WIELBIĆ CIĘ BOŻE CHCĘ
WIERSZE WYBRANE

Regina Sobik

ADWENT

Adwentowa tęsknota

Przez wieki i całe lata
niewolą grzechu spętana
tęsknotą serca i duszy
wygląda Swego Pana
I obietnicą zbawienia
modły do Ojca wznosi
by posłał Swego Syna
co wyzwolenie przynosi
I tak czeka z nadzieją
na tę maleńką miłość
co ziemi przyniesie pokój
a sercom wielką radość

Adwentowy czas

Czekamy z nadzieją w sercach
w ten mroźny dzień grudniowy
na przyjście Zbawiciela
na czas radości odnowy

Czekamy na miłość co serca
wypełni dziecięcym spokojem
a świat tak udręczony
obdarzy trwałym pokojem

Adwent czasem nadziei
tęsknoty oczekiwania
czasem modlitwy zadumy
i z Bogiem pojednania

W Adwentowej ciszy

W Adwentowej ciszy
czekamy na przyjście z nieba
Tego co kiedyś w żłobie
dziś w białym opłatku chleba
Chociaż niepokój i trwoga
serca i dusze ogarnia
czekamy aż je oświetli
betlejemska latarnia
Ona przyniesie nadzieję
na Zbawienie człowieka
tam gdzie maleńka miłość
nasze serca ogrzeje

Adwentowy wieniec

Adwentowy wieniec a w nim świece cztery
stają się symbolem wymownej radości
kiedy Dziecię Boże do serca zapuka
przyjąć nam go trzeba w pełnej gotowości

Zapalona świeca w niedzielny poranek
pierwszym jej promieniem serce nam ogrzeje
a kolejne znacząc niedziele Adwentu
przyniosą dla świata ukryte nadzieje

Odmienią czekanie adwentowej ciszy
niepojęta radość świat ogarnie cały
gdy Noc Wigilijna zapłonie ich światłem
i pobłogosławi nam Zbawiciel mały

Adwent jest tęsknotą

Adwent to nieustanna tęsknota za Bogiem
i na Jego przyjście w modlitwie czuwanie
to Boża miłość stoi za progiem
to słowo Boże które ciałem się stanie

Ścieżkami życia Jezusa szukamy
i wciąż czekamy na spotkanie Jego
wszak od Ciebie Boże obietnicę mamy
że na ziemię ześlesz nam Syna Swojego

O serce ludzkie tyś bardzo spragnione
ofiarnej miłości Jezusa małego
a wszelkie nadzieje i myśli stęsknione
z pokorą zanosisz do Boga Naszego

A Bóg miłosierny tak nam przekazuje:
że Jezus zrodzony w Betlejemskim żłobie
dla Ciebie człowieku zbawienie szykuje
lecz wpierw się musi narodzić w Tobie

Adwentowe świece

W czas oczekiwania na przyjście Małego
uśpioną jutrzenkę zbudził odgłos dzwonu
to sam Bóg prowadzi za rękę swe dziecię
oświetlając drogę światełkiem lampionu

O nowinie z nieba wieści czeka ziemia
jeszcze otulona nocy zimnej snami
zapłynęły świece adwentowej ciszy
znacząc czas tęsknoty woskowymi łzami

„Oto Pan Bóg przyjdzie” huknęły organy
przyjdzie jak co roku ludzkich serc spragniony
wypalą się świece adwentowej ciszy
gdy pokój przyniesie Jezus narodzony

Adwent a dziecko

ADWENT-
jeszcze nie rozumie co to słowo znaczy
lecz serduszkiem czuje że to coś ważnego
tak po dziecięcemu to sobie tłumaczy
że to czekanie na narodzenie dzieciątka bożego

W jego małej rączce lampion zapalony
na roratnią mszę oświetla mu drogę
grudniowy poranek nie będzie stracony
bo rozpoczął się spotkaniem z Panem Bogiem

Na dworze ciemno, mróz i zawierucha
a nosek i uszka od zimna czerwone
złośliwy wiaterek śniegiem w oczy dmucha
to ofiary dziecka u żłóbka złożone

Cieszy się że i ono udział będzie miało
w przyjściu na świat Jezusa małego
że trochę wyrzeczeń mu ofiarowało
i troszkę miłości z serduszka swojego

Dobrymi uczynkami żłobek mu wyścieli
posprząta zabawki ,pieska przypilnuje
a w niebie z Maryją cieszą się anieli
że tak się na przyjście Jezusa szykuje

Zobaczyć Boga

Nie szukaj Boga tylko w kościele
w kaplicy albo świątyni wspaniałej
gdy patrzysz sercem ślad Jego znajdziesz
na ziemi morzu wszechświecie całym

W błękicie nieba i szczycie góry
w zieleni lasów łąkach soczystych
w bukietach ziół kwiatów i szumie zboża
w tafli jeziora strumyku przejrzystym

W ramionach Ojca i dłoniach matki
w powiewie wiatru i ptaków śpiewie
w uśmiechu dziecka czułym spojrzeniu
w blasku księżyca i gwiazd na niebie

Nie szukaj Boga gdzieś na ołtarzach
lecz tylko w ciszy serca swojego
zobaczysz go wtedy gdy podasz rękę
i mocno pokochasz bliźniego swego

Adwentową ciszą

Adwentową ciszą świat ukołysany
zadumą otulił czas oczekiwania
tęsknotą zbudzona ludzkość czeka wieści
tej Nocy spełnienia obietnicy Pana

„Oto Pan Bóg przyjdzie” serca dzwonów niosą
piosenkę nadziei po calutkiej ziemi
ich echo odbija się o niebios bramy
by Bóg zesłał miłość co serca odmieni

By ta Mała miłość co się nam narodzi
była iskrą wiary co w płomień się zmienia
by nas wspomagała na zakrętach drogi
była światłem duszy celem przeznaczeni

BOŻE NARODZENIE

Dziecino moja maleńka

Dziecino z nieba przysłana
dlaczego na sianku drżysz
czy smuci Cię złość ludzka
czy widzisz przed sobą krzyż
Dziecino Boża dziecino
moc Ojca nie zna granic
czy los ludzi Cię wzruszył
że kochać umiesz za nic
Dziecino perełko droga
świat Ciebie potrzebuje
Twoje serce maleńkie
pokój wśród nas buduje

Gwiazdeczko Betlejemska

Gwiazdeczko Betlejemska
co na wysokim niebie
nadzieją się pojawiłaś
tak czekałem na Ciebie

Zaprowadź mnie do Betlejem
tam gdzie stajenka uboga
gdzie na sianeczku płacze
dziecina jakże mi droga

Matuś kołysze Ją do snu
w ciepłych ramionach tuli
zaśnijże wreszcie słoneczko
niech nocka Cię utuli

Niechaj Ci sen przyniesie
i kolędę zanuci
wszystkie małe smuteczki
z serduszka precz wyrzuci

Śnij o niebieskiej krainie
gdzie słonko zawsze świeci
gdzie na niebiańskich łąkach
z Ojcem bawią się dzieci

Gwiozdka Betlejymsko

Na wysokom niebie gwiozdeczka sie miyni,
kogo w ta noc kludzi blaskiym swych promiyni.
Pastuszkow i Myndrcow z dalekigo Wschodu,
kerzy po pustyni do słonka zachodu,
do Betlejem cołki lata wyndrowali,
bo ło narodzyniu krola wyczytali.

Pokoż im gwiozdeczko ta biydno stajynka,
dziycionteczko małe,Najświyntszo Paniynka,
niech geszynk złostawiom przi żłobku ze sianym,
bo tyn mały bajtel bydzie kedyś Panym.
Za samym wyrokiym Łojca Niebieskigo,
kery wysłoł na świat Syneczka Swojigo.

Tera u mamulki płacze bo mu zima,
bo stajynka biydno a na dworze cima.
Ogrzyj Go troszyczka ciepłym swych promiyni,
dej światełko jasne co sie złotym miyni,
dej radoś w serduszko tej Boski dziecinie
i niech to co je złe dycki Jom ominie.

Noc wigilijna

Nocy wigilijna owiana mocą Najwyższego
który z obietnicy dziś się wywiązuje
Tyś odkupieniem dla świata całego
a Bóg przez dziecinę niebo nam szykuje

Stęsknionemu światu zsyła Syna Swego
co na biedę nędzę tej ziemi się godzi
On skarbem najdroższym dla ludu wiernego
i wyrokiem niebios w stajence się rodzi

Maleńka dziecino drżąca z zimna w żłobie
z miłością matczyną do serca tulona
niech wszystkie narody cześć oddają Tobie
uśnij snem spokojnym bo jesteś zmęczona

Śpij dziecię bezpiecznie Boś pokój przyniosło
dla zwaśnionych zgodę i miłość dla świata
w szare nasze życie radość ,szczęście wniosło
a dzień Twych narodzin wszystkie serca brata

Swą malutką rączką pobłogosław ziemię
pola ,lasy łąki, zielone doliny
pobłogosław także całe ludzkie plemię
kochaną ojczyznę i nasze rodziny

Piykno gwiozdko betlejymsko

Piykno gwiozdko betlejymsko
łod kogo mosz tako moc,
kero rozsiywosz po niebie
w ta cicho świonteczno noc.

Łod Ponboczka żeś posłano
najpiykniejszo z wszystkich gwiozd,
dej światła swojim promiyniom
do stajynki zakludź nas.

Łoblyc ciepłym malućkigo
bydzie mioł fajno pierzina,
i sprow keby mu na sianku
już nigdy niy było zima.

A, nom ludziom dej nadzieja
żeby pokój rzondzioł światym,
kożdy człowiek dlo człowieka
boł łojcym matkom i bratym.

Przez piaski pustyni

Do Betlejem śpieszą z dalekiego Wschodu
trzej królowie świata bardzo mądrzy ludzie
od wczesnego ranka do słonka zachodu
po piaskach pustyni wędrowali w trudzie

Gwiazda Betlejemska drogę im wskazuje
na ten znak czekali od lat bardzo wielu
ona drogowskazem do dzieciny Bożej
za jej to światełkiem dojdą wprost do celu

Ci Mędrcy ze Wschodu świata Monarchowie
z szacunkiem przed Zbawcą głowę pochylają
oczytani w piśmie i gwiazdach królowie
maleńkiej dziecinie do nóg upadają

Śliczna gwiazdko Betlejemska

Śliczna gwiazdo Betlejemska
skąd twa siła blask i moc
którą rozsiewasz dokoła
w tę cichą świąteczną noc

Tyś od Ojca nam posłana
najjaśniejsza z wszystkich gwiazd
użycz blasku swym promieniom
do stajenki prowadź nas

Otul ciepłem Boże Dziecię
nim nocka zimna przeminie
daj sen spokojny bezpieczny
niech ją wszystko zło ominie

A nam ludziom daj nadzieję
żeby pokój rządził światem
aby człowiek dla człowieka
był ojcem matką i bratem

Świąteczna bieda

Pod choinkę nic nie dostał
chociaż marzeń miał niewiele
nie miał karpia barszczu nie miał
zawiedli też przyjaciele

Ubóstwo to nie choroba
gdy dobry człowiek pomoże
kiedy ktoś mu rękę poda
dopóki co.... nic nie może

Nie będzie żebrał o pomoc
i nie chce żadnej litości
tylko serca odrobinę
ciepła i szczerej miłości

Przecież kiedyś tam w Betlejem
gdzie dziecina się zrodziła
cała rzesza dobrych ludzi
biedę w radość odmieniła

I tak sobie myśli biedak
że Jezus się nie pogniewa
zrozumie że w podarunku
tylko kolędę zaśpiewa

Lulajże Jezuniu moja Perełko
lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże.......................
….......................

Świeć nam gwiazdko betlejemska

Gdy przy świątecznym stole
łamiemy opłatek biały
czar nocy Wigilijnej
otula wszechświat cały
Przy nikłym blasku świecy
serca nam radość ogarnia
kiedy za oknem na niebie
lśni betlejemska latarnia

Świeć nam gwiazdko świeć przez wieki
prostuj ścieżki naszych dróg
prowadź prowadź do Betlejem
gdzie swą moc objawił Bóg
Małe dziecię synem Boga
niesie światu darów moc
Hosanna na wysokości
śpiewa z niebem święta noc

Jedna jedyna w roku
dobrą nowinę przynosi
nadzieją wypełniona
cud narodzenia głosi
Połączy łańcuchem zgody
w uścisku ciepłe dłonie
ugasi wszelkie spory
gdy miłość boża płonie

Święta

W przedświątecznym amoku
nie dajmy się zwariować
zakupy pożyczki kasa
świat oszalał

Na białym obrusie opłatek
zapach świątecznego ciasta
karp kapusta z grzybami
czas na wieczerzę

A za ścianą płacze samotność
choinka skrzy się radośnie
przywołując wspomnienia
łzy palą

Dziecięcy gwar przerwał ciszę
mamusiu Dzieciątko przyszło
hej kolęda kolęda

Cicha noc ! święta noc !.
Bóg się rodzi

Święta noc

Otulona kołderką śniegu
ziemia zasnęła po ciężkim dniu
tuż obok w izbie ucichł gwar
i dzieci szykują się do snu

W kącie choinka światłem mruga
skrzypi i trzeszczy mróz na dworze
świąteczna noc radością tryska
Bądź pochwalony maleńki Boże

Znikły gdzieś troski i zmartwienia
topnieją serca jak lód twarde
przecież ta miłość ich złączyła
złączyła ręce dusze harde

Mocą łask bożych obdarzone
już marzą o szczęśliwszym świecie
gdzie miłość wzięła swój początek
a radość przyniosło Boże Dziecię

Tej nocy słowo stało się ciałem

Tam gdzie bydlęta pokłon składają
gwiazdeczka błyszczy wśród mroków cieni
zwiastując Tego co się narodził
niesie nadzieję mieszkańcom ziemi

A kiedy cisza kołysze do snu
otula światłem magicznej mocy
w Betlejem Judzkim w lichej stajence
słowo się stało ciałem tej nocy

W cieniu Betlejem

W cichości grudniowej nocy
blask gwiazdy zwiastuje
narodzenie Zbawiciela

Tam gdzie puste miejsce
czeka na gościa z dworcowej ławki
pogodzeni z Bogiem i światem
łamiemy opłatek
składając sobie życzenia

Kiedy zasiadamy do wieczerzy
marząc o pokoju i zgodzie
radosne tony kolędy ulatują w niebo
Bóg się rodzi

A świat... radością kołysany
zasypia w cieniu Betlejem

Wigilijna samotność

Karp na talerzu kapusta z grzybami
ciasto makowe pieści podniebienie
obok puste miejsce czeka na gościa
na ścianie jakieś znajome cienie

Choinka nikłym światełkiem mruga
z każdego kąta smutek wychodzi
za ścianą obok wesoły gwar dzieci
dzisiaj w Betlejem Bóg nam się rodzi

Na czystym obrusie opłatek biały
któż go podzieli gdy sił brakuje
i tylko przy ciepłym płomyku świecy
jakąś namiastkę wigilii czuje

Wilijo

Betlejymsko gwoizdka blysknyła na niebie
mroz szyby łozdobioł jak artysta malyrz
chojinka czaruje bajtle geszynkami
na wyndrowca czako stołek pusty talyrz

Na świontecznym stole serwet sie bieleje
moczka i makowka i ryba smażono
łopłatek tyż czako żeby go połomać
a nasza mamulka piyknie łobleczyno

Zaszczekoł przi budzie Burek łod somsiada
łobudzioł w kolybce bajtla najmłodszego
już czas do wieczerzy porzykać nom jeszcze
złożyć se życzynia ze serca szczyrego

By te dziycionteczko kere nom się rodzi
prziniosło nom pokoj, szczyńści, pszocio tela
żeby stykło wszystkim na calutki roczek
i jeszcze łostało na insze dni wiela

Z dworcowej ławki

Opustoszał dworzec
ludzie gdzieś odeszli
i tylko łza płynie
po licu ukradkiem
idą święta idą
wnet Wigilia będzie
czeka by ktoś z nim się
podzielił opłatkiem

A u Twego stołu miejsca nie brakuje
tu na gościa krzesło i nakrycie czeka
sianko pod obrusem jak każe tradycja
bo na ziemię zesłał Pan Boga człowieka

I cóż wtedy zrobisz
gdy głodem zmorzony
wędrowiec zapuka
do drzwi Twego domu
przyszedł tam skąd bieda
ma dziurawe buty
poskarżyć się przecież
nawet nie ma komu

A u Twego stołu miejsca nie brakuje
tu na gościa krzesło i nakrycie czeka
sianko pod obrusem jak każe tradycja
bo na ziemię zesłał Pan Boga człowieka

Zakludź mje do Betlejym

Gwiozdeczko Betlejymsko
co na wysokim niebie,
świycisz jak słonko jasne
tak żech czekoł na ciebie.

Zakludź mje do Betlejym,
tam kaj stajnia ubogo,
kaj na sianeczku płacze
dziecina fest mi drogo.

Mamulka jom piastuje,
i do serduszka tuli,
- no spij moji dziyciontko
niech nocka cie utuli.

Niech ci kolynda zaśpiywo,
żeby pastuszki słyszeli,
żeby z tego śpiywanio
wielko uciecha mieli.

Ło tym żeby na świecie
nigdy swady nie było,
a dzieckom i ich łojcom
coroz sie lepi żyło-.

W ciszy grudniowej zadumy

W ciszy grudniowej zadumy
woń choinki nozdrza pieści
srebrem gwiazdek otulony
świat czeka radosnej wieści

Na szybie skrzą się witraże
mróz je dna nas wyczarował
tęsknotą zmysłów i marzeń
cudeńka te namalował

Puste miejsce biały obrus
radość w każdym sercu budzi
dłoń wyciągnięta na zgodę
spory i zatargi studzi

Cud w Betlejem cud narodzin
niesie świąteczne przesłanie
łączy serca łączy ręce
miłość pokój pojednanie

WIELKI POST

Dziurawe serce

Zapłakało niebo nad losem Chrystusa
bladym księżycem i całunem z gwiazd
a chmury czarne i gęste jak smoła
przysłoniły z żalu słonka złoty blask

Nie mogą przeboleć że Zbawca otrzymał
zamiast tronu i berła krzyż na ramiona
a wieniec laurowy co miał zdobić skronie
wieńczy bolesna cierniowa korona

To człowiek którego tak Pan ukochał
nie może zrozumieć tej Bożej miłości
tak bardzo zajęty uciechami świata
zamknięty w kręgu grzechu i słabości

Niewdzięczny kaleka ślepy i głuchy
nie czuje że dusza w ciągłej rozterce
tę miłość na krzyżu ofiarowaną
zgubiło gdzieś ludzkie dziurawe serce

Golgota

Tumany kurzu kamienna droga
a On samotny zbolały
niesie drzewo zbawienia

Ciężar grzechów nie swoich
przygniata do ziemi
rani ciało i duszę

Pierwszy upadek
do trzech razy sztuka nim zawiśnie na krzyżu

Golgota ludzkiego sumienia

Jak człowieczy los

Są krzyże drewniane
i są betonowe
gładko ociosane
i proste surowe

Są takie przy drodze
co na straży stoją
zmurszałe i stare
czasu się nie boją

I krzyże co pięknem
oko zachwycają
i te które w lasach
cicho umierają

Jedne kryją przeszłość
cierpieniem znaczoną
inne tajemnicę
przysięgą złożoną

A każdy a nich inny
tak jak los człowieka
na kartach historii
zapisany czeka

I ja jestem Ci katem

Z cierni koronę uplotły
grzechy i przewinienia
i jeszcze czekały bezwstydne
Twojego przebaczenia

Zawistne myśli i złości
wbiły w niewinne ciało
okrutne gwoździe boleści
i ciągle im było mało

Miłości wiekuista
krew na krzyżu przelałaś
za oprawców i katów
Swoje życie oddałaś

I ja jestem Ci katem
winnym Twego cierpienia
bólu co ranił serce
wstydu i poniżenia

Przebacz i dozwól uklęknąć
u Twych stóp w cieniu krzyża
bo drzewo ofiarnej męki
do Boga mnie przybliża

Kalwaryjskie rozważania

Cierniową koroną skaleczone skronie
do drzewa krzyża przybite Ciało
serce okrutnie grzechem zranione
niewiele życia w nim pozostało

W gasnących oczach ból i cierpienie
zamknie powieki bo śmierć się zbliża
do Ojca w niebie ostatnie westchnienie
i jeszcze ostatnie spojrzenie z krzyża

Pod krzyżem Maryja kona z żałości
łzy bólu płyną nikt ich nie powstrzyma
nie płacz już Matko to Bóg dla ludzkości
poświęcił życie jedynego Syna

Nie smuć się więcej otrzyj łzy rozpaczy
uśmierz ból i cierpienie po stracie Jezusa
w niedzielny poranek świat z Tobą zobaczy
zwycięstwo nad śmiercią i chwałę Chrystusa

Krzyż

Ścieżką życia trudną i krętą idę do Ciebie Panie
czy wypełniłem Twą wolę czy wykonałem zadanie
Za mną bagaż przeszłości po nocach spać nie daje
i krzyż co ocaleniem dla mnie grzesznego się staje.

Zbyt ciężki dla Ciebie Panie, on zabrał życie Twoje
krwawą ofiarą i męką za nieprawości moje,
drzewo krzyża przyjęło Odkupiciela świata
a z nim cierpienie i bóle oto za miłość zapłata.

Ten Krzyż po wieczne czasy znakiem ofiarnej miłości
i przebaczenia za grzechy, złe czyny i słabości,
pomogę Ci go podnieść jak dobry Szymon z Cyreny
chcę odkupić choć w części moje grzechy i winy.

Nieraz pod nim upadnę on mi w drodze ciężarem,
podniosę się pójdę z nim naprzód przyjm Boże mą ofiarę,
czy zdołam dojść do celu ile przeszkód przede mną
tylko Ty wiesz o Panie bo idziesz razem ze mną.

Krzyże

Pośród dróg i ścieżek ludzkiego losu
niczym kamienie pokutne
stoją milczące

A każdy z nich ma swoją historię
pisaną cierpieniem i bólem
ich właścicieli

Te przygarbione ciężarem winy
jak dobry łotr błagalnie proszą
o wybaczenie

Te porzucone na skraju drogi
wzgardzone z nadzieją czekają
żeby je podnieść

I tylko jeden wyprostowany
jaśniejąc głosi chwałę Tego
co zbawił świat

Krzyże …..

Krzyżyk

Ten mały srebrny krzyżyk który tak ściskam w dłoni
znak naszej świętej wiary
co przed złem świata chroni

W krzyżyku tym jest maleńka
miłość w Betlejem zrodzona
w świątyni ofiarowana
w świątyni odnaleziona

Miłość która dziateczki
do siebie przytuliła
i ta co chleb i ryby
cudownie rozmnożyła

I miłość która oddała
na krzyżu życie Swoje
znosiła męki okrutne
za wszystkie grzechy moje

Miłość zamknięta w krzyżu
znaczy dla mnie tak wiele
dziś ofiarą bezkrwawą
na ołtarzu w kościele

Już się nie lękam złych mocy
nie boję się niczego
bo ten krzyżyk nadzieją
i broni mnie od złego

Matka

Na wzgórzu Golgoty
niebo koloru purpury
przyjęło krwawą ofiarę

Okryta kirem żałoby
ziemia zdrętwiała z bólu
płacze za Synem Bożym

A wierna i kochająca Matka
pełna ufności i wiary
czeka na Zmartwychwstanie
Tego co zbawił świat

Matka Bolesna

Po śladach Jezusa znaczonych krwią
idzie za Synem Matka zapłakana
o ostre kamienie raniąc bose stopy
cierpi okrutnie wierna i oddana

Mieczem boleści przebite Jej serce
żal w piersi ściska a rana tak boli
uklękła pod krzyżem w cichej rozpaczy
posłuszna Ojcze Twej Bożej woli

Za miłość do Syna wierne oddanie
okaż Jej łaskę ześlij pocieszenie
płomieniem ognia miłosierdzia Twego
ulecz ranę serca oddal cierpienie

Mea culpa

Jak trudno udźwignąć własny krzyż
gdy ciężar grzechów przygniata

Kiedy Bóg rozdaje swe łaski
czekam przed konfesjonałem
na swoją kolej

Mea culpa mea culpa
mea maxima culpa

Spowiedź oczyszcza

Polny krzyż

Stoi samotny przy polnej drodze
krzyż, stary i pochylony
na kogo czeka kogo wygląda
zapomniany i opuszczony

Maleńka kępka polnych chwastów
smagana wiatrem drzewo pieści
Na krzyżu Zbawca tego świata
pełen cierpienia i boleści

Mijają lata znacząc swój ślad
i pory roku się zmieniają
one tak jak wszystko na świecie
biegną zbyt szybko przemijają

I tylko ten krzyż wciąż taki sam
przy polnej drodze samotnie czeka
pełen nadziei,pełen miłości
na serce każdego człowieka

Rozmyślania Wielkopostne

Podążam za Nim drogą krzyżową
bo tam Go spotkam wiem to na pewno
On mi otworzy serce i oczy
bym przejrzał zmienił życia codzienność

A kiedy pokora przyjdzie z odsieczą
zrozumiem jak wielka jest moja wina
czy będę zdolny pojąć umysłem
ogromu cierpień Bożego Syna

Jak celnik uderzę się mocno w piersi
poproszę Zbawcę o wybaczenie
On mnie oczyści od zła wszelkiego
by nie ciążyły grzechu kamienie

Rozważania pod krzyżem

W wielkopiątkowej ciszy i skupieniu
rozważał będę mękę Chrystusową
po drodze usłanej moimi grzechami
pójdę za Jezusem drogą krzyżową

Nie włożę na skronie cierniowej korony
nie jestem w stanie znieść bólu i ran
lecz pójdę za Nim i stanę pod krzyżem
bo na nim umarł mój Zbawca i Pan

I co mu powiem pod drzewem zbawienia
cóż dam za życie które ofiarował
nic nie mam oprócz modlitwy i wiary
a On mi miejsce u Ojca zgotował

Za krew Najświętszą przelaną za mnie
chcę kroczyć wiernie z Nim ku wieczności
cierpliwie znosić wszystko co mi ześle
i przez krzyż ujrzeć światło Bożej miłości

Tak cicho

Tak cicho cierpisz na krzyżu
tak cicho
jak Byś chciał zabrać ze sobą
te wszystkie bóle do nieba

Tak cicho umierasz mój Jezu
tak cicho
jak Byś chciał nam przekazać
że śmierć to nic strasznego

Tak cicho odchodzisz do Ojca
tak cicho
jak Byś chciał dać nadzieję
dla Tych co pójdą za Tobą

Tak cicho świat trwa w bezruchu
tak cicho
Czeka na radość Zmartwychwstania

Chcę wrócić do Galilei

Ile już upadków ile potknięć Panie
a ile powrotów zliczyć ich nie mogę
kiedy krzyż przygniata ciężarem istnienia
wybieram tę prostszą i łatwiejszą i drogę

Tak trudno mi pojąć tajemnice męki
gdy to nie mnie rani cierniowa korona
szukam swojej miary co winy odmierzy
gdy ludzkim pojęciem duma urażona

A kiedy w mym sercu kiełkuje niepokój
że to Ty ofiarą mojej nikczemności
zaczynam rozumieć sens ukrzyżowania
skąpany w dobroci i Bożej miłości

I już wiem że krzyż mój dźwigasz razem ze mną
wiem czym Odkupienie i czym Zmartwychwstanie
chcę powrócić tam gdzie wszystko się zaczęło
w Twojej Galilei....przyjm mnie proszę Panie

Agonia

Spękane gorączką milczące usta
spokojem goją rany przeszłości
ostatni oddech ostatnie tchnienie
zamknie powieki ludzkich słabości

W skostniałej dłoni drewniany krzyżyk
co kiedyś symbolem bólu cierpienia
dziś znakiem wiary w rychłe spotkanie
z Tym co dał życie w dziele Zbawienia

Ostatni dotyk daje nadzieję
kiedy go teraz pożegnać trzeba
bo tam po drugiej stronie wymiaru
rodzi się nowy człowiek dla nieba

ZMARTWYCHWSTANIE

Radość Zmartwychwstania

Rozkołysały się dzwony rankiem o świtaniu
ich maleńkie serca wielkie dzieła głoszą
o zwycięstwie nad śmiercią i o Zmartwychwstaniu
ludziom zrozpaczonym pociechę przynoszą

Ich radosne tony płyną w świat daleki
na chwałę Bożą na chwałę Jezusa
choć od Zmartwychwstania upłynęły wieki
to cały świat wielbi Zwycięzcę Chrystusa

Ziemia co w swym wnętrzu tuliła Jezusa
i przez trzy dni była strażniczką spokoju
z niechęcią oddaje dziś życiu Chrystusa
pamięta o Jego męce i o krwawym boju

W niedzielny poranek Pan Chwały powstaje
cieszcie się i radujcie dziś wszystkie narody
On to Zbawicielem człowieka się staje
nie patrzy wdzięczności nie czeka nagrody

Ziemia i niebiosa góry i doliny
niechaj cześć Synowi Bożemu oddają
szczęśliwe narody ,szczęśliwe rodziny
w Zmartwychwstałym Panu ufność pokładają

Zmartwychwstanie

Daną ludziom obietnicę Chrystus dotrzymał
trzeciego dnia z grobu wstaje Zmartwychwstały
w niedzielny poranek czas się zatrzymał
w bezruchu zadziwienia stanął świat cały

Na chwilę zamarły ziemia i niebiosa
które utulone żalem po śmierci Jezusa
budziły się ze snu a poranna rosa
osuszyła łzy rozpaczy ujrzawszy Chrystusa

Z obliczem jaśniejszym od słonka na niebie
po okrutnej śmierci Pan życia powstaje
ziemia się trzęsie a ptaki na drzewie
rażone jasnością siadły skamieniałe

Wszystko co czuje wszystko co żyje
cieszy się że Jezus do Ojca powrócił
że grób ciemny i zimny już Go nie kryje,
wybawił świat z grzechu i do życia wrócił

Jezu Zmartwychwstały Ty Swoją miłością
pokonałeś śmierć, zło,piekło i szatana
a serca obdarowane wiarą i wdzięcznością
cieszą się i radują ze zwycięstwa Pana

W niedzielny poranek

W niedzielnej ciszy poranka
świat w smutku pogrążony
Jezus Zbawiciel świata
snem śmierci w grobie złożony

Ten grób dotąd milczący
otworzył swoje ramiona
bo wiedział że Syn Boży
piekło i śmierć pokonał

I że Ojciec tam w niebie
przyjął ofiarę Syna
by mogła być zbawiona
cała ludzka rodzina

Spełniając obietnicę
Chrystus z grobu powstaje
świat cudem ożywiony
cześć i chwałę Panu oddaje

Modlitwa do Ducha Świętego

Przybądź Duchu Stworzycielu
uświęć i wspomagaj mocą Kościół Święty
zapal serca, utwierdź w wierze
nasz nauczycielu Duchu Niepojęty

Daj światło rozumu dla umysłów słabych
w pokusach zwycięstwo w smutku pocieszenie
daj mądrość w wyborach udziel dobrej rady
oddal zakłamanie zazdrość i zwątpienie

Udziel daru pobożności i bojaźni Bożej
daj w szczęściu pokorę w nieszczęściu cierpliwość
obdarz ludzkie serca męstwem i stałością
wyrzuć zatwardziałość pychę nieżyczliwość

Od zuchwałej ufności w miłosierdzie Boże
wybaw dzieci Swoje i wysłuchaj nas
stwórz w nas serca ciche pokorne i czyste
broń od nagłej śmierci daj pokuty czas

Hołd dla Bożego Ciała

O Władco Wszechświata w Tabernakulum skryty
Ty szukasz serc ludzkich na Swoje mieszkanie
Boską tajemnicą w małym opłatku ukryty
dla pragnących pokarmem na zawsze się staniesz

W Eucharystii Świętej dajesz nam Siebie
jednoczysz się z duszą darujesz łask zdroje
czyste ludzkie serce mieszkaniem dla Ciebie
ogień Twej miłości zmienił życie moje

Bo opłatek biały jest Twym Ciałem Panie
który karmi dusze i daje zbawienie
chlebem żywym dla wiernych zostanie
da radość, nadzieję, ufność w Twe istnienie

Jak żebrak przychodzę przed oblicze Twoje
przed Wielkością Boga uginam kolana
mocą silnej wiary obdarz dziecko Swoje
które marnym pyłkiem wobec Swego Pana

Przed Twym Majestatem dzisiaj cześć składamy
Bo Tyś jest w Najświętszym Sakramencie utajony
z szacunkiem przed Trójcą głowę pochylamy
w której Ojciec, Syn i Duch Święty w jedno połączony

Tobie hołd składa cały świat

Ołtarze ogrody i wszystkie domy
jak panna młoda pięknie przystrojone
pokornie czekają na Ciebie Panie
pełne nadziei i bardzo stęsknione

Potulny wietrzyk i błękit nieba
przed Twym obliczem chylą swe czoła
a serce dzwonu donośnym echem
wzywa poddanych z wieży kościoła

Kwiecisty dywan przed Tobą się ściele
płatkami bratków i róż usłany
zaś dzionek wczoraj płaczący i szary
dzisiaj słoneczny i złotem ubrany

Tobie hołd składa w głębokim ukłonie
lud wierny i dziatwa w sukience białej
Boś Panem Nieba i Władcą ziemi
skryty przed światem w hostii małej

Zagrody nasze widzieć przychodzi

Idzie Pan godny królewskiej korony
z orszakiem ludu i dziatek w bieli
odwiedza zagrody mieszkania i domy
kwiecisty dywan przed Nim się ścieli

Na Jego powitanie ładnie przystrojone
obejścia ołtarze domy i zagrody
nawet okna mieszkań kwieciem ozdobione
i balkony piękne jak strojne ogrody

Do naszych gospodarstw serdecznie prosimy
Władcę naszej ziemi i ludu wiernego
Niech nam błogosławi domy i rodziny
przyjmie hołd wdzięczności od ludu Swojego

Z szacunkiem klęknijmy przed Nim na kolana
bo przybył Zbawiciel w Sakramencie utajony
pokłonem wielbimy dziś Swojego Pana
który w Eucharystii z nami połączony

On to dla Swych dzieci życiem i miłością
tajemnicą Bożą w opłatku ukryty
pójdźmy więc za Panem z weselem radością
z modlitwą i śpiewem dołączmy do świty

Podziękujmy za ofiarę Ciała i Krwi Jezusa
On chlebem żywym owocem jedności
łączy tych co przyjmują w hostii Chrystusa
jest pokojem i darem Boga dla ludzkości

Jak kromka chleba

Dzięki Ci Boże za dar miłości
który zesłałeś z wysokiego nieba
za krew i ciało Syna Jedynego
cudownie ukrytego pod postacią chleba
Kielich ofiarą krwi napełniony
darem dla ludu od Pana z nieba
maleńki opłatek ciałem Chrystusa
potrzebny ludziom jak kromka chleba
Biały opłatek jest chlebem życia
Bożą miłością posmarowany
kielich nadzieją i wybawieniem
dla duszy zbawienia ofiarowany

Jezu ufam Tobie

Ty Już nie wisisz na krzyżu
nie masz cierniowej korony
pokornie klękam przed Tobą
smutny i zawstydzony

U rany Twego boku
tryska tęcza promieni
obmyta krwią niewinną
nasze serca odmieni

Twa szata bielą spowita
lśni jak pereł tysiące
oblicze swoim blaskiem
przyćmiewa nawet słońce

Twe serce jak ocean
ogniem miłości pała
bo w Jego miłosierdziu
zatraci się ziemia cała

I proszę Swego Zbawcę
wyciągam puste dłonie
Byś je napełnił łaską
która miłością płonie

Jak żebrak czekam pomocy
o każdej życia dobie
Ty nie zawiedziesz nigdy
O Jezu ufam Tobie

Niepojęta Wielkość

Klęczę przed Tobą w niemym zachwycie
myśli się plączą i nie rozumiem
Twojej wielkości w tej hostii skrytej
rozumem ludzkim pojąć nie umiem

W tak małym opłatku a Bóg prawdziwy
oddał swe życie w okrutnej męce
a ja prostaczek jak pył malutki
cóż dać Ci mogę w kornej podzięce

Jezu ukryty w tym Sakramencie
czyż takiej ofiary było potrzeba
by przez Twe Ciało i krew przelaną
ma dusza weszła godnie do nieba

Wybacz mi zatem myśli obłudne
wybacz zwątpienia wszystkie przewiny
Twe miłosierdzie nie zna granicy
a krew przelana zmywa złe czyny

Jedno Zmartwychwstanie

Tyle już Wielkich Piątków
i Wielkich Sobót było
tyle pojednań z Bogiem
na duszy ślad zostawiło

Tyle cierpień i bólu
zadanych Tobie Panie
tyle odejść do Ojca
i jedno Zmartwychwstanie

Jestem gotów

Zapiał kur po trzykroć z rana
nim łzy żalu twarz obmyły
by zrozumiał mądry Uczeń
że z miłości czerpie siły

„Czyste” sumienie i ręce
Syn Boży na śmierć skazany
oto władzy moc i siła
kiedy wyrok już wydany

Gawiedź krzyczy chce ofiary
karmiona nektarem złości
nie pojmuje że krzyż znakiem
ofiarnej Bożej miłości

Rozsypały się srebrniki
zbroczone krwią niewinnego
konar drzewa przyjął winę
chciwością opętanego

Na Golgocie śmierć się śmieje
gdy Łotr prosi wybacz Panie
szept nadziei krzepi duszę
Jestem gotów niech się stanie

Cud Zmartwychwstania

Jutrzenka płonąc światłem
zbudziła śpiące dzwony
te biją na chwałę Zbawcy
na cztery świata strony

Kiedy śmierć pokonana
niewinną krwią Baranka
nadzieja na odkupienie
rozświetla radość poranka

A serca dotąd dziurawe
ocalił cud Zmartwychwstania
złatane bożą miłością
dziś chwalą imię Pana

Rozmowa z Jezusem Miłosiernym

Promienie biją kolorem tęczy
nie czuję bólu ani zwątpienia
Ty jesteś Panie samą miłością
przenikasz duszę ciepłem spojrzenia

Za to że klęczę dzisiaj przed Tobą
korną modlitwę niosąc w podzięce
dajesz mi radość nadzieję jutra
wskazujesz kierunek na życia zakręcie

Twe miłosierdzie nie ma granicy
a rozum ludzki pojęć nie może
spraw by mnie nigdy nie ominęło
miłości Twojej bezkresne morze

Zmartwychwstanie

W zadumie świtu poranka
opadła mroku zasłona
w świetle chwały Zmartwychwstał
Ten co na krzyżu skonał

Zagrały serca dzwonów
radością świat wypełniły
tak wielką że serca uśpione
ich mocą zbudzone ożyły

I głoszą światu całemu
nowinę Wielkiejnocy
Alleluja Pan śmierć pokonał
zwyciężył piekieł moce

RÓŻNE

Dziękuję Boże

Za sufit nieba rozpięty nad światem
by nocą gwiaździstą otulić sny
za słońce co niesie ufną nadzieję
by życie piękniejsze kreśliło dni

Za troski wyryte kroplami potu
gdy ścieżką prowadzi sam Anioł Stróż
za słuszne aczkolwiek trudne wybory
co znaczą nam drogę wśród ziemskich burz

Za to że płomień Twojej miłości
rozpala serca każdego z nas
za to że czekasz by przyjąć swe dziecko
gdy życia ziemskiego wypełni się czas

Dozwól

Jak bosy wędrowiec po kamieniach grzechu
idziesz do mnie Jezu ratując grzesznego
niosąc dar miłości jak ożywczą wodę
co koi balsamem rany niewdzięcznego

Ratujesz w ciemności zanurzone dusze
jak promyczek słonka ciepłem wskroś przenikasz
zdrojem miłosierdzia błogosławisz czule
nadzieją dobrocią każdego grzesznika

Dozwól mi o Panie bym Twoje zamysły
właściwie pojmował choć żem robak mały
gdy problemy życia zbytnio przytłoczyły
w bożym miłosierdziu otulił się cały

Bez winy

Ja nie bez winy grzech w sobie noszę
w matni korzeni zła zaplątany
lecz Bóg dał rozum bym mógł wybierać
bym wobec Niego nie był przegrany

Bym umiał dostrzec istotę dobra
w bliźnim zobaczyć Jego samego
nieważny kolor rasa wyznanie
On jednakowo kocha każdego

Pocieszy przygarnie gdy zła godzina
miłością ogarnie zbolałe ciało
duszę napełni nadzieją jutra
i trwać będzie przy mnie by mniej bolało

Czuwanie

Czwartkowe czuwanie u stóp ołtarza
radosną łzą w oku pełną nadziei
by znaleźć Boga w tej hostii małej
wśród burz niemocy ziemskich zawiei

W ścianach świątyni milczącą ciszą
Bóg pozostawił ślad obecności
skryty w tym małym opłatku chleba
obdarza serca morzem miłości

Pokorny naród świadomy cudu
z pokorą ugina harde kolana
w szczerej rozmowie Boga z człowiekiem
znajdzie właściwą drogę do Pana

Dla Ciebie wszyscy jednacy

Ludzkim pojęciem nie sposób
pojąć miłości Twej Panie
takiej zwyczajnej w prostocie
co w sercu człowieka zostanie

Dla Ciebie wszyscy jednacy
nieważne czy dobrzy czy źli
łajdak obłudnik czy święty
Piotr Magdalena czy Łazarz

Przebaczasz Tym co żałują
sumienie łzami obmyją
co niemożliwe u ludzi
u Ciebie zawsze możliwe

Dług

Wiem że za puste ręce i serce
winienem po stokroć być rozliczony
czy starczy życia by spłacić długi
kiedy rachunek niezapłacony

A ja po prostu nic nie robiłem
dobrych uczynków nie nazbierałem
kredyt gdzieś przepadł a zaufanie
no cóż po prostu odfajkowałem

A Ty wciąż jeszcze szansę mi dajesz
na powrót dłużnika cierpliwie czekasz
to nic że strwonił łaski i dary
Ty się nie skarżysz i nie narzekasz

Odraczasz płatności nic nie żądając
i tak wciąż rosną mej duszy długi
proszę Cię Panie bądź tak łaskawy
i daruj winy grzesznego sługi

Panie Ty wiesz

Panie Ty wiesz co to strata
kogoś kto od nas odchodzi
daj siły bym bez sprzeciwu
z Twoją wolą mógł się pogodzić

On już zakończył wędrówkę
ulituj się nad nim Panie
choć wiem że takich tysiące
wyjdź proszę mu na spotkanie

Poznasz go łatwo po rękach
po twarzy słońcem spalonej
i oczach co blask straciły
i włosach czasem srebrzonych

Po plecach zgarbionych ciężarem
bagażem trosk i nadziei
dobrem co innym darował
pośród ziemskich zawiei

Wybacz ludzkie słabości
zaproś swe dziecko do siebie
przygarnij przytul do serca
i daj mieszkanie w niebie

Stary drewniany krzyż

Zmurszały czasem cierpliwie czeka
na zapomnianym skrawku cmentarza
gdzie tylko wiatr hula pośród nagrobków
i martwa cisza serca poraża

Zmęczony stary otwarł ramiona
żeby przytulić ślady istnienia
życiowych bankrutów co stąd odeszli
nie mogąc uciec od przeznaczenia

Gaśnie płomyczek w nagrobnej lampce
ktoś go zapalił tutaj od święta
krzyż skrzypi cicho szepcząc pacierze
za Tych o których nikt nie pamięta

Gdy miłość Matki wiele może

Zastygła w pozie zadumania nad grobem matuś pochylona
w promieniach zniczy pamięć pieści
rozpamiętując ich imiona

Nie nacieszyła oczu serca
i nie zobaczy jak wyrosły
przecież tak prędko stąd odeszły
zaledwie w pączkach wczesnej wiosny

Zranione serce cicho szlocha
modlitwą koi ból cierpienia
nie będzie kłócić się ze Stwórcą
pokornie niosąc krzyż przeznaczenia

Gdy miłość matki tak ogromna
nie zmoże jej nawet zła godzina
bo tu na ziemi coś się kończy
po drugiej stronie zaś zaczyna

Nie muszę się śpieszyć

Dziś żyję chwilą jestem i czuję
wpisany w sens życia i przeznaczenia
co będzie jutro co mi przyniesie
jakie zostaną po mnie wspomnienia

Imię Nazwisko literek kilka
jak łzy w nagrobnym błysną granicie
bukietem pamięci białych chryzantem
uschną płatkami na zimnej płycie

Kiedy pomiędzy dwoma datami
mieści się cały bagaż życiowy
radości smutki winy zasługi
podążą za mną w świat całkiem nowy

Tam gdzie granica obca dla żywych
otworzy swoje bramy wieczności
nie muszę się śpieszyć ani wybierać
tulony ciepłem Bożej miłości

Jest tylko Jeden

Na tym samym niebie zapala latarnie
roztaczając wkoło swej Wielkości blaski
tą samą miłością ludzkie serca grzeje
kiedy dusza chłonie ciepło Jego łaski

W każdym kącie świata ludzkie ucho pieści
różnym alfabetem i różnie pisany
nieważne języki rasy pochodzenie
On jest tylko Jeden choć różnie nazwany

Nie wymyśla granic ni wojennych celów
obca mu nienawiść zło i poniżenie
kocha jednakowo wielkich i maluczkich
prowadzi po ścieżkach tam gdzie przeznaczenie

Siostra Miłosierdzia

Jak łupinki orzecha
na oceanie życiowych burz
miotają się szukając wyjścia
z beznadziei i samotności

Serca rozbite o skały
obojętności ludzkich sumień
szukają ratunku i pomocy
u Tej co w jednej sukience
rozdaje dobro biedakom

To Ona ciepłem swych dłoni
ogrzewa serca miłością
niosąc płomyk nadziei
cierpiącym i pokrzywdzonym
Siostra Miłosierdzia
taka Zwyczajna a taka Wielka

Agonia

Spękane gorączką milczące usta
spokojem goją rany przeszłości
ostatni oddech ostatnie tchnienie
zamknie powieki ludzkich słabości

W skostniałej dłoni drewniany krzyżyk
co kiedyś symbolem bólu cierpienia
dziś znakiem wiary w rychłe spotkanie
z Tym co dał życie w dziele Zbawienia

Ostatni dotyk daje nadzieję
kiedy go teraz pożegnać trzeba
bo tam po drugiej stronie wymiaru
rodzi się nowy człowiek dla nieba

Potęga

Powiedzcie gdzie piękno świata
gdy szarość przysłania oczy
wystarczy popatrzeć sercem
by widzieć tęczę wśród w nocy

Gdy blask gwiazd onieśmiela
nie szukać czarnej dziury
podziwiać wielkość wszechświata
wcale nie patrząc w chmury

Po cóż kierować swe myśli
w stronę gdzie wzrok nie sięga
wystarczy rozejrzeć się wokół
by stwierdzić Bożą potęgę

Radość która poraża na ŚDM

Popatrz o Panie na radość tłumu
na te modlitwy śpiewy rozmowy
na uśmiech który poraża zmysły
zniewala pychę pochyla głowy

To młodzież daje świadectwo wiary
przed całym światem wyznając Boga
gdzie miłosierdzie i Twoja miłość
tam obcy smutek lęki i trwoga

Ze znakiem krzyża w ciepłym uścisku
złączone serca złączone dłonie
braterstwo wiara pokój i miłość
niech po wsze czasy w ich sercach płonie

A kiedy wrócą do swoich domów
pełni radości dobra nadziei
ubogaceni w nowe doznania
będą jak arka wśród burz zawiei

Frasobliwy
Rozważania przy figurce Jezusa Frasobliwego

Usiadłeś na pniu Frasobliwy
jak pielgrzym co z pragnienia kona
głowa ciężarem grzechów świata
przygniata zbolałe ramiona

Żywicznej kory ciepłe strugi
wymownym pięknem mamią oczy
spływając  niczym krople łzawe
tajemną siłą bożej mocy

A Ty samotny zadumany
gdy wokół tylko pustka świeci
O czym tak myślisz powiedz proszę
czy może czekasz na swe dzieci

Te co odeszły błądząc w mroku
zło je porwało chwilą trwania
cierpliwy Jezu cóż dać możesz
co masz mi do ofiarowania

„Mam miłość co ogniem goreje
serce otwarte dla każdego
więc wróć się dziecko ja tu czekam
wróć do Jezusa Miłosiernego”

Orawski Chrystus

Wto Cie posadzioł na łołtorzu
oblyk we mantel ciyrpioncego
doł winiec na gowa ze ciyrnio
a potym łostawioł samego

Choć wele Ciebie tela świyntych
kerzi fest pszajom majom w zocy
a Ty markotny zestarany
mosz uślimtane s żolu łoczy

Czy nasze grzychy aż tak raniom
ciynżarym zbolałe ramiona
kej cołki ciało we kwi pryngach
a dusza serce s bolu kono

Powiydz Chrystusie ło czym myślisz
w tej piyknej Orawski Świontyni
czy mosz nadzieja że niy darmo
była Ci mynka i ciyrpiyni

Kej yno kukosz Zestarany
człowieka co skapuje tela
że w Twojim sercu dlo kożdego
do pszocio mosz miejsca za tela

O MATCE BOŻEJ

Dla Matki Bożej Zielnej

Pierwszym promykiem zorzy
zbudzisz sierpniowy poranek
z owoców tego lata
upleciesz zdrowia wianek

Dasz ziołom zapach słonka
a listkom świeżość wiosny
zaś kwiatom podarujesz
tęczy koszyczek radosny

Ciepłem nakarmisz zioła
żar chłodem wiatru ukoisz
kroplami rosy srebrzystej
pragnienie zaspokoisz

Rozlejesz woń po ogrodzie
rumianku i lawendy
ususzysz skwarem południa
liście szałwii i mięty

Królowo ziół i kwiatów
niech ten bukiecik złożony
u Twych stóp będzie od nas
wdzięcznością wypełniony

Dla Ciebie noc utkała
koronę z gwiazd

Dla Ciebie noc utkała
koronę z gwiazd tysiąca
wyhaftowała sukienkę
z złotych promieni słońca

Poranek Ci podarował
perły rosy srebrzystej
leniwy strumyk dorzucił
kropelki wody przejrzystej

Dzionek założył na szyję
korale modlitwą zdobione
złożył paciorki różańca
w Twoje matczyne dłonie

Tobie melodię wdzięczności
śpiewa dziś ziemia cała
nie wyrazi jej słowem
choćby się bardzo starała

Tyś Matką Różańcową
Królową świata całego
otul płaszczem nadziei
serce człowieka każdego

Do Najświętszej Maryi Panny
Wniebowziętej

Dziś niebo całe z chórem Aniołów
przed Matką Jezusa chylą swe czoła
z ciałem i duszą wzięta do nieba
Jej chwały nasz rozum pojąć nie zdoła

Bóg wybrał ją sobie na Matkę dla Syna
a Ona przyjęła ten skarb z radością
i chociaż nieraz krwawiło Jej serce
pokorna cicha cierpiała z godnością

Za Swoją Matuchną zatęsknił Syn Boży
i wezwał do nieba by z Nim została
by Swoje dzieci na tym łez padole
matczyną opieką zawsze wspomagała

Panno Wniebowzięta Panno najmilsza
Twojej wielkości ni pojąć ni zmierzyć
miłości blaskiem przewyższasz słońce
jak Ci nie ufać jak nie zawierzyć

I pobłogosław światu

Ręką żniwiarza plon zbierasz obfity
hojnie rozdając ptactwu ziaren kłosy
nim słonko wstanie poisz kwiaty zioła
czystymi jak kryształ kroplami rosy

Powiewem wiatru chłodzisz znojne czoła
tym którym zbyt trudna jest marszu droga
liściastą koroną drzew ochraniasz cieniem
tym co wędrówką chwalą imię Boga

Ty witasz na chwałę Swojego Syna
wiosenny poranek śpiewem skowronka
przed nocką żegnasz ognistą purpurą
ostatni zbłąkany promyczek słonka

A kiedy po dniu brzemiennym w troski
tulisz świat do snu w ciepłych ramionach
pod płaszczem nadziei daj sen spokojny
i pobłogosław Swą jasną dłonią

Kwiaty dla Czarnej Madonny

Czarna Madonno z Jasnej Góry
dla Ciebie wszystkie polne kwiaty
zebrane w bukiecik o poranku
rosą pachnący w nadzieję bogaty

Dla swojej Matki od wiernych dzieci
skropiony wiarą dziecięcej ufności
ubrany w barwy polskiego lata
zdobiony wstążką gorącej miłości

To polne kwiaty te najpiękniejsze
złożone w ciepłe matczyne dłonie
będą symbolem naszej wdzięczności
koroną tęczy ozdobią Twe skronie

Bądź nam Królową i Matką narodu
otocz opieką Twój lud poddany
prowadź i wspieraj przez tysiąclecia
łaskami obdarz naród ukochany

Lipowa Madonna

Przy polnej drodze na skraju lasu
samotna lipa kwieciem rozkwita
ona każdego kto tu zabłądzi
upojnym zapachem lata przywita

Na jej konarze obraz Madonny
w aureoli złocistej płonie
zbłąkany promyk jasnego słonka
światłem ozdobił matczyne skronie

Madonna do serca Dzieciątko tuli
troskliwie mocno i bardzo czule
jak by mu chciała odebrać wszystkie
przyszłe dorosłe troski i bóle

Madonno lipowa kogo wyglądasz
z dala od ludzi i zgiełku świata
któż tu przychodzi zmówić pacierze
w te dni upalne naszego lata

A Ty jak każda stęskniona Matka
pełna dobroci wiary w człowieka
z Dzieciątkiem Swoim tu na pustkowiu
gwiazdą nadziei na nas wciąż czekasz

Maryjo Matko Nasza

Maryjo Matko Dobroci
Ty co niteczką babiego lata
przynosisz ziemi spragnione łaski
Błogosław nam

Maryjo Matko Nasza
Ty co roznosisz jesiennym wiatrem
zapach dojrzałych owoców w sadzie
módl się za nami

Maryjo Matko Boża
Ty co różańcem z jarzębin korali
niesiesz nadzieję na lepsze dni
wstaw się za nami

Maryjo Matko Miłości
złącz nasze serca i dusze
by stały się modlitwą
na chwałę Twego Syna
Prosimy Ciebie

Matko dobroci

Matko łąk i pól zielonych
co stoisz na rozstaju dróg
niestrudzona w czekaniu

Matko przydrożnej kapliczki
z sercem gorącym jak lato
zapraszasz do modlitwy
Tych co tu przychodzą

Matko łanów pszenicznych
co ręką żeńca zbierasz kłosy
by nie zabrakło chleba
Matko wędrowców i pątników
chłodzisz wiatrem znojne czoła
Tym co zbyt trudna marszu droga

Matko Dobroci Królowo Nieba
wyproś u Syna łaski dla ludu Swego

Matko Gromniczna

Pani Gromniczna Matko Światłości
pośród życiowej zawiei
śpieszysz do dzieci Swoich
niosąc światełko nadziei
Wśród niebezpieczeństw życia
gdy trudne nasze drogi
do Ciebie się uciekamy
byś ratowała od trwogi
Kiedy ostatnia iskierka
w powiece naszej zaśnie
światło które przyniosłaś
nigdy przenigdy nie zgaśnie
Ono nas poprowadzi
gdy ostatnia godzina
płomieniem żywej wiary
prosto do Twego Syna

Matko o twarzy jak ziemia

Matko o twarzy jak ziemia
czarnej i pooranej
oczach jak słońce jasnych
czułych i zatroskanych

Matko jak łan pszeniczny
sypiesz ziaren łaskami
dla Tych co śpieszą do Ciebie
trudnymi życia drogami

Matko o sercu jak niebo
do Ciebie się uciekamy
w Twoje Matczyne dłonie
nasz los z ufnością składamy

Królowo Polskiej Ziemi
Matko Narodu Polskiego
ogrzej matczyną miłością
serca ludu Swojego

Na cześć Maryi

Ranek się zbudził ze snu
majowym dźwięków graniem
już słowik zaczął koncert
witając dzień śpiewaniem

Słowiku ma ptaszyno
choć jesteś taki mały
a twoje wdzięczne trele
zadziwiły świat cały

Naucz mnie ptaszku drogi
do nieba modły wznosić
cześć chwałę Matki Bożej
w dziękczynnej pieśni głosić

A Ty Mateńko święta
przyjm czułej pieśni tony
co biją jednym rytmem
na wszystkie świata strony

Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja

Pobłogosław trud znojny

Purpurą jasne promyki
przez liście słonko przesiewa
Dobranoc Matko Najświętsza
modlą się trawy i drzewa
Po rosie rzewnej melodii
niosą się dźwięków tony
świerszczy kapela zagrała
gdy nieba pękły zasłony

Ref...Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja

Noc otworzyła swe wrota
złoty grad świateł rozsiała
daj sen spokojny beztroski
zmęczona ziemia szeptała
I pobłogosław trud znojny
Matczyną ciepłą dłonią
i niech od złego wszelkiego
Maryjo dziatki Twe chronią

Ref...Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja
Ave Ave Maryja

Przydrożna Madonno

Jeszcze czuję zapach bzu
kiedy biegłam do Niej
z bukietem boso ..
Ona taka smutna

Madonno przydrożnej kapliczki
pielgrzymów i ptaków wędrownych
patrz ten malutki bukiecik
zebrałam z rosą dla Ciebie
przytul go mocno do Siebie
niech Ci przypomni niebo
fioletem dzwonków ucieszy
otuli zapachem skronie
A ja usiądę obok
by razem z Tobą się cieszyć

Spomniyni s Jasnej Gory

Łośmioło się niebo pieśniczkom maryjnom
huknyły łorgany w radosnej podziynce
pszajoncym pojrzyniym otuliła gorko
różańca pociorki we papieski rynce

Kej cudnej pieśniczki ucichnyły tony
uklonk Sługa Boży przed mamulki licym
Tej kerej zawierzoł kerej doł we flega
kero Go łobroni przed Łojcowskim biczym

O Czorno Madonno Jasnogorsko Pani
przitul dzisiaj do sia Syna Polski Ziymi
a non Twojim dzieckom dej łaski nadzieji
żeby my jak Papiyż mogli Ci zawierzyć

Tam gdzie pielgrzym klęka

Na śladach przeszłości szukający drogi
czekają schronienia pod płaszczem opieki
u Czarnej Madonny której wstawiennictwo
jest niewyczerpane jako źródło rzeki

Tu gdzie pielgrzym klęka z pokornym obliczem
by rozliczyć z Bogiem ciążące sumienie
poranione serca życiowych bankrutów
u Niej znajdą pomoc wsparcie ukojenie

Kiedy nad murami częstochowskiej twierdzy
czas warkoczem dziejów naród z wiarą splata
żadna moc i siła zwyciężyć nie zdoła
Tej co ochraniała przez wieki i lata

Taniec świateł

W cichy pogodny wieczór
Ave, ave ,ave Maryja
po leśnej polanie się niesie
echem do nieba się wzbija

Światełka świec i lampionów
w ten wieczór zapalone
na chwałę Fatimskiej Pani
złociście rozświetlone

Zauroczony tym światłem
pięknym jak gwiazdy na niebie
nie mogę wejść z podziwu
że tańczą Maryjo dla Ciebie

Delikatnym podmuchem
letnią wieczorną ciszą
pieszczone ciepłem płomyka
w takt wiatru się kołyszą

I ulatują z dymem
pomiędzy koron drzewami
unosząc się jak motyle
nad pielgrzymów głowami

Ten taniec świateł hołdem
złożonym dla świata Królowej
ukochanej Fatimskiej Pani
i Matce Różańcowej

Zawsze ta sama

Kiedy świat tonie w ciemności grzechu
Tyś nam ostoją pośród zawiei
Ty jak jutrzenka oświetlasz drogę
prowadzisz do Syna światłem nadziei

Na Medjugorskiej górze Kriżevac
w Lourds czy Fatimie zawsze ta sama
z różańcem w ręku co bronią przed złem
jednako o los swych dzieci stroskana

Chociaż Twe serce kona z cierpienia
Ty nie dochodzisz jaka przyczyna
i zawsze się wstawiasz za Swoim ludem
i nigdy nie liczysz jak wielka wina

Cicha pokorna piękna jak wiosna
wskazujesz modlitwą jak żyć nam trzeba
po ścieżkach skalistych bastionu wiary
przynosisz orędzia od Pana z nieba

Zawierzam Ci

Rozpłakał się dzień deszczem gorzkich łez
całunem okrył słonka złoty blask
Maryjo Ty dawałaś mi nadzieję
zanim ostatni promyk życia zgasł
Odchodzi dzień gdzie przeznaczenia nitka
zostawia bólu i cierpienia ślad
Maryjo daj mym bliskim moc i siły
by przetrwać mogli tak bolesny cios

Ref....Maryjo ja zawierzam Ci
zaprowadź mnie przed Boży Boży tron
do niebios bram gdzie czeka Pan
ja ufam Ci Tyś Matką Matką mą
Matulu ma ja dziecko Twe
do Swego Syna prowadź prowadź mnie
Matulu ma zawierzam Ci
ja ufam Ci Tyś Matką Matką mą

Rodzino skryj w swym sercu bólu szloch
modlitwy wznoś za grzeszną duszę mą
gdy Boży gniew zapłonie ogniem kary
obudzi wieczność hejnał siedmiu trąb
Bogactwa kram jak niepotrzebny bagaż
zabrał mi los chciwością ludzkich dusz
ja nagi człek odszedłem stąd jak stałem
a zasług blask okrywa tylko kurz
Ref.......Maryjo ja zawierzam Ci ..

Babciny różaniec

Schowany w szorstkiej spracowanej dłoni
okryty troskami dnia codziennego
tak miły Bogu

W cieniu kościoła w zaciszu izby
cierpliwy pokorny ze wzruszeniem
wypraszał potrzebne łaski

Gdy nieme usta szeptały Zdrowaśki
pośród spokojnej ciszy wieczoru
był drogowskazem i ocaleniem

A dziś oplata martwe już dłonie
na znak pojednania z Bogiem i ludźmi

Babciny różaniec tak miły Bogu
światłem nadziei na Odkupienie

I płyną modlitwy

Naręcza piołunu pachnący rumianek
składa dziś lud wierny w Matki Bożej dłonie
a maki i chabry wdzięcząc się przymilnie
niczym wieniec chwały oplatają skronie

Rozśpiewane serca bijąc równym tonem
dziękują za hojne Matki Ziemi dary
pobłogosław Pani to co cieszy oko
a ciału da zdrowie i siły bez miary

I płyną modlitwy z prośbą do Matuli
by wciąż ochraniała od klęsk i powodzi
Królowo ziół kwiatów i przedziwna Pani
otaczaj opieką to co Ziemia rodzi

Matko Boża Zielna lasów pól Królowo

O brzasku poranka Matka Boża Zielna
kropelkami rosy poi wonne zioła
żeby przed ołtarzem godnie wyglądały
kiedy je zaniesie pielgrzym do kościoła

Z naręczami kwiatów zerwanych na miedzy
z serca darowanych znojem wypełnionych
ubierze ołtarze modlitwą dziękczynną
świeżymi ziołami i kwieciem zdobionych

Matko Boża Zielna lasów pól Królowo
niech to piękno które Stwórca ofiarował
będzie Ci zapłatą za wszystkie starania
gdyż trudno wyrazić wdzięczność w samych słowach

Przed Grotą Massabiellskiej Pani

Cisza dotąd uśpiona w grocie
otulona oddechem ranka
szepce modlitwy za Tymi
co proszą o zdrowie dla bliskich

Paciorki różańca jak róże
oplatają skostniałe dłonie
szukając ratunku u Matki
co Pocieszycielką strapionych

Płomyki świec tańcząc na wietrze
łączą się z rozmodlonym tłumem
i niczym ptak unoszą w niebo
te wszystkie ludzkie niedole

Brzemienna Matko Królowo

Matka wszystkich polskich Matek
jesteś balsamem dla duszy
gdy zasiane ziarno w łonie
cudem narodzenia wzruszy
Dla Tych co szukają wsparcia
rozkwitasz pąkiem nadziei
niczym tęcza kolorowa
pośród burz ziemskich zawiei
Tobie łzy na wagę złota
kiedy płyną z serca ciszy
za Twym wiernym wstawiennictwem
szept modlitwy Bóg usłyszy
Nieważne perły w koronie
czy szata złotem przybrana
Brzemienna Matko Królowo
od Boga żeś nam posłana
Jesteś świadectwem łask bożych
wszystkich którzy Ci ufają
Oni zawierzając Tobie
o co proszą otrzymują

Matko Brzemienna o Pani Skępska

Matko Brzemienna o Pani Skępska
nosisz pod sercem Syna bożego
posłuszna Stwórcy pokorna cicha
jesteś nadzieją dla Tych co proszą
Sypiesz łaskami jak ziaren kłosem
wskazujesz pokorą jak żyć nam trzeba
nasz los z ufnością Ci powierzamy
byś była łącznikiem ziemi i nieba
Kiedy świat tonie w ciemności grzechu
jak światło słonka prowadzisz drogą
jesteś ucieczką jesteś ratunkiem
Tych których ciężko doświadcza los

W stulecie Objawień Fatimskich

Zapłonęło niebo symfonią radości
wznosząc ponad Tatry śpiewnych dźwięków tony
u Ludźmierskiej Pani Gaździny Podhala
mącąc spokój ciszy zaśpiewały dzwony

Ach dźwięki się niosą echem ponad ziemią
obwieszczając światu imię Tej co wzrusza
w stulecie objawień z daleką Fatimą
łączy się w modlitwie podhalańska dusza

Spójrz Fatimska Pani na ten lud tak wierny
co dziś światłem wiary chwali imię Twoje
niechaj te orędzia wpadające w serca
będą drogowskazem przynosząc łask zdroje

A Ty włóż je w dłonie Ludźmierskiej Gaździnie
by za Jej przyczyną pokój nam przyniosły
by były ostoją siłą i przetrwaniem
wzrastając w narodzie jak tatrzańskie sosny

ŚWIĘCI PAŃSCY

Gromnica

Na knocie przeznaczenia
słaby promyczek świecy
dogorywa ostatnim tchnieniem

Gdy zgasły oczy wędrowca
całunem śmierci okryte
ta wierna towarzyszka
wskazuje drogę duszy

Tu gdzie nie ma już bólu
miłość i radość wieczna
przyjmują ofiarę krzyża
Tych którzy żyli nadzieją

Jan z Dukli

Habit sandały biedaczyna
nie ta epoka nie to miejsce
a jednak
Wiara Nadzieja Miłość wspólne
Spowiednik mówca i kapłan
słowem poruszał sumienia
cierpliwy
prawdziwy Brat i rycerz Maryi

Praca wysiłek poświęcenie
do późnej nocy na kolanach
pokorny
zatracony w modlitwie
wypraszał łaski

Pan Bóg wysłuchał

Świętość była mu pisana

Do Krakowa los go rzucił
lecz któż zna zamysły Boga
kto przewidzi kto zrozumie
czy słuszna życiowa droga

Pustelnia była mu domem
korną modlitwą znaczona
początkiem przyszłych wyborów
w Duchu Świętym uświęcona

Zakonnego życia trudy
marny owoc by wydały
gdyby w miłosierdziu Bożym
nie zatracił się On cały

Życie według Ewangelii
umacniając wiary blaski
niosły radość słowa braciom
niczym światło Bożej łaski

Gorliwością kaznodzieja
sumienia ludzkie poruszył
krzyżem znakiem męki pańskiej
zatwardziałe serca kruszył

Od samego urodzenia
świętość była mu pisana
mocą Boga Wszechmocnego
i Matki Bożej wspierana

Matka Teresa

Na nagim bruku przed bramą
gdzie łachman i kij żebraczy
podaje pomocne dłonie
ratując z dna rozpaczy
Bielą ścian porażona
obdarza iskrą pogody
by dusza mogła spokojnie
odejść w rajskie ogrody
Wyciąga pragnące ręce
by dobrem je napełniono
Matka Nadzieja biednych
których precz odrzucono

Matka Teresa z Kalkuty

Tą małą drobną dłonią
zwracała godność człowieka
niosąc okruch nadziei
biednym dzieciom ulicy
Budziła uśpioną dobroć
w najbardziej zatwardziałych
by mogli po jej śladach
iść na spotkanie nędzarzy

Mój Anioł Stróż

Mój Anioł nie ma jeszcze skrzydeł
nie ma też złotej aureoli
za to On zawsze wie najlepiej
co mnie tak smuci i co boli
Choć nie zna szumu skrzydeł swoich za to wie którą lepsza droga
bezpiecznie wiedzie do przystani
gdzie precz odeszły strach i trwoga
Obce mu pieśni słodkiej tony
nieobce za to serca bicie
rytmem oddania czas mi znaczy
bo On tak jak ja kocha życie

Anioł z obrazu

Czy Ktoś widział Anioła
a mówią że nie istnieją
że tylko na obrazku
od niebezpieczeństw strzegą

Sercem targa uczucie
że obraz choć malowany
wyzwala tyle czułości
jak by go dotknął sam Bóg

A Ty już wiesz dlaczego
małe usteczka i dłonie
paciorkiem żegnają dzionek
wdzięczne opiece Anioła

Oblany rumieńcem wstydu
szepczesz za dzieckiem w ciszy
Aniele Boże Stróżu mój
....................................
może wysłucha usłyszy

Mój Anioł Stróż

Jak ślepiec bez nadziei
jak głuchy w świecie ciszy
czekałem wciąż czekałem
czy mnie kiedyś usłyszy

Czekałem cierpliwie w deszczu
czekałem w słońca promieniu
jak wędrowiec na szlaku
czekałem w osamotnieniu

A On był zawsze ze mną
wiernie stał przy mym boku
mój Anioł Stróż Przyjaciel
dotrzymywał mi kroku

Jesteś moim Aniołem

Ty jesteś moim Stróżem
bo zawsze jesteś ze mną
czy w dzień pogodny,jasny
czy w noc głuchą i ciemną

Czy Bóg Cię posłał po to
byś strzegł mnie tu na ziemi
pokazał właściwą drogę
wyprowadził z krainy cieni

I świat inny pokazał
świat prawdy i radości
do którego lgnie każde serce
gdzie światło Bożej miłości

Bym zawsze do niego dążył
w jego kierunku śpieszył
i razem z Tobą Aniele
kiedyś u Ojca się cieszył

Zabierz mnie z sobą do nieba

Mam życzeń dużo
marzeń zbyt wiele
zabierz mnie z sobą
do nieba Aniele
Zostaw mnie w chmurach
z nimi popłynę
do morza nadziei
bo tam nie zginę
W ciemnościach nocy
ześlij sen błogi
bym nigdy i nigdzie
nie zaznała trwogi
Prowadź bezpiecznie
otocz skrzydłami
chroń przed złym świata
przed pokusami
Zabierz mnie w piękne
niebieskie krainy
radością spełnienia
obdarz złe godziny
Podaj mi rękę
bym tu została
i nigdy niczego
już się nie bała

Do św. Szczepana Męczennika

Przed tronem Ojca dzisiaj Twe miejsce
z gałązką palmową w tunice białej
wyznawco Chrystusa Ty pokazałeś
czym służba dla biednych i ziemi całej

Wyrokiem okrutnym kamieniowany
lecz pełen łaski Ducha Świętego
umiałeś wybaczyć swoim oprawcom
żarliwie się modląc do Pana Naszego

Św. Szczepanie Twa krew przelana
męczeńską ofiarą sługi wiernego
wstaw się za nami umocnij wiarę
i wyproś łaski Ducha Świętego

Tu przemówił Bóg

W sercu francuskiej ziemi
z dala od zgiełku świata
gdzie Grotę Massabiellską
bujna zieleń oplata
Gdzie wartki nurt rzeki Gave
z wysiłkiem wody toczy
tam cud co dziełem Boga
ujrzały Bernadki oczy
Pośród skał Matka Boża
piękniejsza od gwiazd tysiąca
z różańcem w ręku i sukni
jaśniejszej od blasku słońca
Stanęła przed dziewczynką
którą Sama wybrała
żeby prośbę życzenie
ludowi przekazała
Źródło bijące z ziemi
było znakiem od Boga
by była im łatwiejszą
cierpieniem znaczona droga
Lud prosty i pracowity
mocą wiary złączony
zbudował kościół na skale
Jej chwale poświęcony
Dziś stacje drogi krzyżowej
po drodze pną się w góry
a modlitwa pielgrzyma
unosi się ponad chmury
Ave Ave Maryja
przed grotą się rozlega
posłuchaj Panno Najmilsza
to lud dla Ciebie śpiewa

Skarb świętego Franciszka

Spotkał Franciszek we śnie
Anioła na dróg skrzyżowaniu
z poleceniem od Stwórcy
by sprostał Jego wezwaniu

-Mój przyjacielu kochany
dostałeś ważne zadanie
od dziś każde stworzenie
pomoc od Ciebie dostanie

Tyś ojcem i lekarzem
każdej chorej istoty
opiekuj się nią troskliwie
czeka Cię wiele roboty

Każde źdźbło trawy na drodze
kwiatek czy mrówka mała
ma prawo żyć na tym świecie
bo dar ten od Boga dostała

Ty także masz skarb bezcenny
to miłość do świata i ludzi
a każdy najmniejszy owad
zachwyt w Tobie obudzi

Wszystkie żywe stworzenia
zwierzęta ludzie i kwiaty
Franciszku kochaj szczerze
boś biedny lecz w miłość bogaty-

Św. Franciszek

Szafarz Bożej miłości
blisko ludzkiej niedoli
nikogo nie osądzał
posłuszny Ojcu w niebie
Biedny jak mysz kościelna
przyjaciel wszystkich stworzeń
ciepłym dotykiem dobroci
koił zbolałe rany

Tak wiele bezimiennych
Aniołów dobroci Bóg zesłał
byśmy poznali czym miłość
przez ręce drugiego człowieka

Brat

Otwarł serce na oścież
wielkie jak bystra rzeka
otwarł bramę dobroci
wzruszony nędzę człowieka
Kochał wszystkie stworzenia
tak blisko ludzkiej niedoli
nigdy nie sądził innych
posłuszny Bożej woli
Jego odzieniem habit
podporą kij sękaty
nędzarzem dla wielmożnych
dla Boga przebogaty

to brat św. Franciszek

Biedaczyna z Asyżu

W sercu pokora i miłość
odzieniem znoszone szaty
wytarte liche sandały
w ręku kij stary sękaty

On rzucił dla Boga wszystko
by żyć skromnie w Jego cieniu
bo widział Swojego Pana
w małym i dużym stworzeniu

W pyłku trawy szumie drzewa
tęczy na niebie i burzy
robaku czy małej mrówce
w kamieniu i kolcu róży

Był obrońcą tych maluczkich
szafarzem Bożej miłości
Jego ręce niosły światu
tyle dobra i radości

Lekarzem i przyjacielem
przyrody zwierząt i ludzi
przez miłość i poświęcenie
najbogatszym z wszystkich ludzi

On przykładem dla Swych braci
którzy chcą Go naśladować
w modlitwie pokorze ducha
życie Bogu ofiarować

Do św Jerzego

Twe miejsce u boku Ojca
przed tronem Boga w niebie
obrońco słabych skrzywdzonych
ostoję mamy w Ciebie

Wzorze do naśladowania
dzisiejszej naszej młodzieży
odważny oddany Bogu
i chlubo mężnych rycerzy

Mieczem zło pokonałeś
nie licząc na wieniec chwały
w znaku krzyża świętego
zatraciłeś się cały

Majątek rozdałeś biednym
nie myśląc o dobrobycie
wierny obrońco wiary
za którą oddałeś życie

Ochraniaj przed pokusami
do walki wyproś siły
aby nadzieja i dobro
wszelakie zło zwyciężyły

Otocz opieką i wspieraj
nasz kościół i lud nasz cały
by zawieruchy i burze
zawsze go omijały

O smoku i św. Jerzym

Gdzieś na wschodzie w mieście Libba
potwór smok żąda ofiary
wciąż mu mało wciąż chce więcej
płacze lud płacze król stary
Żal okrutny serce ściska
jakież losu przeznaczenie
dziewica córka jedyna
ma iść tak na zatracenie
Zrozpaczona choć odważna
dzieweczka modlitwy wznosi
do Boga miłosiernego
o pomoc i łaskę prosi
Bóg nie głuchy i wysłucha
prośby dziecięcia Swojego
posyła do walki ze złym
sługę rycerza Jerzego
Ten odważny znakiem krzyża
ugodził kopią potwora
by nigdy nie krzywdził ludzi
taka była Boża wola
Potem dokończywszy dzieła
ściął łeb smokowi wstrętnemu
zyskując przychylność króla
świadectwem nawróconemu
Wdzięczna ludność dla wybawcy
w mieście kościół zbudowała
Najświętszej Maryi Pannie
i Jerzemu w posag dała
Gdy świątynię ukończono
trysło źródło spod ołtarza
a lud wierny ufający
Bóg zdrowiem łaski obdarza
Rusza Jerzy w życia drogę
łaska Boża go prowadzi
On prześladowanych chrześcijan
do Chrystusa poprowadzi
Rozdzieli majątek cały
odda dobra braciom w wierze
dzielny rycerz i obrońca
swe życie złoży w ofierze
Bo oto władca pogański
czyha na życie świętego
zadając mu ból i rany
bluźniąc i śmiejąc się z niego
On wiernym pozostał Bogu
głosząc nauki Jezusa
mieczem nienawiści ścięty
w obronie wiary Chrystusa

W cieniu

Ty stoisz w cieniu wielkiego dzieła
co Bóg objawił ludowi Swojemu
skromny stolarzu z miasta Nazaret
dajesz świadectwo światu całemu

Gdy sercem czułeś moc tajemnicy
zawsze posłuszny woli Najwyższego
wziąłeś za żonę bez grzechu poczętą
Maryję Matuchnę Syna Bożego

A kiedy wypełnił Pan obietnicę
powiła Panienka to Boże dziecię
uczyłeś Go życia pokorą cichą
bo kochać umiałeś jak nikt na świecie

Próbując zrozumieć zamysły Boga
i Tego co Ci w opiekę dany
w niemym zachwycie śledziłeś ścieżki
po których chadzał Twój Syn przybrany

Kiedy już minął czas ziemskiej wędrówki
i Bóg Cię zabrał w chwale do Siebie
czuwasz nad każdą polską rodziną
by była winnym owocem w niebie

Ostojo rodzin

Gdy życie kusi złudnym urokiem
pieszczotą zmysłów dusze czaruje
odpędź ach odpędź myśli nieczyste
niech kwiat czystości w sercach króluje

refren......Święty Józefie ostojo rodzin
bądź nam ucieczką w chwilach zwątpienia
nie pozwól byśmy z dala od Boga
w grzechu szukali sensu istnienia

Przybądź z pomocą i dodaj siły
w walce z mocami zła i ciemności
obroń nas obroń mężny rycerzu
od wrogich zasadzek i przeciwności

refren......Święty Józefie ostojo rodzin
bądź nam ucieczką w chwilach zwątpienia
nie pozwól byśmy z dala od Boga
w grzechu szukali sensu istnienia

I tak jak kiedyś Dzieciątko Boże
tuliłeś w ciepłych mocnych ramionach
otocz ach otocz polskie rodziny
niech cud odnowy w nas się dokona

refren......Święty Józefie ostojo rodzin
bądź nam ucieczką w chwilach zwątpienia
nie pozwól byśmy z dala od Boga
w grzechu szukali sensu istnienia

Jest taka miłość

Jest taka miłość pisana milczeniem
cicha oddana Ojcu na Niebie
rozważa w sercu co los przyniesie
i nigdy nie myśli tylko o sobie

To ta co tuli skrzydłem opieki
płaczące w żłobie Dzieciątko Boże
skryta i mądra wzorem dla Ojców
wyroki nieba przyjmuje w pokorze

Miłość odważna obowiązkowa
co nie zna strachu przed mieczem wroga
wiedzie bezpiecznie po trudnej drodze
z błogosławieństwem samego Boga

Miłość co świętość pracą buduje
morzem czułości dziecko obdarza
ta co rzeźbiła byt świętej rodziny
uczciwą i twardą ręką stolarza

Miłość co sama w sobie miłością
jak bramę raju serce otwiera
ta miłość to miłość św. Józefa
tak miła Bogu piękna i szczera

Do świętej Rity

Tak bardzo przez los zranieni
przynieśli tu serce swoje
sumienie ciąży kamieniem
Uproś łask wszelkich zdroje

W kolcach bólu rozpaczy
z twarzą zoraną troskami
Rito Patronko spraw trudnych
Wstaw się u Boga za nami

W matni życiowych zdarzeń
gdy beznadzieja i trwoga
co niemożliwe możliwe
Uproś dla nas u Boga

A kiedy zapłoną róże
czerwienią ponad głowami
nadzieja nigdy nie umrze
gdy orędujesz za nami

Święta Barbaro

Święta Barbaro Patronko Górników
w Twe ręce złożyli swój los dziadkowie
a dzisiaj o Twoją opiekę proszą
synowie tej ziemi nasi Ojcowie

To Oni przodków pracowitych wzorem
w trudzie i znoju byt wykuwali
i czarnym węglem skarbem śląskiej ziemi
życie i zdrowie Ojczyźnie oddali

Otocz opieką Tę brać górniczą
nigdy nie zostaw samemu sobie
bądź ich ucieczką i zawsze wspieraj
w nieszczęściu pracy bólu chorobie

A kiedy przyjdzie ostatnia godzina
nie pozwól by lud Ten tak wierny Tobie
odszedł w zaświaty bez Twojej świty
wszak On Barbaro zawierzył Tobie

Łzy św. Barbary

Miała Barbara miejsce
na naszej śląskiej ziemi
gdzie księżyc na niebiosach
pięknie się srebrem mieni

Szuka śladów kopalni
zagląda do komina
chce zjechać szybem na dół
którego dawno nie ma

Przyszli okrutni ludzie
starą kopalnię zburzyli
tylko po sobie kamienie
i zgliszcza zostawili

Płacze Barbara żałośnie
łzy czarne z oczu leje
czeka aż Bóg w tę ziemię
ziarno nadziei zasieje

Bo ona była jak matka
co swoje dzieci karmiła
przed głodem i biedą zawsze
dziadków i ojców chroniła

Za ciężką pracę górnika
odwdzięczyć się umiała
węglem cennym jak złoto
swój lud obdarowała

A teraz został górnikom
tylko obraz w cechowni
i zapomoga od państwa
żeby nie byli głodni

Łzy św. Barbary

Do wiersza "Łzy św. Barbary" Piotr Majnusz dopisał refren oraz skomponował muzykę i tak powstała piosenka "Łzy świętej Barbary" - aranżacja i wykonanie Piotr Majnusz z Michałkowic.


Prośba do św. Barbary

Święta Barbaro wstaw się do Boga
uratuj życie męża i syna
dodaj nadziei tym co na dole
wszak brać górnicza to Twoja rodzina

Tych co na górze otuchą wesprzyj
po stracie najbliższych otrzyj łzy rozpaczy
ramieniem opieki otocz Swe dzieci
niechaj świat cały Twą moc zobaczy

Kaj żeś była Barborko

Nie było Cie yno kwila
a już nieszczyńścio tela
przi fedrowaniu na ścianie
zasuło berkmonow wiela

Kaj żeś była Barborko
jak Łoni na Cia czekali
na dole straszno i cima
Łoni tam sami łostali

Możno Ponboczek mioł sprawa
jakoś ważno dlo Ciebie
możno mu brakło wojokow
kajś na wysokim niebie

A możno chcioł se łogrzoć
bo było mu trocha zima
przeca we grudniu w niebie
tyż za cieplutko ni ma

Toż teraz zakludź tych chopow
do Ponboczka do nieba
niech nafedrujom wonglo
wiela Mu bydzie trzeba

A za tyn fajny geszynk
nie bydzie Cie wiyncy szterowoł
a kożdy berkmon we przodku
bezpiecznie wongiel fedrowoł

Kwiotuszek świyntej Barbary

Na cołkim Śląsku wielko żałoba
Ponboczek zebroł nom chłopow pora
a łon som jedyn piyknom czerwiyniom
na czornej hołdzie zakwit z wieczora

Żeby dać ludziom ziorko nadziei
tam kaj kamiynie i twardo skała
w płatku czerwonym jak pot berkmonow
świynto Barbara pszoci schowała

Chciała pokozać cołkimu światu
że tym kwotuszek mo wiela siły
bo uros tam kaj robotni ludzie
dlo gruby życie swe poświyncili

Toż stoji tukej jak jakiś wojok
wiater go szarpie w rozmańte strony
a tam na wieży w łostatnio droga
berkmonom bijom żałobne zwony

Zapłakoł kwiotek po przyjacielach
płatki mu zwiyndły i posiwiały
już nigdy nie spełni swego marzynio
zakwitnoć dlo Nich i świyntej Barbary

Modlitwa górnika

Świynto Barborko ratuj mie, prosza,
i wstow sie za mnom u Pana Naszego
nie dej mi umrzyć tu na tym dole,
i pod opieka weź przisypanego.

Tyś moja Patronka i Ty mi pomożesz,
jo w Ciebie wierza zawsze żech Ci ufoł,
Tyś mie wspiyrała jak żech fedrowoł
łod Ciebie dycki opieka żech mioł.

Pomoż mi przetwać sromotne godziny
dodej nadzieji aż mie tu znojdom,
kamraci moji już mie szukajom
musza wytrzimać aż tukej dojdom.

Ni moga tak łodejś bez pożegnanio,
bo tam na wiyrchu baba z dzieckiym czeko
jeszcze troszyczka dej mi tej siły,
światło taszlampy już widać daleko

Modlitwa ocalonego

Świynto Barborko Patronko Górnikow
miej mje w opiece i pokoż droga
światełkiym taszlampy wykludź z chodnika
przeca na dycki łostać tu ni moga

Bo tam na wiyrchu mamulka czakają
kerzy na grubie już łojca stracili
jakbych tu umar przisypany wonglym
takigo szlagu to by nie przeżyli

Kamratom mojim sie nie poszczynściło
pryndko ich wziyna śmierć z tego świata
chcieli jom przekupić tym czornym złotym
kery fedrowali przez cołki lata

A ta beskuryjo chciała ofiary
coś ji w rachubie niy pasowało
bezto tych górnikow ze sobom wziyna
robotnych ze Ślonska ji brakowało

Jo chyba boł jeszcze dlo ni za młody
kej mje złostawiła pod łopiekom Twojom
łokropnie szczynśliwy dziynkuja za to
żech sie mog schować pod mantlym Twojim

Pszaja Ci Barborko

Pszaja Ci Barborko
za mojigo chłopa
a łon świynty ni ma
i mosz s nom utropa

Pszaja za berkmonow
pszaja za starani
pszaja za to żeś je
chocioż herno Pani

Chody mosz jak żodyn
u Ponboczka w niebie
toż pszyj tyż jak umisz
Tym co wele Ciebie

Tela pszocio

W przepastnej czeluści piekła
kaj berkmon rynkami byt kuje
je tako Jedna Jedyno
kero go sztyjc wahuje

Dobro jak sznita chleba
Barborka mo na miano
łociyro mu płaczki potu
i gymba wonglym zmazano

A jak we chodniku tompnie
światełkiym pokoże droga
a Tych co nie zdonżom uciyc
zakludzi do Ponboczka

I jak tu nie dziynkować
kej w sercu mo pszocio tela
że wszystkich berkmonow łobdzieli
i jeszcze łostanie wiela

W starej cechowni Barborka stoji

W starej cechowni Barborka stoji
sama jak palec sztyjc kajś wyglondo
płaczka we łoku blysknyła jyno
bo żodyn berkmon tu niy zaglondo

Prziszoł pod kryczkom tu Francik stary
zegnoł kolano chocioż fest boli
pora Zdrowasiek porzykoł cicho
a we pojstrzodku sromota poli

Francik rozumi że ciynżki czasy
Łonymu tyż przeca leko niy było
przerobioł na grubie kajś lot trzidziści
fedrowoł wongiel jakoś się żyło

A tera pyndzyjo że szkoda godać
młodzi tyż yno piyniondze liczom
przichodzom do Cia yno łod świynta
jeszcze padajom że wola ćwiczom

Kaj je szacunek kaj poważani
kejś Ty Barborko była jak mama
dowałaś flega tym co na dole
a teraz co biydno łostałaś sama

Barborka na to- nie trop się synku
jo dlo kożdego mom pszocio wiela
stary czy mody ni ma różnicy
jo mojim pszocim na rowno dziela

Weź ze sobom tyn łobrozek

Kaj że sie wybiyrosz synku
nie żol Ci tej naszej gruby
Australijo Ci sie marzi
i piyniyndzy portmel ruby

Coż dokonoł żeś wyboru
jo nic na to niy poradza
chocioż wiym żech staromodno
ale jedno Ci doradza

Weź ze sobom tyn łobrozek
łon Cie dycko chronioł bydzie
i wachuj go miyj przi siebie
jak yno sromota przidzie..

Tyn łobrozek w zocy momy
to przeca świynto Barborka
przed ołtorzym poświyncono
wszystkich grubiorzy Patronka

Kożdy berkmon w kożdym kraju
do Barborki sie ucieko
nie je ważne czy na Śląsku
czy za morzym kajś daleko.

A Oni odeszli

Oślepiający wybuch
kalecząc ciało i duszę
zniszczył marzenie o powrocie
do swoich
Gdy czarny duszący pył
zmieszał się z ostatnim tchnieniem
pozbawiając resztek nadziei
na ocalenie
A Oni pokorni posłuszni
pod opieką Tej której zawierzyli
odeszli na wieczną służbę
do nieba
zostawiając po sobie ból
który rani serca i dusze Tych
co tu zostali

Bóg zapłać święta Barbaro

Tąpnęło !!!
Wypadek ! Zawał! Winda do dołu!!.

A w kuchni ..
Niedzielny obiad ,talerz spadł ze stołu.
O,Boże!znów się coś stało!
Ratuj naszych mężów święta Barbaro.
Ojcze Nasz …...............................
Tam ciemno, straszno a tu słonko świeci
Zdrowaś Marjo, Łaskiś Pełna .........
Patronko wyprowadź z chodnika Swe dzieci.

Halo! Halo!! co? Jak? Męża znaleźli!
w którym szpitalu, gdzie go zawieźli?!

Trzymaj się tato my tu czekamy,
jesteśmy grzeczni spytaj się mamy.

Co?! co? Nie rozumiem komu się dostało?
Dzieci! dzieci!! Tato wraca do nas!
Uff !!........Bóg zapłać święta Barbaro.

Do Ciebie się uciekamy

Święty Judo Tadeuszu
jesteś ratunkiem dla Tych
co w ludzkim pojęciu giną
skazani na beznadzieję

Gdy natłok zbyt trudnych spraw
za ciężki na wątłe siły
wypraszasz łaski u Boga
załatwiasz co niemożliwe

Tym co nie mogą udźwignąć
ciężaru codziennych trudów
przynosisz ulgę w cierpieniu
i dajesz światełko nadziei

Jesteś kotwicą pomocy
przystanią serc obolałych
Do Ciebie się uciekamy
Patronie spraw beznadziejnych

Do Judy Tadeusza

Patronie spraw beznadziejnych
Ty widzisz każdą łzę w oku
co rani boleśnie ciało
i duszę skąpaną w mroku

Gdy rozpacz przysłania zmysły
i kolcem usłana droga
zbolałej duszy i sercu
wyjednaj łaskę u Boga

Niech ufnej nadziei iskierka
zaświeci jak gwiazda na niebie
przyniesie ratunek i ulgę
Tym co w nagłej potrzebie

Błogosławiony Maksymilian Maria Kolbe

Za murem znaczonym cierniem
gdzie bestie Aniołów śmierci
szukają niewinnych ofiar
był tylko zwykłym numerem
numerem 16670

W pasiaku co lichym odzieniem
o twarzy sinej jak ziemia
niósł ludziom ziarno nadziei
w miłość i wiarę człowieka

W piekle zdeptanej godności
w obliczu śmierci głodowej
był dla współwięźniów jak słonko
co duszę i serce rozgrzewa

Gdy człowieczeństwo umarło
Bóg dał mu niezwykłą łaskę
by mógł pokazać światu
czym miłosierdzie dla brata
Błogosławiony Maksymilian Maria Kolbe

Matka Teresa

Trzymała Boga za rękę
On ją prowadził w świat biednych
by mogła pomagać bliźnim
choć sama jak mysz kościelna

Brała te obce krzyże
na swoje wątłe ramiona
i niosła wiernie do Stwórcy
cicha pokorna jak Anioł

On nie zdejmował z Jej pleców
ciężaru obcej niedoli
wzmacniał je tylko swą siłą
by mogła trwać w powołaniu

PAPIEŻ

A mogłeś z nami być

Odszedłeś od nas na zawsze
choć mogłeś z nami być
a serce pełne miłości
mogło dla nas wciąż bić

Przed krzyżem znakiem wiary
lud na kolana klękał
gdy w głębokiej pokorze
kreśliła go Twoja ręka

Kiedy się dni wypełniły
Bóg Cię powołał do Siebie
ofiarował mieszkanie
przy Swoim boku w niebie

Abyś mógł tu odpocząć
i wspierać lud poddany
wypraszać pokój dla świata
papieżu umiłowany

Będziemy pamiętać

W dobie atomu i kosmosu
tak trudno dostrzec ziarno miłości
które On niósł ze sobą przez ból
by zrodziło nadzieję
Odchodząc zostawił w spadku
to co nazywamy człowieczeństwem
byśmy tu na ziemi poznali
jak bardzo nas kochał
I chociaż czas goi wszystkie rany
a wiatr osuszy każdą łzę w oku
będziemy pamiętać o człowieku
na miarę wszech czasów
o Janie Pawle II

Druga po Bogu

Na Placu Świętego Piotra
zabiły żałośnie dzwony
ich echo niesie po ziemi
żałobne dźwięków tony
A w watykańskim ogrodzie
płacze cień górskiej sosny
ta co zginęła z tęsknoty
nie doczekawszy wiosny
Słaba nie wytrzymała
brakło jej Jego siły
co lata pontyfikatu
drogę czynem znaczyły
Wspomnieniem ziemi i ludzi
w sercu papieża żyła
ta druga co po Bogu
ojczyzną jego była
Choć nieraz cicha tęsknota
w samotności płakała
ona jak matka Syna
do krzyża przytulała
Krzyża bólu choroby
które znosił w cichości
z pomocą tej co kochała
odpłynął do wieczności

Dziękujemy za Jana Pawła II

Odszedł do Ciebie Jan Paweł II
zostawił nam serce pełne miłości
o Ojcze Niebieski dla swojego sługi
przygotowałeś niebo pełne radości

To dzięki niemu wiemy co to miłość
i spokój i zgoda , dobroć dla bliźniego
o powrotach które sprawiają radość
i o tych którym brak chleba powszedniego

Zesłałeś na świat kapłana Wielkiego
którego wadowicka ziemia wychowała
On walczył o godność stworzenia każdego
Matka Boża w pracy zawsze go wspierała

Szesnastego października został powołany
z dalekiej Polski na stolicę Piotrową
nikt jeszcze nie wiedział że papież wybrany
w kościele rozpocznie epokę nową

Epokę Pielgrzyma który po świecie wędrował
i szukał ludzi będących w potrzebie
pocieszał cierpiących i pokój budował
pomagając innym nie oszczędzał siebie

On był nam Ojcem a Ty go zabrałeś
po ciężkiej chorobie cierpieniu i znoju
na swojego Sługę z tęsknotą czekałeś
niech przy Twoim sercu spoczywa w pokoju

Za Jego oddanie dla świata całego
pokornie prosimy wysłuchaj nas Panie
daj ziemi i ludziom nowego świętego
bo takim Jan Paweł II dla nas pozostanie

Gdy stąd odchodził

Ojciec Narodu Polskiego
oddany Rycerz Maryi
Wierny Sługa Boży
Gdy stąd odchodził
na Placu św. Piotra
modliły się tłumy
prosząc Boga
by droga do Ojca
łatwiejszą mu była
Kiedy zgasły Jego oczy
cała ziemia płakała
a Aniołowie w niebie
wili wieniec laurowy
na Jego powitanie

Kiedy wyruszył w ostatnią drogę

Kiedy w ostatnią drogę wyruszył
migotały w oknach płomienie świec
z Piotrowej stolicy przez polską ziemię
żegnały Go dzwony w rytm bicia serc

Ze znakiem krzyża pielgrzymim szlakiem
wybranym spośród tysiąca dróg
szedł sam powoli z ufnym obliczem
do źródła miłości gdzie czekał Bóg

Kwiaty dla papieża

Płaczą za Tobą synowie
i córki polskiej ziemi
płacze cień górskiej sosny
co uschła na obcej ziemi

Tam w watykańskim ogrodzie
Twojej zabrakło jej siły
co lata pontyfikatu
tęsknotą serce raniły

Przecież to tu pośród swoich
bliżej Ci było do nieba
gdzie trudne górskie wędrówki
były jak kromka chleba

A u nas teraz wiosna
już kwitną polne bratki
te co zrywałeś garściami
dla Przenajświętszej Matki

To Ona tu na tym miejscu
wskazała jaką Twa droga
oddając insygnia władzy
Byś lud prowadził do Boga

Tak pięknie uczyłeś kochać
Maryji wierny rycerzu
więc przyjmij od nas ten bukiet
u stóp Gaździny w Ludźmierzu

Niech będzie takim wyrazem
naszej miłości do Ciebie
choć odpłynąłeś z „Barką”
tu zostawiłeś nam Siebie

Na Watykanie zabiły dzwony

Oddechem co siły odbiera
iskierka życia jak gwiazda zgasła
odszedł stąd człowiek serca wielkiego
papież słowiański rycerz Maryi

Tak jak przed laty gdy został wybrany
na Watykanie zabiły dzwony
wtedy radosne niosąc w świat echa
dzisiaj żałobą płaczą ich tony

Zraniona ziemia kir przyodziała
w pokorze przyjmując cios przeznaczenia
a On jak ta sosna zgasł na wygnaniu
niosąc na barkach brzemię cierpienia

Krzyżową drogą przez życia ścieżki
Ten co pokazał światło miłości
walcząc o godność człeka każdego
prowadził owce do wiecznej radości

Nie płacz Polska Ziemio

Nie płacz Polska Ziemio że straciłaś Syna
smutna to dla świata i dla nas godzina
Maryjo Tyś mu bramę nieba otworzyła
i bezpiecznie przez próg śmierci prowadziła

Po ciężkiej chorobie Twój pielgrzym zmęczony
bólem i cierpieniem bardzo doświadczony
dotarł do Ciebie i Ojca Swojego
niosąc bagaż nieszczęść od świata całego

O człowieka walczył i o godność jego
pocieszał w cierpieniu bo kochał każdego
modlitwa i miłość orężem mu były
to dla nich poświęcił wszystkie Swoje siły

Piotrową stolicą rządził dzięki Maryi pomocy
Ona go chroniła we dnie chroniła i w nocy
Totus Tuus to słowa co go prowadziły
i przez całe życie drogowskazem były

Wszystkich nawet wrogów zjednać sobie umiał
miał dużo pokory każdego rozumiał
a ból i cierpienie mężnie zawsze znosił
nie żądał pomocy o modlitwę prosił

Ból rozsadza piersi serce łka z rozpaczy
że ukochanego Ojca nie zobaczy
choć w duszy zostanie bardzo wielka rana
my się nie lękamy papież jest u Pana

Po ciężkiej chorobie i po ciężkim znoju
u Bożego serca spoczywa w pokoju
aż nadejdzie chwila na którą czekamy
jeśli Bóg pozwoli to się z nim spotkamy

Papież który ukochał góry

Bóg Go obdarzył wieloma przymiotami
troską i poszanowaniem o człowieka brata
wielką dobrocią radością istnienia
i wrażliwością na piękno świata

Nasz Papież kochał każde stworzenie
każde źdźbło trawy i błękit chmur
najbardziej ukochał wadowicką ziemię
soczystą zieleń piękno polskich gór

One swym dostojeństwem i majestatem
chwalą wielkość Boga sięgając do nieba
bielą śnieżnych szczytów granitem skał
były dla Niego jak kromka chleba

Do nich to tęsknił z dalekiego Rzymu
wracał wspomnieniami do młodości lat
w plany i marzenia wędrówki w nieznane
podziwiał kamienie skały i każdy kwiat

W ścieżce górskiej widział przeznaczenie
nie wiedział jak trudna będzie to droga
po której kiedyś miał kroczyć jak pasterz
prowadzić swe owce prosto do Boga

Jak wytrawny narciarz ze śnieżnego szczytu
bezpiecznie szlakiem do domu wracał
tak i On zawsze gdy tylko mógł
do gór ukochanych z tęsknotą powracał

To one były Jego drugim domem
Bóg Mu je darował za Jego wrażliwość
piękno polskich Tatr hal i łąk zielonych
wyzwalały w nim siły radość i życzliwość

Odpłynął z Barką do Ojca

Odpłynął z „ Barką” do Ojca w niebie
długa i znojna była to droga
zostawił nam serce pełne miłości
a ból i cierpienie zabrał do Boga

Przez okno w niebie na ziemię spogląda
uśmiecha się do świata i lud błogosławi
nie płaczcie za nim kochane dzieci
On odszedł lecz samych nas nie zostawi

Jak dobry Ojciec kocha Swoje dzieci
będzie nas wspierał pomagał w potrzebie
a pokój który tak szczerze umiłował
wyprosi dla nas u Boga w niebie

Gołąbku pokoju skrzydlaty przyjacielu
zanieś do Papieża piosenkę miłości
o Czarnej Madonnie z Jasnej Częstochowy
niech się ucieszy z naszej wdzięczności

Odszedłeś

Odszedłeś w kwietniowy wieczór
Odszedłeś z Piotrowej stolicy
do kraju zwanego niebem
gdzie nie ma bólu cierpienia
gdzie miłość powszednim chlebem

Odszedłeś w świat całkiem nowy
tam gdzie już nie ma granicy
gdzie radość wieczna panuje
więc daj znak jak Jesteś szczęśliwy
by nadzieja ożyła

Pamięci Jana Pawła II

Już rok minął jak odszedłeś od nas Ojcze umiłowany
zostawiłeś Polską Ziemię i cały świat w żałobie
ukochanej Matce Bożej zawsze oddany
Swą Osobą sprawiłeś że będziemy pamiętać o Tobie

Ty wskazywałeś przez modlitwę jak dojść do Boga
po zawiłych ścieżkach życia Swój lud prowadziłeś
nieraz była to nie dywanem a cierniem usłana droga
to nigdy nikomu pocieszenia i pomocy nie odmówiłeś

Długie lata sprawowałeś rządy na Stolicy Piotrowej
mądrze i sprawiedliwie przy Bożej pomocy
i Najświętszej Panience Maryi zawsze gotowej
otoczyć Cię opieką i wspierać we dnie i w nocy

Wielki Synu Polskiej Ziemi i papieżu Janie Pawle II
Tyś ukochaną ojczyznę i lud Swej Pani powierzył
a Ty Matko Boska ocaliłaś życie wiernego Sługi
gdy wróg kulą nienawiści cios w Niego wymierzył

W najcięższych chwilach życie Tyś Go wspomagała
pozwoliłaś przetrwać choroby cierpienia i znoje
w pracy pełnej poświęceń zawsze Go wspierała
jak balsam koiłaś rany bóle serca duszy niepokoje

My wierny naród świadom Twej Matczynej opieki
pełni wdzięczności dziękujemy za Jana Pawła II
i tylko Bóg wie czy to będą miesiące lata czy wieki
gdy za Twym wstawiennictwem da nam nowego Świętego

Rybak naszych czasów

Szukając wśród nas godnych rybaków
łowiłeś serca słów bożych prawdą
a teraz pływasz barką u Ojca
Rybaku naszych czasów

Lecz zawsze wracasz z siłą mocarza
co miażdży słowem kamienne serce
wnikając w każdą jego szczelinę
by ożyło dla Boga

A gdy kamienie zakwitną słowem
i światłość wiary niesie nadzieją
wyryte w sercu Twoje nauki
wydadzą plon obfity

Totus Tuus

Na białej szacie pielgrzyma
krople niewinnej purpury
niczym rozkwitłe płatki róż
zmąciły radość tłumu
Zanim rozległ się szloch rozpaczy
cisza przeszyła powietrze
świstem śmiercionośnej kuli
I upadł rażony strzałem
przed Tą co ręką matczyną
zmieniła tor pocisku
wierny rycerz Maryi
A kiedy ziemia wstrzymała oddech
tylko samotny gołąb
wzbił się wysoko do nieba
by obwieścić całemu światu
Totus Tuus Maryjo
TOTUS TUUS

Wielki Jan Paweł II

Ty Byłeś gwiazdą co prowadziła
przez drogi bezdroża świata naszego
Byłeś nam wsparciem byłeś przykładem
Byłeś jak Ojciec dla ludu Swojego

Pokorny i cichy a jakże Wielki
Twoim orężem laska pielgrzyma
ona Cię wiodła do tych najmniejszych
których przy życiu nadzieja trzyma

Uśmiech i dobroć miałeś dla ludzi
chlebem powszednim modlitwa była
wiara i troska Cię prowadziły
miłość pokora w Twym sercu żyła

Mądrze dzieliłeś te Boże dary
w spadku dla ludzi je zostawiłeś
za to świat ceni Wielkiego Papieża
skromnego dobrego bo Takim Byłeś

I Jesteś bo żyjesz w pamięci i sercach
rodaków i ludzi na całym świecie

Wspomnienie z Jasnej Góry

Zapłonęło niebo uśmiechem modlitwy
wypełniając serca radosnymi tony
hebanowych oczu blask otulił ciepłem
różańca paciorki na papieskich dłoniach

Gdy przecudnej pieśni uleciały struny
ukląkł wierny sługa przed obliczem Matki
tej której zawierzył oddając w opiekę
Ojczyznę kochaną i wszystkie Jej dziatki

O Czarna Madonno Jasnogórska Pani
przytul dziś do Siebie Syna Polskiej Ziemi
a nam ufającym daj łaski nadziei
byśmy tak jak papież zawierzyli Tobie

Za to że byłeś z nami

Byłeś prostym człowiekiem
tak Wielkim jednocześnie
dlaczego więc sierotami
nas zostawiłeś tak wcześnie
Chociaż Twe oczy zgasły
nadzieja w nich została
ona nie poszła za Tobą
lecz z nami pozostała
Dała przykład jak szczerą
modlitwą chwalić Boga
pomagać bliźnim w potrzebie
by łatwiejszą była ich droga
I zostawiła nam serce
pełne dobroci, miłości
aby człowiek pokonał
bóle cierpienia słabości
Za to że byłeś z nami
każdego kochałeś jak brata
walczyłeś o godność człowieka
i pokój całego świata
Za troski oddanie prosimy
dziś Ojca Niebieskiego
aby uczynił świętym
papieża tak nam drogiego

Tak chciałbym podziękować

Tak chciałbym chociaż wierszem
za wszystko Ci podziękować
lecz marny ze mnie poeta
nie umiem pięknie rymować

Lecz powiem tak od serca
najprościej jak umiem szczerze
Byłeś Jesteś i będziesz
najukochańszym papieżem

I Kiedy już będziesz Świętym
wejrzyj przez okno z nieba
uśmiechnij się i i pobłogosław
gdyż tego najbardziej nam trzeba

Czy tam widzisz tatrzańskie szczyty

Czy tam przez okno w niebie
widzisz tatrzańskie szczyty
szlaki po których chodziłeś
i Giewont mgłą spowity

Czy tam jak u nas jest wiosna
przecież to różne światy
skowronek śpiewa swe trele
bzy pachną i kwitną kwiaty

W Polsce teraz tak pięknie
radością żonkil rozkwita
pąkami mięciutkich bazi
tak rad by Cię przywitać

A Ty po prostu odszedłeś
z Barką pieśnią Rybaka
co wiodła cię przez życie
jak skrzydła białego ptaka

Dobry Pasterz

Gdzie godność ludzka przez zło zdeptana
była zwyczajną jak kromka chleba
pielgrzymim szlakiem docierał do Tych
co zbyt daleką droga do nieba

Z pokorą znosił czym Bóg obdarzał
rozświetlał ścieżki bólu ciemności
wlewał nadzieję w serca zbolałe
mężnie niósł światło Bożej miłości

Gdy pieniądz kręci machiną żądzy
dla chciwych namiastką władzy i siły
dla Niego Bóg Matka Ojczyzna Bliźni
dobrem najwyższym na sercu były

I jak ten Ojciec i dobry pasterz
wskazywał dzieciom właściwe drogi
Słowiański Papież rycerz Maryji
dzisiaj wstępuje w świętości progi

Zwyczajna Wielkość

W siedlisku chorób biedy i nędzy
jak nikt rozumiał ogrom cierpienia
choć bagaż życiowy odbierał siły
z pokorą znosił los przeznaczenia

Ogniem miłości niósł ulgę chorym
błogosławieństwem dodawał siły
mądrą nauką budził sumienia
wiara modlitwa orężem były

Niósł pocieszenie słowa nadziei
chociaż niełatwą była mu droga
zwyczajny człowiek a jakże Wielki
w każdym człowieku dostrzegał Boga