Doskonały Ojciec

Męczył się Pan Bóg by stworzyć Ojca
takiego co miałby być doskonały
wysoki silny mądry i dobry
by wszystkie dzieci go uwielbiały
Stwórca miał wszystko zaplanowane
już On ci wiedział jak Go zbudować
ręce i nogi muszą być duże
żeby proporcje jakieś zachować
Przyglądał się temu tworzeniu Anioł
którego ciekawość tu skądś przygnała
nigdy nie widział takiej istoty
żeby kończyny tak duże miała
Dlatego pyta wciąż Pana Boga
bo tu nie widzi żadnej przyczyny
dłonie i stopy duże jak kajak
do czegóż potrzebne takie kończyny
Wzrost za wysoki jak na mężczyznę
gdy będzie mniejszy nic się nie stanie
zająć się dzieckiem nawet nie może
przełamie się na pół gdy tylko wstanie
Nie zapnie kokardy ani guzika
w bucie sznurówek nie zasznuruje
może nadepnąć na nóżki malca
zrobić mu krzywdę i nie poczuje
-Mój przyjacielu Pan Bóg mu na to
ludzkim umysłem pojmujesz sprawy
musisz się jeszcze wiele nauczyć
zanim nabierzesz w logice wprawy
Gdybym uczynił Ojca ciut mniejszym
dzieci nie czułyby Jego siły
nie mogłyby przecież zadzierać główek
kiedy na Niego będą patrzyły
A ta dłoń duża silnego Ojca
drobiazgi dzieci w sobie pomieści
gdyż małe dłonie nigdy nie schowią
tego co kieszeń dziecięca mieści
Zaś nogi no cóż..... też pożyteczne
czy sens wielkości ich pojąć umiesz
będą chodziły na spacer z dziećmi
tak prostą sprawę chyba rozumiesz -
Stwórca dał jeszcze Ojcu dwa dary
to głos spokojny wyrozumiały
i mądre oczy co wszystko widzą
żeby dzieciaki mu zaufały
I jeszcze łezkę taką maleńką
by nikt jej nie dostrzegł nawet gdy szlocha
przecież to Ojciec tak jak i matka
będzie prawdziwie swe dzieci kochać

Ukryta siła

Na pewnym wzgórzu pośród kamieni
stał klasztor mały i bardzo stary
żył tu zakonnik co pisał księgi
pełne mądrości i pełne wiary
Jak opowiada pewna legenda
szukając mądrej życiowej drogi
gdy dzwony biły na Anioł Pański
człowiek zawitał w te skromne progi
A że tu przyszedł w konkretnej sprawie
pytać od razu tak nie wypada
chwaląc więc imię Pana Naszego
myśli jak by tu mnicha zagadać

-Ojcze zazdroszczę takiej mądrości
przecież to cecha niepospolita
skądże się bierze ten dar u Ciebie
dla mnie to sprawa niesamowita-
-Zazdrościć darów których nie mamy
to brzydka wada Bogu niemiła
chodź ze mną bracie wtedy zobaczysz
gdzie tak naprawdę ukryta siła-

I zaprowadził mnich przyjaciela
gdzie brat w ogrodzie ciężko pracował
przystrzygał krzewy kopał rabaty
plewił podlewał i pielęgnował
A kiedy już był bardzo zmęczony
do szczerej modlitwy ręce podnosił
w modlitwie widział mądrości siłę
w modlitwie dziękował modlitwą prosił

-Widzisz mój drogi to jest ta siła
bo sama mądrość z niej tu wypływa
większa niż ta co w księgach zawarta
jest jak roztropnych panien oliwa-

Eliksir Nieśmiertelności

Szukając nieśmiertelności
wędrował po całym świecie
zimą po śniegu i lodzie
i skwarnym słonku w lecie
Aż spotkał na swej drodze
człowieka trochę dziwnego
jakby nie z tego świata
i bardzo czymś przejętego

-Szukałeś mnie tak długo
a ja czekałem na Ciebie
chcę Ci dać coś czego nie masz
a mają inni w niebie
To skarb nad wszystkie skarby
Eliksir nieśmiertelności
postawię tylko warunek
dążenie do świętości
To nowy etap w życiu
i jedna jedyna droga
wprowadzona w codzienność
prowadzi prosto do Boga
A świętość mój drogi Synu
to dar i trudne zadanie
ja Ci ją przeznaczyłem
to Twoje powołanie -

Zadumał się człowiek wielce
bo przecież nic nie rozumie
musi mieć jakieś wskazówki
gdyż żyć w świętości nie umie

-Mam tu dla Ciebie gwarancję
i sam się wkrótce przekonasz
od Ewangelii żyć zacznij
to to zadanie wykonasz
W tej księdze zawarte słowa
Moje i Ojca Mojego
taka instrukcja obsługi
co zmieni Cię na świętego
Zrozumiesz czym sakramenty
Pokuty i Pojednania
czym uczta Eucharystii
radość z bliskiego spotkania
Jak wielka to tajemnica
gdy uczestnikiem jej będziesz
za Moje męki cierpienie
życie wieczne posiądziesz
Gdy działa ci się krzywda
razem z Tobą cierpiałem
dla Ciebie umarłem na krzyżu
dla Ciebie też Zmartwychwstałem
I będę czekał tak długo
aż mnie zaprosisz do Siebie
ja twoim eliksirem
na życie wieczne w niebie -

Boża wola

Był sobie człowiek bardzo ciekawy
który chciał poznać zamysły Boga
dlaczego los ludzi różnie wygląda
i jaką być może życiowa droga
A że ciekawość stopniem do piekła
niech się przekona ten niedowiarek
co to żył przecież w imię zasady
że Bogu świeczkę diabłu ogarek
Anioł posłany z nieba na ziemię
gdzie zły i dobry w sąsiedztwie żyli
pokaże światu co to przewrotność
tych co przez lata skłóceni byli
Oto zły człowiek dobrego darzy
kielichem wina tak wybornego
ten go przyjmuje na znak przyjaźni
nie żywiąc urazy do brata swego
Lecz kiedy nocka mrokiem spłynęła
za sprawą Anioła rzecz ta się stała
kielich z powrotem wrócił do tego
którego ręka zbrodniczą być miała
Anioł prowadzi dalej swe gierki
bawiąc się losem marnej istoty
podpala chatę biednego człeka
w miejscu gdzie leży cenny skarb złoty
Gdy dzieło zniszczenia dobiegło końca
siedli nad brzegiem niewielkiej rzeczki
a której stara spróchniała kładka
nie zachęcała do dalszej wycieczki
Towarzysz Anioła strudzony bardzo
nim zasnął spostrzegł na brzegu ludzi
to ojciec pijany z dzieckiem na ręku
by przejść przez kładkę strasznie się trudzi
Tym razem Anioł był bezlitosny
wrzucając do rzeki ojca i syna
utonął synek w wirze głębokim
cóż teraz zrobi biedna rodzina
Człowiek nie mogąc znieś tego dłużej
krzyczy że Anioł to diabeł wcielony
kradnie podpala pozbawia życia
już z Nim nie pójdzie bo jest wkurzony
Anioł mu na to -w pierwszym przypadku
chociaż logika temu przeczyła
uratowałem tego człowieka
w kielichu straszna trucizna była
Zaś wolą Stwórcy w drugim wypadku
było by człowiek stał się bogaty
ten co nic nie miał znalazł skarb wielki
na zgliszczach starej spalonej chaty
A śmierć dziecięcia tak niewinnego
sprawiła powrót ojca do Boga
po głupim rozwiązłym życiu zrozumiał
że to nie tędy prowadzi droga
Tak wiedz mój drogi życzeniem Pana
by człowiek poddał się Jego woli
to rozwiązanie najlepszym będzie
wbrew temu że nieraz tak strasznie boli

Trzy drzewa

Gdzieś za górami na końcu świata
na małej polanie trzy drzewa rosły
a każde miało jakieś marzenie
i chciało czym prędzej doczekać wiosny

Pierwsze z nich zostać ma piękną skrzynią
co mieści wszelkie bogactwo świata
drugie pragnęło być wielkim statkiem
pływać po morzach przez długie lata

Te trzecie chciało sięgnąć do nieba
by być najbliżej samego Boga
wtedy naprawdę będzie szczęśliwe
nie straszna mu zamieć i burzy trwoga

Rosły beztrosko tak sobie marząc
lecz niezbadane wyroki nieba
bo przyszli jacyś bezduszni drwale
i bez skrupułów ścięli trzy drzewa

Kiedy zabrano je do tartaku
o mało biedne się popłakały
bo ich marzenia o przeznaczeniu
po prostu zwykłą fikcją się stały

Z pierwszego zrobiono żłób do stajenki
z którego bydlątka sianko jadały
z drugiego człowiek zbudował łódkę
z tego trzeciego krzyż doskonały

W żłobie złożono dzieciątko małe
skarb to największy na całym świecie
bydlątka i ludzie mu się kłaniali
i pozdrawiali to małe dziecię

Łódka służyła dzielnym rybakom
podczas ich małych morskich podróży
na swym pokładzie miała człowieka
który uciszał sztormy i burze

Krzyż wykonany z trzeciego drzewa
został symbolem krwawej ofiary
na nim zawisło Zbawienie świata
by lud żałujący uniknął kary

Mijały miesiące lata i wieki
nim drzewa pojęły sens przeznaczenia
przecież tak służąc na chwałę Pana
spełniły swoje skryte marzenia

Jak Pan Bóg stworzył Matkę

Zapragnął Pan Bóg stworzyć istotę
co będzie taką prawdziwą Mamą
musi nadawać się do wszystkiego
a jednocześnie być wielką damą
Piękna troskliwa ciepła i miła
dobrocią leczyć wszystkie choroby
posiadać do pracy kilka par dłoni
i trzy pary oczu dookoła głowy
Przyleciał Anioł żeby zobaczyć
ten model Matki tak doskonały
co wszystko może zrobić dla innych
-po prostu cudo jakie wspaniałe
Tylko ten nadmiar kończyn i oczu
aż tak potrzebne po co i komu
wystarczą dwie ręce i para oczu
by zrobić jakiś porządek w domu-
-Widzę kochany że nie pojmujesz
zbyt słaba i krucha jest Twoja wiara
trzy pary oczu to tylko minimum
kiedy do pracy starczy rąk para
Do tego oczy są najważniejsze
matka ich przecież wiele mieć musi
by dużo widzieć i wszystko wiedzieć
co robią jej dzieci i co je kusi
Ta pierwsza widzi to co w zasięgu
ta druga jest jakby troszeczkę inna
bo tylko to czego oglądać nie może
a o czym koniecznie wiedzieć powinna
Co zaś do trzeciej schowana głęboko
by w razie czego sercem patrzała
i ona będzie tu najważniejsza
miłością troską się kierowała
Jeżeli chodzi o pracowitość
udało mi się jakoś pogodzić
by jedna rąk para Waszej Matuli
umiała wszystko dla wszystkich zrobić
Gotować obiad prawie z niczego
sama wyzdrowieć jeśli jest chora
a nawet gdy przyjdzie taka konieczność
godnie zastąpić zielarza doktora -
-Jak dla mnie Panie zbyt delikatna
takie chucherko co zrobić może
powinna być duża twarda jak skała
i silna jak koń mój Wielki Boże -
-Zanim zrozumiesz upłyną lata
co może osiągnąć wytrzymać mama
a jak potrafi potrafi walczyć o swoje
chociaż w tym względzie jest tylko sama-
Anioł był dalej tak dociekliwy
że drążył temat nie bez przyczyny
bo po jej twarzy krople spływały
nie widział biedny z czyjej to winy
I nie mógł pojąć do czego służą
te małe słone kropelki wody
co wyrażają i o czym mówią
czy tylko znakiem żeńskiej urody
-Te krople wody jak je nazywasz
to łzy radości smutku rozpaczy
by każdy poczuł jak kochać umie
jak wiele dla niej ta miłość znaczy -

Ciernisty krzew

W pewnym ogrodzie na półce skalnej
wśród śpiewu ptaków i szumu drzew
gdzie róże pysznią się swoim pięknem
rósł niepozorny ciernisty krzew

Nie był on tutaj mile widzianym
wszyscy patrzyli na niego z góry
ranił odstraszał ludzie zwierzęta
uznano go przeto za wybryk natury

Nie miał przyjaciół krewnych znajomych
choć kuzynostwem róże mu były
i tylko odważne i dzielne ptaki
na szczycie kolców swe gniazda wiły

Uznały że tutaj bardzo bezpiecznie
by mogły swoje potomstwo chować
żaden zwierz chytry i ptak drapieżny
nie będzie pośród kolców buszować

Spokój i cisza trwały by wiecznie
gdyby nie pewne dziwne zdarzenie
a to za sprawą żołnierza rzymskiego
co szukał cierni na czyjeś zlecenie

A kiedy znalazł ucieszył się wielce
dostanie za to srebrników parę
korona z cierni wszak dla skazańca
iście prawdziwym królewskim darem

Ten wieniec bólu wśród uciech gawiedzi
założył na skronie pewnego człeka
za jakie grzechy ów cierpieć musi
gdy ludzka podłość głęboka jak rzeka

Wszystkie zwierzęta ptaki i krzewy
czekały na rozwój smutnych wydarzeń
aż doszły wieści że umarł na krzyżu
Ten co ofiarą okrutnych zdarzeń

A krzew ciernisty nie zaznał spokoju
że niewinnemu cierniem ból zadał
gdyby tylko mógł nie oddał by kolców
lecz taką mocą biedny nie władał

Gdy dnia trzeciego świątecznym rankiem
zasypiał krzew bardzo bardzo zmęczony
przyszedł do niego Ten co wstał z grobu
by zwrócić kolce cierniowej korony

Korona była jak szczere złoto
zamiast krwi róży szkarłatnej płatki
od tego czasu ten krzew ciernisty
posiada te piękne maleńkie kwiatki

Miara wdzięczności

W dalekim kraju na końcu świata
władca obchodził swe urodziny
czekał podarków życzeń pamięci
od książąt chłopów i od rodziny
Ofiarodawców było bez liku
gdyż wszyscy swego króla kochali
a że uczciwym i mądrze rządził
tym chętniej władcę obdarowali
Srebrnym kielichem i płótnem drogim
tkaniną haftem złotym zdobioną
herbatą ziołem przyprawą korzenną
zza siedmiu mórz tu sprowadzoną
Bo podarować prezent dla władcy
to najważniejsza rzecz dla każdego
a więc się cieszą fakt ten świętują
że dostąpili zaszczytu tego
Lecz oto jakaś wieśniaczka stara
przed sam tron króla powoli człapie
wyciąga prezent taki że król się
zakłopotany za głowę łapie
A był to kłębek bielutkiej wełny
co z takim trudem przędła przez lata
chociaż od serca podarowany
gdzież jej się równać z darami świata
Przepych bogactwo obce jej oczom
dla niej to jakby dwa różne światy
wśród kpin i śmiechów nieczułych ludzi
odeszła biedna do swojej chaty
Do domu jeszcze daleka droga
a wokół ciemno i gęste lasy
boi się bardzo pośrodku głuszy
kiedy dobiegły do niej hałasy
Horda rycerzy rozciąga kłębek
bielutkiej przędzy wokół jej domu
i cóż tu począć biednej staruszce
gdy nie ma pożalić się nawet komu
Nie martw się babciu wszak darem serca
sprawiłaś władcy wiele radości
On się odwdzięczył będziesz bogata
bo Twoją miarą znaczy Ci włości

Opowieść o trzech braciach

Wędrowali po świecie przez długie lata
trzej bracia co swego miejsca szukali
Dostatek Sukces i wreszcie Miłość
takie imiona na chrzcie dostali
Razu pewnego zmęczeni podróżą
usiedli w cieniu dużego drzewa
tam gdzie kobieta w swoim ogródku
spragnione rośliny wodą podlewa
Kobieta choć biedna ma serce szczere
gości do domu na obiad zaprasza
pusto w spiżarni zostały resztki
kawałek chleba smalec i kasza
Dobra kobieto ty jesteś sama
mąż Twój na polu ciężko pracuje
więc o gościnę musisz go spytać
on głową rodziny niech decyduje
Mąż wrócił późno i słuchać nie chce
że dobry uczynek ma do spełnienia
w końcu przekonać dał się niewieście
wszak jego serce nie jest z kamienia
Wędrowców głodnych czekaniem zmęczonych
idź zaproś żono w te skromne progi
dom przecież gościny udzielić może
przybyłym ze świata z dalekiej drogi
Chociaż przy stole w tym biednym domu
jest miejsce i talerz dla brata każdego
lecz oni każą sobie wybierać
na gościa spośród nich tylko jednego
Coś trzeba zrobić kogoś zaprosić
sprytny mąż Sukces sobie wybiera
praktyczna żona o Dostatku myśli
a przy Miłości córka się upiera
Zaprośmy Miłość do naszego domu
bo najważniejsza dla naszej rodziny
przecież to ona tylko się liczy
ją Ojcze drogi wybrać musimy
Bo tam gdzie Miłość gości w rodzinie
tam Sukces Dostatek też zamieszkają
tam zgoda będzie będzie też szacunek
bo wdzięczni goście już o to zadbają

Trzy siostry

Raz pewien człowiek otrzymał w prezencie
dary za którymi uparcie gonił
była to wiara nadzieja miłość
z przykazem aby ich nie roztrwonił

Ucieszył się człowiek z tego prezentu
bo dostał bezcenne dary od nieba
od dzisiaj nie będzie o nic zabiegał
przecież do szczęścia nic mu nie trzeba

Co warte te cnoty chce się przekonać
więc woła je wszystkie na służbę do siebie
pokażcie kochane co dla mnie możecie
abym się poczuł jak Anioł w niebie

Miłość mu na to jestem pokorna
mam jeszcze zalet innych tysiące
i nie opuszczę ludzi w potrzebie
będę powietrzem wodą i słońcem

A ja nadzieja i trwam do końca
gdy wszystko zawiodło nic nie zostało
zamieszkam w sercu każdego człowieka
chociażby z rozpaczy i bólu konało

Ja jestem wiarą mam moc i siłę
którymi wierne serca obdzielę
razem z nadzieją razem z miłością
chętnie się nimi z Tobą podzielę

Człowiek im na to skoro nie mogę
mieć was na własność tylko dla siebie
nie będę się dzielił przecież z innymi
nie chcę was widzieć idźcie przed siebie

I poszły siostry gdzieś w świat do ludzi
bo nie dla głupca te cenne cnoty
a człowiekowi los podarował
żal beznadzieję ból i tęsknoty

Sen o drodze do raju

Usiana szkłem i kamieniem
długa i kręta droga
pięła się hen wysoko
do tronu samego Boga
Usłana ostrym gwoździem
trudną powolną była
a bose stopy wędrowców
bezlitośnie raniła
Mimo cierpień i znoju
mimo trudu wielkiego
szli pełni wiary nadziei
do Ojca Niebieskiego
Na przedzie kroczył Jezus
boso w cierniowej koronie
On pierwszy dotarł do Ojca
i usiadł na złotym tronie
Spojrzeniem pełnym miłości
zachęcał lud zbolały
by szli po Jego śladach
co drogą do nieba być miały
Maryja Matka Jego
tę drogę im wskazała
i Ona jako pierwsza
nagrodę otrzymała
I jak każda matula
o los dzieci stroskana
pomogła tym co ufali
prowadząc ich do Pana
Zaś Ci co stracili wiarę
zbyt szybko rezygnowali
zwyciężeni przez smutek
na brzegu drogi zostali

Łzy które są ciężarem

Przyśnił się mamie synek malutki
ten co niedawno odszedł do nieba
choć z żalu pęka serce zranione
nie płacz matulu płakać nie trzeba
Patrz Twój Syn idzie drogą do Ojca
dźwiga ze sobą wiaderko wody
co mu ciężarem nie do zniesienia
a obok łąka cudnej urody
Chętnie by zboczył pobiegać boso
na łące zielonej ale nie może
do końca drogi już tak niewiele
więc niesie ten ciężar w cichej pokorze
Syneczku zostaw to wiadro wody
nie taka przecież jest wola Pana
pobiegaj sobie jak inne dzieci
prosi go błaga matka stroskana
Na próżno matuś twoje starania
syn nie zostawi wiadra ciężkiego
bo napełnione Twoimi łzami
co ponad siły dziecka małego
I zrozumiało matczyne serce
że łzy tęsknoty nic tu nie mogą
one balastem ciężkim jak ołów
tutaj modlitwy tylko pomogą
Przeminął dzionek nocka nadchodzi
matuś modlitwy do Boga wznosi
za duszę synka je ofiarując
o zlitowanie nad sobą prosi
Ojciec na niebie wysłuchał prośby
zesłał sen mocny twardy jak skała
w którym ujrzała łąkę i domek
i Syna jakiego nigdy nie znała
Jak każde dziecko psocił figlował
wszak to modlitwa Go odmieniła
skróciła ciężką i trudną drogę
do domu Ojca zaprowadziła

Anielskie wspomnienia

Na samym środku niebiańskiej łąki
Anioły beztrosko sobie fruwały
jeden był duży drugi ciut mniejszy
zaś ten najmłodszy zupełnie mały

Zmęczone zbieraniem kwiatów na bukiet
by spocząć na chwilę szukały cienia
kiedy już siadły pod dużym drzewem
pamięcią wróciły ziemskie wspomnienia

Ten duży zaczął cudowną opowieść
o świętach gdy jeszcze był całkiem mały
takich rodzinnych ciepłych radosnych
gdy pod choinką prezenty czekały

Lubił je zawsze najbardziej na świecie
ze łzami w oczach wspominał dziadka
biedniutki żłobek w nim dziecię małe
wieczerzę choinkę i biel opłatka

Jeszcze nie zdążył zakończyć powieści
gdy drugi Anioł przerwał zasmucony
nie wiedział bowiem co znaczy rodzina
przez ojca na bruk z domu wyrzucony

Nigdy nie zaznał szczęścia i miłości
mieszkaniem był mu karton z tektury
światła choinki w oknie sąsiada
zaś towarzystwem myszy i szczury

Przerwał mu Anioł ten całkiem malutki
otulił się skrzydłem i gorzko płacze
bo biedak nie wiedział co to są święta
a małe serduszko z żalu kołacze

Po chwili rzecze -nie mam nikogo
przecież się muszę i z tym pogodzić
ciekawe jakie były by me święta
gdyby mamusia chciała mnie urodzić

Kto uratował Miłość

Na pewnej wyspie na końcu świata
ludzkie uczucia w zgodzie mieszkały
była to Miłość i Mądrość wielka
co za sąsiada Bogactwo miały
Na drugim końcu tej rajskiej wyspy
Smutek z Humorem panami byli
chociaż kapryśni i bardzo zmienni
o prawo bytu z Dumą walczyli
Cóż się ostoi przed przeznaczeniem
wyspa ta wkrótce zatonąć miała
został już tylko kawałek ziemi
ten który Miłość tak ukochała
Stanęła Miłość na brzegu morza
ostatnim tchnieniem pomocy wzywa
lecz oto chyba nakazem niebios
jacht luksusowy do niej podpływa
Jej właścicielem skąpe Bogactwo
co miejscem wolnym się nie podzieli
złoto ważniejsze nad starą przyjaźń
nim sobie gniazdko Bogactwo ścieli
Straciła Miłość resztki nadziei
przecież tak wiele nie potrzebuje
kawałek miejsca i dobrej woli
od zguby losu ją uratuje
Czyżby Neptuna nakazem wiedziony
czteromasztowiec płynie powoli
i on nie weźmie Miłości z sobą
ma swoją Dumę i spokój woli
Jak niezbadane wyroki losu
przywiodły tu Humor tak niestosowny
co w żart obraca cudze nieszczęście
wszak każdy powód do śmiechu dobry
I on odpłynął w morze otchłani
zaś obok na fali łupinka została
a w niej ponury Smutek rozpacza
dla niego Miłość istnieć przestała
Znikąd pomocy znikąd ratunku
czyż wierna Miłość na zawsze zginie
w bezsilnej otchłani obojętności
jak statek widmo w morskiej głębinie
Posłuchaj kochana Mądrości rady
bo został Ktoś taki kto Cię ratował
to Czas co wiedział jakim uczuciem
jest Miłość którą w sercu zachował

Oni dokonali wyboru

W dalekim kraju żył pewien człowiek
któremu duma nie pozwalała
współczuć przebaczać i kochać ludzi
bo jego serce było jak skała
Ludzie się czasem zastanawiali
co też być mogło tego powodem
nigdy nie prosił o miłosierdzie
i nie podawał ręki na zgodę
Tak żył wśród ludzi ciągle ich raniąc
a kiedy przeniósł się do wieczności
stanął twarz w twarz z Tym co go kochał
którego serce morzem miłości
To serce biło tylko dla niego
i otoczyło czułym ramieniem
nieodgadniona dobroć prosiła
by poszedł za Nim za przeznaczeniem
Człowiek nie wiedział jak się zachować
przecież przebaczać nigdy nie umiał
więc odszedł w wieczną krainę piekła
bo takiej miłości On nie rozumiał
W tym też to czasie Stwórca powołał
przed swe oblicze człeka grzesznego
który to mimo wad i słabości
umiał się zmusić by kochać bliźniego
Chociaż mu ciężko i trudno było
zmagał się dzielnie ze swymi grzechami
umiał wybaczać i rękę podać
naprawiać błędy dobrymi czynami
Tak jak ten pierwszy stanął ów grzesznik
przed morzem dobroci nieodgadnionej
Tego co serce jest wypełnione
płomieniem miłości dla duszy skruszonej
I pojął człowiek że Pan ratunkiem
nic się nie dzieje wszak bez przyczyny
On da mu szansę odpokutować
by w ogniu czyśćca zmazał swe winy
I poczuł człowiek ból i tęsknotę
za Tym co kocha go ponad życie
On dał mu nadzieję szczęścia wiecznego
i przyprowadzi przed Swoje oblicze

Historia pewnego krzyża

Stoi na ziemi jak punkt na mapie
krzyż betonowy i bardzo stary
przystań przechodniu On Ci opowie
tragiczną historię pewnej ofiary
Krzyż na pamiątkę tu postawiono
usiądź na chwilę gdzieś w jego cieniu
pomyśl o czasie który przeminął
odczytaj napis w głębokim skupieniu
Wsłuchaj się w ciszę wtedy usłyszysz
cichy szloch matki i łzy rozpaczy
dla niej to miejsce jest uświęcone
a śmierć dzieweczki tak wiele znaczy
Jak śmierć Jezusa na krzyżu zbawienia
rozrywa serce z okrutnej boleści
to straty dziecka tak niewinnego
rozum i serce zdołać nie pomieści
Tedy przechodniu u stóp tego krzyża
do Zbawcy świata w cierniowej koronie
za duszę dziecka za duszę zmarłych
do pokornej modlitwy złóż Swoje dłonie

Ballada o człowieku i krzyżu

Był sobie człowiek który niósł krzyż swój
w sam raz na jego wątłe ramiona
i chociaż go nosił przez wszystkie lata
nie mógł się jakoś do niego przekonać.

Narzekał, że ciężki i że uwiera,
że nie pasuje bo trochę za długi,
chciałby go w końcu zmienić na inny
a ten zostawić, zbyt go nie lubi.

Nie mógł już dłużej Pan na niebiosach
ścierpieć narzekań człowieka słabego,
posłał Anioła by go zaprowadził
gdzie inne krzyże czekały na niego.

Pokazał miejsce gdzie przeróżne krzyże
jak drzewa z ziemi powyrastały,
aby mógł wybrać ten co mu pasuje
leciutki gładki i całkiem mały.

Niemądry człowiek widząc tyle krzyży
z radości podskoczył, ręce zaciera,
chodzi jak w transie i godzinami
krzyż odpowiedni dla siebie wybiera.

Ten jest za ciężki, chociaż ze złota
a ten za prosty, biedny i surowy
ten niestabilny zbyt ozdobiony,
ten znów za duży choć całkiem nowy.

Zmęczony szukaniem usiadł na ziemi
patrzy cień krzyża widać na trawie
jak oparzony zerwał się wołając:
-ten mi pasuje tego nie zostawię-

Anioł uśmiechnął się do człowieka
mówi do niego wielce rozbawiony
-mój drogi ten krzyż który znalazłeś
to ten przez Ciebie wcześniej porzucony.

Ja jestem Stróżem a Twój Ojciec w niebie
powierzył mi kiedyś poważne zadanie,
bym dopasował krzyż na Twą miarę
taką jaką krawiec szyje ubranie,

Bo Pan nie obarczy dziecka swojego
ciężarem którego unieś nie zdoła
byś mógł cierpliwie nieść go przez życie
a do pomocy posłał mnie Anioła-

Inspiracją do napisania tej ballady było opowiadanie ks.Mieczysława Malińskiego pt "Opowiadanie o ludzkich krzyżach".

Modlitwa i praca

Po morzu głębokim wśród burz i szkwału
samotny rozbitek do brzegu dryfuje
maleńka plaża jałowej wyspy
choć niegościnna życie ratuje
Wyspa nieznana kamień i skała
niszczy nadzieję na szansę przetrwania
myśli rozbitek moim ratunkiem
będą wzniesione do Boga błagania
W imię zasady ludowej mądrości
że to bez pracy nie ma kołaczy
ten co w modlitwie czekał ratunku
w końcu też wziął się do ciężkiej pracy
Wzniecił więc ogień by ogrzać ciało
strawę choć lichą też przygotował
a kiedy już syty i wypoczęty
z suchych gałęzi szałas zbudował
W modlitwie i pracy dni mu mijały
przerwane chwilą spoczynku na plaży
one mu były taką nadzieją
o której biedny rozbitek marzył
Niezapisane wyroki niebios
zesłały na wyspę wicher znad morza
który to siłą i mocą wielką
jednym podmuchem rozniecił pożar
Gdy niszczycielskim ogniem zapłonął
unosząc z dymem dobytek człeka
był takim znakiem dla Tych na morzu
że tam na wyspie Ktoś bardzo czeka
A że ratunek przyszedł tu w porę
nie będzie człowiek niczego żałował
choć szałas pracę rąk własnych stawiany
dwukrotnie życie mu uratował
Gdy sam tu mieszkał on był mu domem
takim azylem bezpiecznym schronieniem
kiedy posłużył za znak pomocy
unicestwiony był ocaleniem
Zrozumiał tedy człowiek z pokorą
że wszędzie nawet na krańcu świata
gdyby lenistwo było przymiotem
żył by samotnie przez wszystkie lata
Praca modlitwa tylko pomogły
gdyż jak dwie siostry się wspomagały
a że szły razem w parze z rozsądkiem
to wielką moc łaski od Boga miały

Umieć rozmawiać

Gdzieś na pustkowiu wśród skał kamieni
gdzie życie toczy się swoim tokiem
mieszkał mąż mądry znany asceta
w grocie ukrytej przed ludzkim okiem
Modlitwą wypełniał dzionek calutki
myśli swe zwracał zawsze do Boga
post medytacja wewnętrzny spokój
to była Jego właściwa droga
Gdy tak rozmyślał o różnych sprawach
błahych lub ważnych w życiu każdego
nie zauważył nawet że w grocie
ma przecież gościa nieproszonego
To myszka mała głodem zmożona
przyszła szukając tu pożywienia
sandał ascety z prawdziwej skóry
to smaczny kąsek warty zjedzenia
Więc się zabrała z wielką ochotą
do obgryzania sandału tego
i nawet na myśl biednej nie przyszło
że burzy spokój i robi coś złego
Wściekł się asceta nie bez przyczyny
jak to stworzenie śmie mu przeszkadzać
nie dość że brzydkie to jeszcze głupie
a On chce sobie z Bogiem pogadać
Na to mu myszka że pojąć nie umie
już się zaczyna w tym wszystkim gubić
bo mąż tak zacny rozmawia z Panem
a z nią się nie chce nawet rozmówić
Przecież i ona stworzeniem bożym
więc porozmawiać z nią chyba może
a że nie słucha to chyba głuchy
przed takim Mędrcem broń Panie Boże