|
W Warszowicach x)1 na Górnym Śląsku, jako stacyi wartowniczej, leżącej na pograniczu księstwa raciborskiego, 3 roku 1430 4 Husyci skierowali się do lasów Jastrzębowskich i tam rozłożywszy się obozem pod zamkiem okrutnego rycerza rozbójnika, Jastrzębia Czarnego, 5 pana na Jastrzębiu, Połomiu 6 i Świerklanach, 7 oczekiwała wyniku obrad, jakie tamże się odbywały między przewodnikami Husytów, a rycerzami rozbójnikami, którzy się w tych ciężkich a krwawych czasach z pod władzy księcia Mikołaja 8 wyłamali. Takich rycerzy było w owych czasach czterech : 1) Grójecki z Grojca Wszyscy siedzieli 10 na mocno obwarowanych zamkach, rabowali podróżnych, a przeważnie kupców węgierskich, przewożący wino z Węgier do Wrocławia. Daremnie kupcy zanosili skargi do księcia Mikołaja, który nie mógł poskromić rycerzy- opryszków. Rozkazy i groźby księcia przyjmowano drwinami i wystawiano na pośmiewisko ; książę w owych czasach był bezsilny, aby ich ująć i ukarać, jak należy. Jedno z tych gniazd łotrowskich było właśnie to stare zamczysko rycerza Jastrzębia na Jastrzębiu,x) otoczone wysokiemi wałami, w którego piwnicach mieściły się niewyczerpane składy zrabowanych kupcom win węgierskich. W pijanym stanie układano plany wojenne ; wypowiedziano wojnę księciu Mikołajowi Raciborskiemu i Bolesławowi Opolskiemu.11 Przeraził się Bolesław zapowiedzianego najazdu na jego ziemie i przyobiecał wejść w układy z Husytami. Książę Mikołaj zaś przeciwnie postąpił. Posłów husyckich od bram swego miasta odegnał... Zawrzało w izbach starego zamczyska Pijane zebranie wybuchło niepohamowanym gniewem: - Biada Mikołajowi i wszystkim sprzeciwiającym się woli naszej ! ... - Biada Bolesławowi ! ... W Głogowie przysięgał, 12 że wojnę wypowie Mikołajowi !. Słowa nie dotrzymał przysięgę złamał. Dziś obiecuje układy, my jemu nie wierzymy ! ... Na zgliszczach jego państwa zbudujemy nowe ! ... nasze ! ... państwo Polsko- Husyckie. W Gliwicach 13 założymy rezydencyę dla Jego Królewskiej Mości, Zygmunta Korybuta,14 naszego pana i hetmana, którego rządy rozumne i sprawiedliwe świecić będą przykładem wszystkim krajom, a przedewszystkiem Czechom, którzy go skrzywdzili : korony, władzy i wolności pozbawili. - Na Gliwice ! ... niech nam hetmani Jego Królewskiej Mości, Zygmunt Korybut- krzyczeli pijani Husyci przewodnicy, a także i czereda, 15 biwakująca pod zamkiem, której wina nie żałowano. Wyległa czereda na trakt Wrocławski i wyciągnęła się sznurem ku Gliwicom. Nie tknęła Wodzisławia, Żor, ani Rybnika, chociaż miasta leżały w obrębie księstwa raciborskiego. Nie zboczyła też na Pszczynę, gdzie na tamecznym zamku rezydowała księżna Helena, 16 matka Mikołaja, a wdowa po Janie Żelaznym, 17 której małżonek w dzień ślubu, w Wilnie, w styczniu 1407 roku, zapisał Bieruń i Pszczynę. Husyci musieli ostrożnie postępować, a to ze względu na blizkie pokrewieństwo między Mikołajem, królem Jagiełłą 18 i wielkim księciem Witołdem. 19 Książe Mikołaj, syn Heleny, a siostrzeniec 20 Witołda, był po kądzieli 21 wnukiem Kiejstuta; 22 zaś Zygmunt- Korybut, syn Dymiyra, a synowiec 23 króla, był po mieczu 24 wnukiem Olgierda.25 Kiejstut i Olgierd byli synami Giedymina.26 Pierwszą ofiarą, jaką Husyci spotkali na swej drodze, był kapłan jadący na koniu z Sakramentami świętymi z Rybnika do Bijasowic, 27 do chorego kmiotka.28 Jechał boczną drogą przez las dębowy, nie przeczuwając, że napotka czeredę husycką, niosącą na przedzie na wysokiej żerdzi sporych rozmiarów kielich; 29 - kielich bowiem stanowił symbol ich wiary odszczepieńczej. Kapłan, widząc się nagle otoczonym, skoczył w bok z koniem poza olbrzymi dąb, w którym dostrzegł wypróchniałe dziupło. 30 - Boże mój! Jeżeli nie mogę ocalić swojego życia, to niech przynajmnie ocaleje Zbawiciel, utajony w Najśw. Sakramencie 31 - i rzucił bursę w dziupło Kapłan, przeszyty licznemi strzałami, spadł z konia i skonał na miejscu. Husyci spalili wioskę, a mieszkańców wycięli co do jednego.x) Zdawałoby się, że krwawy czyn, spełniony przez Husytów w tej leśnej wiosce, pozostanie tajemnicą dla świata. A jednakże Opatrzność dziwnemi swemi drogami zaprowadziła w to samo miejsce chłopca, który, uciekając przed krwawą nawałą, ukrył się na drzewie pomiędzy gęstemi gałęziami, skąd stał się mimowolnym świadkiem mordu, łupiestwa i pożogi jego rodzimej wioski. Chłopiec- sierota, bezdomny - szukał przytułku, chleba i opieki, a Opatrzność, która nad nim czuwać nie przestała, zaprowadziła go na Jasną Górę, 32 do Ojców Paulinów.33 Tam znalazł wszystko, czego szukał. Obdarzony od natury bystrym umysłem, pracowity, bogobojny, wyświęcony na kapłana, przybrał imię Ojca Floryana. Po kilkudziesięciu latach służby Bożej w przybytku Maryi Jasnogórskiej, jako przodowni konwentu 34 i mówca z Bożej Łaski, O. Floryan zatęsknił za ziemią ojczystą i powrócił, aby przed śmiercią choć raz jeszcze spojrzeć w to miejsce gdzie stała jego kolebka, gdzie młode serce jego doznało tyle gwałtownych wstrząśnień na widok ognia, miecza i krwi ...
Gorzko zapłakał O. Floryan, klęcząc na gruzach swej chaty rodzicielskiej. Już nie ma Bijasowic, szeptał w stłumionem westchnieniu, Boże wielki ! racz przyjąć pod Swoją opiekę dusze pomordowanych mieszkańców, których popioły tu pod gruzami spoczywają i racz im dać wieczny odpoczynek ! O. Florian zwrócił stąd swe kroki do poblizkiego lasu ku drzewu, które go od śmierci przed Husytami zasłoniło. Napotkany gajowy 35 lasów Jankowickich, widząc, iż kapłan, starzec w białej szacie, zbacza ze ścieżki, nie mógł się powstrzymać od udzielenia mu przestrogi : - Ojcze - rzekł - nie chodźcie do dębu, tam pszczoły złośliwe nie dopuszczą. Dąb to tajemniczy ; kto się tylko przybliży, roje z dębu wylatują, brzęczą, kłują, ranią, odpędzają przechodnia, hen ! aż na kraniec lasu ! - Dziękuję ci za przestrogę - odparł O. Floryan - ale wiedz, mój synu, że jestem tutejszy. Widzisz ten oto pierwszy kopiec gruzów, obrosły chwastami ? Tam stała chata moich rodziców, tam się urodziłem. Bóg tak zrządził, żem pozostał sam jeden z całej wioski. Z tego oto drzewa, ukryty pomiędzy gałęziami, byłem świadkiem wielkich zbrodni. Widziałem, jak Husyci spalili wioskę, jak mieszkańców i moją rodzinę wrzucili w ogień, jak uprowadzili dobytek. Byłem świadkiem, mój synu, jak Husyci pod dębem, przed którym mnie ostrzegasz, zabili kapłana, jadącego na koniu do chorego mojego ojca, odarli z szat, a ciało jego na tymże dębie zawiesili na pośmiewisko ... Boże mój !- zawołał nagle O. Floryan, dotknąwszy ręką czoła - miałżeby ten kapłan męczennik tam w tem dziuple ukryć Najśw. Hostyę ? ... I jakby na rozkaz tajemnego głosu zasunął kaptur na głowę I ku zdziwieniu gajowego pospieszył ku dębu, do złośliwych pszczółek ... Pszczółki wyległy i jak chmura gradowa zawisły nad głową kapłana, kołowały, brzęczały, lecz nie kąsały. - Wy mnie kąsać nie będziecie, moje kochane pszczółki - rzekł po odmówieniu krótkiej modlitwy i podsunąwszy sobie kłodę, wsunął obnażone ramię w ciemny otwór dębu, z którego wydobył czysty jak kryształ, kwadratowy plaster miodu. Gęsta chmura pszczół zaczęła szybciej szybować ponad głową kapłana, a brzęczenie wzmogło się tak dalece, że się zdawało, jakoby duchy walczyły i pruły mgliste powietrze. - Ja wam, kochane pszczółki, żywności nie zabiorę - szeptał O. Floryan, a idąc za tajemniczym głosem ,zaczął odłupywać brzegi plastrów miodowych. - Wielki Boże!- krzyknął nagle, dostrzegłszy w pośrodku plastra bursę z naczyniem na Najśw. Sakrament.- Jam z Jasnej Góry, niegodny sługa Maryi! - jęknął, padając na kolana.- Z Twojej to woli, Panie, odnalazłem ten skarb niebieski, ukryty od lat sześćdziesięciu w tym dębie. I płacząc rzewnemi łzami, kapłan - starzec przeglądał zawartość naczynia sakramentalnego. Była tam bursa 36 atłasowa ze złotym krzyżem bez plamy, korporał 37 bieluchny, patenka 38 jakby nowa, a w świecącem naczyniu Oleje święte 39 i Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus, utajony w Najśw. Sakramencie! - Boże wielki! - zawołał niezbadane są księgi Twego świata! ... Ta Najśw. Hostya miała być pokarmem duszy mojego ojca! ... Panie! pozwól, niech syn jego spożyje ją na ołtarzu Twoim i umieści na dnie swego serca. Ojciec Floryan nie zabrał bursy z sobą ; nakrywszy ją korporałem, pozostawił ją na dawnym miejscu. - Byłyście, kochane pszczółki,tyle lat stróżami Najśw. Sakramentu, bądźcie jeszcze i nadal - rzekł, potem z błogim w sercu spokojem opuścił to miejsce święte, udał się do Rybnika, aby się tą radosną nowiną z tamtejszym kapłanem podzielić. Wieść o znalezieniu Najświętszej Hostyi rozniosła się jak błyskawica po całej okolicy. W oznaczonym dniu tłumy wiernego ludu zgromadziły się, aby Hostyę świętą z największą uroczystością przeprowadzić z lasu do kościoła rybnickiego. Lecz jakież uczucie ogarnęło serca pobożnego ludu, gdy Ojciec Floryan, sięgnąwszy ręką po naczynie sakramentalne, wyjął patenę, której brzegi wokoło cudownemi, miodowemi ornamentacyami było przyozdobione. - Patrzcie - wołał ze łzami w oczach - oto podarek dziękczynny, jaki pszczółki złożyły Najświętszej Hostyi, której długie lata strzegły przed niegodnemi rękoma grzesznych ludzi. Kochajcie tę Hostyę świętą i strzeżcie tak, jak ją ukochały i strzegły czujne i pracowite pszczółki, bo w niej gości Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Pszczółki z wesołem i radosnem brzęczeniem odprowadziły procesyę aż do drzwi świątyni rybnickiej, potem odleciały i więcej nie powróciły.x) Jankowiczanie w miejscu tem wybudowali kościół pod wezwaniem Bożego Ciała, a ołtarz wielki wznieśli na pniu tegoż dęba, w którym Najśw. Sakrament około lat sześćdziesięciu przebywał. Pień ów dziś jeszcze stoi pod wielkim ołtarzem kościola Jankowickiego, a odpust główny odbywa się tam na pamiątkę dawnych cudów corocznie w dzień Bożego Ciała, aż po dzień dzisiejszy.40 PRZYPISYx) Wieś Bijasowice pomiędzy Markłowicami, dziś powiatu rybnickiego, spalona przez Husytów, przestała istnieć. 1. Warszowice - wieś w gminie Pawłowice, leżąca na trasie Cieszyn Żory, około 6 km. na południe od Żor. Opracowanie int. i zdjęcie |