ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE

KRÓTKI PRZEWODNIK
PO TRIDUUM PASCHALNYM

O tym, co warto wiedzieć na temat liturgii Triduum w ogólności
a szczególnie o obrzędach Wigilii Paschalnej
opowiada o. Tomasz Kwiecień OP, liturgista

[Rozmiar: 49460 bajtów]

Po co nam liturgia? Dlaczego ciągle musimy przeżywać to samo?

Są takie słowa Pana Jezusa, które zanotował św. Jan Ewangelista, bo był najbliżej krzyża i dobrze je usłyszał: „Wykonało się”. Można zapytać: co się wykonało? Wykonało się dzieło zbawienia. Już nic więcej nie będzie. Pan Jezus zrobił wszystko. Z Jego punktu widzenia wykonało się, ale z naszego punktu widzenia jest to trochę bardziej skomplikowane. My żyjemy w pewnym napięciu między tym, że oto już się wykonało dzieło zbawienia, a tym, że efektów w nas za bardzo nie widać. My ciągle do dzieła zbawienia dorastamy, uczymy się je przyjmować. W naszym życiu to jest proces. I właśnie napięcie między tym, że na krzyżu „już” się wykonało dzieło zbawienia i „już” może stać się naszym udziałem, bo możemy nim żyć, a tym, że „jeszcze nie do końca” się wykonało w nas, bo jeszcze nie jesteśmy doskonali, jeszcze nie ma paruzji, to napięcie właśnie może przemieniać nasze życie.

Najczęściej patrzy się na to pod kątem moralności. Jeśli coś przemienia moje życie, to znaczy jestem lepszy, bardziej sprawny duchowo, moralnie, łatwiej mi podejmować prawe decyzje, jestem uczciwszy itd. Bardzo często się zapomina, że między dziełem, które się wykonało na krzyżu, a moralnością, jest jeszcze coś pośrodku, coś, co łączy te dwie rzeczywistości. Dzieło, które się wykonało, to jest ziemia, gleba, a moralność to jest owoc tej ziemi. Żeby owoc mógł dojrzewać, musi być coś, co soki ziemi „przeniesie” na owoce. Musi być pień, musi być drzewo. I tym drzewem jest właśnie liturgia. Czyli liturgia to jest miejsce pośrednie pomiędzy tym, czego dokonał Pan Jezus na krzyżu, a owocami naszego życia. Liturgia sprawia, że Pan Jezus w sposób realny, choć często niezauważalny, może wpływać na nasze życie. Nie widzimy, jak soki płyną w drzewie, ale widzimy, jak owoce rosną.

Z tego wynika, że liturgia będzie już do końca świata?

Tak. Wynika również to, że po końcu świata liturgii tak rozumianej nie będzie. W ogóle nie będzie sakramentów, nie będą potrzebne.

A co będzie?

Będzie chwała Boża. Będzie rzeczywistość Boża, dana nam bez zasłony. Bardzo ciekawe są obrazy liturgiczne używane w Apokalipsie. Cała Apokalipsa to jest książka liturgiczna i dobrze byłoby ją czasem tak czytać. W Apokalipsie jest wyraźnie powiedziane, że w mieście Bożym nie ma świątyni, bo świątynią jest Baranek. Już nie potrzeba znaków, gestów i symboli, które są wypadkową natury ludzkiej.

Człowiek jako istota cielesna i duchowa jest zarazem istotą symboliczną. Potrzebuje tego całego sztafarzu symboliczno-zewnętrznego, żeby wyrazić prawdy, których inaczej wyrazić się nie da.

Ale po końcu świata ta zasłona nie będzie potrzebna. W Apokalipsie czytamy: „I ukazał mi Miasto Święte - Jeruzalem (...) A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek”. (Ap 21,10. 22)

Ale teraz, kiedy ciągle jesteśmy przed paruzją, przed naszym zmartwychwstaniem, co się dzieje, gdy powtarzamy te wszystkie gesty? Czy np. w Wielki Piątek jesteśmy tutaj, czy tam, w Jerozolimie, w chwili w której Chrystus kona? Czy my tylko powtarzamy tamte zdarzenia, czy to jest coś więcej? Czy czas wtedy płynie jakoś inaczej? Czy świat w te trzy dni istnieje jakoś inaczej?

I tak, i nie. Co się tak naprawdę dzieje? Celebrujemy mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Czy to jest powtórzenie? Nie, to nie jest powtórzenie w tym sensie, w jakim powtarza się utwory na płycie kompaktowej albo sztuki teatralne. To nie jest teatralne naśladownictwo. To jest coś innego niż teatr. Warto odwołać się do św. Jana Chryzostoma, który w komentarzu do Pierwszego Listu do Koryntian mówi, że nasze misteria nie mają nic wspólnego z widowiskami teatralnymi, ponieważ wszystko jest u nas od początku do końca określone przez Ducha Świętego. W teatrze się odgrywa, a u nas Duch Święty wszystko czyni. To On sprawia, że ja, będąc obecny na liturgii, celebrując i wspominając tamte wydarzenia, w jakiś sposób staję się ich uczestnikiem. W jaki? Nikt tego nie wie. Ale taka jest wiara Kościoła od początku jego istnienia.

Przypatrzmy się choćby „odegraniu” zmartwychwstania Wigilii Paschalnej. Na początku jest wniesienie światła. Liturgia światła jest symbolicznym przedstawieniem zmartwychwstania. To jest opowiedzenie językiem symbolu światła o rzeczywistości zmartwychwstania. Ciekawe jest to, że te wszystkie „odgrywania” takie typowo „materialne”, np. wprowadzenie do grobu, wyprowadzanie z grobu, są dodatkami pozaliturgicznymi, które wywodzą się z obrzędowości ludowej i nigdy nie były formalną częścią liturgii, choć są bardzo cenne i nie należy z nich łatwo rezygnować.

To, co dzieje się podczas tych trzech dni liturgii, dokonuje się ze względu na nas. Dzięki temu możemy czerpać ze źródła wypływającego z głębi Trójcy Świętej. Możemy w naszym życiu zbierać owoce tego, co się stało dwa tysiące lat temu na krzyżu.

Czy mógłby Ojciec opowiedzieć o najważniejszych momentach liturgii Triduum Paschalnego, oprowadzić po wydarzeniach, które dokonują się w ciągu tych trzech dni?

Najpierw policzmy te dni: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania. Niby Triduum, a są cztery dni. Ale tylko pozornie są cztery. Starożytni, a zwłaszcza Żydzi, liczyli dni od wieczora. Dzień zaczynał się wieczorem poprzedniego dnia. Bo Bóg światłość od ciemności oddzielił, a nie ciemność od światła. Najpierw była ciemność, potem było światło. Wieczór jest początkiem dnia. Triduum Paschalne zaczyna się w Wielki Czwartek wieczorem, czyli w wigilię Wielkiego Piątku, potem jest Sobota, która zaczyna się w Piątek i Niedziela, która zaczyna się w Sobotni wieczór. I tak zagadkę czterech dni w trzech mamy rozwiązaną.

WIELKI CZWARTEK

Puste Tabernakulum

[Rozmiar: 70216 bajtów]

Przygotowanie do Triduum Paschalnego zaczyna się w Wielką Środę. Przepisy mówią, że tabernakulum powinno być w Wielki Czwartek puste, bez Najświętszego Sakramentu. W Wielką Środę trzeba je opróżnić. Często księża tego nie robią usprawiedliwiając się względami praktycznymi. Świadczy to o braku wyobraźni i poczucia symbolizmu. Pamiętam, że kiedy kilka lat temu po raz pierwszy wprowadziłem ten zwyczaj w pewnym kościele zakonnym, siostry mówiły, że było to przejmujące doświadczenie. Weszły do kościoła i nie zastały tam Pana Jezusa. Jest to doświadczenie pożyteczne również w sensie psychologicznym, bo rutynowo przyzwyczajamy się do Jego obecności w tabernakulum. Kiedy odkryjemy, że Go tam nie ma, daje nam to do myślenia.

Stare i świeże oleje

W Wielką Środę spala się również wszystkie stare oleje, używane do namaszczeń kapłańskich czy chrzcielnych oraz namaszczania chorych. W Wielki Czwartek rano biskup w katedrze celebruje Eucharystię i konsekruje świeże oleje. Msza św. w katedrze jest jedyną ranną Mszą św. w całej diecezji. W żadnym innym kościele jej nie ma, wszędzie odprawiana jest tylko Msza św. wieczorna. Na tę poranną Eucharystię w katedrze przyjeżdża bardzo wielu księży z całej diecezji. Wielki Czwartek jest dniem ustanowienia Sakramentu Kapłaństwa, księża odnawiają wtedy przyrzeczenia, które składali w dniu święceń.

Oto czynię wszystko nowe

Pierwszy klucz do odczytania Triduum Paschalnego to „nowość”. Oto wszystko czynię nowe. Wymienia się materia sakramentów, Eucharystia będzie od Wielkiego Czwartku nowa, oleje będą nowe, kapłani odnawiają swoje przyrzeczenia, a bardzo stara tradycja kazała w Wielki Czwartek jednać z Kościołem grzeszników. Kiedy w pierwszym tysiącleciu obowiązywała długa pokuta kanoniczna, czasami wieloletnia, publiczni pokutnicy właśnie w Wielki Czwartek otrzymywali rozgrzeszenie. Mieliśmy w Krakowie zwyczaj, który nawiązuje do tego okresu. Na placu przed kościołem franciszkanów, w Wielki Czwartek rano Arcybractwo Męki Pańskiej wykupywało z magistratu więźniów, udzielało im pobożnych nauk i odsyłało wolnymi. W tym zwyczaju wykupywania więźniów można się dopatrzyć antycznej tradycji jednania w Wielki Czwartek publicznych grzeszników z Kościołem, która się do naszych czasów nie dochowała, bo zmienił się sposób udzielania sakramentu pokuty.

Umycie nóg

W Wieczerzy Męki Pańskiej warto zauważyć dwa charakterystyczne ryty. Właściwie jeden ryt i jedno zdanie. Chodzi oczywiście o umycie nóg, tak zwane mandatum. Mandatum czyli przykazanie. Samo Słowo bierze się od słów pieśni, którą się zazwyczaj śpiewa - „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali” (Mandatum novum do vobis...) Mandatum polega na tym, że główny celebrans, u nas jest nim przeor, umywa nogi dwunastu mężczyznom na pamiątkę umycia nóg dwunastu Apostołom w Wieczerniku. Opisuje ten moment św. Jan w Ewangelii, akcentując go mocniej niż moment ustanowienia Eucharystii. Św. Jan zazwyczaj zwraca swoją uwagę nie ku temu, co zostało ustanowione, ale jakie to ma znaczenie. Pan Jezus ustanawiający Eucharystię jest kimś, kto jakby nam nogi umywał. Przyszedł, żeby służyć i wykonuje najniższą posługę, posługę najmniej ważnego sługi w całym niewolniczym jeszcze wtedy świecie.

„To jest dzisiaj”

[Rozmiar: 62684 bajtów]

Słowa, na które szczególnie warto zwrócić uwagę w Wielki Czwartek padają w czasie modlitwy eucharystycznej. Jesteśmy przyzwyczajeni, że opowiadanie o męce Pańskiej zaczyna się od słów: „On to w dzień przed męką, podczas wieczerzy, wziął chleb w Swoje święte i czcigodne ręce...” To są słowa z Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej. Natomiast w Wielki Czwartek, jeden jedyny raz w roku, dodaje się do tego słowa: „to jest dzisiaj”. Brzmi ta modlitwa wtedy tak: „On to w dzień przed męką, to jest dzisiaj, wziął chleb w Swoje święte i czcigodne ręce...” I właśnie owo „to jest dzisiaj” każe wnikliwiej zastanowić się nad tym, że to, co wydarzyło się, historycznie rzecz biorąc, jeden raz dwa tysiące lat temu, staje się realnie obecne w tej chwili w sposób tajemniczy, mówimy: sakramentalny. Nie wiem jak inaczej to nazwać, jest to tak tajemniczy sposób obecności. Wiemy że działa tutaj Duch Święty, moc słowa Pańskiego, Jego wola, ale nie wiemy, jak to się dzieje. Pan każe nam w tym czasie przeżywać tę rzeczywistość, tak jakbyśmy byli osobiście uczestnikami Wieczernika. Jest tak, jakby ten czas, który znamy, przestał mieć znaczenie, jakby miał znaczenie tylko czas święty, czas, który odlicza nasze życie ku zmartwychwstaniu.

Komunia pod dwiema postaciami

Wielki Czwartek to jest też dzień, w którym Kongregacja Kultu Bożego zaleca Komunię pod dwiema postaciami (podobnie w Wigilię Paschalną). To jest oczywiście uzależnione od woli duszpasterza i od zgody biskupa. Ale biskup zawsze się zgadza. Szczególnie w diecezji krakowskiej.

Adoracja

[Rozmiar: 59658 bajtów]

Kiedy kończy się liturgia wielkoczwartkowa, następują obrzędy wzięte głównie z różnych tradycji średniowiecznych. Przede wszystkim odbywa się przeprowadzenie w procesji Najświętszego Sakramentu do Kaplicy Adoracji. To ciekawe, że bardzo różnie z tymi procesjami było. Bywało tak, że w ogóle ich nie było. Kończyła się Eucharystia i nic się nie działo do piątku, kiedy zaczynała się liturgia Męki Pańskiej i trwała do godz. 15. Natomiast obecny zwyczaj każe do północy uroczyście adorować Najświętszy Sakrament. Do północy adoracja jest uroczysta, a po północy traci swój uroczysty charakter, ponieważ wchodzimy w tajemnicę Wielkiego Piątku.

Dawniej nazywało się to przyprowadzeniem do ciemnicy, adoracją w ciemnicy.

Do tej pory tak się nazywa. W polskiej tradycji to się zachowało. Ciemnica jest typowo polskim zwyczajem. Wzięła się ze średniowiecza i powodowała dramatyzację liturgii: oto Pan Jezus spędza noc w więzieniu. Liturgia w ciągu wieków obrastała różnymi, bardzo emocjonalnymi, gestami. To należy do natury człowieka i nie trzeba tego wyrzucać, wręcz przeciwnie - warto hołubić wszystkie tego typu zwyczaje. One są ważne.

[Rozmiar: 59132 bajtów]

WIELKI PIĄTEK

[Rozmiar: 71577 bajtów]

Są tylko dwa takie dni, kiedy Kościół nie celebruje Mszy św.: Wielki Piątek i Wielka Sobota. Pamiętamy, że Wigilia Paschalna należy już do Niedzieli Zmartwychwstania (oczywiście tylko wtedy to do nas dotrze, kiedy odprawi się ją po zmroku).

Wielki Piątek to przede wszystkim liturgia Krzyża. Wszystko zaczyna się od wejścia celebransa. W kościele jest cisza, nic się nie śpiewa na wejście. Celebrans pada na twarz przed ołtarzem i następuje dłuższa chwila milczenia. Całe zgromadzenie klęczy, jest to chwila intensywnej, skupionej modlitwy. Tajemnicy Wielkiego Piątku nie da wyrazić słowami, trzeba pomilczeć, trzeba się bardzo uniżyć przed Panem Bogiem. Postawy celebransa i zgromadzenia jasno to wyrażają. Później od razu odmawia się modlitwę na rozpoczęcie, nawet bez pozdrowienia „Pan z wami” i następuje liturgia słowa, której centrum stanowi uroczyste czytanie Męki Pańskiej.

Pasja wg św. Jana

O ile w Niedzielę Palmową rozpoczynającą Wielki Tydzień czyta się Mękę Pańską według któregoś z trzech synoptyków, o tyle na Wielki Piątek zarezerwowana jest Ewangelia Janowa. Dlaczego Janowa? Dlatego, że św. Jan jest tym, który najgłębiej trafia w znaczenie tego, co się dokonało. Jan pisał swoją Ewangelię jako ostatni. Zakładał, że czytelnik zna pozostałe trzy Ewangelie i dlatego opuszczał pewne wydarzenia, a zajmował się znaczeniem tego, co się stało.

Ewangelia Jana ułożona jest w taki sposób, że ukazuje Pana Jezusa jako króla. Posługuje się przy opisie Męki schematem, który odpowiada dosyć dokładnie schematowi rytuału koronacji królewskiej w Izraelu. Poszczególne etapy Męki odpowiadają poszczególnym etapom prowadzenia pomazańca Bożego do koronacji. Szczytem Jezusa jest krzyż, w sytuacji królewskiej jest to tron chwały. I Jezus, i król jest odziany w płaszcz, dostaje berło - Jezus prześmiewcze, ale jednak berło. Korona tu cierniowa, tam złota. Potem następuje wyprowadzenie na podwyższenie i pokazanie Pomazańca ludowi: Oto człowiek - woła Piłat. Św. Jan od początku podkreśla wolność Jezusa, jego suwerenność królewską. Np. w rozmowie z Piłatem Jezus pokazuje, że panuje nad sytuacją. Jest królem w gestach, w ruchach, w postawie, w świadomości tego, kim jest.

Mówi tylko słowa znaczące. Sam aspekt krwawej męki zostaje zmniejszony. Jan najmniej ze wszystkich Ewangelistów zwraca uwagę na potworność męki i najbardziej ukazuje królewską suwerenność Jezusa, ukazuje postawę mężczyzny, który doskonale panuje nad sytuacją, który tak naprawdę rządzi. Nie ci rządzą, którzy Go przyprowadzają, biją, wyśmiewają, ale On - bity i wyśmiewany. Św. Jan to człowiek, który jest najbliższym przyjacielem Jezusa. Naoczny świadek, jedyny z Apostołów, który nie uciekł, nie schował się, stał pod krzyżem, miał odwagę.

Może był za młody, żeby zdawać sobie sprawę z konsekwencji? Nie wiemy. Ważne, że tam był i widział. Można powiedzieć, że w jakimś sensie Jan pokazuje Mękę od strony wewnętrznego doświadczenia Pana Jezusa. Dlatego wszystkie elementy, które postronnemu człowiekowi najbardziej rzucają się w oczy, u niego są tylko naszkicowane. Jan mówi: oto Król idzie, aby objąć władzę. Później liturgia rzymska będzie śpiewała Regnavit de ligno Deus - tzn. Pan królował z drzewa. Tych słów nie ma w Psałterzu, to jest glosa, tzn. kopista dopisał do Pisma Świętego coś, co było tylko komentarzem na marginesie. Dopisał to już w IV wieku, można ten dopisek znaleźć w starszej niż Wulgata łacińskiej wersji Pisma Świętego. Dość szybko zorientowano się, że to jest glosa, ale w użytku liturgicznym ten werset został. I śpiewamy go dotąd w jednym z wielkopostnych hymnów.

Długa modlitwa powszechna

Po czytaniu Męki Pańskiej i kazaniu następuje najbardziej rozbudowana modlitwa powszechna w roku. Poszczególne modlitwy, które się na nią składają, są długie, obfite i co ciekawe - ściśle ustalone. Nie można ich zmieniać, nie można nic dodawać i niczego odejmować. Ta piękna modlitwa obejmuje cały świat, jakby chciała owocami męki Chrystusa obdarować wszystkich: wierzących, niewierzących, innowierców, potrzebujących, głodnych, biednych. Bardzo piękna, długa, uroczysta modlitwa.

Adoracja krzyża

[Rozmiar: 49405 bajtów]

W miejscu, gdzie we Mszy św. jest Modlitwa Eucharystyczna, w Wielki Piątek jest Adoracja Krzyża. Ta tradycja liturgiczna zaczerpnięta została z liturgii jerozolimskiej. Po odkryciu w IV wieku relikwii Krzyża Świętego, w Wielki Piątek w Jerozolimie oddawano temu Krzyżowi cześć. Przez kilka godzin biskup siedział, trzymając w rękach relikwie, a wierni podchodzili i oddawali im cześć poprzez pocałunek. Na Paschę do Jerozolimy przyjeżdżali pielgrzymi z całego świata, więc trwało to bardzo długo, całymi godzinami. U nas to trwa krócej, ale ważne, żeby się nie spieszyć i żeby nie podawać do ucałowania więcej niż jeden krucyfiks. Przepisy wyraźnie tego zabraniają.

Fiolet na krzyżach

Przykrywanie krzyża fioletem wzięło się z zupełnie innej tradycji - z tradycji pokazywania Pana Jezusa ukrzyżowanego. W starożytności krzyże nie pokazywały Pana Jezusa ukrzyżowanego, takie zaczęto robić od późnego średniowiecza. Ale i wtedy na krzyżu pokazywano Chrystusa jako Króla, jako Pana chwalebnego - czyli zgodnie z tą tradycją, jaką mamy zapisaną w Ewangelii Janowej. Bardzo często Pan Jezus na krucyfiksach z X w. ma na przykład koronę albo ornat kapłański. Jest pokazany jako ktoś, kto panuje, zasnął, nawet jeśli ma rany, ma przebite ręce, to nie odbiera mu to niczego z majestatu królewskiego. W XIII w. na południu Francji, tam gdzie się rodził nasz Zakon, Pan Jezus na krzyżu był uśmiechnięty. Zmarły, ale uśmiechnięty.

Zakrywano go ze względu na tę królewskość. Czytając podczas Wielkiego Piątku Ewangelię Janową dowiadujemy się, że Król dokonuje swego dzieła. A potem następuje odsłonięcie splendoru krzyża, a więc pokazanie tego samego raz jeszcze w rytuale. I adoracja Króla Ukrzyżowanego.

Stąd się wziął również zwyczaj, jeszcze w niektórych miejscach w Polsce zachowany, zasłaniania na dwa tygodnie przed świętami paschalnymi również obrazów, nie tylko krzyży.

Komunia Święta

Po adoracji krzyża jest Komunia św. Co ciekawe - jest to jeden z najbardziej dziwnych historycznie rytuałów. W historii było tak, że Komunia św. w Wielki Piątek raz była, a raz jej nie było. Były tradycje, zgodnie z którymi Komunia św. w Wielki Piątek nie miała sensu, bo jest to sakrament Zmartwychwstałego, a tu celebrujemy liturgię krzyża. Przed krzyżem od Wielkiego Piątku aż do Wigilii Paschalnej się przyklęka, oddając Mu cześć, tak jak się oddaje Eucharystii. Dlatego niektórym wydawało się, że Adoracja Krzyża jest jak Komunia, jest zjednoczeniem się z Panem ukrzyżowanym. Najciekawsze jest to, że nie było żadnej zasady. W starożytnym Rzymie wszędzie była Komunia, ale w katedrze na Lateranie nie było. W jednym mieście mogły istnieć dwa zupełnie różne zwyczaje liturgiczne. W tej chwili Kościół przyjął, że jest Komunia w Wielki Piątek.

Wigilie Paschalne przeżyły swój ogromny kryzys w drugim tysiącleciu, chociaż pierwsze oznaki tego kryzysu były już w VI w. Większość obrzędów liturgii paschalnej zaczęto sprawować rano i przez to zniknęły one zupełnie ze świadomości wiernych. Przecież do dzisiaj najważniejsza dla wielu ludzi jest procesja rezurekcyjna. To jest najlepszy przykład pozostałości tej mentalności. Tym bardziej że mniej więcej od okresu baroku Triduum Paschalne nie jest świętem obowiązkowym. Natomiast myślę, że mądrze, że ten zwyczaj powrócił. Jest obowiązek uczestniczenia we Mszy św. w Niedzielę Zmartwychwstania, ale nie ma obowiązku uczestniczenia w dniach Triduum Paschalnego.

Grób Pański

[Rozmiar: 59821 bajtów]

Tradycja Grobu Pańskiego jest typowo polska. W średniowieczu bardzo często zamiast Najświętszego Sakramentu wkładano do grobu po prostu krucyfiks. Krzyż znajdował się tam aż do chwili, kiedy obleczony w stułę wynoszony był na czele procesji rezurekcyjnej. Teraz Grób Pański buduje się chyba tylko w Polsce. Także zwyczaj czuwania przy grobie ostał się tylko u nas. Zamiast krzyża wystawia się monstrancję otuloną welonem, woalką - za chwilę się ją ściągnie, tak, jak Jezus zdjął z siebie całun grobowy.

WIELKA SOBOTA

[Rozmiar: 61127 bajtów]

Cisza

Wielka Sobota to dzień, w którym nic nie powinno się dziać. Jest to dzień ciszy, dzień Pana, który spoczywa w grobie, który zstępuje do otchłani, dzień, w którym wszyscy Apostołowie zwątpili. Tylko „Maryja zachowała wiarę w dzień sobotni”, jak podkreśla „litania dominikańska”. Jest to dzień przeznaczony na to, żeby pomodlić się w ciszy i milczeniu, nasycić się tym momentem nieobecności. Ale to, co się dzieje w Wielką Sobotę w Polsce, jest zaprzeczeniem sensu Wielkiej Soboty. Właśnie w tym momencie w polskich kościołach odbywa się po prostu tratowanie posadzek kościelnych po to, żeby zobaczyć jak wygląda Grób Pański. Często nawet nie zauważa się, że jest tam wystawiony Najświętszy Sakrament, w bardzo uroczysty zresztą sposób, czyli przykryty welonem. Ten welon pokazuje, że jeszcze trzeba się wstrzymać. Ta woalka jest pięknym, wiele mówiącym symbolem, jak woalka na twarzy kobiety: zachowajmy tajemnicę, jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

A u nas dzień ciszy zamienił się w dzień największego biwaku w kościele: tutaj święcą jajka, tam chodzą i oglądają. Jeżeli kilka osób naraz mówi szeptem, to jest już hałas. Tymczasem w Wielką Sobotę przychodzimy do kościoła na cichą modlitwę, a nie po to, żeby oglądać jak też ten grób zrobili: czy są wątki polityczne czy nie ma. Wielka Sobota to ważny dzień, trzeba wytrzymać ten moment zawieszenia, który w nim jest. Podobnie jak w Wielki Czwartek puste tabernakulum porusza, tak trzeba dać się poruszyć pustce i ciszy Wielkiej Soboty. Jeśli tylko tratujemy posadzki z jajkami i wędzonką w koszyku i bezmyślnie oglądamy Grób Pański, tracimy bardzo wiele.

Cisza i skupienie kojarzy się nam raczej z w Wielkim Piątkiem niż z Sobotą.

To prawda, że Wielki Piątek jest dniem dużego napięcia. My w klasztorze nosimy czarne kapy. Przez cały dzień obowiązuje ścisłe milczenie. Używamy kołatki, bo dzwon jest świątecznym instrumentem. Dzwony nie biją przez całe Triduum Paschalne. Biją na „Gloria” w Wielki Czwartek i odzywają się dopiero na „Gloria” w Wigilię Paschalną. Nie ma organów, śpiew powinien być a capella. To są dni pewnej surowości. Nie tylko Wielki Piątek, ale także Wielka Sobota. Warto to wytrzymać. To samo dotyczy postu. Oczywiście w Wielki Piątek obowiązuje post ścisły dla całego Kościoła, wszyscy są zobowiązani do jego przestrzegania oprócz chorych, starców i dzieci. Natomiast w Wielką Sobotę post jest zalecany, ale nieobowiązkowy. Przedłużanie postu do Soboty jest nawiązaniem do antycznej tradycji Kościoła, który te trzy dni przed Paschą pościł w intencji katechumenów, którzy mieli być ochrzczeni w Wigilię Paschalną.

WIGILIA PASCHALNA

[Rozmiar: 63834 bajtów]

Jest wyraźny przepis, z kilkoma wykrzyknikami i podkreśleniami, że liturgia Wigilii Paschalnej powinna się rozpocząć po zmroku. Przypomnijmy jeszcze raz, że Wigilia Paschalna nie należy do Wielkiej Soboty, ale do Niedzieli Zmartwychwstania, do Wielkiej Niedzieli. Celebrowanie Wigilii Paschalnej po południu jest nieporozumieniem. Słyszałem kiedyś, że komentator rozpoczynał Wigilię Paschalną tymi słowami: „A teraz wyobraźmy sobie, że w kościele jest ciemno”. Możemy sobie wyobrazić, ale i tak nie będzie ciemno, a jak nie będzie ciemno to Liturgia Światła będzie niezrozumiała. Jaki jest sens wprowadzania świeczki do pomieszczenia silnie ogrzewanego promieniami zachodzącego słońca? Kościół Wigilii Paschalnej oświetlony słońcem późnego popołudnia to jest nieporozumienie. Ciekawe, że nie ma problemu z Pasterką, która jest o północy, a jest problem z Wigilią Paschalną. Mówienie, że ludzie nie przyjdą, jest absurdalne, ludzie na pewno przyjdą. Wydaje mi się, że wchodzi tu w grę raczej lenistwo duchowieństwa. Wigilia ma się zacząć po zmroku, jest to napisane wyraźnie w Mszale i w Instrukcji Kongregacji Kultu Bożego o Świętach Wielkanocnych. Osobiście uważam, że ksiądz, jeśli robi inaczej, powinien się z tego spowiadać. Rzeczywistości symboliczne są ważnymi rzeczywistościami.

To jest poważne zaniedbanie katechezy. To jest tak jak nie przygotować się do kazania. Ksiądz powinien się spowiadać, jeśli się nie przygotowuje do kazania i jeśli robi liturgię według własnego pomysłu też. To jest wykroczenie przeciwko jego powołaniu.

Liturgia Światła

[Rozmiar: 60930 bajtów]

Wigilia Zmartwychwstania to liturgia światła. To jest pierwszy etap Liturgii Paschalnej i gest, który jeżeli się go wykona poprawnie, nie wymaga tłumaczenia. Kiedy człowiek zobaczy jedną słabą świecę wniesioną do kościoła, zobaczy, ile ona oświeca i jak potem od tej świecy inne się zapalają i ciepłe światło rozchodzi się na całą świątynię, rozumie, że Pan zmartwychwstał i że jest Światłością świata. To widać. To jest tak mocny rytuał, tak pełny emocjonalnej treści, że nie trzeba komentatora. Komentatorzy są zmorą liturgii Triduum Paschalnego. Najlepiej komentować liturgię w ramach nauki śpiewu na początku, przed rozpoczęciem liturgii, a później już niczego nie tłumaczyć.

Ognisko przed kościołem

[Rozmiar: 59182 bajtów]

Ognisko to stara tradycja, która się wzięła stąd, że w Wielki Czwartek wieczorem wygaszano wszystkie światła w kościele. Było to możliwe, bo jak wiadomo w Wielki Piątek liturgia nie musiała być przy światłach, sprawowana była za dnia. Tu też chodzi o nowość. Pan przez swą Śmierć i Zmartwychwstanie wszystko czyni nowe. Również światło czyni nowym. Dlatego ciemność panowała w kościele aż do rozpalenia nowego ognia i poświęcenia go w Wielką Sobotę późnym wieczorem. Od tego nowego ognia zapalano wszystkie świece. A więc odnawia się wszystko: odnawia się materia sakramentów i odnawia się człowiek ochrzczony. Mamy więc kilka rytów, które odnoszą nas do tematu nowości.

Nie zawsze chrzcimy kogoś podczas Wigilii Paschalnej, natomiast zawsze odnawiamy przyrzeczenia chrztu. Tak jak wszyscy kapłani w Wielki Czwartek odnawiają swoje obietnice, tak wszyscy chrześcijanie odnawiają w noc Paschy przymierze z Bogiem, które zawarli poprzez chrzest.

Exultet

[Rozmiar: 86369 bajtów]

Podczas Liturgii Światła śpiewana jest jedna z najpiękniejszych modlitw w ciągu roku - Exultet zaczynający się od słów: „Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie”. Exultet, czyli pochwała Paschału, to pieśń, którą śpiewa zazwyczaj diakon, jeśli jest. Jeśli nie ma diakona, może śpiewać kapłan lub inny kantor. Ale Exultet zdecydowanie powinien być zaśpiewany, a nie przeczytany. Jest to bardzo piękny tekst, który mówi o Zmartwychwstaniu Pana jako o nowym świetle, chwali Paschał, który płonąc na chwałę Imienia Pana „żywi się strumieniami wosku, który wydała twórcza pszczoła”. Śpiewanie o pszczole ma oczywiście sens tylko wtedy, kiedy Paschał będzie z prawdziwego wosku. Nie daj Boże, żeby był np. z wsadem olejowym.

Chwilo trwaj, czyli Liturgia Słowa

Potem jest bardzo długa Liturgia Słowa, ogromnie długa, ale dlaczego mielibyśmy ją skracać? Niech będzie męcząca, niech to czuwanie trwa. Chwilo, trwaj. Wigilia Paschalna wcale nie musi być krótka, przeciwnie, ma być długa. Liturgia Słowa to aż siedem czytań. Siódemka ma oczywiście swoją symbolikę. Siedem to suma trzech i czterech. Trzy to liczba Boga, cztery to liczba świata. Czyli siedem to przymierze Boga i świata. Starożytni lubowali się w przypisywaniu liczbom konkretnego znaczenia. I chrześcijanie też to robili. Czytania Wigilii Paschalnej są bardzo stare. Pierwsze cztery zostały wzięte z żydowskiej Paschy, były czytane w Palestynie w czasach Jezusa. Potem następuje czytanie z Listu do Rzymian i Ewangelia. Wcześniej i przed Nowym Testamentem jest uroczyste: „Gloria”, potem: „Alleluja”. W naszym klasztorze jest bardzo sympatyczny zwyczaj, że bracia na „Gloria”, na znak radości, zdejmują czarne kapy. Po przeczytaniu Ewangelii słuchamy homilii, po homilii jest chrzest dorosłych i dzieci, a wszyscy chrześcijanie odnawiają swoje przymierze z Bogiem poprzez odnowienie przyrzeczeń chrztu. Potem następuje pokropienie wodą święconą, również na pamiątkę naszego chrztu, modlitwa wiernych i dopiero potem rozpoczyna się ofiara Mszy świętej, która w przypadku Wigilii Paschalnej powinna się skończyć, choć nie musi, procesją rezurekcyjną.

Procesja Rezurekcyjna

I tu są dwie tradycje: albo Wigilię Paschalną się przerywa i procesję rezurekcyjną robi się rano, albo procesja rezurekcyjna jest zaraz po zakończeniu Wigilii Paschalnej. To drugie jest bardziej naturalne, bo Wigilia Paschalna jest już celebracją Zmartwychwstania. Szczególnie jest to naturalne, gdy Wigilia Paschalna kończy się grubo po północy, może nawet nad ranem.

A co jest potem?

Potem jest niedziela. Będziemy jeść jajko, kiełbasę. Po prostu świętujemy, przeżywamy święta, także przy stole, w rodzinie, wśród przyjaciół.

Co trzeba zrobić, żeby dobrze przeżyć te święta?

Być w stanie łaski uświęcającej.

Tylko tyle?

Aż tyle!

Poza tym po to, aby człowiek doświadczył radości paschalnej, żeby ona nie była tylko przeżyciem emocjonalnym potrzebny jest świadomie podjęty post, modlitwa, jałmużna. To daje szansą na głębokie przeżycie liturgii paschalnej. No i myślę, że tak jak w przypadku każdej liturgii przygotowanie się do niej nieco wcześniej - wzięcie Pisma Świętego do ręki, przeczytanie tekstów, które głoszone będą podczas liturgii.

O. Tomasz Kwiecień (ur. 1965 w Krakowie) - dominikanin, liturgista.
Aktualnie pełni posługę duszpasterską w łódzkim domu zakonnym ojców dominikanów.

Wywiad został przeprowadzony na łamach miesięcznika “List” 04/01.
Żródło: http://www.jaroslaw.dominikanie.pl

Fot. Parafia Bożego Ciała w Jankowicach

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ