HISTORIA KOŚCIOŁA
POD WEZWANIEM
BOŻEGO CIAŁA
W JANKOWICACH RYBNICKICH

Michał Konieczny

UKRYTY KLEJNOT

Kiedy myślimy o drewnianych kościołach Górnego Śląska i nie tylko, a szczególnie o naszym kościele p.w. Bożego Ciała, można powiedzieć, że drewniane świątynie były odkąd pamiętamy, odkąd sięgamy pamięcią. Na tyle jesteśmy przyzwyczajeni do ich obecności, że ich niezwykłość niemal nas nie dotyka. A powinna. Każdy drewniany kościołek jest niczym piękny architektoniczny klejnot ukryty w malowniczym pejzażu Górnego Śląska, z którym mimo przemysłowego i wielkomiejskiego charakteru tej ziemi tworzy budzącą zachwyt całość.

Architektoniczne piękno i urok górnośląskiej ziemi nadają drewnianym kościołom szczególny charakter i miejsce w historii, w której zadomowiły się od wieków. Nie da się ukryć, że śląskie drewniane świątynie trudno porównywać z niezwykle malowniczymi i bogato rozwiniętym siostrzanym małopolskim drewnianym budownictwem sakralnym (jak chociażby w Haczowie czy Dębnie Podhalańskim zaliczanym do listy światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO).

Niemniej tutejsza ziemia mimo pewnego schematyzmu w drewnianym budownictwie sakralnym sięgającego wieków średnich, przyozdobiona jest niejedną drewnianą świątynią, która założeniami architektonicznymi, historią i przede wszystkim pięknem otoczenia, może przyćmić niejeden małopolski drewniany kościół.

Każda drewniana świątynia tutejszej ziemi swoją historią, nierzadko korzeniami sięgającymi późnego średniowiecza, a przede wszystkim założeniami architektonicznymi, czyli budownictwem wieńcowym – zrębowym dotyka kultury polskiej, słowiańskiej, małopolskiej czy wielkopolskiej, które z kolei wywodzą się z głębokiej twórczości ludowej.

Patrząc na drewniane kościoły, otoczone barwnym starodrzewiem, pochylone ku ziemi przez mijające wieki, mamy odczucie, że dla nich jakby czas się zatrzymał. Stają one nie jakby w środowisku nowoczesnych domów jednorodzinnych, asfaltowych dróg czy wszechobecnej urbanizacji, ale swoim otoczeniem i zapachem przypominają nam dawne czasy, w którym dominował wiejski krajobraz ze swoimi polami, łąkami przeplatanymi wieńcem lasów.

Tamte czasy niestety minęły bezpowrotnie, oddzielają nas od tamtych wspomnień dziesiątki, a niekiedy nawet setki lat, a mimo to wiele z drewnianych świątyń wciąż trwa. Stoją one wśród pól, pośród domów jednorodzinnych, między drzewami parkowymi, po prostu są i mijające lata wypaliły w nich takie piękno, że dzisiaj swoją estetyką i zapachem staroci zachwycają chyba bardziej niż przed wiekami.

Swój urok i bardzo bogatą historię ma kościół pw. Bożego Ciała, który jest związany z wieloma pokoleniami ludzi, którzy w tej świątyni Bogu powierzali swoje trudy i radości, zawierali śluby, chrzcili dzieci i w końcu żegnali swoich bliskich na pogrzebach. Zachwyt nad tym kościołem bardzo mocno przeplata się z historią tego miejsca, która swoimi korzeniami sięga XV wieku.

Swój urok i bardzo bogatą historię ma kościół pw. Bożego Ciała, który jest związany z wieloma pokoleniami ludzi, którzy w tej świątyni Bogu powierzali swoje trudy i radości, zawierali śluby, chrzcili dzieci i w końcu żegnali swoich bliskich na pogrzebach. Zachwyt nad tym kościołem bardzo mocno przeplata się z historią tego miejsca, która swoimi korzeniami sięga XV wieku.

Wszystko zaczyna się legendą o księdzu Walentym, przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a zapisaną w książeczce pt. „Parafia jankowicka i jej pamiątki, według źródeł historycznych i podania ludowego”, księży Teodora Schliwy i Władysława Długołęckiego.

ROK PAŃSKI 1433

Był rok pański 1433. Lata niespokojne nie tylko w Królestwie Polskim połączonym unią z Wielkim Księstwem Litewskim, ale również na Śląsku. Historia bierze swój początek od wystąpienia Jana Husa (1370 – 1415), czeskiego reformatora. W swoich naukach, czasem tylko słusznych, mocno i dosadnie wypominał on Kościołowi jego nadużycia i błędy.

Dodatkowo jego reformatorskie wystąpienia w Pradze zbiegły się z rozwojem społeczeństwa narodowego Czechów, z rozkwitem kulturalnym i gospodarczym w Czechach. Ostatecznie Jana Husa mimo glejtów bezpieczeństwa otrzymanych od cesarza Zygmunta Luksemburczyka uznano za heretyka i spłonął on na stosie podczas soboru w Konstancji w roku 1415.

Już za życia Jana Husa wytworzył się wokół niego ruch religijny zwany husytyzmem, który skupiał w sobie wszystkie dążenia narodowościowe i religijne Czechów, zaś po jego śmierci doszło do długotrwałych wojen husyckich w latach 1419 – 1434. Dotknęły one również pogranicznych terenów księstw śląskich – dzisiejszego Dolnego i Górnego Śląska, o czym pisze m. in. kronikarz Jan Długosz.

W tym czasie, na rok przed bitwą pod Lipanami (30 maja 1434 roku), kiedy husytyzm powoli, ale systematycznie dogorywał, w nieistniejącej już wsi Bijasowice między Jankowicami a Marklowicami zachorowała pewna kobieta o imieniu Jadwiga. Legenda podaje, że do rybnickiego kościoła p.w. Matki Bożej pomimo strachu przed grasującymi husytami pośpieszył chłopek, małżonek owej kobiety by prosić o księdza z Panem Jezusem.

Opatrzność Boża chciała, że był w parafii ks. Walenty i z Najświętszym Sakramentem pośpieszył do chorej, nie bacząc na niebezpieczeństwo husyckie. Według ks. W. Długołęckiego, gdy ks. Walenty wyjechał na wzniesienia za Rybnikiem, dopadła go tłuszcza husycka lub, ku czemu skłaniają się niektórzy badacze tutejsi rabusie, który grabili okoliczne tereny pod płaszczykiem ruchu husyckiego. Ks. Walenty widząc swe tragiczne położenie, nie myślał o sobie, lecz zastanawiał się gdzie ukryć Najświętszy Sakrament, tak, by nie trafił w ręce barbarzyńców.

I oto jakby na zawołanie przed uciekającym kapłanem wyrósł wiekowy dąb z wielką dziuplą. Ksiądz nie namyśla się długo, tylko wspiął się na koniu i włożył bursę do dziupli, a sam około 2 km dalej zginął zamordowany w lesie, gdzie później wytrysło cudowne źródełko i rozwinął się kult "Studzienki". Na wiele lat zapomniano o wielebnym męczenniku, podczas gdy bursa spoczywała w dziupli.

Do czasu… Pewnego razu pasterze pasący w pobliżu kilku dębów owce zauważyli dziwną jasność wydobywającą się z jednego z nich. Zorganizowana została procesja z kościoła w Rybniku i tłumnie przybyto na to miejsce. Ku zaskoczeniu wiernych i duchowieństwa obok wspomnianej jasności ukazuje się jeszcze jedna wspanialsza, wydobywająca się z dziupli dębu. Przybyły rybnicki kapłan włożył rękę do środka i ku zdumieniu wiernych wydobył z niej bursę w nienaruszonym stanie z ciągle białą hostią.

Dalej historia zaczęła toczyć zaczyna się szybciej. Początkowo w tym naznaczonym przez Boga miejscu wierni zapewne gromadzili się wokół jakiegoś naprędce postawionego krzyża, ale już z 1628 roku pochodzą pierwsze źródłowe wzmianki o kaplicy z ołtarzem w miejscu dębu, którego pień został pieczołowicie zakryty w murowanej mensie ołtarzowej.

Wtedy to wokół kaplicy, wokół miejsca odnalezienia bursy z Najświętszym Sakramentem zaczął się rozwijać kult Najświętszego Sakramentu. Niestety wojna trzydziestoletnia (1618 – 1648) skutecznie spowolniła rozwijający się kult Bożego Ciała i doprowadziła niemal do całkowitej ruiny kaplicę.

W kilkanaście lat po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, która znacznie spustoszyła śląską ziemię, w około 1675 roku zaczyna się historia obecnej jankowickiej drewnianej świątyni. Fundatorem kościoła był właściciela tzw. państwa i klucza rybnickiego hrabia Ferdynand Leopold Oppersdorff, którego wspierał w tym dziele ks. Krzysztof Goworek, kanonika z Raciborza. Warto tutaj zaznaczyć, że wiele faktów wskazuje na to, iż hrabia Oppersdorff nie ufundował budowy jankowickiego kościoła, tylko sfinansował rozbudowę istniejącej od około 1628 roku kapliczki.

Na wielkie przywiązanie Ferdynanda do Jankowic wskazuje kolejna legenda mówiąca, jakoby w naszym kościele miało spocząć serce hrabiego Oppersdorffa, chociaż do dzisiaj nikt nie natknął się na jakieś wskazówki pozwalające rozwikłać tą zagadkę.

KOŚCIÓŁ DZISIAJ

Kościół ma wymiary 25 na 16 metrów, jest orientowany – czyli zwrócony prezbiterium na wschód oraz zbudowany na planie niezwykle rzadkiego na Śląsku krzyża greckiego. Świątynia stoi w cieniu starych dębów i lip, pod którymi znajdziemy kilka ciekawych nagrobków i kolumnę Matki Bożej, która do dzisiaj okryta jest tajemnicą.

Nie są znani fundatorzy kolumny oraz czas powstania. Wykonana jest z piaskowca i niestety upływający czas oraz zanieczyszczenia sprawiły, że zostały zatarte niemal wszystkie napisy na cokole kolumny. Podczas remontu kolumny w 1977 roku z ledwością można było jeszcze odczytać napisy: Ucieczko Grzesznych, bramo niebieska, Matko Zbawiciela – módl się za nami.

Konstrukcja kościoła jest zrębowa. Świątynia spoczywa drewnianej podwalinie – przyciesi – czyli najniższych belkach w konstrukcji. Dębowa podwalina zachowała się tylko szczątkowo w północnej części kościoła. Pozostała część podwaliny kościoła jest z drewna szpilkowego i spoczywa na niskiej podmurówce z łamanego kamienia. Od strony północnej do kościoła przystawiona jest zakrystia, prawdopodobnie z okresu budowy kościoła oraz dobudówka mieszcząca schody na chór muzyczny z 1904 roku.

Do kościoła prowadzi troje drzwi, główne od zachodu i dwoje bocznych od południa i północy. Dwa boczne wejścia posiadają rzadkie łuki w kształcie oślego grzbietu, zaś drzwi główne dodatkowo posiadają w nadprożu wałek. Soboty są wsparte na 25 sfazowanych słupach, pobite są gontem i otaczają niemal cały kościół z wyjątkiem przybudówek. Słupy spoczywają w dębowych krzyżakach na kamiennej podmurówce.

Wartym odnotowania jest, że soboty pomijane są we wszystkich protokółach powizytacyjnych kościoła z XVII i początku XVIII wieku. Ustawienie słupów sobotów bez przyciesi, czyli najniższych belek poziomych wskazuje, że powstały one prawdopodobnie w połowie XVIII wieku. Ściany powyżej sobotów i szczyty kościoła oszalowane są deskami.

Dach jest dwukalenicowy, pobity gontem. Nad wyższą kalenicą góruje sześcioboczna wieżyczka wyróżniająca się ażurowym prześwitem. Nakryta jest piramidalnym daszkiem pobitym gontem. Zwieńczeniem wieżyczki jest złota kula i krzyż z blachy nierdzewnej, umieszczone na wieżyczce w kwietniu 2009 roku.

Wnętrze kościoła niestety zatraciło swój zabytkowy charakter po generalnym remoncie w 1975 roku. Ściany wewnętrzne zostały wtedy pokryte pionową boazerią. Pierwotnie wnętrze kościoła było wybite płytami pilśniowymi i polichromowane. Wyposażenie kościoła również wtedy zostało zmienione podczas remontu w 1975 roku. Częściowo było spowodowane to złym stanem technicznym przedmiotów znajdujących się w kościele, a częściowo mylnie rozumianymi zmianami po soborze watykańskim II.

Prezbiterium nakryte jest pozornym sklepieniem, zaś nawa i transept stopem płaskim. Sklepienie w prezbiterium jest podwyższone, ze względu na wysoki ołtarz główny. Arkady oraz tęczę tworzą łuki segmentowe. Pochodzą one z początków XX wieku, gdyż na rycinie z 1900 roku widać wyraźnie brak łuków segmentowych.

Wyposażenie kościoła tworzą trzy późnobarokowe ołtarze. Konstrukcja głównego ołtarza, znajdującego się na mensie gdzie ukryte są szczątki dawnego dębu, wsparta jest na murowanej mensie. Centralne miejsce zajmuje w nim obraz Ostatniej Wieczerzy z początku XIX wieku, a nad nim obraz Wniebowstąpienia Pańskiego z XVIII wieku. Tabernakulum nosi cechy późnorenesansowe i pochodzi z 1885 roku. Jest w kształcie centralnej świątyni, o obrotowych ruchomych skrzydłach. Niezwykle cenne i oryginalnie są kolumny głównego ołtarza. Zdobi je piękna polichromia w formie pnących się latorośli. Jest to niezwykle rzadka formą zdobnicza w tej części Polski.

Lewy boczny ołtarz Matki Bożej Różańcowej pochodzi z 1894 roku. Data ta widnieje na wewnętrznej stronie mensy ołtarzowej. Prawy ołtarz Serca Pana Jezusa pochodzi zapewne z początku XX wieku. Chór świątyni wsparty jest na czterech słupach, z czego dwa są zabytkowe. Na chórze znajdują się organy wybudowane z części dekoracyjnych starszego instrumentu w 1904 roku przez firmę „Schlag und Söhne” ze Świdnicy. Dawniej klawiatura z rejestrami znajdowała się w szafie bocznej, a granica chóru znajdowała się na linii piszczałek, jednak w 1904 roku, kiedy nastąpiła przebudowa organów, nastąpiło przesunięcie linii chóru w głąb nawy głównej.

Z zabytkowego wyposażenia kościoła można wymienić 14 stacji drogi krzyżowej o cechach neogotyckich powstałe w 1903 roku oraz kamienną barokowa chrzcielnicę z XVIII wieku. Na ścianach czołowych nawy na zabytkowych konsolkach w kształcie popiersi aniołów stoją figury Matki Bożej oraz św. Barbary. W pobliżu balkonu chóru głównego, znajdują się dwie cenne figury św. Jana Nepomucena oraz posiadająca certyfikat firmy „Stuflesser” z Tyrolu figura św. Antoniego.

Z paramentów liturgicznych trzeba wymienić mosiężno pozłacaną monstrancję neogotycką, zabytkowe kielichy, oraz niezwykle bogato zdobione rzymskie ornaty. Zewnętrzną bryłę kościoła wyróżnia namalowany farbami olejnymi na blasze obraz księdza Walentego na koniu, umieszczony na zewnętrznej ścianie prezbiterium. Powszechnie uważa się, że autor i czas powstania obrazu nie są znane. Można jednak przypuszczać z wielką dozą prawdopodobieństwa, że powstał on pod koniec XIX wieku.

W 1896 roku ks. Edward Bolik zlecił malarzowi, Gajdzie z Żor namalować na blasze dwa olejne obrazy do nowo wybudowanej kaplicy w Studzience. Jeden miał przedstawiać zamordowanie ks. Walentego, a drugi jego ucieczkę. Z kolei znana kolorowa rycina jankowickiego kościoła z 1900 roku nie pokazuje, by na ścianie czołowej znajdował się jakiś obraz. Można przypuszczać, że obraz ks. Walentego na koniu mógł zostać przeniesiony do kościoła w 1932 roku, kiedy ks. Józef Miczka rozpoczął rozbudowę kaplic w Studzience. Umieszczenie obrazu na ścianie zewnętrznej prezbiterium mogło być tylko tymczasowe, dlatego nie zostało odnotowane w kronice parafialnej.

Z historią kościoła nierozerwalnie wiąże się historia Bractwa Najświętszego Sakramentu z bodaj najcenniejszym i unikatowym zabytkiem parafii: Księgą Bractwa Najświętszego Sakramentu. Ustanowione ono zostało w roku 1675 przez ówczesne papieża Klemensa X osobną bullą wraz z odpustami.

W dzisiejszych czasach, kiedy coraz częściej zdarza się nam pięknem nazwać kiczowate dzieło, kiedy zachwycamy się nad brzydotą stalowo – betonowych konstrukcji powinniśmy szczególną opieką otoczyć drewniane budownictwo sakralne, które oprócz niebanalnego piękna jest również niestety znakiem nieubłagalnie mijającego czasu, który pozbawił nas wielu drewnianych zabytków.

Jeszcze przeszło 100 lat temu można się było doliczyć kilkudziesięciu drewnianych kościołów na terenie całego Śląska. Dziś jest ich wiele mniej, gdyż ząb czasu, zawieruchy dziejowe, nieszczęśliwe wypadki, pożary, lata bez remontów pozbawiły nas wielu cennych kościołów. Zauważajmy te piękne perły naszej ziemi, nie wstydźmy się o nich mówić i ich historię przekazujmy następnym pokoleniom. To nasze zadanie, które powinnyśmy sumiennie wykonać.

Przede wszystkim zaś, pielęgnujmy w sobie wrażliwość na piękno otaczającego nas świata, na piękno boskiej ręki, która obdarowała nas wieloma cudami natury i architektury, również sakralnej architektury drewnianej. Dbajmy o drewniane świątynie, w których możemy odetchnąć od zamętu dzisiejszego życia odnajdując w nich ciszę, spokój a przede wszystkim Boga. Dbajmy i pilnujemy by drewniane kościoły zbyt mocno nie pochyliły się pod ciężarem mijających lat i tym samym nie podzieliły losu wielu nieistniejących kościołów zubażając tym samym historię i wymiar tutejszej śląskiej ziemi.

ZOBACZ ZDJĘCIA

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ