Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi jest unikatowy. Stawia on Eucharystię ponad wszystkie sakramenty i czyni prawie ukoronowanie życia duchowego i końca, z którego płyną wszystkie sakramenty. W przenajświętszym Sakramencie Eucharystii znajduje się prawdziwie, rzeczywiście, istotnie, Ciało i Krew naszego Pana Jezusa Chrystusa, z duszą i boskością, a zatem Chrystus cały. O takiej obecności mówi się rzeczywista nie z powodu wyłączenia, jakby inne nie były rzeczywiste, ale z antonomazji, ponieważ jest istotna i w sile jej Chrystus, Bóg i człowiek, w całej swojej istocie się uobecnia"

Przeistoczenie się chleba wina w ciało i krew Chrystusa realizuje się procesie "nawrócenia" powodowanym Słowem Chrystusa, które powtarza kapłan. "Ojcowie Kościoła - jak wyjaśnia Katechizm - wyrażali zawsze z nieugiętym przekonaniem wiarę Kościoła w siłę oddziaływania Słowa Chrystusa i działanie Ducha Świętego, aby zdziałać to nawrócenie. Święty Jan Chryzostom potwierdza: "to nie człowiek czyni ofiarowane dary Ciałem i Krwią Chrystusa, ale sam Chrystus, który został za nas ukrzyżowany. Kapłan, postać Chrystusa, wypowiada słowa, ale cnota i łaska pochodzą od Boga. To jest ciało moje - mówi. Te słowa przeistaczają ofiarowane dary". Święty Ambroży mówiąc o nawróceniu eucharystycznym, wypowiedział takie słowa: Nie ma tutaj mowy o elemencie uformowanym przez naturę, ale o substancji powstałej z formuły konsekracji, jest to największa siła oddziaływania konsekracji na tę naturę ponieważ w efekcie konsekracji sama natura zostaje przekształcona... Czy Słowo Chrystusa, które jest w stanie stworzyć z niczego coś, co nie istniało, nie może przeistoczyć w inną substancję, tego co już istnieje? Czyż nie jest mniejszym wysiłkiem nadać nową postać naturze rzeczy niż ją przeistoczyć.

Sobór Trydencki podsumowuje wiarę katolicką, deklarując: Ponieważ Chrystus, nasz Zbawiciel, powiedział że to, co ofiarowuje pod postacią chleba, jest rzeczywiście Jego Ciałem, w Kościele Boga od zawsze istnieje przekonanie, i to święty Sobór deklaruje na nowo, że wraz z konsekracją chleba i wina działa nawrócenie całej istoty chleba w istotę Ciała Chrystusa, naszego Pana, a cała istota wina w istotę Jego Krwi. Owo nawrócenie, w sposób właściwy i słuszny jest nazywane przez Kościół katolicki transsubstancją. "Obecność eucharystyczna Chrystusa ma początek w chwili konsekracji i trwa dopóki istnieją postacie eucharystyczne. Chrystus jest w całej swojej istocie obecny w każdej z postaci eucharystycznych i w każdej jej części: dlatego łamanie chleba nie dzieli Chrystusa".

Takie są istotne prawdy odnoszące się do obecności Chrystusa w Eucharystii. Obecność jest zatem prawdziwa, rzeczywista, istotna. Trzy określenia, które dają najbardziej wyobrażalnie konkretny wymiar. Nie korzysta się z określenia "fizyczny" tylko dlatego, że Jezus w swej aktualnej rzeczywistości jest w niebie duszą i ciałem, a Jego rzeczywiste ciało jest w stanie "chwały", miano, które zamyka ideę o wiele wyższą, doskonalszą od naszego określenia "fizycznie".

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus dał początek nowej rzeczywistości, która nigdy wcześniej nie istniała. Ustanowił, że za każdym razem, kiedy Jego kapłani wypowiadają owe słowa, On przemienia chleb i wino, które trzymają w rękach, we własne Ciało i Krew. Odmienia istotę tego wina i chleba, przemieniając je w Ciało i Krew. Pod zewnętrznymi postaciami, jakie posiadają chleb i wino, kryje się ich prawdziwa istota: ciało, krew i boskość Jezusa. Znajduje się żywy Jezus w swojej boskiej i ludzkiej naturze zjednoczony w jednej osobie. To oznacza, że kiedy wierzący przyjmuje Komunię Świętą "spożywa" Ciało Jezusa, pokrzepia się Jego Ciałem i Krwią, Jego osobą. W tabernakulum, gdzie znajdują się poświęcone hostie, przebywa Jezus. Przebywa nie symbolicznie, ale rzeczywiście. Jeśli te hostie zostaną rzucone na ziemię, sprofanowane, to zostanie rzucony na ziemię i sprofanowany Jezus. W sposób rzeczywisty a nie symboliczny.

Teologowie posługują się wieloma określeniami na wskazanie Jego obecności. Określenie opracowane przez św. Tomasza z Akwinu, który był jednym z wybitniejszych badaczy tajemnicy eucharystycznej, to transsubstancja. Określenie bardzo trudne. W praktyce jednak dokonuje syntezy wszystkiego, co zostało już powiedziane na wielu wcześniej zapisanych stronach. W konsekrowanej hostii i winie znajduję się On, Jezus. Właśnie tam. Jeśli dotknę tego chleba, dotknę Jezusa. Dotknę Go w sposób szczególny, ponieważ Jego Ciało jest chwalebne. Ale prawdą jest też, że jeśli dotknę czegoś, co jest blisko Niego, nie dotknę bezpośrednio Jego. Naczynie, w którym znajdują się poświęcone hostie - to nie Jezus. To jest tylko puchar, często bardzo cenny. Jeśli wezmę go w dłonie i go przesunę, to wezmę w dłonie i przesunę tylko puchar. Jeśli wezmę w dłonie poświęconą hostię i przesunę ją, wezmę w dłonie i przesunę Jezusa. Jeśli jem zwykły chleb, mam fizyczny kontakt tylko ze zwykłym chlebem. Jeśli przystępuję do Komunii Świętej, mam kontakt fizyczny z pozornością chleba, którego istotę stanowi Ciało i Krew Jezusa. Są to refleksje, które przyprawiają o dreszcze, a jednocześnie otwierają niewymowne horyzonty.

Czwartkowe refleksje

Klękam przed Tobą w niemej ciszy
me myśli biegną tam hen do nieba
nie mogę pojąć Bożej tajemnicy
że Jesteś ukryty w kawałku chleba

W małym opłatku prawdziwy Bóg
daje nam Siebie i Swoje Ciało
które cierpieniem męki okrutnej
życie na krzyżu za mnie oddało

Jezu ukryty w tym Sakramencie
Tyś chlebem żywym jakiego mi trzeba
bez Twojego Ciała i krwi przelanej
ma dusza nie wejdzie nigdy do nieba

Nie jestem godny Twojej dobroci
twarz moja rumieńcem wstydu oblana
przebacz mi proszę za to że zwątpiłem
w miłość i wierność Swojego Pana

R. SOBIK

Tekst pochodzi z książki Krew Boga - Renzo Allegri
Tłumaczenie Joanna Chapska. Wydawnictwo Salwator.
Fot. Sanktuarium Bożego Ciała w Jankowicach

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ