W jankowickim lesie
Regina Sobik

W małym lesie za wsią,
na małej polanie
zwołały zwierzęta
coroczne zebranie.
Witając przybyłych
głos zabrała sowa
przez leśne zwierzęta
zwana: mądra głowa.
Sowa, jak to sowa,
bardzo mądrą była
usiadła na drzewie,
tak mowę zaczęła.

„-Korzystam z okazji
że jestem przy słowie,
kilka spraw przedstawię
w mojej krótkiej mowie.
Sprawa najważniejsza
to zgoda i spokój,
by wśród leśnej braci
zapanował pokój.
By dziki i wilki
umiar zachowały,
a wśród nocnej ciszy
zbyt nie rozrabiały.
Szacunek dla innych
to przecież rzecz święta,
a przeszkadzać we śnie
to rzecz niepojęta.

Punkt drugi zebrania:
zniszczenia i szkody,
kto to zrobił i dlaczego
jakie miał powody?-”
Wśród leśnej zwierzyny
wrzawa się podnosi,
głos chce zabrać borsuk
o przemowę prosi.
„-Jestem budowniczym
i tamy buduję,
a przyrodę w lesie
cenię i szanuję.
Szukajmy winnego
co nam zniszczył drzewa,
przepędził słowika,
który już nie śpiewa.
Zniszczył ptasie gniazda,
gałązki połamał,
zdeptał świeżą trawę,
młode dęby złamał.
Każdy wandal w lesie,
czy stary czy młody
karę ponieść musi
i naprawić szkody.-”

Zając który dotąd
z tyłu cicho siedział,
podszedł do borsuka
i tak mu powiedział:
„-Lisek nie ma nory,
ptaki gniazd nie mają
dęby nie urosną,
trawy usychają.
W końcu raz porządek
jakiś zrobić trzeba,
utworzyć straż leśną
by chroniła drzewa.-”

Na te słowa zewsząd
rozległy się brawa,
bo pomysł wspaniały
i wspaniała sprawa,
Więc mieszkańcy lasu
wspólnie uradzili
i do pilnowania
wilka zatrudnili.
Straż lotną nad lasem
będą trzymać ptaki,
z góry obserwować
wszystkie leśne szlaki.
Las domem dla zwierząt
i jest najważniejszy,
trzeba go pilnować
by był bezpieczniejszy.

Sowa z racji wieku
już bardzo zmęczona
skwitowała sprawę:
„-ma misja spełniona
Proponuję wszystkim
zakończyć zebranie
i do domu wrócić
nim wieczór nastanie.
Jutro wcześnie rano
zaraz po śniadaniu
musimy się przyjrzeć
nowemu wezwaniu.
Musimy solidnie
wziąć się do roboty,
rozwagą i sprytem
rozwiązać kłopoty.
Zaczynamy pracę
lekko nam nie będzie,
a niebezpieczeństwo
czyha na nas wszędzie.
Oczekuję od was
wszelakiej pomocy
życzę powodzenia
i spokojnej nocy.

Słoneczko już zaszło
i nocka nadchodzi,
pora iść do domów
gdy dzionek odchodzi.
Noc mrokiem spłynęła,
uśpiła zwierzęta,
nie śpi tylko sowa
pracą zbyt zajęta.
Układa plan zajęć
dla ptaków i wilka,
spraw do załatwienia
zostało jej kilka.
Pusto na polanie
pusto w całym lesie
tylko echo do wsi
plotki z lasu niesie.
O tym, jak zwierzaki
sobie poradziły,
plany i działania
w pracy ustaliły.
Jakie polecenia
od sowy dostały,
by o bezpieczeństwo
mieszkańców zadbały.

Plotka, jak to bywa
lotem błyskawicy
wieś, miasto obiegła,
doszła do stolicy.
W stolicy akurat
sejmik obraduje,
na nowego króla
świat zwierząt głosuje.
Z braku kandydatów
niedźwiedzia wybrano,
rządy silnej łapy
już zapowiedziano.
Król nowo wybrany,
nie ma doświadczenia,
z nikim się nie liczy,
innych nie docenia.

Wezwano więc sowę
pilnie do stolicy,
by zaprowadziła
rygor na ulicy.
A ,że nasza sowa
mądrą sową była,
prosto i dobitnie
w sejmie oświadczyła:
„-Jestem skromną sową
i pochodzę z lasu
nie pójdę na układ,
nie mam na to czasu.
Jeśli chcesz ,mój królu
wprowadzać porządki, musisz najpierw zacząć
od rodzinnej grządki.
Tak ustaw i ułóż
wszystkie swoje sprawy,
byś miał czas na pracę,
a nie na zabawy.
I przykładem naucz
szacunku do świata,
będziesz miał oparcie
na swe stare lata.
Ja ci mogę pomóc,
rozsądnie doradzić,
z resztą ty już musisz
sam sobie poradzić.
Muszę szybko wracać
tam, skąd przyleciałam
skąd też zaufanie
od braci dostałam.
Jestem im potrzebna,
umiem to docenić,
mam swoje zasady,
nie mogę ich zmienić.
Tak, jak powiedziała
tak też i zrobiła,
nie zatrzyma jej tu
żadnej władzy siła.
Za wierną postawę,
którą okazała,
po powrocie medal
od zwierząt dostała.

Nazajutrz słoneczko
wcześnie rano wstało,
bo do załatwienia
ważną sprawę miało.
Ciepłem swych promieni
ma ogrzać las cały,
bo zwierzęta leśne
telegram dostały.
Przylatuje właśnie
wieczorną godziną
z dalekiej podróży
ważny gość z rodziną.
Trzeba przygotować
mu ciepłe posłanie
w małym lesie za wsią
na małej polanie.
Wraca do swych braci
z nieznanego kraju,
dokąd go zabrano
w zeszłym roku, w maju.

W piękny letni dzionek
poszedł na wycieczkę-
chciał zdobyć śniadanie,
poleciał nad rzeczkę.
Beztroska zabawa
źle się zakończyła,
rutyna i pewność
bociana zgubiła.
Lądując, zahaczył
o wierzchołek drzewa,
spadł na ziemię jak grom
z wysokiego nieba.
Okropnie się potłukł,
skrzydło nadwyrężył,
ale siłą woli
strach i ból zwyciężył.

Chociaż wczesna pora,
ruch nad rzeczką duży,
przyleciał wróbelek
kąpać się w kałuży.
Wędkarz łowi ryby
i zarzuca sieci,
przyszły też nad rzekę
roześmiane dzieci.
Przyniosły, ze sobą
łopatki, wiaderka,
będą kopać w piasku
i bawić się w berka.
Z za kłębiastej chmury
słoneczko wyjrzało,
zobaczyło dzieci,
omal nie zemdlało.
Roześmiane buzie,
wesoła gromada,
jego mina smutna
a to nie wypada.
Musi im zaświecić,
by cieplutko miały,
wycieczkę nad rzekę
miło wspominały.

Dzieci rozbawione
coś opowiadają,
śmieją się, a przy tym
do uszka szeptają.
Zeszło słonko niżej,
bo ciekawe było,
chcąc podsłuchać dzieci
chmurą się nakryło.
Słoneczko kochane,
ciekawość to wada,
nie podsłuchuj nigdy,
bo to nie wypada.
Idź, gdzie twoje miejsce
i świeć na świat cały,
by twoje promyki
dzieciom ciepło dały.
Zawstydzone słonko
wędruje po niebie,
zobaczyło Jasia,
był w strasznej potrzebie.
Przypadkowo znalazł
rannego bociana,
tego, co wypadek
miał z samego rana.

Biegnie więc do Pani
i woła z daleka,
że bociek jest ranny,
na ratunek czeka.
Pani przez telefon
karetkę wezwała,
chociaż z połączeniem
wielki kłopot miała.
Pogotowie z miasta
szybko przyjechało,
rannego bociana
ze sobą zabrało.
Od roku nie było
o nim wiadomości,
a tu niespodzianka-
przylatuje w gości.
Cieszą się zwierzaki,
przyjęcie szykują,
i wygodne lokum
dla boćka budują.
Nawet mrówki leśne
dzielnie pomagają,
bo wielki szacunek
dla bociana mają.
Oj, gdyby nie bociek,
domu by nie miały
i pod gołym niebem
dotąd by sypiały.

Mrówki właśnie nowy
kopiec zbudowały,
bo ich stary domek
był już ciut za mały.
Za ciasny, za mały,
by potomstwo chować
więc postanowiły
nowy dom zbudować.
Pewnej chłodnej nocy
ruszył dzik na łowy,
nic sobie nie robiąc
z cennych uwag sowy,
,,-Jaki ładny kopczyk,
w sam raz dla zabawy,
zniszczę zburzę cacko
i nie będzie sprawy, a mrówki niech sobie
nowy dom zbudują,
nie będą się nudzić
kiedy popracują.-”

Hałasy, chrząkania
zbudziły bociana,
który był zły bardzo,
że go budzą z rana.
Bociek zaklekotał,
poleciał do jeża,
jeż ma ostre kolce
i przepędzi zwierza.
Pan jeż, gdy usłyszał
wywody bocianie.
zląkł się o los mrówek,
„-co się z nimi stanie?-”
Postanowił pomóc
i do dzika śpieszy,
a ten, jak wiadomo
rozwagą nie grzeszy,
Jeż tak dla zasady
kolce pokazuje,
ostre jak igiełki
na dzika szykuje.
Ostre kolce jeża
tę przewagę mają,
że jak wejdą w skórę,
wielki ból zadają.
Spojrzał dzik na kolce,
wziął nogi za pas,
wystraszył się igieł
i popędził w las.

Tak bociek i jeżyk
kopiec ocalili,
sprytem i odwagą,
wroga pogonili.
A wieść o ich czynie
szybko się rozeszła,
do historii lasu
jako przykład przeszła,
Za godną postawę,
odważne działanie,
dostał jeż od sowy
poważne zadanie.
Pójdzie do ogrodu
na łąki i pola,
spulchni ziemię twardą,
bo ziarno siać pora.
Z calutką rodziną
na wieś się przeniesie,
zostawi mieszkanie
pod opieką w lesie.

Zamieszkał jeż na wsi obok krzaczka róży,
towarzystwo kolców
jeżom dobrze służy.
Wyszły jeże z domu
w pewien cichy ranek,
ciekawe sąsiadów,
chciały wejść na ganek.
Na ganku pod ławą
mieszkają trzy koty-
mama, tato szary,
a ich synek złoty.
Mamę kotkę martwi
dziwny wygląd synka:
„-co na kolor powie
nieznośna rodzinka ?-”
Kłopoty mamusi
nie obchodzą syna,
chowa się pod ławką,
gdy przyjdzie rodzina.
Poluje na myszy,
szuka dziury w rurze,
zwinnie łapie muchy,
wspina się po murze.
A wieczorem czyści
łapki, złote futro,
bo pójdzie na spacer
z psem Azorem jutro.

Czystość i porządek
lubi do przesady,
przecież wszystkie koty
znają te zasady,
Kiedy toaleta
była już gotowa,
wtedy kotek harce
zaczyna od nowa.
A tak przy okazji,
to mądra nauka,
kotek sposobności
do zabawy szuka.
Tata z dumą myśli
o przymiotach synka,
nie ma to jak mądra,
porządna rodzinka.
Kolor nie odgrywa
tutaj żadnej roli,
nikomu nie wadzi,
nikogo nie boli.
Widać odziedziczył
coś po swoich dziadkach,
przecież to się zdarza
w tak wielu przypadkach.
Ciesz się, kocia mamo,
że masz kłopot z głowy,
a twój synek mądry
wesoły i zdrowy.
Kiedyś ci wyrośnie
na mądre kocisko,
teraz ucz go życia,
by zrozumiał wszystko.

Nasze jeże grzecznie
koty pożegnały,
potem poszły na dwór,
Azora spotkały.
Rety, co za zwierzę-
szczeka i ujada,
na dodatek ma kły
i jak lis się skrada.
Przerażone jeże
pomocy wzywają,
przed okropną paszczą
zwierza uciekają.
Przybiegł tato jeżyk
gotów walczyć z psiną,
ten zobaczył kolce
i ogon podwinął.
Azor wie, że igły
wielki ból zadają,
unika więc stworzeń,
które kolce mają.
Już drugi raz kolce
bardzo się przydały
od niechybnej zguby
kogoś ratowały.

Wracają jeżyki
do domu zmęczone,
zamieszaniem z pieskiem
trochę przestraszone.
A ,że droga wiodła
koło ich ogródka,
muszą przejść pod płotem,
bo zamknięta furtka.
Sztachety złamane,
w płocie duża dziura,
wszędzie wióry, drzazgi,
sierść i ptasie pióra.
Któż takie zniszczenia
w ogrodzeniu zrobił?
wielkie spustoszenie
na grządkach porobił?

To kózka rogata
bardzo głodna była,
wpadła do ogrodu,
grządki poniszczyła.
Rogiem płot złamała,
fiknęła koziołka,
i z rozpędem wpadła
do małego dołka.
A tam siedzi zając,
trzęsie się ze strachu,
a koza mu na to:
„-nie bój się mój brachu
Trzęsiesz się biedaku,
jakbyś ujrzał zjawę,
już ja cię obronię
i dam ci obstawę -”
„-boję się Azora
kózko ukochana,
siedzę cicho w dołku
od samego rana.
Azor szczerzy zęby
i okropnie szczeka,
a pyszna kapusta
na zagonie czeka.-

„-Nie bój się Azora
on udaje Greka,
a sam też się boi
i dlatego szczeka.
Już ja znajdę sposób
na tego gałgana,
choć bym miała myśleć
do samego rana.
Posłuchaj mnie pilnie,
drogi przyjacielu,
a jak wiesz zapewne,
nie mam ich zbyt wielu.
Ty przynętą będziesz
dla wroga naszego,
wyprowadzisz w pole
pieska złośliwego.
Ja zaś całą sprawę
muszę przygotować,
na miejscu zostanę
kapusty pilnować.-”

Koza za przebiegłość
nagrodę zyskała,
zieloną kapustę
na obiad schrupała.
Zaś biedny zajączek
zadaniu nie sprostał,
i smaczną kolacją
dla Azora został.
„-Och, biedny szaraku,
smutna twoja dola,
już nie będziesz nigdy
jadł kapusty z pola.!-”
Żałują zwierzęta
zajączka biednego,
co wygnał z ogrodu
Azora strasznego.
Gdy tylko wiadomość
sowa otrzymała,
w trybie pilnym jeża
ze wsi odwołała.
Nie będzie pracował
dla takiej hołoty,
i nigdy nie wróci
na wieś do roboty.

Już po tym wypadku
za dni może kilka
spotkała wiewiórka
zranionego wilka.
Ma złamaną łapę
i bardzo się męczy,
narzeka,pomstuje,
i okropnie jęczy.
Wracał z polowania
bardzo późną porą,
wpadł w żelazne sidła
tuż przed swoją norą.
Pobiegła wiewiórka
po pomoc na drzewo
i prosi dzięcioła:
„-poratuj kolego!
Daj znać o wypadku,
pomocy poszukaj,
gdy zajdzie potrzeba
mocno dziobem stukaj.
Może cię usłyszy
leśniczy z daleka,
i nie marnuj czasu,
wilk ratunku czeka!-”

Pan leśniczy nieraz
leśną brać ratował,
zabierał do domu,
leczył pielęgnował.
Zwierzęta kochają
Pana Leśniczego
On Aniołem stróżem
lasu zielonego.
i lasu, i zwierząt,
i całej przyrody,
za swą ciężką pracę
nie czeka nagrody.
Wezwany do wilka,
śpieszy na ratunek,
a na chorą łapę
kładzie opatrunek.
Podejrzewa, że wilk
zbroił coś tej nocy,
ale nie odmówi
rannemu pomocy.

Pocztą pantoflową
doniósł ktoś na wilka,
że napadł na stado,
zabił owiec kilka.
Wie leśniczy, że to
zbyt poważna sprawa,
zajmie się nią potem
bo to nie zabawa.
Czy prędzej, czy później,
i tak się przekona,
czy to tylko plotka,
czy prawda złożona.
Nie można osądzać
kogoś zbyt pochopnie,
trzeba sprawę zbadać
powoli, roztropnie.
Opinię o winie
przemyśleć, rozważyć,
fakty i zdarzenia,
połączyć skojarzyć.

Nie dalej jak wczoraj
w samym środku nocy,
a było to gdzieś tak
zaraz po północy.
Wkradło się wilczysko
na łąkę sąsiada,
który snem zmożony
nie pilnował stada.
Zostawił owieczki
bezbronne i same,
a wilk tylko czekał,
wiedział, co jest grane.
Oj ,wiedział on, wiedział,
bo je obserwował-
od dawna na stado
pazury szykował.
Ciemna noc na niebie
gwiazdy zapaliła,
owieczki i łąkę
srebrem oświetliła.
Wyczuły owieczki,
że się coś szykuje,
że jakiś zwierz groźny
na stado poluje.
Wszczęły głośny alarm,
stróża obudziły,
hałasem, beczeniem
wilka przegoniły.

Marząc o przygodzie,
biedroneczka mała
na łąkę przy lesie
ze wsi przyleciała.
Usiadła biedronka
na listku stokrotki:
„-powiedz mi, kochana,
gdzie podziałaś kropki?
Najnowszy krzyk mody
kropki i kropeczki,
nie tam jakieś paski
ciapki, czy krateczki.
Cały ród biedronek nosi czarne kropki:
„-tato, mama, dziadek,
kuzyni i ciotki.
„-Ja jestem stokrotką,
w kropkach nie gustuję,
bardziej lubię paski,
lepiej się w nich czuję.
Cóż na to poradzę?
nie dla mnie ta moda,
ale dla biedronki
ładna i twarzowa.
Nie idę za modą,
nowości nie lubię,
w stylu i kolorze
naprawdę się gubię.
Nie znoszę czerwieni,
uwielbiam zaś biały,
a białą sukienkę
noszę przez dzień cały.
Suknia w białe płatki
i żółty fartuszek
to moje odzienie
i szykowny ciuszek.
Choć jestem stokrotką,
twoje zdanie cenię,
lecz mego ubioru
na inny nie zmienię.
Bardzo ważne jest to,
jak się kto w czym czuje,
a poglądy innych
ceni i szanuje.-”

W pogodny poranek
echo wieści niesie,
że będą wybory
dziś w zielonym lesie.
Do wyborów Misski
stanęła biedronka,
a za konkurentkę
uznała się stonka.
Która z nich otrzyma
laury i oklaski?
biedronka w kropeczki,
czy też stonka w paski?
„-Słuchaj no biedronko-”
mówi do niej stonka
„-mam sukienkę w paski,
nie to, co biedronka.
Moje paski modne,
pięknie wyszczuplają,
gdzie tylko się zjawię,
powodzenie mają.-”
„-A moje kropeczki
są bardzo twarzowe,
czarne i okrągłe,
w modzie trendy nowe.-”

„-Moje drogie panie,
odłóżcie te spory,
nieważne są dla nas
kształty i kolory.
Pora więc zachować
troszeczkę godności,
odłożyć niesnaski,
zatargi i złości.
Jeszcze dzisiaj trzeba
dokonać wyboru,
w tajnym głosowaniu
wybrać miss wieczoru.
Konkurencja silna,
kandydatek wiele,
pracy jeszcze dużo,
a czasu niewiele.
Po długiej naradzie
pierwszą miss wybrano,
królową wieczoru
pszczółką obwołano.

Bardzo późną porą,
wieczorną godziną
zabłąkał się w lesie
kotek wraz z rodziną.
Nie mają schronienia,
nie mają też domu,
samotni i biedni,
nie wadzą nikomu.
Zająć się tą sprawą
sowa zarządziła,
ciepłe, suche lokum
na noc zapewniła.
Szary mrok za oknem
kotkom sen przyniesie,
na dobranoc bajki
nocka ciemna niesie.

Gdy ranek się zbudził,
pewna pchełka mała
lewą nogą z łóżka
dopiero co wstała.
Jej mniejsza córeczka
przed nią uciekała,
i to tak dla żartu
w pościel się schowała.
Dwie godziny szuka
mama swej córeczki,
co podobna bardzo
do czarnej kropeczki.
„-Chodź moja kropeczko,
napijesz się mleczka,
będziesz ładna, zdrowa,
krągła jak kuleczka.-”
„-Na nic, mamciu droga
twoje dobre rady,
już ja znam się na tym,
znam twoje zasady.
Wyciągnij mnie, proszę,
z tej brudnej pościeli,
obiecuję, będę
grzeczna jak anieli-”
Mama, tak jak każda,
swego dziecka szuka,
a stąd płynie morał
i mądra nauka:
Gdy maleńkie dziecko
mamie się zgubiło,
mama szuka dziecka,
choćby pchełką było.
Co się zaś dotyczy
niegrzecznej córeczki,
okrągłej, podobnej
do małej kuleczki,
Szepnę jej cichutko
do lewego uszka,
to nie była pościel,
lecz kocia poduszka.
Z kotkiem noc spędziła
w sierści zaplątała,
i tak już do rana
miło sobie spała.
Nie wiedziała o tym,
że jej uciekł kotek,
oburzony skoczył
na niewielki płotek.
Pora dać ci, pchełko,
nauczkę i burę,
zalazłaś zbyt mocno
kotkowi za skórę.
On ma ciężką pracę,
zamiast myszki łapać
to z twego powodu
musi skórę drapać.

Opowieść o pchełce
kocięta uśpiła,
a nocka za oknem
świat snem utuliła.
Nawet księżyc jasny,
co na niebie świeci
poszedł spać za chmurę
z bajkami dla dzieci.
Złośliwy wiaterek,
witając poranek,
przygnał ciężkie chmury
deszczem zbudził ranek.
Zapłakało niebo
łzami jak fasola,
kropelkami spadło
na łąki i pola,
Napoiło ziemię
suchą i zmęczoną,
po letnich upałach
okropnie spragnioną.
Ożywczą świeżością
ziemia zapachniała,
kolorowa tęcza
piękność pokazała.
Zwierzęta i ludzie
patrzą zachwyceni,
bogactwem kolorów
i barw zadziwieni.

Wróbel się zagapił,
omal nie spadł z drzewa,
postanowił lecieć
po tęczę do nieba.
Lecz tęcza zniknęła,
kolory straciła,
króciutko pięknością
na niebiosach była.
Nasz dzielny wróbelek
mocno zawiedziony
poleciał na pole
w obce sobie strony.
Zmęczony, zgłodniały
i bardzo spragniony,
szuka pożywienia,
podróżą strudzony.
Popatrzył wokoło,
coś się srebrem mieni,
czyżby srebrna tęcza
wyrosła na ziemi?

To dojrzałe zboże
owocem tej ziemi,
perełkami rosy,
srebrzyście się mieni.
Wypełnione ziarnem
w polu jak rycerze
kłosy zbóż czekają,
aż je żniwiarz zbierze.
Urosły wysoko,
ciężkie i dorodne,
nakarmią zwierzęta,
ludzi, ptactwo głodne.
Zebrane z pól ziarno
niejeden los zmieni,
ciężka praca ludzi
w chlebek je zamieni.

Przyleciał wróbelek
usiadł na snop żyta,
cieszy się, że wreszcie
naje się do syta.
Podsłuchał rozmowę,
jak mama mówiła,
swe dzieci szacunku
do chleba uczyła.
Że to dar od Boga,
szanować go trzeba
by dla głodnych stworzeń,
nie zabrakło chleba.
Wszystkie mądre dzieci
gdy taka potrzeba
zbierają ze stołu
okruszynki chleba.
Dla swoich przyjaciół
na zimowe chłody,
gdy śniegi, zamiecie,
skute lodem wody.
Zanosi wróbelek
do lasu nowinę-
będzie miał jedzonko
na czarną godzinę.
Bo dzieciaki ze wsi
o ptaszki zadbały,
na zimowe czasy
okruszki zebrały.
Cieszy się wróbelek,
radują się dzieci,
słonko im wtóruje,
i weselej świeci.

Pod listkiem poziomki
zebrały się skrzaty,
rozmawiają o tym,
co było przed laty.
O skrzatuni Krzysi,
która miała brata,
bardzo malutkiego,
pulchniutkiego skrzata.
Skrzat ten dotąd dobrze
w rodzinie się chował
nie wiadomo czemu
nagle zachorował.
Pan doktor przepisał
dla braciszka leki,
więc trzeba iść Krzysi
do leśnej apteki.
Przypadek był ciężki,
Krzysia się śpieszyła,
dwa różne buciki
na nóżki włożyła.
Biegnie do apteki
i woła z daleka,
że braciszek chory,
na lekarstwa czeka.
W kolejce stanęła,
podchodzi do kasy,
za plecami słyszy
szmery i hałasy.

To sroka złośnica
siedzi i złorzeczy,
pomstuje na Krzysię,
narzeka i skrzeczy.
Że jakąś tam modę
nową wymyśliła,
dwa różne buciki
na nogi włożyła.
I nieodpowiedni
młodym przykład daje,
wprowadza wśród skrzatów
naganne zwyczaje.
A Krzysia po prostu
bardzo się śpieszyła,
i dlatego różne
buciki włożyła
Nie sądź po wyglądzie,
choć masz bystre oko,
możesz się pomylić
co do kogoś, sroko!
Dla skrzaciego rodu
zachowaj szacunek,
wszak chodzi o zdrowie
i szybki ratunek.

Życie w lesie płynie
spokojnie i cicho,
tylko wieczorami
straszy leśne licho.
Opowiada brednie
o okrutnym smoku,
który las odwiedzi
jeszcze tego roku.
Śmieją się zwierzęta,
nie boją się licha,
las azylem zwierząt
okolica cicha.

„-Moje drogie dzieci-
mówi mądra sowa-”
opowiem wam bajkę,
bajka będzie nowa.
Posłuchajcie pilnie
bajki o niedźwiadku,
małym i chudziutkim
Niedźwiadku Niejadku.
Miał niedźwiadek duży
malutkiego synka
kłopot miała z misiem
calutka rodzinka.
mama, tata, babcia,
wujek,ciotka, dziadek
bo syneczek misio
był straszny niejadek.
kiedy to rodzinka
siadła do obiadu,
po małym niedźwiadku
nie było już śladu.
Wszedł sobie na drzewo
i wielkie łzy roni,
przed pysznym obiadem
zaciekle się broni.
„-Chodź ze mną po miodek-”
prosiła go mama,
niedźwiadek się schował,
mama poszła sama.
„-wnusiu ukochany-”
babcia za nim woła-
„-Ja cię zaprowadzę
rano do przedszkola,
wszystkie grube misie
znów się będą śmiały,
że niedźwiadek chudy
i okropnie mały.-”
Choć misiowi w brzuszku
od głodu burczało,
śniadanie w przedszkolu
na stole zostało.

„-Co z ciebie wyrośnie-”
powtarzał wciąż tato.
„-może się poprawisz
w nadchodzące lato-”
Od rana po wieczór
calutka rodzinka
chuchała, dmuchała
na chudego synka.
Bała się o zdrowie,
o wygląd i siły,
bo inne niedźwiadki
okrąglutkie były.
silne jak te drzewa,
grube jak beczułki,
kradły miód z pasieki
pracowitej pszczółki.
A były okropne
z misiów łakomczuszki,
nieraz z przejedzenia
bolały ich brzuszki.
Gdy sobie pojadły,
całą zimę spały,
bo zapasy tłuszczu
przez lato zbierały.

Tylko nasz Niejadek
wciąż wielka chudzina,
z ledwością biedaczek
na łapach się trzyma.
Ale będzie heca,
ale będzie gratka,
gdy figlarny wietrzyk
przewróci Niejadka.
Poszedł misio kopać
piłkę z kolegami,
ciągle się wywracał,
zagrali więc sami.
Mama płacze z żalu
nad wyglądem synka-
„-nie pożyje długo
ta nasza chudzinka.
W końcu trzeba misia
oddać na leczenie,
synek silny, zdrowy
to moje marzenie-”
Mama do szpitala
z synem pojechała,
Pani Doktor misia
dokładnie zbadała.
po czym rzekła krótko:
„-ciesz się, mamo, z syna,
on zdrowy jak ryba,
to nic ,że chudzina.
W tym momencie sowa
bajeczkę przerwała,
pomyślała chwilę,
a potem dodała:
„-Wprawdzie miś Niejadek
tuszą zbyt nie grzeszy,
niech jak wszystkie dzieci,
dzieciństwem się cieszy.

Skrzeczy sroka w lesie,
że się coś szykuje,
bowiem panna mucha
walizki pakuje.
a mucha po prostu
wykupiła wczasy.
bo chciała odwiedzić
piękne górskie lasy.
Choć się szykowała
do krótkiej podróży,
zabrała ze sobą
torbę plecak duży,
podekscytowana
podróżą nie spała,
czuwając noc całą
omal nie zaspała.
Na dworzec zachodni
szybko lecieć chciała,
stąd pociąg do Wisły
zaraz będzie miała.
A, że były korki
na miejskiej ulicy,
to się skierowała
do centrum stolicy.
by zdążyć na pociąg,
bardzo się śpieszyła,
bilet pierwszej klasy
do Wisły kupiła.

Wsiadła do pociągu,
co jechał nad morze,
„-proszę oto bilet
Panie konduktorze-”
Pan konduktor przecież
to osoba ważna,
a bilet na przejazd
sprawa zbyt poważna.
„-Coś się tu nie zgadza,
moja panno mucho,
masz bilet nieważny-”
szepce jej na ucho.
Czy wiesz, gdzie są góry,
a gdzie nasze morze?
gdzie Wisła, gdzie Ustroń,
Gdynia czy Niechorze?
Chyba, moja panno
mapy nie widziałaś,
lub na geografii
smacznie sobie spałaś.-”
„-Panie Konduktorze,
zbytnio się śpieszyłam
i przez pośpiech właśnie
zły bilet kupiłam.
Proszę mi wybaczyć,
bo na wczasy jadę,
że się pomyliłam
nic już nie poradzę.
Chyba jednak muszę
pojechać nad morze,
zwiedzić Hel i Sopot,
Gdynię i Niechorze.
Wykąpać się w morzu,
opalić na plaży,
lecz powiem po cichu:
„-Wisła mi się marzy-” Mam do pana prośbę,
Panie Konduktorze:
„-proszę mnie obudzić,
kiedy będzie morze-”

Jakiś pan w przedziale
tak muchę zagadał,
śmiał się dowcipkował,
bajki opowiadał...
Zmęczona słuchaniem
w błogi sen zapadła,
z pociągu na dworcu
w Gdyni nie wysiadła.
Spała sobie smacznie
samotna w przedziale,
obudził ją ranek,
gdy już była w Spale.
Wzięła więc taksówkę,
do lasu wróciła
bez torby,plecaka,
które gdzieś zgubiła.
Teraz opowiada
kogo to widziała,
gdzie ona nie była,
kogo nie spotkała..
Nie przyzna się przecież,
że gór nie widziała,
że wczasy na ławce
w pociągu spędzała.
a przez roztargnienie
nie zauważyła,
że bilet nad morze
w kasie wykupiła.

Na pola i łąki
zawitała jesień,
czerwienią i brązem
przywitał ją wrzesień.
Rumiana ,wesoła,
pięknie kolorowa
dla swoich przyjaciół
coś w fartuszku chowa.
Dla zwierząt kasztany,
orzechy złociste,
dla ludzi jabłuszka
i śliwki soczyste.
Przez Matkę Naturę
została ubrana,
z kolorowych liści
sukienka utkana,
Z żółtych słoneczników
na głowie wianuszek,
i szalik na szyję
z czerwonych jabłuszek.
Wygląda przecudnie,
jak jakaś królowa,
przy niej Miss piękności
pod stół niech się schowa.
W ostatnich promykach
słoneczka letniego
snuje się nad polem
nić lata babiego.
Poszuka schronienia
gdzie gniazdo bocianie,
do snu się ułoży
nim zima nastanie.
I słodko śnić będzie
o ciepłych wieczorach,
bo gniazdo wygodne
po swych lokatorach.

Zwierzęta i ludzie
w polu się krzątają,
bardzo dużo pracy
tej jesieni mają.
Trzeba zebrać plony
i zrobić zapasy,
by ich nie zabrakło
na zimowe czasy.
Wiewiórki pośpiesznie
orzechy zbierają,
zdrowe i dorodne
w dziupli układają.
Tylko groźny niedźwiedź
tradycji nie trzyma,
spał będzie spokojnie,
gdy nadejdzie zima.
Szara myszka z pola
kartofel zabrała,
głęboko do nory
kęsek ten schowała.
Teraz przy ognisku
zimne łapki grzeje,
cieszy ją pogoda,
do słonka się śmieje.

Najważniejszym miejscem
od samego rana
dzisiaj w lesie będzie
zielona polana,
bowiem mądra sowa
alarm ogłosiła
na sprzątania lasu
wtorek wyznaczyła.
Na polanę przyszły
zwierzęta i ptaki,
które będą sprzątać
nieprzetarte szlaki.
Przyniosły ze sobą
worki papierowe,
duże i solidne
jeszcze całkiem nowe.
Pod okiem sokoła
pozbierają śmieci,
wszak o czystość lasu
dbają leśne dzieci.

Dni są coraz krótsze,
szybko zmrok zapada
do snu się szykuje
zwierzątek gromada.
Spóźniła się jesień
rano do przedszkola:
„-wybaczcie mi, proszę,
trochę jestem chora.
Przy brzydkiej pogodzie
byłam na spacerze,
jestem przeziębiona,
gorączka mnie bierze.
Na dworze szaruga,
zimny deszczyk pada,
przy takiej pogodzie
zdrowie mi wysiada.
Mam kaszel i katar
i z nosa mi leci,
chciałabym się ogrzać
u Was, leśne dzieci.
Przyjmijcie mnie proszę
chociaż na chwileczkę,
w kąciku się zdrzemnę,
odpocznę troszeczkę.
Za dobre serduszka,
za waszą gościnę
dam wam wszystkie skarby,
nikogo nie minę.
Dam piękne kasztany,
orzechy złociste,
jarzębin korale,
maliny soczyste,
w krótkie dni zimowe
głodne nie będziecie
i bezpiecznie w norach
zimę przeżyjecie-”

Śniegi i zamiecie
przygoniła zima,
wiatr północny wieje
i ostry mróz trzyma.
Na szybie w okienku
wzory pomalował
całą mroźną nockę
cuda te czarował.
Listki, kwiatki, gwiazdki
i srebrzyste dzwonki,
tkane białym szronem
jak nićmi koronki.
Śnieg zasypał drogi,
dróżki leśne ścieżki,
zajączki i lisy
poszły rzucać śnieżki.
Wspólnymi siłami
ulepią bałwana
będą się tak bawić
do białego rana.
Zapomną o waśniach
zatargach i złości,
a wspólna zabawa
da wiele radości.

Sowa w trybie pilnym
naradę zwołała,
radosną nowinę
braciom przekazała.
Spodziewa się gościa
bardzo szczególnego
z długą siwą brodą
dziadka życzliwego.
Jak przystało godnie
przywitać go trzeba,
starym obyczajem
solą ,kromką chleba.
„-Czy wiecie kto do nas
niebawem przybędzie?
kto w leśnej gromadzie
jako gość zasiądzie?-”
Zwierzęta już wiedzą,
o kogo tu chodzi,
kto daje prezenty,
kto zwaśnionych godzi.
Pan bardzo stateczny
to Mikołaj stary,
co w worku przynosi
prezenty i dary.
Przez zaspy i śniegi
przybywa z daleka,
cała dziatwa leśna
już na niego czeka.
Tuż po jego śladach
leśny Elf się skrada,
uciekaj stąd, Elfie,
to tak nie wypada,
Chcesz podarki ukraść
zacnemu gościowi
nie rób tego, nie rób
naszemu dziadkowi.

Zmęczony Mikołaj
sięga po prezenty:
„-a cóż to za czary
mój ty Boże święty.
Gdzie moje podarki?
w worku przecież były!
łapać mi złodzieja!
woła z całej siły.
Ukradli prezenty
zbiry i złodzieje,
jak ja ich dopadnę,
to ich pasem zleję.-”
Widziała złodzieja
szara myszka mała,
która to pod miotłą
cichutko siedziała.
„-To Elf ukradł paczki,
zabrał wszystkie dary!
a to ci cwaniaczek,
nie uniknie kary.
Szukają zwierzęta
chytruska małego,
w końcu go znajdują
bardzo zbolałego.
Za brzuszek się trzyma
i okropnie jęczy,
bo go bardzo boli
i strasznie się męczy.
„-Wyjadłeś słodycze
z worka Mikołaja,
łakomstwa twojego
przebrała się miara!-”
Sprawa z Mikołajem
jeszcze nie przebrzmiała,
a już nowy kłopot
będzie sowa miała.

Zbliżają się święta
jodłę ubrać trzeba,
i wyglądać gwiazdki
z wysokiego nieba.
W wieczór wigilijny
sypie śnieżyk biały,
puchem jak kołderką
okrywa las cały.
Gwiazda betlejemska
na niebie błysnęła
zieloną jodełkę
światłem ogarnęła.
Ubrała choinkę
srebrnymi płatkami,
sanki reniferów
dzwonią dzwoneczkami.
Niosą pozdrowienia
i zdrowia winszują
dla leśnej zwierzyny
pokój przekazują.
By wszystkie stworzenia
zgodnie z sobą żyły,
by dla siebie dobre
i życzliwe były.

Nadchodzi rok nowy,
a kończy się stary.
Co z sobą przyniesie?
jakie złoży dary?
Jaki był ten roczek,
który właśnie minął?
czy jednym zbyt szybko
drugim wolno płynął?
Trzeba podsumować
wszystkie zyski, straty,
i uregulować
niespłacone raty.
Nie na darmo sowa
mądrą sową była,
po długim namyśle
swój urząd złożyła.
„-Jestem już za stara,
nie widzę ,nie słyszę,
nie lubię hałasu,
cenię sobie ciszę.
Bo już czas najwyższy,
następcę powołać
tego, który w stanie
pracy tej podołać.
Ja zaś ze swojej strony
starania dołożę,
dla potrzebujących
fundację założę.
Będzie to fundacja
zajączka dzielnego,
co ratował honor
rodu zajęczego.
A jak mi sił starczy
na emeryturze,
będę załatwiała
sprawy w leśnym biurze.
Będę pomagała
zwierzęta ratować,
chore i cierpiące
do izby kierować.
Nie mamy szpitala,
daleko nam wszędzie,
ale obiecuję:
„-izba chorych będzie-
Sowa emerytka
też się przyda w lesie
i pomoc medyczną
zwierzętom przyniesie.
Bo zna się na rzeczy
i lekarstwa zrobi,
zdrowe,leśne zioła
na maści przerobi.
Potrzebuje tylko
kilku rąk do pracy,
chętnych do pomocy,
co nie liczą płacy.
Poświęcą swe siły
i wolne godziny
dla wspólnego dobra,
dla leśnej rodziny.

Bo dobro ogółu
i leśnej gromady
to rzecz najważniejsza
dla tak wielkiej sprawy-”
Co się zaś dotyczy
zebrania leśnego,
wyboru następcy
urzędu wielkiego-
Zwołały zwierzęta
je po nowym roku
jak się pozbierają
po tak wielkim szoku?
Nawet nie myślały,
że sowa odejdzie
na emeryturę
zasłużoną przejdzie.
Prawie przez rok cały
rządy sprawowała,
rozsądnie i mądrze
sprawy rozstrzygała.
z wielkim żalem sowę
zwierzęta żegnają,
głębokim ukłonem
szacunek oddają.
odwiedzać ją często
szczerze obiecują
i wszechstronną pomoc
w trudach deklarują.