MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

[Rozmiar: 80854 bajtów]

ŻYCIE CZŁOWIEKA JEST NIEUSTAJĄCĄ PODRÓŻĄ KU BOGU I KU LUDZIOM. W NASZEJ ZIEMSKIEJ WĘDRÓWCE PODRÓŻUJEMY TAKŻE W SPOSÓB DOSŁOWNY. ODWIEDZAMY MIEJSCA SŁYNĄCE Z PIĘKNYCH KRAJOBRAZÓW ORAZ Z DZIEŁ UMYSŁU I KUNSZTU ARTYSTYCZNEGO MINIONYCH POKOLEŃ. LUDZIE WIERZĄCY, BEZ WZGLĘDU NA WYZNAWANĄ RELIGIĘ, PODNOSZĄ ZNACZENIE SWOICH PODRÓŻY DO RANGI PIELGRZYMOWANIA. MA ONO WYMIAR MISTYCZNY, REFLEKSYJNY A PRZEDE WSZYSTKIM MODLITEWNY. ZAPRASZAM PAŃSTWA DO LEKTURY TEKSTÓW OPATRZONYCH WSPÓLNYM TYTUŁEM „MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC” PUBLIKOWANYCH NA ŁAMACH MIESIĘCZNIKA „WIECZERNIK JANKOWICKI”. DZIĘKUJĘ BOGU ZA MOŻLIWOŚĆ BYCIA W MIEJSCACH WAŻNYCH DLA LUDZI RÓŻNYCH KULTUR I RELIGII ORAZ ZA TO, ŻE MOGŁEM PODZIELIĆ SIĘ SWOIMI REFLEKSJAMI. SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA KIERUJĘ NA RĘCE PANA PIOTRA ŚCIBORSKIEGO ADMINISTRATORA STRONY INTERNETOWEJ PARAFII BOŻEGO CIAŁA W JANKOWICACH KOŁO RYBNIKA. ZAPRASZAM DO LEKTURY TEKSTÓW, KTÓRE BYĆ MOŻE SKŁONIĄ CZYTELNIKÓW DO TRUDU PIELGRZYMOWANIA.

NORBERT NIESTOLIK

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

KATEDRA ŚWIĘTEJ ELŻBIETY W SŁOWACKICH KOSZYCACH

W czasie audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie, która odbyła się dnia 20 października 2010 roku, papież Benedykt XVI zwrócił się do wiernych w następujący sposób: „Drodzy bracia i siostry! Dziś chciałbym opowiedzieć wam o jednej z najbardziej podziwianych kobiet średniowiecza: jest nią św. Elżbieta Węgierska, zwana również Elżbietą z Turyngii”. W kolejnych słowach papież przedstawił życiorys świętej. Urodziła się w roku 1207, lecz nie wiemy, gdzie nastąpiło to wydarzenie. Mogło ono mieć miejsce w Bratysławie lub na zamku w Sarospatak. Była trzecim dzieckiem króla Węgier Andrzeja II z dynastii Arpadów oraz Gertrudy von Andechs-Meranien- siostry św. Jadwigi Śląskiej i Agnieszki, królowej Francji. Na dworze węgierskim spędziła tylko pierwsze cztery lata dzieciństwa. Była dziewczynką wesołą, lubiącą taniec i muzykę, lecz również bardzo wrażliwą na dolę ubogich. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem już jako dziecko została zaręczona z Ludwikiem IV, synem Hermana, hrabiego i palatyna saskiego, landgrafa Turyngii, jednego z najbogatszych i wpływowych władców ówczesnej Europy. Elżbieta opuściła więc ojczyznę i dom rodzinny, aby wraz z orszakiem zamieszkać na zamku w Wartburgu. Młody Ludwik uczył się sztuki rycerskiej, zaś Elżbieta pobierała liczne nauki. Po dziesięciu latach odbył się ślub. Małżonków połączyła szczera miłość. Elżbieta urodził troje dzieci: Hermana, Zofię i Gertrudę. Po śmierci swojego ojca, osiemnastoletni Ludwik zaczął panować w Turyngii. Jego żona stroniła od wystawnego trybu życia, rozdawała biednym pieniądze, widziała sprzeczności pomiędzy wyznawaną wiarą a praktyką chrześcijańską. „Pewnego razu, wchodząc do kościoła Wniebowzięcia, zdjęła koronę, położyła ją przed krzyżem i położyła się na ziemi, zasłoniwszy twarz. Kiedy teściowa skarciła ją za ten gest, odpowiedziała: „Jak ja, nędzne stworzenie, mogę chodzić w koronie symbolizującej ziemską godność, kiedy patrzę na mojego króla Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej”. W „Opowiadaniach czterech sług” odnajdujemy świadectwo dotyczące świętej: „Nie spożywała pokarmów, zanim się nie upewniła, że pochodzą z ziem i prawowitych dóbr męża. Nie dotykała dóbr zdobytych w sposób bezprawny i zabiegała o to, by osoby, które doznały przemocy, otrzymały zadośćuczynienie”.

Z podziwem patrzono na jej liczne czyny miłosierdzia. Dawała jeść i pić pukającym do jej drzwi, odwiedzała biednych, przynosząc im żywność i odzież, spłacała ich długi, opiekowała się chorymi i grzebała zmarłych. Ludwik z wielką wyrozumiałością patrzył na zachowanie swojej żony. Kiedyś miał powiedzieć: „Dopóki nie sprzeda mi zamku, będę z tego zadowolony”. Zdarzył się również pewien cud: „Była zima. Kiedy Elżbieta szła drogą z fartuchem pełnym chleba dla ubogich, spotkała małżonka, który ją zapytał co niesie. Otworzyła fartuch a w nim zamiast chleba były piękne róże”. Motyw ten występuje często w wizerunkach świętej. W roku 1227 Ludwik przyłączył się do krucjaty do Ziemi Świętej cesarza Fryderyka II. Niestety już na jej wstępie zmarł na febrę. Miał zaledwie 27 lat. Elżbieta pogrążyła się w bólu i samotności. Szwagier wypędził ją wraz z trójką dzieci z Wartburga. Dopiero w roku 1228 przywrócono jej należne dochody. Zamieszkała na zamku w Marburgu. „W Wielki Piątek 1228 roku Elżbieta w obecności kilku braci oraz krewnych położyła ręce na ołtarzu w kaplicy swojego miasta Eisenach, gdzie przyjęła braci mniejszych i wyrzekła się własnej woli oraz wszystkich powabów świata. Chciała wyrzec się także wszelkiej własności, ale odwiodłem ją od tego przez wzgląd na miłość ubogich. Wkrótce potem zbudowała szpital, zgromadziła chorych i chromych i usługiwała przy własnym stole najnędzniejszym i najbardziej zaniedbanym. Gdy za to wszystko ją upomniałem, Elżbieta powiedziała, że ubodzy są dla niej źródłem specjalnej łaski i pokory”. Taki epizod z życia świętej przedstawił papieżowi Grzegorzowi IX jej kierownik duchowy- brat Konrad z Marburga, co zapisano w „Epistuli magistri Konradi”, 14-17.

W listopadzie 1231 roku Elżbietę zaatakowała ostra febra. Po dziesięciu dniach choroby poprosiła, aby nikt jej nie odwiedzał. Chciała pozostać sama z Bogiem. W nocy 17 listopada spokojnie zasnęła. Wobec licznych świadectw jej świętości, proces kanonizacji trwał tylko cztery lata. Dokonał go papież Grzegorz IX. Ciało świętej złożono w złotym grobowcu w Marburgu, w kościele pod jej wezwaniem. W XIX wieku szczątki przeniesiono do Andechs w katolickiej Bawarii. Papież Benedykt XVI zakończył swoje wystąpienie słowami: „Drodzy bracia i siostry, postać świętej Elżbiety pokazuje, że wiara, przyjaźń z Chrystusem kształtują poczucie sprawiedliwości, równości wszystkich, praw innych, a także rodzą miłość i miłosierdzie. A z tej miłości rodzi się też nadzieja, pewność, że jesteśmy kochani przez Chrystusa i że miłość Chrystusa czaka na nas, daje nam zdolność naśladowania Go i dostrzegania Go w innych. Święta Elżbieta zachęca nas do odkrycia Chrystusa na nowo, do kochania GO, do wiary, by znaleźć prawdziwą sprawiedliwość i miłość, a także radość z tego, że kiedyś będziemy zanurzeni w miłości Bożej, w radości z wiecznego przebywania z Bogiem”. Święta Elżbieta jest patronką elżbietanek- zgromadzenia założonego w Nysie w roku 1842 oraz elżbietanek cieszyńskich założonych w XVII wieku w Akwizgranie oraz Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Jest również patronką Niemiec i Węgier. W ikonografii przedstawia się ją w stroju królewskim albo z naręczem róż w fartuchu a także z kilkoma monetami i różańcem. Sława św. Elżbiety dotarła do wielu miejsc ówczesnej, lecz również współczesnej Europy. W słowackim mieście Koszyce wzniesiono katedrę pod jej wezwaniem. Obecnie jest największą świątynią katolicką w tym kraju.

Koszyce odwiedziliśmy w okresie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia. Powodem był odbywający się tam coroczny jarmark a także chęć poznania historii i zabytków miasta. Koszyce to dzisiaj drugie, co do wielkości, miasto w Słowacji leżące na wschodzie tego państwa, na przeciwległym biegunie w stosunku do stolicy Bratysławy. W przeszłości było znaczącym ośrodkiem miejskim państwa węgierskiego. Rdzeń miasta stanowi ulica Hlavna (Główna). W środku rozdziela się na dwie odnogi, otaczając miejsce na którym zbudowano katedrę i teatr. Atrakcją miejsca jest „śpiewająca fontanna” oraz carillon czyli instrument będący zespołem dzwonów wieżowych. Do ważnych zabytków miasta zalicza się także: barokowy Słup Morowy, budynek ratusza i pomnik herbu miasta Koszyce. Jego sercem jest jednak Dóm sv. Alżbety czyli katedra św. Elżbiety, wzniesiona w latach 1378-1508 w stylu późnogotyckim. Obecnie jest największym kościołem na Słowacji i najbardziej na wschód położoną tego typu świątynią w Europie. Jej oś podłużna wynosi 60,5 metrów, zaś poprzeczna 39,5 metrów. Na przestrzeni wieków zmieniał się jej kształt. Wpłynęły na to zniszczenia wojenne i klęski żywiołowe. Dzisiaj posiada pięć naw podłużnych i jedną poprzeczną, transept i wieloboczne prezbiterium. Zachował się oryginalny gotycki portal północny z tympanonem przedstawiającym sąd ostateczny. Katedra posiada dwie wieże: południową zwaną Matejową oraz północną zwieńczoną rokokowym hełmem. Ołtarz główny świątyni poświęcono oczywiście św. Elżbiecie. Zbudowano go w latach 1474-1477. Składa się z 48 gotyckich malowideł tablicowych. Cennym dziełem jest także podwieszana pod sklepieniem statua Maryi Niepokalanie Poczętej. W świątynnej krypcie spoczęły szczątki Franciszka II Rakoczego i jego towarzyszy.

Koszycki jarmark bożonarodzeniowy zachwyca swoim urokiem, chociaż w skali miast europejskich nie należy do największych. Już w drodze do Koszyc podziwialiśmy białe ośnieżone szczyty Tatr. Samo miasto powitało nas również białym puchem i kilkustopniowym mrozem. Śnieg leżał na chodnikach i ulicach, pokrywał Słup Morowy, figurę św. Elżbiety oraz dachy domów. Widać je szczególnie z wieży katedralnej, na którą wspięliśmy się z niemałym trudem. Wysiłek jednak został nagrodzony możliwością podziwiania wspaniałych widoków. Atmosferę świąt podkreślały orkiestry grające kolędy i świąteczne utwory muzyki współczesnej. Zewsząd dolatywała woń tradycyjnych słowackich potraw: langoszów oferowanych z serami i na słodko, lokalnych kiełbas oraz mięs serwowanych na wiele sposobów. W mieście zainstalowano barwne i pełne blasku iluminacje świąteczne. Szczególnie pięknie w ich blasku wyglądała monumentalna katedra. Będąc tutaj, nie sposób nie skosztować lokalnych potraw: haluszków- czyli kluseczek serowych, charakterystycznych dla tego rejonu Europy knedliczków, strudla i grzanego wina. Miasto, w którym od wieków czci się św. Elżbietę, przygotowywało się na nadchodzące święta i to nie tylko w postaci komercyjnej. W murach katedry słychać cichą modlitwę. W czasie mszy kapłan zachęcał do przedświątecznej spowiedzi, kupna opłatków i za przykładem św. Elżbiety do pomocy biednym i potrzebującym.

[Rozmiar: 84371 bajtów] [Rozmiar: 65112 bajtów] [Rozmiar: 58776 bajtów] [Rozmiar: 75532 bajtów] [Rozmiar: 63664 bajtów] [Rozmiar: 85588 bajtów] [Rozmiar: 89745 bajtów] [Rozmiar: 84335 bajtów] [Rozmiar: 54637 bajtów] [Rozmiar: 55762 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

W SALONIKACH - MIEŚCIE I BAZYLICE ŚWIĘTEGO DYMITRA

Saloniki wraz z zespołem urbanistycznym tego miasta liczą prawie 800 tysięcy mieszkańców. Po Atenach są drugim co do wielkości miastem Hellady. Pierwsze skojarzenie z tą metropolią wiąże się z dwoma listami św. Pawła do Tesaloniczan W pierwszym z nich czytamy: „Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu i Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój. Zawsze dziękujemy Bogu za was wszystkich, wspominając o was nieustannie w naszych modlitwach, pomni przed Bogiem i Ojcem naszym na wasze dzieło wiary, na trud miłości i na wytrwałą nadzieję w Panu naszym Jezusie Chrystusie. Wiemy, bracia przez Boga umiłowani, o wybraniu waszym, bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania. Wiecie bowiem, jacy byliśmy dla was, przebywając wśród was”. W kolejnych słowach listu jego autor podkreśla swoje uznanie dla postawy adresatów: „A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, by okazać się w tyn sposób wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai. Dzięki wam nauka Pańska stała się głośna nie tylko w Macedonii i Achai, ale wasza wiara w Boga wszędzie dała się poznać, tak że nawet nie trzeba nam o tym mówić. Albowiem oni sami opowiadają o nas, jakiego to przyjęcia doznaliśmy od was i jak nawróciliście się od bożków do Boga, by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać z niebios Jego Syna, którego wzbudził z martwych, Jezusa, naszego wybawcę od nadchodzącego gniewu”. W zakończeniu apostoł dodaje: „Sam Bóg niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On też tego dokona. Bracia módlcie się także i za nas! Pozdrówcie wszystkich braci pocałunkiem świętym. Zaklinam was na Pana, aby list ten został odczytany wszystkim braciom. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa z wami”! List św. Pawła do Tesaloniczan, będący księgą Nowego Testamentu, datowany jest na około 50 rok naszej ery. Uważa się go za najstarszy dokument chrześcijański.

Apostoł w czasie kilkumiesięcznego pobytu w tym mieście założył w nim lokalną wspólnotę Kościoła, lecz został zmuszony do opuszczenia miasta. Zatroskany o losy Tesaloniczan wysłał tam swojego ucznia Tymoteusza, a w odpowiedzi na jego relację napisał wspomniany list. Wyraził w nim radość z wiary, nadziei i miłości wiernych. Wierzył w ich niezłomność w obliczu prześladowań. Tłumaczył kwestię czasu i sposobu powtórnego przyjścia Jezusa oraz losu zmarłych na końcu czasów. Paweł przybył do Tesalonik w czasie swojej drugiej podróży misyjnej około 50 roku po Chrystusie. Miasto zostało założone znacznie wcześniej, już w IV wieku przed naszą erą przez generał Kasandra służącego pod rozkazami Aleksandra Wielkiego. Nazwał on miasto Tesaloniką od imienia swojej żony, przyrodniej siostry Aleksandra oraz córki Filipa II. Mimo tak znaczącego czynu, generał do dnia dzisiejszego jest znienawidzonym władcą. W mieście nie upamiętniono go w żaden sposób. Powodem jest wydanie rozkazu zamordowania Roksany, wdowy po Aleksandrze Wielkim oraz ich syna Aleksandra IV.

W roku 168 przed naszą erą, po bitwie pod Pydną, Rzymianie opanowali Grecję a w roku 146 p.n.e. z Tesalonik uczynili stolicę swojej prowincji Macedonii. W 42 roku p.n.e. miasto uzyskało statut miasta wolnego, miało własny magistrat i urzędy. Gdy odwiedził je św. Paweł były już potężnym ośrodkiem ekonomicznym, politycznym i handlowym leżącym przy szlaku Via Egnatia przecinającym Bałkany. Żydzi mieli w Tesalonice własną synagogę, a pozostali mieszkańcy wierzyli w bóstwa wschodnie i grecko-rzymskie: Kybele, Ozyrysa, Izydę, Anubisa, Dionizosa, Atenę, Wenerę i Afrodytę. Kolejny etap historii Salonik wiąże się z osobą patrona miasta. Jest nim Dymitr, męczennik, święty Kościołów: katolickiego, prawosławnego, ormiańskiego i koptyjskiego, patron żołnierzy wyznania prawosławnego a także Wenecji i Konstantynopola. Urodził się około roku 280. Jego imię, brzmiące po grecku Demetrios, nawiązuje do bogini Demeter i oznacza „wiejski”, „rolniczy”. Był rzymskim oficerem, dowódcą jednostki wojskowej, synem prokonsula Achai, który po śmierci ojca miał przejąć jego urząd. Działo się to za czasów panowania cesarza Dioklecjana i Maksymiliana, gdy prześladowano chrześcijan. Saloniki atakowane były przez ludy barbarzyńskie, zwłaszcza pogańskich Słowian. Rodzice Dymitra w sposób tajny wyznawali Chrystusa, zaś on czynił to w sposób jawny. Miejscowi nazywali go „drugim apostołem Pawłem”.

Cesarz postanowił rozprawić się z chrześcijanami zamieszkującymi Saloniki. Wracając z wyprawy nad Morze Czarne, uwięził Dymitra, który nie chciał dokonać rzezi chrześcijan. Cesarz z wielką radością oglądał walki gladiatorów. Jeden z nich Germanin o imieniu Lyajos wzywał do walki kolejnych przeciwników i po swoim zwycięstwie zrzucał ich z pomostu na włócznie żołnierzy. Wtedy odważny młodzieniec, chrześcijanin o imieniu Nestor, poszedł do więzienia i prosił Dymitra o błogosławieństwo na czas walki. Wszedł na arenę i pokonał pewnego siebie gladiatora. Cesarza bardzo dotknęła śmierć jego ulubieńca. Nakazał tortury wobec Dymitra i Nestora. Przyszły święty i patron Salonik został zmuszony do złożenia ofiary bogom rzymskim i zaparcia się Chrystusa. Kiedy odmówił, poniósł śmierć męczeńską. Wydarzenie to datuje się na lata 304-305.W latach 412-413 na jego grobie prefekt Ilirii- Leontion wybudował wspaniałą świątynię. Jak przekazują źródła, od VII wieku obserwowano, że z relikwii Dymitra sączy się pachnący olej zwany mirą. Wobec tego zjawiska do świętego przylgnął przydomek Mirosączący. Atrybutami świętego są: zwój, miecz oraz dzida, gdyż na rozkaz Dioklecjana miał być przebity dzidami.

Wielki męczennik miał wspomagać wiernych w przywróceniu wzroku i w obliczu zagrożenia najazdem innowierców. W ikonografii przedstawia się go jako młodego mężczyznę bez brody, w stroju oficera rzymskiego. W lewej ręce trzyma miecz, zaś w prawej pikę skierowaną do góry i zwój pism. Na zwoju widnieją słowa: „Panie, nie zgub grodu i ludzi, bowiem jeśli uratujesz go wraz z nimi i ja zbawię się, a jeśli ich zgubisz, zginę i ja”. Relikwie Dymitra obecnie znajdują się w Salonikach w bazylice nazwanej jego imieniem. W czasie kilkuwiekowej okupacji bazylika została zniszczona przez muzułmanów. Odbudowano ją dopiero na początku XX wieku, po odzyskaniu niepodległości przez Grecję. Cerkiew prawosławna wspomina męczennika w dniu 26 października a według kalendarza gregoriańskiego 8 listopada. W Kościele Katolickim Jego wspomnienie obchodzimy 9 kwietnia i 26 października.

W IX wieku miasto było także miejscem urodzenia i początkowej fazy działalności świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowian. Po upadku imperium rzymskiego Saloniki stały się częścią Bizancjum, były stolicą Królestwa i Cesarstwa Tesaloniki. Sprzedano je wenecjanom, aby w roku 1430, na pięć stuleci, znalazło się w niewoli tureckiej. Grecy zajęli je dopiero w w roku 1912 podczas wojen bałkańskich. Zamieszkiwali je: Żydzi, Muzułmanie, wierni kościoła greckiego i bułgarskiego, Cyganie i wiele innych narodowości i wyznań. Miasto przeżyło koszmar wymiany ludności pomiędzy Grecją i Turcją. W czasie okupacji niemieckiej (1941-1944) nazwano je „Drugą Jerozolimą”, gdyż wymordowano tam 60 tysięcy miejscowych Żydów.

W piękny sierpniowy dzień zwiedzaliśmy Saloniki. Słońce dawało się mocno we znaki, lecz wody Zatoki Termajskiej spowodowały, że spacer jej brzegiem był wielką przyjemnością. Do centrum wielkiego miast dotarliśmy taksówką. Znakiem końca trasy była tzw. Biała Wieża z flagą Grecji zawieszoną na jej szczycie. Dawniej stanowiła ona część wschodniego pasa fortyfikacji miasta. Biała Wieża obecnie mieści Muzeum Miasta Saloniki. Na nadbrzeżu góruje pomnik Aleksandra Wielkiego. W jednym z hoteli otrzymaliśmy mapę starej części miasta i udaliśmy się śladami kolejnych zabytków. Były nimi: Agios Georgios czyli monumentalna Rotunda, Łuk Galeriusza, Agia Sofia czyli Kościół Świętej Mądrości Bożej, wczesnochrześcijańska Bazylika Panagia Achiropitos, kościół Panagia Chalkedon ze względu na ceglastą elewację zwany czerwonym i wreszcie Forum Romanum czyli romańska agora. W zacisznych uliczkach Salonik zachwycały klimatyczne kafejki.

Ze względu na okres wakacyjny na ulicach ruch był niewielki. Mimo kryzysu tubylcy wyjeżdżają za miasto, aby odpocząć od gwaru i zgiełku. Ci, którzy pozostali, wydawali się ospali i spokojni, tak jakby czas nie odgrywał dla nich większej roli. W sklepikach zgromadzono liczne pamiątki i lokalne produkty żywnościowe. Nasz spacer zakończył główny cel wędrówki- Bazylika Agios Dimitrios, poświęcona patronowi miasta i Macedonii.

Z przewodniku odczytaliśmy: „Pierwszą kaplicę wzniesiono w tym miejscu krótko po edykcie mediolańskim w 313 roku na ruinach łaźni rzymskich. Wnętrze, kryte dwuspadowym stropem, podzielone jest czterema rzędami marmurowych kolumn o zróżnicowanych, ozdobnych kapitelach. W połowie północnej nawy znajduje się, czczona przez wiernych, pełna kwiatów i ikon, kaplica z relikwiami św. Dymitra. Najstarsza mozaika świątyni (…) przedstawia św. Dymitra przyjmującego polecone mu w opiekę dzieci”. W tym miejscu panowała bardzo wzniosła atmosfera. Wierni modlili się i całowali sarkofag. Mimo tłumu, udało się zrobić kilka zdjęć w taki sposób, aby nie urazić uczuć religijnych osób oddających cześć świętemu Dymitrowi. Edykt mediolański z roku 313 sankcjonował wolność wyznania w tym także religii chrześcijańskiej. W roku 1054 doszło do tzw. schizmy wschodniej i od tego czasu w Grecji zapanowało prawosławie. Stan taki utrzymuje się do dnia dzisiejszego. W ten sposób osoba z czasów początków naszej religii stał się świętą kilku odłamów chrześcijaństwa.

[Rozmiar: 170121 bajtów] [Rozmiar: 86559 bajtów] [Rozmiar: 60567 bajtów] [Rozmiar: 77934 bajtów] [Rozmiar: 71442 bajtów] [Rozmiar: 53217 bajtów] [Rozmiar: 78582 bajtów] [Rozmiar: 139749 bajtów] [Rozmiar: 138721 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

ROTUNDY NA WYSPIE BORNHOLM

Jedną z wizytówek duńskiej wyspy Bornholm są romańskie kościoły- rotundy. Poza tym, że stanowią one charakterystyczny element architektoniczny, są niebywałym skarbem dziedzictwa kulturowego okresu średniowiecza. Grube mury budowli pomalowane od zewnątrz na biało są wzmocnione podporami. Najniższą częścią kościoła jest pomieszczenie główne z centralnym filarem. Kolejną kondygnację budowli stanowi spichlerz. Ostatnią jest punkt obserwacyjny, z którego wypatrywano wroga. Rotundy przykryte były spiczastym dachem z drewnianym gontem. W przeszłości pełniły zarówno funkcję sakralną jak i obronną. Działo się tak zwłaszcza w okresie, gdy na Bornholm napadały plemiona słowiańskie,głównie Wenedowie. Budowniczymi rotund prawdopodobnie byli templariusze. W XII wieku, w okresie wypraw krzyżowych Bornholm pełnił rolę portu, schronienia i bazy zaopatrzenia.

Templariusze to bracia Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa templum, czyli świątynia. Zakon powstał w roku 1119 i przez kolejne lata zgromadził ogromne bogactwa. W roku 1307 król Francji, Filip Piękny, oskarżył zakonników o herezję. Przyczyną była chęć zagarnięcia ich majątku. Uwięziono przywódców templariuszy, torturowano i spalono na stosie. W roku 1312 papież rozwiązał zakon. Legenda głosi, że część ich skarbu ukryto na Bornholmie. Podobno stanowi go 180 ton złota oraz tajemnicze archiwum, które prawdopodobnie może zmienić założenia trzech wielkich religii współczesnego świata: chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. Mieszkańców wyspy nurtuje pytanie, czy kościoły rotundowe skrywają jakieś tajemnice i czy są tam ukryte skarby templariuszy? Jedna z teorii głosi, że budowle służyły także jako obserwatoria astronomiczne, co potwierdzają specjalnie rozmieszczone w murach otwory. Inna z teorii wskazuje na miejsce schronienia tajemniczego skarbu. Przypuszczalnie leży on w specjalnej komorze pod podłogą rotundy Øesterlars Kirke. Istnienie tego pomieszczenia jest udokumentowane, lecz dotychczas nikt nie odważył się go otworzyć.

Na wyspie zachowały się cztery rotundy. Poza wspomnianą, kolejne znajdują się w miejscowościach: Nyker, Nylars i Olsker. Ta ostatnia stała się celem jednego z etapu naszego zwiedzania. Świątynia była wzmiankowana po raz pierwszy 3 lutego 1379 roku, ale prawdopodobnie powstała już w XII wieku. W jej skład wchodzą: apsyda, prostokątne prezbiterium oraz okrągła, trójkondygnacyjna nawa wsparta na centralnej kolumnie. W prezbiterium zobaczyliśmy kamienny ołtarz wykonany z miejscowego granitu. Umieszczone na nim rzeźby przedstawiają trzy Marie modlące się u grobu Chrystusa. Obok stoi kamienna chrzcielnica. Wąskie schody prowadzą z prezbiterium na drugą i trzecią kondygnację budowli, inne z nawy głównej na galerię. Na sklepieniu zachowały się freski. Zawieszono tam także model statku –jak na wyspę przystało. W nawie umieszczono ambonę i rzędy krzeseł. Przy wyjściu znajduje się regał z książkami „Den danske salme bog”. Obok świątyni wystawiono dzwonnicę, obok której znajduje się skromny cmentarz. Właśnie skromność a jednocześnie ład i porządek dominują w tym niezwykłym miejscu. Cechy te wyrosły z kultury luterańskiej tutejszych mieszkańców. Wszystko, co służy ich codziennemu życiu, ma być zachowane w formie wystarczającej do godnego spędzenia czasu na ziemi ofiarowanej przez Boga. Przepych i obnoszenie się ze swoim bogactwem są tutaj niemile widziane.

Nas, bardzo zaskoczył i zastanowił ascetyczny wygląd cmentarza. Sprawę wyjaśniła przewodniczka, Polka mieszkająca od ponad dwudziestu lat na Bornholmie. Sama ceremonia pogrzebowa jest zupełnie inna niż w naszej kulturze. Na pogrzeb osobiście nie przynosi się kwiatów. Są one dostarczane przez firmę. Wszystkie kwiaty mają wizytówki z nazwiskami ofiarodawców, aby po ceremonii pogrzebowej można było wysłać listy z podziękowaniami. Uroczystość modlitewną kończy przeniesienie trumny do pomieszczenia stylizowanego na obraz nieba. Czyni to zawsze sześć osób z najbliższej rodziny. Po stypie ciało zostaje skremowane. Jest to obligatoryjny zwyczaj tłumaczony znikomą ilością miejsca na wyspie oraz jej kamienistym podłożem. Urnę odbiera najbliższa rodzina i ona decyduje o miejscu jej przechowywania. Może to być rodzinny dom zmarłego lub cmentarz. Prochy można także rozrzucić w miejscu wybranym przez najbliższych. Na grobach nie pali się świeczek, lecz ozdabia je żywymi kwiatami. Właściwie nie ma tablic nagrobnych o tradycyjnym, znanym nam wyglądzie. Na skromnym kamieniu najczęściej umieszcza się tylko imię zmarłego. Sam grób otacza kilka roślin a jego obejście wysypane jest drobnym żwirkiem.

Patronem rotundy w Olsker jest św. Olaf, król Norwegii w latach 1016-1028, męczennik oraz święty kościoła katolickiego. Fakt ten może nieco dziwić, gdyż wyznaniem dominującym na Bornholmie i w całej Danii jest luteranizm. Do wyznawców tej religii należą wszystkie cztery rotundy. Katolicy posiadają na Bornholmie tylko jeden kościół. Święty Olaf wprowadził w Norwegii chrześcijaństwo: stworzył biskupstwa, zniósł niewolnictwo, ograniczył władzę arystokracji, wprowadził ustawodawstwo a nawet zakazał spożywania końskiego mięsa. Nadrzędnym celem jego życia było zjednoczenie Norwegii. W roku 1028 został wygnany z kraju. Po dwóch latach powrócił, aby odzyskać tron. Niestety zginął w bitwie pod Stiklestad 29 lipca 1030 roku. Podobno przed bitwą miał sen o tym, jak wspina się po drabinie do nieba. Po śmierci jego ciało pochowano w Nidaros. Opowiadano o licznych cudach jakie dokonywały się przy pochówku króla. Po wykopaniu jego ciała zauważono, że zmarłemu urosły włosy i paznokcie. Do Nidaros zaczęły przybywać pielgrzymki a ku czci króla wzniesiono ogromny kościół. Obecnie relikwie św. Olafa znajdują się w katedrze w Trondheim (dawniej Nideros) wybudowanej w roku 1152.

Pobyt na Bornholmie obfitował w liczne atrakcje i przeżycia. Powierzchnia wyspy to zaledwie 587.5 kilometrów kwadratowych. Długość linii brzegowych 158 kilometrów. Najdłuższa odległość w linii prostej to 40 kilometrów. Najwyższym punktem wyspy jest Rytterknaegten o wysokości 162 metrów. Długość dróg to 1107 kilometrów a ścieżek rowerowych aż 235 kilometrów. Lasy zajmują 23% wyspy. Klimat jest tutaj umiarkowany. Bornholm jest tym regionem Danii, w którym jest najwięcej słonecznych dni. To powód by nazywać to miejsce „Wenecją północy”. Zachwyca różnorodna i unikatowa przyroda wyspy a zwłaszcza troska o jej zachowanie w nienaruszalnej formie. Do roku 2050 powstanie inteligentna sieć energetyczna wolna od paliw kopalnianych. Podziw budzi troska mieszkańców o zachowanie lokalnego dziedzictwa kulturowego. Symbolem Bornholmu jest jego kuchnia. Zwłaszcza dominują wędzone śledzie zwane „złotem Bornholmu”. W urokliwych małych miasteczkach istnieją wędzarnie z charakterystycznymi kominami, ponieważ technika wędzenia ryb jest niezmienna od wieków. Istnieją tutaj liczne warsztaty rzemieślnicze. „Wyspa artystów” oferuje wyroby ceramiczne i tekstylne, szkło artystyczne, biżuterię oraz unikatowe przedmioty codziennego użytku.

Warto zobaczyć także tzw. Helligdomsklipperne” czyli „święte skały” pełne grot i stromych rzeźb skalnych. Turystów przyciągają liczne muzea: bornholns Museum, dzięki którym możemy poznać historię wyspy, Hjorts Fabrik Keramikmuseum, Bornholms Kunstmuseum, skansen Melstedgard, Muzeum Natury – Natur Bornholm, Bornholmskie Centrum Średniowiecza oraz Park Motyli - Sommerfuglepark. Nie można ominąć Hammershus – ruin jednego z największych zamków północnej Europy. Spacer po urokliwych nadmorskich miasteczkach dostarcza mnóstwa wrażeń. Warto udać się na jedną z piaszczystych plaż i zobaczyć dobrze utrzymane wiatraki. Wszędzie panuje czystość i porządek, troska o detale, pozorna surowość, z której emanuje piękno. Życzliwi i uśmiechnięci mieszkańcy są serdeczni wobec turystów. W codziennym życiu otoczeni są ogromną opieką socjalną, której my możemy im tylko pozazdrościć. Nasze zdziwienie mogą budzić przyuliczne stragany. Kto ma taka potrzebę zabiera z nich potrzebne produkty a do skrzynki wrzuca odliczone pieniądze i odjeżdża.

Najprostsza droga z Polski na Bornholm prowadzi przez Kołobrzeg. Po ponad czterech godzinach podróży katamaranem „Jantar” możemy podziwiać uroki wyspy. Najpierw musimy jednak pokonać znaczny odcinek Bałtyku. Dla „wilków morskich” nie stanowi to wielkiego wyzwania. Inaczej jest w przypadku ludzi nie związanych z morskimi podróżami. Morze jest jednocześnie piękne i okrutne. Budzi strach, ale i podziw dla boskiego cudu stworzenia świata. Mimo niedogodności związanych z chorobą morską dosięgającą wielu podróżnych, to, co człowiek widzi i przeżywa na morzu, zostaje na zawsze w pamięci. Szczególnie wschody i zachody słońca wtapiającego się w morską toń dopełniają wspomnień z urokliwej duńskiej wyspy.

[Rozmiar: 53028 bajtów] [Rozmiar: 51708 bajtów] [Rozmiar: 56649 bajtów] [Rozmiar: 64018 bajtów] [Rozmiar: 47459 bajtów] [Rozmiar: 105941 bajtów] [Rozmiar: 88578 bajtów] [Rozmiar: 56830 bajtów] [Rozmiar: 64395 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

GRECKIE METEORY - POMIĘDZY NIEBEM A ZIEMIĄ

Wyprawa do Grecji obfitowała w wiele niezapomnianych miejsc i związanych z nimi wrażeń: Wergina z grobowcem król Filipa II i pamięcią o jego synu Aleksandrze Wielkim- jednym z największych wodzów starożytnego świata, Termopile – miejsce bitwy i śmierci Leonidasa i jego Spartan w walce z Persami, Delfy przechowujące ślady życia religijnego starożytnych Greków przed przyjęciem chrześcijaństwa. Olimpia z obiektami, na których rozgrywano pierwsze igrzyska sportowe, Epidauros z przepięknym amfiteatrem, Korynt ze śladami pobytu św. Pawła z Tarsu oraz kanałem łączącym Morza Jońskie i Egejskie, antyczne Mykeny i stołeczne Ateny ze sławnym Akropolem czy wreszcie Saloniki z Białą Wieżą, bazyliką św. Dymitra- patrona miasta i Mauzoleum Galeriusza.

Grecja to słońce, bajeczne krajobrazy, lokalna kuchnia z baklawą, musaką, souvlakami, tzatzikami i winem „Retsina” o posmaku żywicy. Grecja to wreszcie ludzie: weseli, żywiołowi i głośni. Przywiązani do tradycji, żyjący w wielopokoleniowych rodzinach, dumni z przeszłości swojego narodu, kochający muzykę i taniec. To mężczyźni przesiadujący godzinami w kafenionach i żyjący chwilą jak Grek Aleksis Zorba ze słynnego filmu M. Cacoyannisa. Ponadto Grecy to megalomani szczycący się tym, że z greki wywodzi się większość słów języków nowożytnych oraz dzielący wszystkich ludzi na tych, którzy są Grekami i tych, którzy chcieliby Grekami być. Mieszkańcy Hellady to także ludzie bardzo religijny. Wierni Greckiego Kościoła Prawosławnego stanowią około 90% populacji osób wierzących, chociaż ich religijność, szczególnie w aspekcie uczestniczenia w świętach i liturgii, odbiega od modelu znanego nam z katolicyzmu. Dla religijnych Greków istnieją dwa szczególne miejsca: Święta Góra Athos oraz sławne Meteory.

W przewodniku turystycznym „Meteora – święte skały i ich historia” wydanym przez Biuro Narodowej Organizacji Turystycznej (E.O.T.) w Kalambace czytamy: „To miejsce przedziwne, wspaniałe państwo klasztorne osadzone na gigantycznych stromych skałach, które wznoszą się dumnie na północno- zachodnim krańcu równiny tesalijskiej; wywołuje u odwiedzających mieszaninę wrażeń trudnych do określenia: jest wśród nich zdziwienie, przestrach i podziw (…). Patrząc z daleka na tę okolicę imponująco dziką w swoim majestacie zimą, kiedy północne wiatry gwiżdżą w labiryncie skalnych kolosów, lecz wzruszające swoim spokojem w słoneczne dni lata, pełne zapachów górskich ziół i dzikich kwiatów oraz dziewiczej roślinności przegradzającej bloki skalne, czuje się jak niewiele znaczy ludzka egzystencja wobec nieskończoności i pochyla się czoło w pokornym uwielbieniu. Tutaj człowiek jest blisko swojego Stwórcy a natura wokół rozpościera się pełnią spokoju i samotności, którą przerywają jedynie ptaki nagle podrywające się do lotu i dźwięki gongu wzywające do modlitwy w którymś z klasztorów (…). Fenomen miejsca wiążę się z przybyłymi tutaj już przed X wiekiem pustelnikami, którzy: „z dala od świeckiego życia, na tych skałach sięgających chmur, mając chaos pod stopami a krzyk orłów nad głową spędzali dnie i noce na modlitwach, błagając Boga, aby dał wieczny spokój ich duszom. Ilu ich wydało tutaj ostatnie tchnienie, w odosobnieniu i zapomnieniu”. Nasza przygoda z Meteorami rozpoczęła się w maleńkiej wiosce Kastraki położonej pośród ogromnych bloków skalnych.

Jej mieszkańcy stanowią swoistą granicę pomiędzy życiem świeckim a życiem duchowym mnichów przebywających w skalnych monastyrach. Nazwa wioski pochodzi od greckiego słowa „kastraki” – zameczek i wiążę się z twierdzą bizantyjską, której szczątki zachowały się do dnia dzisiejszego. Za panowania Imperium Osmańskiego przybyli tutaj Grecy z Epiru, aby schronić się przed okrutnym władcą z Joaniny- Ali Paszą. Dzisiaj „chaty wiejskie Kastraki przykucnęły tchórzliwie pomiędzy kolosami skalnymi, które wznoszą się groźnie ponad nimi”. Znacznie ważniejszą rolę odgrywa obecnie miasteczko Kalambaka na zachodnim krańcu równiny tesalijskiej. Istniejąca w nim baza turystyczna powoduje, że właśnie tutaj liczne rzesze odwiedzających rozpoczynają swoją przygodę z Meteorami odległymi zaledwie o pięć kilometrów. W starożytności miasteczko nazywano Eginion. W roku 167 p.n.e. zniszczyli je Rzymianie. Odbudowane, w XI wieku przyjęło nazwą Stagi i stało się siedzibą chrześcijańskiego biskupstwa. W czasach niewoli osmańskiej zmieniło nazwę na Kalambak, lecz oparło się naporowi islamu. Szwedzki podróżnik J.J. Bjornstahl odwiedził je w roku 1779 i zapisał w swoim dzienniku: „Po trzech i pół godzinach konnej jazdy dotarliśmy do greckiej wioski Stagi, którą Turcy nazywają Kalambak i gdzie jest dziesięć kościołów chrześcijańskich i ani jednego meczetu.

W Meteorach zwiedziliśmy dwa monastyry: męski Warlaam oraz żeński św. Stefana. Do pierwszego z nich prowadzi około sto schodów wykutych w skale. Został on założony w roku 1350 przez pustelnika Warlama, który wspiął się na drugą co do wysokości skałę Meteorów i wybudował na jej wierzchołku trzy kościółki, cele i cysternę na wodę. Po dwustu latach odbudowy świątyni i klasztoru podjęli się zamożni bracia- zakonnicy Teofanis i Nektarios Apsaradez z Janiny. Wieść głosi, że transport materiału na trudno dostępną skałę trwał dwadzieścia dwa lata a sama budowa tylko dwadzieścia dni. Wzniesiono katolikon, czyli główną świątynię pod wezwaniem Wszystkich Świętych, kościółek Trzech Hierarchów oraz wieżę. W kolejnych latach monastyr słynął z pracowni kopiowania manuskryptów oraz haftu sakralnego. W roku 1961, po latach opuszczenia, ponownie zamieszkali tutaj mnisi, w tym późniejsi hierarchowie Greckiego Kościoła Prawosławnego: Kalinikos, Agathonikos i Christodulos. Podczas zwiedzania katolikonu zachwyciliśmy się rzeźbionym ikonostasem, tronem biskupa i opata, relikwiarzem oraz pulpitem. Ściany i sklepienia ozdobione zostały malowidłami przedstawiającymi Madonnę z Dzieciątkiem, Pantokratora jako Sprawiedliwego Sędziego, ewangelistów, świętych i pustelników. W niewielkim sklepiku można nabyć dewocjonalia, publikacje książkowe, ikony a nawet wina wyrabiane przez tutejszych mnichów i miód z lokalnej pasieki. Trudno nie oprzeć się potrzebie cichej modlitwy i zapalenia świec za żywych i zmarłych. Chociaż prawosławni czynią znak krzyża, rozpoczynając go od prawej strony, to modlą się do tego samego Boga, co my katolicy. Wychodząc z monastyru, zachwycaliśmy się otaczającym go krajobrazem.

Klasztor św. Stefana usytuowany jest w bardzo dogodnym miejscu. Asfaltowa droga prowadzi do parkingu a stamtąd już tylko mostek łączący dwie skały i jesteśmy na dziedzińcu. Pierwszy klasztor założono tutaj już w 1192 roku z inicjatywy św. Antoniego, syna władcy serbskiego i księżniczki bizantyjskiej. W roku 1333 klasztor odwiedził cesarz bizantyjski Andronik Paleolog i obdarował go licznymi darami. W XVI wieku monastyr został rozbudowany przez św. Filoteusza. W roku 1798 wzniesiono Katolikon św. Charalambosa nawiązujący do stylu zabudowy Świętej Góry Athos. Święty był biskupem Magnesi i tam szerzył Ewangelię. Żył za panowania Septymiusza Sewera (193-211) i prokonsula Luciana. W chwili męczeńskiej śmierci w obronie wiary w Chrystusa i odmowy składania ofiary bożkom miał 113 lat. Był niemiłosiernie torturowany. Jego ciało rozrywano żelaznymi hakami i zrywano z niego skórę. Kilku świadków tych tortur wyznało wiarę w Chrystusa. Obecnie czaszka świętego znajduje się w relikwiarzu poświęconej mu świątyni. Za wstawiennictwem Charalambosa doszło do wielu cudów, dlatego w Grecji jest jednym z najpopularniejszym świętych. Klasztorny refektarz mieści obecnie muzeum, w którym zgromadzono cenne manuskrypty, ikony, szaty liturgiczne, wyroby ze srebra oraz pięknie zdobione meble.

Opuszczając magiczne Meteory, raz jeszcze zaglądam do kupionego w Kalambace przewodnika. Jakże adekwatne do doznanych w tej skalnej krainie wrażeń są słowa odnalezione na kartkach książki: „W takim miejscu kontakt z Bogiem jest absolutny: nasycony modlitwą, psalmami i wonią kadzidła, która przepełniła całą okolicę klasztorów (...) Dźwięki drewnianych gongów, ćwierkanie ptaków i wiatr śpiewający wśród skał przenoszą nas w świat całkowicie odmienny od tego, który znamy na co dzień: bardziej duchowy, ulotny, idealny (…)”. Meteory zmieniły się jak cały świat. Z istniejących kiedyś klasztorów pozostało tylko sześć, dwa żeńskie i cztery męskie: Varlaam, Wielkiego Meteora – Przemienienia Pańskiego, Świętego Stefana, Świętego Mikołaja Anapofsa, Russanu, Świętej Trójcy, Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Dla ruchu turystycznego otwarto je w niewielkim wymiarze godzin. Mnisi w tym czasie pozostają w swoich celach. Tylko niektórzy opiekują się pielgrzymami albo sprzedają w niewielkim sklepiku. Remontami obiektów zajmują się osoby świeckie. Do monastyrów prowadzą wygodne drogi i schody. Materiał budowlany dostarczany jest specjalnym dźwigiem. Jako relikt pozostały drabiny i sieci, którymi w przeszłości dostarczano do monastyrów żywność a także transportowano ludzi. Trudno wyobrazić sobie poziom adrenaliny u osób, które były zawieszone w sieciach nad ogromnymi przepaściami. To, co pozostało w Meteorach niezmienne, to modlitwa będąca nieodłącznym elementem życia mnichów oraz krajobraz wokół monastyrów: „Pierwsze mgły jesieni przesłaniają szczyty gigantycznych skał. Nadchodzi zima a w czasie niekończących się mroźnych nocy pejzaż staje się jeszcze bardziej imponujący, nieziemski, boski (…) blade światełka lamp oliwnych błyskają w maleńkich okienkach mnisich cel, wysyłając w świat wiadomość, że w tej groźnej pustelni tli się jeszcze życie. (…) Wkrótce słońce schowa się za szczyty gór Pindosu a cienie ogromnych słupów skalnych jak nieziemskie zjawy zaczną słać się aż po ciemny horyzont, tworząc obraz przerażający a zarazem wspaniały.” Meteory to miejsce prawdziwego zdziwienia, przestrachu i podziwu. Nie dziwi fakt, że nadal są enklawą duchowego ćwiczenia i poszukiwania swojej życiowej drogi.

[Rozmiar: 158608 bajtów] [Rozmiar: 106740 bajtów] [Rozmiar: 156186 bajtów] [Rozmiar: 118283 bajtów] [Rozmiar: 94448 bajtów] [Rozmiar: 146729 bajtów] [Rozmiar: 109400 bajtów] [Rozmiar: 124158 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

KARAIMNSKA KENESA I KIBINY

W czasie pobytu w litewskich Trokach możemy zetknąć się z kulturą i religią Karaimów. Wówczas zastanawiamy się skąd pochodzą. Być może są potomkami dawnych Chazarów, ludu koczowniczego pochodzenia tureckiego. Może Litwinami lub Żydami? Na Litwę przybyli w XIV wieku z Krymu, na zaproszenie wielkiego księcia litewskiego Witolda. Stanowili jego przyboczną gwardię i pracowali na jego zamku. W zamian zostali obdarowani ziemią oraz posiadali własną administrację. Wytwarzali doskonałą broń. Odznaczali się męstwem i wiernością wobec swojego chlebodawcy. Karaimowie mieszkali w oddzielnej dzielnicy, przez którą musieli przejechać wszyscy, którzy pragnęli dostać się na książęcy zamek. Stanowili mniejszość fascynującą pod względem etnicznym a zwłaszcza religijnym. Troki podzieliły się na dwie enklawy: karaimską i chrześcijańska. Karaimizm jako religia opiera się na dwóch podstawowych źródłach. Są nimi: Pięcioksiąg – zwłaszcza Dekalog a także tradycja nietalmudyczna jeżeli nie jest sprzeczna z Torą. Mojżesz uznawany jest za najważniejszego z Bożych proroków. Ponadto Karaimi uznają za proroków: Jezusa, Mahometa i Anana ben Dawida.

Religia karaimów osadzona jest również na dwóch podstawach, czyli: dziesięciorgu przykazaniach Bożych oraz dziesięciu aktach wiary. Brzmią one w następujący sposób: „Wszechmocny Bóg istnieje odwiecznie, jedność i potęga boska nie mogą być przyrównane do żadnej istoty i są niepojęte dla rozumu ludzkiego, wszystko co istnieje, od aniołów począwszy, a na najniższych istotach skończywszy zostało stworzone przez Boga, opatrzność Boża czuwa nad każdą istotą, Bóg natchnął duchem proroczym Mojżesza i przez niego zesłał prawo, pięcioksięgu ani zawartych w nim Dziesięciorga Przykazań nie można zmieniać ani uzupełniać, prorocy zawsze byli natchnieni duchem bożym, Bóg wyznaczył każdemu człowiekowi nagrodę i karę podług zasług i przewinień jego, wskrzeszenie zmarłych nastąpi w dniu Sądu Ostatecznego, Bóg wybawi świat poprzez zesłanie Mesjasza”. Modlitwa Karaimów składa się z trzech części: pochwały Boga, wyrażeniu wdzięczności Bogu, prośbie o wybaczenie grzechów i dobrodziejstwo na przyszłość. Karaimi wywodzą swoją nazwę od hebrajskiego „kara′ in” – „czytający”, „kar′ a”-„czytać, recytować”. Odrzucają wszelkie komentarze i interpretacje do pism, opierając się także na autorytaryzmie duchownych. Annan ben Dawid, czyli Annan syn Dawida z Basry, kodyfikator ich religii powiedział: „Szukajcie dokładnie w Biblii i nie polegajcie na własnym zdaniu”. Chodziło o powrót do czystej nauki Mojżesza i proroków. Współcześni Karaimi stanowią bardzo nieliczną grupę ludności. W Trokach żyje ich około stu. Mówią o sobie: „Jesteśmy jedynym narodem na świecie, który w całości może się spotkać na jednym weselu”. Dodać należy, że jeszcze niedawno dopuszczali małżeństwa tylko i wyłącznie w ramach swojej grupy etnicznej.

Perłą architektury karaimskiej jest miejscowa kienesa, czyli dom modlitwy. Nazwę zapożyczono od hebrajskiego słowa „kenes” – „zgromadzenie” a pośrednio od arabskiego „kanisa” – „dom muzułmański”. Podzielona jest na trzy podstawowe części: przedsionek, nawę główna przeznaczoną dla mężczyzn oraz balkon - babiniec dla kobiet. Centralną częścią kenesy jest echał. Wystrój wnętrza pozbawiony jest obrazów i ozdób. Trocką kenesę zbudowano w XVIII wieku w części Trok zwanej Karaimszczyzną. Ucierpiała w skutek kilku pożarów. Zbudowana została na planie kwadratu i nakryta łamanym dachem zwanym polskim. W Europie czynnych jest tylko pięć kenes. Poza trocką: w Wilnie, Stambule i dwie w Eupatorii na Krymie- mieście uznawanym za największe skupisko Karaimów na świecie. W Muzeum Karaimów możemy podziwiać pamiątki po trockich mieszkańcach tej grupy etnicznej. W kilku salach zgromadzono: stroje, zdjęcia, listy, przedmioty użytku codziennego, ozdoby i wytwory rękodzieła a także liczne publikacje książkowe.

Spacerując po karaimskiej części współczesnych Trok mijamy drewniane domki, których trzy okna skierowane są w stronę ulicy. Jedno z nich przeznaczono dla Boga, drugie dla właściciela a ostatnie dla gości. Domy przedzielają stylowe restauracje oblegane przez licznych turystów. Nieodłącznym atrybutem Karaimów jest ich kuchnia. Słynie z tzw. krupniku, czyli ziołowo-miodowej wódki, której receptura owiana jest tajemnicą. Karaimi słyną także z wyrobu słodkiej chałwy, lecz sztandarowym specjałem ich kuchni są pierogi nadziewane mięsem. Na przygotowanie karaimskich kibinów, bo taką nazwę noszą, potrzebujemy około dwóch godzin. 0,5 kg mąki należy zmieszać z łyżeczką soli. Do pierwszej miski dodajemy 0,5 kg masła a następnie całość dobrze zagniatamy. W drugiej misce należy roztrzepać 2 jajka i dodać do nich 200 g śmietany. Powstałą masę wlać do pierwszego naczynia. Następnie dodać 25 g drożdży, 0,5 łyżeczki cukru rozpuszczonego w 100 g ciepłego mleka. Ciasto należy wymieszać ręcznie i odstawić do wyrośnięcia. Ponownie ugnieść tak, aby nie kleiło się do rąk. Następnie przygotować krążki ciasta o średnicy około piętnastu centymetrów. Nałożyć farsz przygotowany z baraniny lub wieprzowiny, słodkiej kapusty, cebuli z dodatkiem soli i pieprzu. Ciasto trzeba zlepić i wykonać sploty a na górze dziurkę dla ujścia pary. Kibiny musimy posmarować żółtkiem a później piec przez około 20 minut na natłuszczonej blasze posypanej mąką. Piekarnik musi mieć temperaturę 200 stopni. Po upieczeniu kibiny będą suche i rumiane.

Będąc w Trokach musimy jeszcze odwiedzić co najmniej dwa miejsca: zamek oraz kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Zamek trocki położony jest nad jeziorem Galwe i jest rekonstrukcją z drugiej połowy XX wieku. Wzniesiony został znacznie wcześniej, w XIV-XV wieku przez wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda. Ten drugi zakończył swój żywot właśnie tutaj w roku 1430. Po roku 1375 Kiejstut przeniósł do Nowych Trok stolicę swojego księstwa i stąd zrodziła się potrzeba budowy murowanej warowni na półwyspie. W głównym ołtarzu kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny znajduje się obraz Matki Bożej Trockiej, która prawą ręką podtrzymuje siedzącego na Jej kolanach maleńkiego Jezusa a w lewej ręce trzyma gałązkę z trzema kwiatami. Według miejscowej legendy obraz jest darem cesarza bizantyjskiego Manuela II dla księcia Witolda z okazji jego chrztu. 4 września 1718 roku, na mocy aktu papieża Klemensa XI, biskup wileński Konstanty Kazimierz Brzostowski dokonał koronacji obrazu. Był to drugi, po Matce Bożej Częstochowskiej, wizerunek Matki Chrystusa koronowany na ziemiach Rzeczpospolitej. Słynie on licznymi cudami a modlili się przed nim, między innymi: Stefan Czarniecki, król Jan Kazimierz oraz król Jan III Sobieski.

Czas opuścić gościnne Troki, niewielkie miasteczko leżące około trzydzieści kilometrów od stołecznego Wilna. Dokonujemy ostatnich zakupów. Do naszych plecaków spakowaliśmy jeszcze ciepłe kibiny. W domu poczęstujemy naszych bliskich tym jakże oryginalnym wytworem karaimskiej kuchni. W czasie długiej podróży rodzi się refleksja dotycząca dalszych losów karaimskiej grupy etnicznej i religijnej. Ich geneza sięga ziem dzisiejszego Iraku, Iranu i Izraela. Później zamieszkali w granicach Bizancjum i na terenie państwa Seldżuków oraz na Krymie. Dzisiaj zamieszkują niewielkie skupiska w Rosji, na Ukrainie, w Izraelu, w Turcji, Egipcie, na Bliskim Wschodzie, w obu Amerykach, Australii, Europie Zachodniej i na Litwie. W Polsce istnieje Karaimski Związek Religijny RP liczący około stu dwudziestu członków oraz Związek Karaimów w Polsce. W Warszawie czynny jest jedyny ich cmentarz. Karaimi obecni są w Internecie, wydają publikacje książkowe w Oficynie Wydawniczej „Bitik”. Redagują pismo „Awazynyz”. W liturgii kultywują swój język. Do roku 1992 istniała karaimska gmina wyznaniowa we Wrocławiu, której przewodził hazzan Rafał Abkowicz. Liczbę Karaimów w Europie szacuje się na poziomie półtora tysiąca, co musi budzić obawy o ich przyszłość. W Narodowym Spisie Powszechnym w Polsce w roku 2011 narodowość karaimska zadeklarowało 346 osób.

[Rozmiar: 127587 bajtów] [Rozmiar: 100837 bajtów] [Rozmiar: 118750 bajtów] [Rozmiar: 180616 bajtów] [Rozmiar: 101206 bajtów] [Rozmiar: 51098 bajtów] [Rozmiar: 83380 bajtów] [Rozmiar: 113266 bajtów] [Rozmiar: 44152 bajtów] [Rozmiar: 66713 bajtów] [Rozmiar: 125482 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

VELEHRAD - KOLEBKA CHRZEŚCIJAŃSKICH SŁOWIAN

W „Żywocie św. Konstantyna” opublikowanym w języku polski w książce „Wiek V-XV w źródłach” w opracowaniu M. Sobańskiej – Bondaruk czytamy: „Zdarzyło się zaś w owych dniach, że Rościsław książę słowiański ze Świętopełkiem posłali z Moraw do cesarza (bizantyjskiego) Michała, pisząc tak: „Oto z łaski Bożej jesteśmy zdrowi, ale przybyli do nas liczni nauczyciele z Włoch, Grecji i Niemiec, ucząc nas rozmaicie. A my Słowianie, ludzie prości, nie mamy nikogo, kto by nas nakierował ku prawdzie i ukryte znaczenie wyłożył. Przeto dobry panie, poślij nam takiego męża, który by nam wszelką prawdę wyłożył”. Wtedy cesarz Michał powiedział do Filozofa Konstantyna (Cyryla): „Czy słyszysz, Filozofie, te słowa? Tego nikt poza Tobą nie zdoła dokonać. Weź oto dary liczne i ruszaj, wziąwszy ze sobą brata swojego, ihumena (przełożonego klasztoru) Metodego. Wy obaj bowiem jesteście solumianami (mieszkańcami Salonik, miasta w Grecji), a wszyscy solumianie mówią czysto po słowiańsku”. Wtedy oni nie mieli śmiałości wymówić się ani przed Bogiem, ani przed cesarzem, (…). Przeto wysłuchawszy tej wysokiej mowy, oddali się modlitwie razem z innymi, którzy byli tego ducha co oni. I wówczas Bóg objawił Filozofowi pismo słowiańskie. I uczyniwszy wnet litery i zapisawszy słowa Ewangelii, wyruszył ku Morawie, wziąwszy ze sobą Metodego. Ten zaś począł znowu posłusznie służyć Filozofowi z pokorą i nauczać z nim. A po upływie trzech lat zawrócili z Moraw, wyuczywszy uczniów.”

Zacytowany tekst źródłowy dotyczy św. Cyryla (właściwie Konstantyna) oraz św. Metodego (właściwie Michała), czyli braci sołuńskich, misjonarzy, którzy w IX wieku prowadzili misje chrystianizacyjne także na ziemiach zamieszkałych przez Słowian. Nazywani są Apostołami Słowian i czczeni jako święci Kościoła katolickiego i prawosławnego. Cyryl urodził się około roku 827 w Tesalonikach a zmarł 14 lutego 869 roku w Rzymie. Pochodził z wielodzietnej chrześcijańskiej rodziny urzędnika bizantyjskiego. Był bratem Metodego i najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa. Jego znajomość języka słowiańskiego wiązana jest z prawdopodobnym słowiańskim pochodzeniem matki. Inna hipoteza głosi, że wszyscy mieszkańcy Salonik mieli znać mowę Słowian. Studiował w Akademii Konstantynopolitańskiej pod kierunkiem Focjusza i Leona Matematyka.

W kolejnych latach prowadził tam wykłady. Wraz z bratem Metodym, przygotowując się do misji chrystianizacyjnej wśród Słowian, stworzył czternastoliterowy alfabet, tzw. głagolicę, oddającą dźwięki języka staro-cerkiewno-słowiańskiego. Rozpoczął także przekład Pisma Świętego i pism liturgicznych. Po latach ich uczniowie stworzyli uproszczony alfabet nazwany na cześć św. Cyryla cyrylicą. Bracia prowadzili misje wśród Chazarów a w roku 862 opuścili Bizancjum i udali się na Morawy. Napotkali tam liczne trudności stawiane im przez kler frankoński zależny od Kościoła zachodniego. Rok 863 uznaje się za ten, w którym państwo wielkomorawskie przyjęło chrzest. W roku 868 Cyryl i Metody udali się do Rzymu, gdzie zjednali sobie papieża Hadriana II i uzyskali poparcie dla swojej działalności wśród Słowian. Cyryl nie zniósł trudów podróży i zmarł w jednym z rzymskich klasztorów. Po śmierci brata jego misję kontynuował Metody, wtedy arcybiskup Sirmium z jurysdykcją na Morawy i Panonię. Podczas synodu biskupów w Bawarii, w roku 870, oskarżono go o herezję i uwięziono na wyspie Reichenau na Jeziorze Bodeńskim. Po uwolnieniu, dzięki interwencji papieża Jana VIII, jako arcybiskup Moraw kontynuował swoje dzieło przy poparciu Świętopełka I. Zmarł w roku 885, prawdopodobnie w Velehradzie.

Świętych Cyryla i Metodego uznaje się za duchownych wolnych od uprzedzeń rasowych i narodowych. W swojej misji odwoływali się zawsze do sfery uczuć ludzkich. Papież Jan Paweł II w roku 1980 ogłosił ich współpatronami Europy a pięć lat później poświęcił im encyklikę „Slavorum apostoli”. Relikwie św. Cyryla przechowywane się w Salonikach. Miejsce spoczynku świętego Metodego jest nieznane. Pielgrzymka do Velehradu połączona z wycieczką po Morawach zawiodła nas do najważniejszego sanktuarium tej części obecnej Republiki Czeskiej. Program wyjazdu obejmował także sanatorium w Klimkowicach, kościół pielgrzymkowy Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny w Dubie nad Moravou, Lednice- Valtice, Mikulow i Luhacovice. Współczesny Velehrad to niewielka gmina w kraju zlińskim w okolicach Uherskiego Hradista i Zlina. Położona w dolinie Moravy u podnóża wzgórz Chrziby, liczy niewiele ponad tysiąc mieszkańców.

Celem pielgrzymki zorganizowanej przez p. Jana Rducha, niestrudzonego propagatora historii regionu, było dziękczynienie za 1150. rocznicę chrztu Śląska. Redaktorka „Nowin Rybnickich”, p. Izabela Salamon, w relacji z wycieczki napisała: „W tym roku obchodzimy 1050. rocznicę chrztu Polski. Nasz region prawdopodobnie jednak przyjął chrześcijaństwo znacznie wcześniej – być może razem z państwem wielkomorawskim. Z tego powodu z Rybnika wyruszyła pielgrzymka do Velehradu, dawnej stolicy owego imperium, gdzie w bazylice mniejszej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii i śś. Cyryla i Metodego odbyła się msza w intencji 1150. rocznicy chrztu Śląska.(…) Przywitajmy pielgrzymów z Rybnika, ze Śląska, na który chrześcijaństwo dotarło poprzez Morawy. Witamy was, czujcie się u nas dobrze – zwrócił się do wiernych i pątników ksiądz jezuita Ladislav Arvai z velehradzkiej parafii. (…) Według historyków z Uniwersytetu Karola, państwo wielkomorawskie obejmowało częściowo ziemie obecnych Czech, Moraw, Śląska, Słowacji, Węgier oraz Austrii. I prawdopodobnie właśnie w jego granicach nasz region przyjął chrześcijaństwo w drugiej połowie IX wieku”.

Historia Velehradu obfituje w ciekawe wydarzenia i związanych z nimi ludzi. Dwoje z nich zasługuje na szczególne uznanie. Antoni Cyril Stojan (1851-1923), kapłan, który dał się poznać jako organizator stowarzyszeń społecznych i charytatywnych. Założyciel Archidiecezjalnego Caritasu Ołomuniec i Archidiecezjalnego Caritasu Brna. Przyczynił się do rozwoju morawskich miejsc pielgrzymkowych: Hostynia i Velehradu. Działał na gruncie politycznym w obozie katolickim, zwłaszcza w nurcie współpracy narodów słowiańskich. Tworzył podwaliny prasy katolickiej. W wyborach roku 1920 zdobył miejsce w senacie Republiki Czechosłowackiej. Był arcybiskupem i metropolitą Moraw w latach 1921-1923. Dewizą życiową kapłana były słowa: „Mam to, co dałem innym”. Na jego cześć nazwano kilka instytucji, miejsc, organizacji i stowarzyszeń, na przykład: gimnazjum, dom pielgrzyma i dziedziniec w Velehradzie, kolegium w Ołomuńcu, plac w Ostrawie. Arcybiskupa pochowano w sarkofagu znajdującym się w kaplicy królewskiej bazyliki velehradzkiej. Tomäš Špidlik (1919-2010), duchowny katolicki, jezuita, kardynał i wybitny teolog, historyk duchowości, znawca teologii prawosławnej, zaangażowany w dialog katolików z prawosławiem. Z Velehradem wiązały kardynała śluby zakonne złożone w roku 1942 a w kolejnych latach studia teologiczne.

W latach 1945-1946 był prefektem velehradzkiego liceum jezuickiego. Po święceniach kapłańskich pracował w Radiu Watykańskim. Był kierownikiem duchowym Papieskiego kolegium św. Jana Nepomucena, wykładowcą na wielu uniwersytetach. Prowadził rekolekcje dla papieża i Kurii Rzymskiej. Odznaczony Orderem Masaryka (drugie w kolejności odznaczenie państwowe Czech). Doktor honoris causa Uniwersytetu Karola w Pradze. W roku 2003 został podniesiony przez papieża Jana Pawła II do godności kardynalskiej. Był autorem wielu publikacji naukowych. Zmarł w Rzymie. Jego doczesne szczątki spoczywają w sarkofagu za ołtarzem głównym velehradzkiej bazyliki. Każde sanktuarium mieści w sobie kilka wymiarów: religijny, historyczny, turystyczny, przyrodniczy a zwłaszcza jest symbolem trwania we wierze mimo zmieniających się realiów społecznych i politycznych. Tak jest również w Velehradzie. Nieco chłodny majowy poranek rozświetlają promienie słoneczne nieśmiało przebijające się przez chmury. W Domu Pielgrzyma „Stojanow” minęliśmy pomnik z napisem „Dr Antonin Cyrill Stojan arcybiskup olomoucky zakladatel „Stojanowa” L.P. 1922” a następnie już placu barokową rzeźbę św. Jana Nepomucena.

Przed bazyliką panowała niczym nie zmącona cisza. W jego przestrzeni dominują: dwie wieże świątyni, krzyż papieski upamiętniający wizytę papieża Jana Pawła II, Święta Brama z pomnikami św.św.: Benedykta, Jana Chrzciciela, Piotra, Cyryla, Metodego, Pawła, Jana Ewangielisty i Bernarda. Plac otaczają ponadto: budynek gimnazjum, internat i budynek prałatury. Zajrzeliśmy do niewielkiego kościółka zwanego „Cirilka”, w którym wystawiono ciekawe ekspozycje dydaktyczne mające na celu zainteresowanie dzieci i młodzieży przeszłością sanktuarium. Velehrad leży w Republice Czeskiej, gdzie religijność mieszkańców pozostaje nieco na uboczu ich świadomości. Zachwyciło nas wnętrze bazyliki a zwłaszcza ołtarz główny z 1864 roku, barokowa dekoracja prezbiterium, liczne kaplice i ołtarze boczne a także sklepienie nawy głównej z obrazem chrztu Świętopełka. Zrobiliśmy zdjęcia rzeźby św.św. Cyryla i Metodego, ozdobnych stalli, organów, ambony i sarkofagów wspomnianych już duchownych. Odnaleźliśmy nawet obraz Jana Matejki „Św. Cyryl i Metody” z dedykacją autora „Słowianom”. Złożyliśmy hołd wdzięczności wszystkim, którzy wznieśli i dbali o tę piękną świątynię-sanktuarium będącym centrum dialogu zachodniej i wschodniej Europy.

Byliśmy na Morawach, w krainie: wina, śliwowicy, oblatów i ,jak w całych Czechach, doskonałych knedliczków. Po krótkiej uczcie czas wracać do Polski. W naszej pamięci pozostanie Velehrad, miejsce, któremu Śląsk zawdzięcza chrześcijaństwo za sprawą św. Cyryla i Metodego.

[Rozmiar: 118132 bajtów] [Rozmiar: 46108 bajtów] [Rozmiar: 64844 bajtów] [Rozmiar: 131754 bajtów] [Rozmiar: 67509 bajtów] [Rozmiar: 49104 bajtów] [Rozmiar: 84388 bajtów] [Rozmiar: 125909 bajtów] [Rozmiar: 69406 bajtów] [Rozmiar: 89381 bajtów] [Rozmiar: 158361 bajtów] [Rozmiar: 151659 bajtów] [Rozmiar: 154252 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

[Rozmiar: 80854 bajtów]

W OJCZYŹNIE BŁOGOSŁAWIONEJ MATKI TERESY Z KALKUTY

W czasie podróży po Bałkanach miałem szczęście poznać kilku wspaniałych Macedończyków niezwykle serdecznych wobec ludzi odwiedzających ich piękny kraj. W mojej pamięci szczególnie zapisał się Ljubka – przewodnik dobrze władający językiem polskim. Skupiał on w sobie cechy charakterystyczne dla Macedończyków niezwykle dumnych z przeszłości swojego kraju i przywiązanych do symboli narodowych- szczególnie do flagi. Ljubka opowiadał nam o walce jaką stoczyli jego rodacy o stworzenie, jakże ważnego, symbolu swojej tożsamości. Kraj zyskał niepodległość 8 września 1991 roku po rozpadzie Jugosławii. Flaga niepodległej Macedonii obowiązująca w latach 1992-1995 nawiązywała do symboliki gwiazdy z Werginy o szesnastu promieniach na czerwonym tle (w Macedonii nazywana jest gwiazdą z Kutłecz). Wywołało to ostry protest Greków uznających ten symbol za swój narodowy. Nową flagę wprowadzono 5 października 1995 roku. Przedstawia ona ośmiopromienne złotożółte słońce na czerwonym tle. Symbolika ta nawiązuje do słów pierwszej zwrotki hymnu Macedonii: „Dziś nad Macedonią wstaje nowe słońce wolności! Macedończycy walczą o swoje prawa!”. Zatarg grecko -macedoński dotyczy także nazwy państwa. Grecy sprzeciwili się używaniu nazwy Republika Macedońska.

Po przyjęciu kraju do ONZ używano nazwy Była Jugosłowiańska Republika Macedonii – FYROM (Former Yugoslav Republic of Macedonia). Obecnie 125 krajów świata, ze 154, z którymi kraj utrzymuje stosunki dyplomatyczne, uznaje nazwę Republika Macedonii. Ljubka wierzy w powstanie Wielkiej Macedonii obejmującej także północne rejony Gracji. Nie wiąże tego procesu z powstaniem narodowym czy wojną, lecz z powolnym kształtowaniem poczucia tożsamości narodowej Macedończyków mieszkających w Grecji. Nasz przewodnik to typowy Macedończyk, dla którego nie istnieje poczucie dyscypliny czasowej. Wszystko toczy się wolno, na wszystko jest czas. Zachwyca się lokalną kuchnią i zachęca do degustacji lokalnych potraw i wyrobów alkoholowych- szczególnie różnorodnych win, rakiji i mastici. Również w tej kwestii toczy się konflikt macedońsko-grecki. Grecy wskazują, że używanie przymiotnika macedoński w nazwach produktów wytwarzanych w Grecji prowadzi do ich dyskryminacji na rynkach wielu krajów. Ljubka kocha muzykę macedońską, z wielką estymą prezentował hymn swojego narodu, do perfekcji opanował historię kraju i dzieli się nią z turystami.

Macedonia dumna jest ze swoich bohaterów narodowych. Na pierwszym miejscu stawia się tutaj bł. Matkę Teresę z Kalkuty. O swoim ukochanym mieście Skopje dotkniętym trzęsieniem ziemi w roku 1963 a później pieczołowicie odbudowanym, powiedziała: „należę do świata, ale czuję się obywatelką Skopje, bo tutaj się urodziłam i wychowałam”. W mieście zwiedziliśmy Dom Pamięci Matki Teresy finansowany przez rząd Macedonii. Założycielce zgromadzenia Misjonarek Miłości i Laureatce Pokojowej Nagrody Nobla wzniesiono niewielki pomnik, który stoi na miejscu dawnego kościoła katolickiego Najświętszego Serca Jezusa. W nim ochrzczono przyszłą świętą, tam przystąpiła do pierwszej komunii św. i odnalazła spokój serca po śmierci ojca. Anjezë Gonxha Bojaxhiu przyszła na świat 26.08. 1910 roku w Üsküb w Imperium Osmańskim (obecne Skopje) w rodzinie Szkodry w Albanii. Po śmierci ojca, działacza albańskiego życia politycznego, wychowywana była przez swoją matkę w wierze katolickiej. Fascynowały ją żywoty misjonarzy. Kiedy miała 18 lat, wstąpiła do Instytutu Błogosławionej Dziewicy Maryi, aby zostać misjonarką. Do Indii przybyła na początku 1928 roku, gdzie prowadziła hospicja dla umierających, ubogich, chorych i sierot. Później powstały one w kolejnych 122 krajach świata.

W Macedonii niezwykle popularnymi świętymi są także: Klemens z Ochrydy oraz Naum Ochrydzki. Ten pierwszy najprawdopodobniej był Słowianinem urodzonym około roku 840 w południowej części Bułgarii, uczniem Konstantyna (Cyryla) i Metodego. Przebywał w Rzymie a następnie z Metodym wziął udział w misji na Morawach. Wobec opozycji duchownych łacińskich i księcia Świętopełka wraz z grupą duchownych został wygnany z Moraw. Przyjął ich namiestnik Borys w Belgradzie. Klemens z Ochrydy pełnił godności kościelne w Plisce i w prowincji Kutmiczewica. Tam rozwinął działalność apostolską: kształcił kapłanów, tłumaczył z greki Pismo Święte i liturgię bizantyjską, pisał kazania i homilie. W Ochrydzie wybudował dwie cerkwie i klasztor św. Pantelejmona. Zmarł 17 lipca 916 roku w Ochrydzie. Jest świętym kościoła prawosławnego i katolickiego, patronem Ochrydy, Macedonii i apostołem Bułgarii.

Naum Ochrydzki (ur. ok.830, zm.23 grudnia 910 roku w Ochrydzie) był również uczniem Cyryla i Metodego. Współtworzył ochrydzką szkołę piśmienniczą, uczestniczył w misji ewangelizacyjnej na Morawach. Później przebywał w Bułgarii. W roku 905 założył klasztor nad Jeziorem Ochrydzkim. Jest świętym kościoła prawosławnego i katolickiego, apostołem Bułgarii. Ślady działalności świętych oraz miejsca związane z ich działalnością odnajdujemy w okolicach Ochrydy nad Jeziorem Ochrydzkim. Ochryd nazywany jest „miastem 365 cerkwi” i „kolebką chrześcijaństwa Słowian na Bałkanach”. W niewielu miejscach na świecie znajdziemy tak piękną przyrodę. Krystaliczna woda jeziora pełnego endemitów zlewa się w całość z otaczającymi je górami. Gdy dodać do tego liczne zabytki przeszłości: twierdzę Samuela, teatr antyczny i cerkwie, powstaje obraz okolic jakby „wybranych przez Boga.” Zwiedziliśmy kilka najciekawszych obiektów sakralnych. Cerkiew św. Zofii jest jednym z najważniejszych zabytków Macedonii. Powstała w XI wieku i była katedrą arcybiskupów Ochrydy. W okresie tureckim zamieniono ją na meczet. W jej wnętrzu zachowały się freski z XI-XIII wieku. Cerkiew św. Klimenta (Klemensa) i Pantelejmona zwiedzamy w starej części Ochrydy. Nazwano ją na cześć Klemensa Ochrydzkiego – jej fundatora oraz św. Pantalejmona, który był jej pierwszym patronem. Jest repliką dawnej cerkwi z roku 863.

W roku 916 św. Klemens nakazał pochować się tutaj w grobie uprzednio przez siebie przygotowanym. W okresie panowania tureckiego na jej fundamentach wybudowano meczet. Cerkiew św. Jana Teologa w Kaneo możemy podziwiać w niezwykle urokliwej okolicy wioski Kaneo na wzgórzu nieopodal brzegu jeziora. Roztacza się stąd przepiękny widok. Świątynia powstała prawdopodobnie już w XIV lub połowie XV wieku. Po zniszczeniach w okresie przynależności Macedonii do Imperium Osmańskiego, dopiero w XX wieku dokonano renowacji. W jej wnętrzu zachowały się freski z XI-XIII wieku. Monastyr św. Nauma znajduje się nad Jeziorem Ochrydzkim, 29 kilometrów od miasta, niedaleko granicy z Albanią. Powstał w roku 900 jako fundacja Nauma Ochrydzkiego. W tym arcydziele słowiańskiej architektury cerkiewnej znajduje się grób fundatora. Cerkiew św. Petki wybudowano w okolicach monastyru św. Nauma. Gromadzi ona szczególnie kobiety pragnące zachować na długie lata swoje piękno i urodę. Służy temu modlitwa i obmycie twarzy w źródle świętej wody.

Z wielkim żalem opuszczamy przepiękny, dumny i marzący o powrocie dawnej potęgi kraj, który obecnie zajmuje jedynie 38% powierzchni regionu historycznej i geograficznej Macedonii. Pozostawiamy kraj, w którym zgodnie próbują żyć ze sobą: Macedończycy, Albańczycy, Turcy, Romowie i Serbowie a pod względem religii wyznawcy: prawosławia, islamu, bezwyznaniowcy, katolicy, protestanci i Świadkowie Jehowy. Z uśmiechem na twarzy żegna nas Ljubka, dumny Macedończyk zawsze życzliwy dla turystów.

[Rozmiar: 118189 bajtów] [Rozmiar: 138785 bajtów] [Rozmiar: 131477 bajtów] [Rozmiar: 139880 bajtów] [Rozmiar: 160847 bajtów] [Rozmiar: 88779 bajtów] [Rozmiar: 83797 bajtów] [Rozmiar: 46926 bajtów] [Rozmiar: 66195 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

NA WILEŃSKIEJ ROSSIE

Wileński Cmentarz na Rossie powstał z inicjatywy ówczesnego burmistrza Bazylego Millera w roku 1769. Nazwa Rossa przypuszczalnie wiąże się z nazwiskiem właścicieli gruntów (Rosiccy), którzy odsprzedali je na potrzeby nekropolii. Inna teoria wiąże nazwę z pogańskim świętem Rossy (lit. Rasos šventė): „gdzie lud tameczny od czasów pogańskich zbiera się w wigilię św. Jana lub w sam dzień albo o kilka dni później, ażeby kwiat paproci szczęście dający otrzymać”. Źródła historyczne podają, że na wzgórzu chowano żołnierzy, samobójców, osoby zmarłe na zarazę a później powstał tutaj cmentarz jezuicki. W roku 1801 istnienie cmentarza oficjalnie zalegalizowano. W roku 1820 otoczony został murowanym parkanem, którego szczątki zachowały się do dnia dzisiejszego. W XIX wieku wybudowano na Rossie neogotycką murowaną kaplicę oraz dzwonnicę. Osoby szczególnie zasłużone chowano w kolumbariach a także na Wzgórzu Literatów, w Alei Głównej (Profesorów), a także na Wzgórzu Aniołów. Cmentarz zamknięto dla pochówków w roku 1967, zaś dwa lata później wpisano go do rejestru zabytków. Niestety w czasach radzieckich nekropolia została znacznie zniszczona. Z powodów politycznych stała się miejscem zakazanym.

Obecnie na terenie Rossy znajduje się około 26 tysięcy nagrobków, pomników i grobowców. Cmentarz składa się z czterech części: Starej Rossy (1769), Nowej Rossy (1847), Cmentarza Wojskowego (1920,1939,1944) oraz Mauzoleum Matka i Serce Syna (1936). W roku 2010 za sprawą Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą uruchomiono stronę internetową ze zdjęciami ilustrującymi dawne i współczesne oblicze cmentarza i przedstawiającą listę wszystkich pochowanych osób. Nekropolia na Rossie należy do grupy czterech polskich nekropolii narodowych. Tworzą je ponadto: warszawskie Powązki, cmentarz Rakowicki w Krakowie oraz lwowski Łyczaków. Szczególnym miejscem na Rossie jest Mauzoleum Matka i Serce Syna. Wiąże się ono z osobą Józefa Piłsudskiego i jego matki Marii z Billewiczów Piłsudskiej. Marszałek w swojej woli dotyczącej przyszłego pochówku napisał:

Nie wiem, czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze, co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili. Na kamieniu czy nagrobku wyryć motto wybrane przez mnie dla życia.

Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie
Tak żyłem

A zaklinam wszystkich co mnie kochali sprowadzić zwłoki mojej matki z Sugint Wilkomirskiego powiatu do Wilna i pochować matkę największego rycerza Polski nade mną, Niech dumnie serce u stóp dumnej matki spoczywa. Matkę pochować z wojskowymi honorami ciało na lawecie i niech wszystkie armat zagrzmią salwą pożegnalna i powitalną tak aby szyby w Wilnie się trzęsły. Matka mnie do tej roli jaka mnie wypadła chowała. Na kamieniu czy na nagrobku mamy wyryć wiersz z „Wacława” Słowackiego zaczynający się od słów: Dumni nieszczęściem nie mogą … . Przed śmiercią Mama mi kazała to po kilka razy dla niej czytać”.

Na wileńskiej Rossie byłem wielokrotnie. Najmilej wspominam jednak te wyjazdy, których uczestnikami byli moi uczniowie realizujący projekt „Odkrywamy Kresy Wschodnie dawnej Rzeczpospolitej”. Mogłoby się wydawać, że cmentarz w świadomości młodego człowieka jest czymś bardzo odległym. Na Rossie okazało się, że tak nie jest. Uczniowie z wielkim zaangażowaniem uczestniczyli w zajęciach, odszukując, fotografując i filmując groby osób wskazanych przez nauczycieli: Władysława Syrokomli, Joachima Lelewela, Eugeniusza Słowackiego, Adama Piłsudskiego, Józef Montwiłła, Augusta Bécu. Dzięki nowoczesnym środkom przekazu informacji odszukiwali ich biografie. W ten sposób rodziła się niebywała więź pomiędzy czasem teraźniejszym i minionym a także podziw dla dokonań wybitnych ludzi. Tutaj każdy nagrobek upamiętniający konkretną osobę, stanowi swoistą opowieść o niej.

Działania naszego projektu wpisały się w szeroko pojętą edukację historyczną i patriotyczną młodego pokolenia. Po wizycie na Rossie i uważnym wysłuchaniu słów przewodnika uczniowie bez problemu uzupełniali tekst sprawdzianu ułożonego specjalnie na tę okazję. Potrafili także odpowiedzieć kim byli wielcy Polacy, których mogiły znajdują się na cmentarzu. Sukces projektu przede wszystkim wynika z obecności uczniów w miejscu wpisanym na stałe w świadomość narodu polskiego. Dodać należy, że w miejscu niezwykle urokliwym i to zarówno w powodu ukształtowania terenu, zjawiskowej przyrody a zwłaszcza unikatowych pomników nagrobnych będących nierzadko prawdziwymi dziełami sztuki. Za najpiękniejszą uznaje się brązową rzeźbę anioła na mogile Izy Salmonawiczówny. Rossa uczy także tolerancji i wielokulturowości. Na jednej nekropolii spoczywają ludzie różnych narodów, kultur i wyznania. W opinii profesora Jacka Kolbuszewskiego cmentarz to: „księga śmierci i życia, miejsce odmiennych form reagowania na śmierć – koncepcji śmierci oswojonej, oczekiwanej i triumfującej, wytworzenia się odrębnej subkultury cmentarnej i wreszcie obrazem dziejów narodowych”.

W swoich wędrówkach po Rossie zawsze składamy kwiaty i zapalamy znicze na okazałym grobie, w którym spoczywa matka Józefa Piłsudskiego i urna z sercem jej syna. W ten sposób niezależnie od zróżnicowanej oceny działalności marszałka Piłsudskiego oddajemy hołd jednemu z najwybitniejszych Polaków ostatnich wieków. Nasze odczucia dotyczące wileńskiej Rossy w pełni potwierdziły opinię Lucjana Rydla zapisaną przed laty: „Cmentarz jest rozległy i dziwnie piękny. Samo jego położenie niezwykłe: rozkłada się on tarasowo na stoku dość pochyłego pagórka. Osobny urok nadają mu rozłożyste, stare drzewa, rosnące gęsto i nieregularnie, jak w lesie. Między nimi wiją się swobodnie, wspinają w górę i schodzą w dół ścieżki, snujące się kręto wśród mogił. (…) Latem, kiedy przez konary okryte gęstwą liści ledwie przedzierają się słoneczne promienie, w gałęziach rozśpiewają się ptaki, a ziemia okryje się kwiatem leśnym.

[Rozmiar: 159952 bajtów] [Rozmiar: 118009 bajtów] [Rozmiar: 108707 bajtów] [Rozmiar: 79089 bajtów] [Rozmiar: 178988 bajtów] [Rozmiar: 96225 bajtów] [Rozmiar: 118006 bajtów] [Rozmiar: 73017 bajtów] [Rozmiar: 116783 bajtów] [Rozmiar: 103943 bajtów] [Rozmiar: 99875 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MARIANKA - SŁOWACKIE SANKTUARIUM PAULINÓW

Dzieje Marianki – najstarszego sanktuarium maryjnego na Słowacji owiane są dwoma legendami. Spisali je ojcowie Paulini, pierwsi opiekunowie tego niezwykłego miejsca. Pierwsza z nich opowiada o tajemniczym pustelniku, który około roku 1030 miał wyrzeźbić z drzewa gruszkowego niewielką figurkę Matki Bożej z Dzieciątkiem, druga o cudzie przywrócenia zdrowia dwójce dzieci: „Podczas zamieszek, które wybuchły po śmierci Króla Stefana, pustelnik musiał uciekać a figurkę Maryi ukrył w butwiejącym drzewie. Statuę Maryi odnaleziono dopiero po 10 latach. (…) Niedaleko Marianki żył człowiek, który swoim życiem daleko odbiegał od nauki Ewangelii. Jego żona urodziła mu chore dzieci. Widząc ich cierpienie, mężczyzna postanowił zmienić swoje życie. Po podjęciu tej decyzji w nocy przyśniła mu się Matka Boska, która nakazała mu by udał się do Marianki i wskazując konkretne miejsce miał zacząć kopać w ziemi, w której ukryta była Jej figurka. Po Jej wydobyciu Maryja obiecała, że w tym miejscu wytryśnie źródełko, w którym ma wykąpać swoje dzieci. Mężczyzna zrobił to, o co prosiła go Matka Boża. Wydobył cudowną figurkę i wykąpał w źródełku dzieci, które po wyciągnięciu z wody były całkowicie zdrowe”.

Historia Marianki oparta na źródłach została spisana dopiero w roku 1377. Wtedy zatrzymał się tutaj król Ludwik I Wielki zwany w Polsce Ludwikiem Węgierskim. Wmurował kamień węgielny pod kościół a opiekunami miejsca ustanowił Zakon Paulinów. Po trzech latach, gdy ukończono budowę świątyni, uroczyście wniesiono do jej wnętrza cudowną figurkę Matki Bożej z Dzieciątkiem. Od tego momentu rozpoczynają się sławne dzieje pątniczego miejsca. Położone jest w dolinie Małych Karpat na południowy zachód od Bratysławy. Na przestrzeni wieków funkcjonowało pod kilkoma nazwami. W dokumencie fundacyjnym sanktuarium, wydanym w roku 1377 przez króla Ludwika Węgierskiego wymienia się nazwę Thall, w źródłach XV i XVI- wiecznych o Paulinach czytamy: „Paulini Thallenses”, zaś w źródłach z kolejnego wieku znaleźć można określenie Maria Thall. Nazwę Marianka użyto dopiero w roku 1676. Funkcjonowała ona łącznie z Maria Thall lub Mariatal. Tak określano sanktuarium i niektóre domy, w których mieszkali służący klasztoru. Pobliską wieś nazywano Marianka. W chwili obecnej wioskę przy klasztorze oficjalnie nazywa się Marianką, zaś samo sanktuarium Mariatal. Słowacy wolą jednak używać dla wioski i sanktuarium tej samej nazwy czyli Marianka. Od XVI wieku znajdował się tutaj dom generalny Paulinów. W roku 1683, gdy Turcy zbliżali się do Mariatall, Paulini uratowali świętą figurę, przenosząc ją do pobliskiego zamku Pajstuny i tam przetrwała niebezpieczeństwo. W roku 1694 ukoronowana została złotymi koronami. W roku 1694 przebudowano kościół, nadając mu znamiona stylu barokowego. W roku 1786 król Józef II rozporządzeniami rozwiązał wiele zakonów, w tym także zakon Paulinów.

Opiekę nad pielgrzymami musieli sprawować księża diecezjalni. W roku 1877 w 500-lecie sanktuarium odnowiono miejscowy kościół a po I wojnie światowej doszło do ożywienia kultu Matki Bożej. Przybywało pielgrzymów, rozdzielano tysiące komunii świętych. Sanktuarium wzbogaciło się o cztery nowe dzwony. W latach 1927-1950 stróżami miejsca stało się Zgromadzenie Braci Pocieszycieli z Getsemani. W roku 1930 kolejny raz figurę Matki Bożej ukoronowano nowymi koronami po kradzieży poprzednich. W roku 1936 została poświęcona droga krzyżowa. W wyniku tzw. „nocy barbarzyńskiej” 1950 roku władze Czechosłowacji zlikwidowały wszystkie zakony męskie i żeńskie. Bracia Pocieszyciele powrócili do Marianki w roku 1990. Dokonali rekonstrukcji kościoła, klasztoru i domu rekolekcyjnego. Przenieśli tu Dom Generalny swojego zgromadzenia, gdzie służą przybywającym pielgrzymom. Dwieście lat temu pauliński historyk M. Pongracz napisał: „Z Paulinami Mariatal przeżyła czterysta lat największej chwały i biedy. Jej losy tworzyli Paulini, synowie słowackich matek”. Mimo wielu zawirowań historycznych, nie sposób nie przypisać temu miejscu zasług w trwaniu Słowaków przy Kościele i religii katolickiej.

Obecnie, według danych statystycznych z roku 2011, aż 62% Słowaków należało do Kościoła rzymskokatolickiego. Z badań przeprowadzonych rok wcześniej wynika, że 63% mieszkańców tego kraju deklaruje opcję „wierzę w istnienie Boga” a tylko 13% opowiadało się za ateizmem. Nie sposób więc pominąć Marianki w drodze na jarmark bożonarodzeniowy w Bratysławie. W mroźny grudniowy poranek przyjechaliśmy szczęśliwie i zgodnie z planem do Słowackiej Częstochowy. W scenerii pięknej przyrody spowitej szronem widocznym na drzewach powitały nas obiekty sakralne. Mimo wczesnej pory w kościele Narodzenia Najświętszej Panny Marii modliło się wielu wiernych. Z nieukrywaną radością przywitał nas słowacki ksiądz, przygotowujący się do uroczystości zaręczyn młodych ludzi – to zwyczaj raczej obcy naszej tradycji religijnej. W ołtarzu głównym w promienistej gwieździe widnieje sławna, lecz niewielka, 42 centymetrowa figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem. Ubrana jest w pięknie zdobiona sukienkę. Według znawców zagadnienia nie posiada doskonałości artystycznej. Po krótkiej modlitwie wyszliśmy na zewnątrz świątyni. Z oddali widać było zabudowania dawnego klasztoru. My jednak zbliżyliśmy się do barokowej kaplicy św. Anny i kolejnych sześciu kapliczek maryjnych.

Nie sposób nie zachwycić się kaplicą Świętej Studni w kształcie rotundy, która góruje ponad cudownym źródłem. Piliśmy świętą wodę, na obmytej nią twarzach czuliśmy miły chłód. Nieopodal widać posągi pustelników, św. Antoniego i św. Pawła. Przed grotą wczytaliśmy się w słowa umieszczone na tablicach: „Matce Božej za pomoc dakuje. Vladimir.”, „Ježiš, Maria, Josef. Ďakujeme Vam za všetko”, „Ďakujem a prosim za uzdrovene”. Nie mieliśmy czasu na przejście Drogi Krzyżowej, chociaż przewodniki głoszą, że zdobi ją pięćdziesiąt rzeźb naturalnej wielkości – jeden z cudów słowackiej sztuki sakralnej.

Nastał czas odjazdu do Bratysławy. Tam czekają nas uroki jarmarku i kolejne obiekty sakralne. Pożegnaliśmy uroczą Mariankę, maleńką słowacką miejscowość liczącą niewiele ponad tysiąc mieszkańców, lecz jakże ważną z powodu istnienia sanktuarium maryjnego założonego przez Paulinów. Oni właśnie budują pewnego rodzaju więź pomiędzy Marianką a Jasną Górą w Częstochowie, chociaż istnienie polskiego sanktuarium maryjnego datowane jest na rok 1382. Jasna Góra powstała na ziemiach lennych nadanych Władysławowi Opolczykowi przez Ludwika Węgierskiego, fundatora sanktuarium słowackiego. To kolejna jakże znacząca analogia.

[Rozmiar: 215084 bajtów] [Rozmiar: 217078 bajtów] [Rozmiar: 236226 bajtów] [Rozmiar: 183227 bajtów] [Rozmiar: 85282 bajtów] [Rozmiar: 84612 bajtów] [Rozmiar: 85885 bajtów] [Rozmiar: 68979 bajtów] [Rozmiar: 117259 bajtów] [Rozmiar: 24640 bajtów] [Rozmiar: 59279 bajtów] [Rozmiar: 86766 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

BUDAPESZT - W KATEDRZE KRÓLA STEFANA

Gdy król Stefan, pierwszy koronowany władca Węgier, zapadał na zdrowiu i liczył się z niechybną śmiercią, skierował do swojego syna Emeryka (Imre) tak zwane „Ad-monitiones” (Napomnienia). Miały one charakter nauk ojca dla przyszłego następcy tronu. Tekst jest pięknym przykładem duchowości władcy oraz jego troski o dalsze losy państwa: „Nade wszystko, mój drogi synu, nakazuję, radzę, zachęcam: jeśli chcesz przynieść zaszczyt koronie królewskiej, strzeż wiary katolickiej i apostolskiej z taką gorliwością i staraniem, abyś dla wszystkich poddanych sobie w Bogu stanowi przykład i aby wszyscy ludzie Kościoła słusznie dostrzegali w tobie prawdziwego wyznawcę Chrystusa, bez czego, jak dobrze wiesz, nie możesz nazywać się chrześcijaninem ani synem Kościoła.(…) Synu mój najukochańszy, słodyczy mego serca, nadziejo przyszłego potomstwa, proszę cię i nakazuje, byś we wszystkich sprawach i okolicznościach kierował się wielkodusznością nie tylko wobec krewnych, wobec książąt, wodzów, możnych i współziomków, ale także wobec obcych i wszystkich, którzy przychodzą do Ciebie. Bądź miłosierny względem wszystkich cierpiących przemoc, zachowując zawsze w sercu przykład dany przez Pana: „Miłosierdzia pragnę, a nie ofiary”. Bądź cierpliwy dla wszystkich, nie tylko możnych, ale i słabych.(…). W końcu bądź mężny: niech pomyślność nie czyni cię wyniosłym ani przeciwności niech nie odbierają ducha. Bądź pokorny, aby Bóg wywyższył cię teraz i w przyszłości. Bądź umiarkowany. Nikogo nad miarę nie karz ani nie potępiaj. Bądź łagodny, tak abyś nigdy nie uchybiał sprawiedliwości. Bądź szlachetny, abyś nikomu w pierwszym odruchu nie wyrządził zniewagi. Bądź czysty, abyś zdołał oddalić wszystkie pokusy pożądliwości jako ościenie śmierci. Wszystkie te wymienione zalety tworzą koronę królewską; bez nich nikt nie może tutaj królować jak należy, ani dojść do królestwa wiecznego.

Stefan I Święty zwany także Węgierskim (I Szent István király) urodził się w roku 969. Nadano mu pogańskie imię Vajk. Był synem księcia Węgier Gejzy i jego żony Sarolty – córki Gyuli Siedmiogrodzkiego. Legenda głosi, że na chrzcie udzielonym przez św.Wojciecha synowi księcia nadano imię Stefan. Tłumaczono to chęcią uczczenia pamięci papieża św. Stefana żyjącego w III wieku. Być może nawiązano do greckiego słowa „stefanos”- (ukoronowany),co miało być dobrą wyrocznią na przyszłość. W roku 996 Stefan poślubił Gizelę, córkę księcia bawarskiego Henryka Kłótnika, stając się jednocześnie szwagrem przyszłego cesarza Henryka II. Rok później, po śmierci swego ojca, przejął rządy w kraju. Po zwycięstwie nad swoim wujem Koppányem uznano jego władztwo we wszystkich częściach ówczesnych Węgier. 25 grudnia 1000 roku lub, jak twierdzą inni historycy, 1 stycznia 1001 roku doszło do królewskiej koronacji Stefana. Papież Sylwester II, za zgodą cesarza Ottona III, posłał Stefanowi koronę zwieńczoną krzyżem oraz oficjalny list, w którym uznał władcę za katolickiego króla Węgier. Mimo tego że wspomniana Święta Korona prawdopodobnie pochodzi z XII wieku, dla Węgrów jest niebywale cenna. W roku 1945 została wywieziona do Stanów Zjednoczonych, aby wrócić na Węgry dopiero w roku 1978. Obecnie znajduje się w budynku Parlamentu w Budapeszcie.

Król Stefan ostatecznie zjednoczył węgierskie plemiona w państwo. Był gorącym orędownikiem chrystianizacji. Zakładał kolejne arcybiskupstwa i biskupstwa, walczył z pogaństwem. Nakazał budować kościoły, zapraszał na Węgry kapłanów z innych krajów. Następcą króla miał być jego syn Emeryk. W cytowanych „Napomnieniach” władca udzielił mu cennych wskazówek. Niestety, w roku 1031 Emeryk podczas polowania został ranny i wkrótce zmarł. Głoszona jest także teoria o akcie morderstwa wobec przyszłego króla. Załamany rodzinną tragedią król Stefan I skonał 15 sierpnia 1038 roku w Esztergom-Szentkiraly lub w Białogrodzie Stołecznym, gdzie został pochowany. W roku 1083 papież Grzegorz VII dokonał równoległej kanonizacji: króla Stefana, jego syna Emeryka oraz biskupa Gerharda (Gellerta). Dzień 20 sierpnia poświęcony św. Stefanowi jest na Węgrzech świętem i dniem wolnym od pracy.

Szczególnym miejscem związanym z osobą św. Stefana jest budapeszteńska katedra jego imienia. W relikwiarzu umieszczonym po lewej stronie ołtarza przechowywana jest relikwia w postaci zmumifikowanej Świętej Prawicy króla. Legenda głosi, że władca na krótko przed śmiercią uniósł do góry swoją prawą dłoń i zwrócił się w modlitwie do Matki Boskiej z prośbą o opiekę nad swoim królestwem. Sama katedra jest monumentalną budowlą, jedną z największych świątyń na Węgrzech. Jej budowę rozpoczęto w roku 1848. Nie obyło się bez problemów. Niefortunnie wybrano miejsce w bliskości rzeki Dunaj. Popełniono kilka błędów budowlanych. Źle wzmocniono fundamenty i zastosowano kamienie oraz cegły przynoszone przez wiernych. W efekcie kopuła wznoszonej budowli zawaliła się w roku 1868. Ostatecznie budowę zakończono dopiero w roku 1905. Powstał piękny obiekt sakralny a potężnych rozmiarach. Kopuła sięga 95 metrów, podobnie jak wysokość budynku Parlamentu. W jej antresoli powstał punkt widokowy. Kościół wieńczą dzwonnice z sześcioma dzwonami. Taka sama wysokość obydwu budapeszteńskich obiektów jest symbolem równości władzy kościelnej i świeckiej. Jednocześnie żaden nowy budynek w stolicy nie może być wyższy. Fasada katedry wykazuje cechy stylu neoklasycystycznego. Zdobi ją tympanon z Maryją i węgierskimi świętymi. W przedsionku stoi figura św. Gellerta. Wnętrze mieści 8.5 tysiąca wiernych. Sklepienie kopuły pokryte jest mozaiką zaprojektowaną przez Károlya Lotza a przedstawiającą Boga Ojca. Ściany zdobią złocone freski. W ołtarzu głównym dzieła Alajosa Strobla widnieje marmurowy posąg króla. W transepcie południowym możemy podziwiać obraz przedstawiający władcę namalowany przez węgierskiego malarza Gyula Benczur.

Stare powiedzenie głosi, że: „Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”. Wskazuje ono na niezwykłe więzy historyczne łączące obydwa narody a także podobną mentalność ludności. Przeszkodą we wzajemnych kontaktach nie są nawet trudności w porozumiewaniu się, chociaż język polski i węgierski nie wykazują wielu podobieństw. Węgry kojarzą się nam szczególnie z: papryką będącą podstawą narodowej kuchni, winem Tokaj, kiełbasą salami, czardaszem i jeziorem Balaton – znanym i cenionym na mapie turystycznej Europy oraz pusztą na Wielkiej Nizinie Węgierskiej. Stolica państwa słynie z wielu atrakcji turystycznych. Jedną z nich są coroczne jarmarki bożonarodzeniowe.

W okresie adwentu miejscowi i turyści delektują się zapachami i smakami czekających ich świąt. Zewsząd rozbrzmiewa muzyka religijna i ludowa a setki straganów oferuje świąteczne ozdoby i wyroby rękodzieła artystycznego. Węgrzy przygotowują się także do świąt w sposób duchowy. Dane statystyczne wskazują, że 45% ludności deklaruje opcję „Wierzę w istnienie Boga”, z czego prawie 60% to katolicy. Wszyscy Węgrzy otaczają św. Stefana niezwykłą czcią. W całym kraju postawiono ku jego czci pomniki. Jest bohaterem: oratorium, obrazów i innych dzieł sztuki, w tym opery a nawet jej wersji rockowej. Ludwik van Beethoven napisał uwerturę „Król Stefan”. Na Węgry zawsze wraca się z ogromną chęcią i wspomina ten kraj z sentymentem. Dla wielu głównym powodem tej sympatii jest niezwykły, mądry i roztropny król Stefan I Święty, który prowadzi swój naród przez kolejne wieki jego historii.

[Rozmiar: 164133 bajtów] [Rozmiar: 125853 bajtów] [Rozmiar: 118883 bajtów] [Rozmiar: 189293 bajtów] [Rozmiar: 77256 bajtów] [Rozmiar: 97053 bajtów] [Rozmiar: 60971 bajtów] [Rozmiar: 94664 bajtów] [Rozmiar: 194906 bajtów] [Rozmiar: 118657 bajtów] [Rozmiar: 104293 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MONUMENTALNE KATEDRY - O ŻYCIU RELIGIJNYM HISZPANÓW

Konstytucja Hiszpańska zapewnia mieszkańcom tego kraju wolność religijną. Wedle danych statystycznych z roku 2010 kościół rzymskokatolicki jest największym wyznaniem chrześcijańskim w tym kraju. Katolicy stanowią aż 75,2 % populacji, kolejne 19% nie jest związane z żadną religią, 2,1% ludności wyznaje islam, 2% prawosławie, 1% protestantyzm. Nieco niepokojące są dane z roku 2014. Co prawda 68,8% Hiszpanów zadeklarowało katolicyzm, lecz aż 26,1% ateizm, agnostycyzm lub bezwyznaniowość. Jeszcze bardziej niewiarygodnie brzmią wyniki badań dotyczące systematycznego uczęszczania Hiszpanów do kościoła. Gdy w roku 1975 aż 61% mieszkańców tego kraju brało udział w niedzielnej mszy, w roku 2002 wynik ten zmalał do 25%, aby w roku 2009 obniżyć się do poziomu 15%. W tym samym roku aż 58% Hiszpanów zadeklarowało, że nigdy nie chodzi do kościoła a tylko niespełna 4% młodych ludzi praktykuje regularnie. Gdzie szukać przyczyn takiego zjawiska?

Katolicyzm stał się oficjalną religią w Hiszpanii już w roku 589. Jest to kraj wielkich świętych: Teresy z Avili, Jana od Krzyża, Franciszka Ksawerego, Ignacego Loyoli oraz męczenników z czasów wojny domowej 1936-1939. Hiszpania to ojczyzna Opus Dei i neokatechumenatu. Drogą św. Jakuba do Santiago de Compostela od wieków zmierzają pątnicy z całego świata. W roku 1987 ogłoszono ją pierwszym Europejskim Szlakiem Kulturowym i po kilku latach wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Z Hiszpanii pochodzi trzech papieży: św. Damazy (366-384), Kalikst III (1455-1458) oraz Aleksander VI (1492-1503). Antypapieżem był Benedykt XIII (1394-1423). Hiszpanię kilkakrotnie odwiedzali papieże, w tym święty Jan Paweł II aż pięć razy a papież Benedykt XVI dwa razy. Hiszpania wydała kilku znanych teologów, takich jak: św. Izydor z Sewilli czy ojciec Francisco Suarez. Zadziwia hiszpański kult maryjny i mnogość wizerunków Matki Bożej a także sanktuariów, na czele z: Montserrat i Saragossą. Cały świat chrześcijański podziwia obchody Wielkiego Tygodnia. Na przykład w andaluzyjskiej Sewilli organizuje się nocne przemarsze procesyjne z figurami Jezusa i Maryi odzianymi w piękne szaty. Na platformach umieszcza się sceny Męki Pańskiej. Całość organizują członkowie bractw w czasie procesji ubrani w długie szaty z kapturami. Trudno ocenić, ile w tym zjawisku jest prawdziwej wiary a ile religijnego folkloru. Niektórzy pokonuję całą trasę boso, inni ciągną za sobą łańcuch a nawet biczują się. Hiszpania to kraj misjonarzy. Oni schrystianizowali Amerykę Łacińską a liczba ojców duchownych z tego państwa przewyższa wszystkie inne nacje. Hiszpania uwolniła Europę od wyznawców islamu. W roku 711 pojawili się tutaj muzułmanie, którzy w roku 1492 utracili ostatnią swoją enklawę- emirat Grenady.

Obecny kryzys Kościoła w Hiszpanii tłumaczy się kilkoma względami. Rozpoczął się od pierwszych konfliktów na linii Kościół-Państwo już na początku XIX wieku, gdy pojawił się nurt politycznego liberalizmu. Dotyczyły one zwłaszcza problemów własności ziemi i spraw oświaty. Wielu Hiszpanów miało za złe Kościołowi poparcie jakie wyrażał dla rządów generała Francisco Franco (1936-1978). Kolejne konflikty dotyczyły: legalizacji rozwodów, aborcji, reform edukacyjnych, relatywizmu moralnego, tolerancji wobec antykoncepcji, eutanazji, małżeństw homoseksualnych. Zmalała liczba wiernych w kościołach i powołań do stanu duchownego. Hiszpanie zrezygnowali z tradycyjnych wartości w życiu rodzinnym, skłaniając się ku laicyzacji. Rząd ograniczył finansowanie Kościoła ze środków publicznych, co spowodowało trudności z utrzymaniem kościołów. Finansową pomocą służą wpływy ze sprzedaży biletów wstępu do ważnych obiektów sakralnych, które są sporą uciążliwością dla wielu turystów. Mimo trudności Kościół Hiszpański prowadzi działalność duszpasterską, charytatywną i w ramach konserwacji zabytków. Coraz częściej młodym Hiszpanom brakuje wzorców. Odrzucają: kult pieniądza, przyjemności i beztroskiego życia. Nadzieją jest: Bóg, Kościół i powrót do źródeł wiary. Rozpoczął się okres „nowej ewangelizacji”.

Jesteśmy w Andaluzji. Rozpoczyna się hiszpańska przygoda wiodąca przez: Malagę, Sewillę do Madrytu i dalej do Toledo i Granady, aby zakończyć się znowu w Maladze, nie licząc krótkiego wypadu na angielski Gibraltar. Słońce przypieka w niemiłosierny sposób. Na horyzoncie rysują się zabudowania białych domów w scenerii niekończących się pól porośniętych drzewami oliwkowymi. W mijanych na trasie sklepach mieszczących się w przydrożnych zajazdach królują przeróżne wina (zwłaszcza lokalna Sangria), oliwa z oliwek, kiełbasa chorizo, szynka Jamon Iberico lub Serrano, stroje piłkarskich klubów ( Realu Madryt i FC Barcelona), wachlarze, płyty z nagraniami flamenco a także … sylwetka byka na niezliczonych pamiątkach. W barach oferowane są hiszpańskie przysmaki kuszące zapachem egzotycznych przypraw. Dominuje paella – danie z ryżu z dodatkiem owoców morza i szafranu. Do wszystkich posiłków podawany jest chleb, zazwyczaj nacierany specjalnym gatunkiem pomidorów, posypany solą i maczany przez Hiszpanów w doskonałej oliwie. Do napojów podawane są przekąski czyli tapas. Wedle tradycji ich cena nie jest wliczana do rachunku. Na rosnących wzdłuż ulicy drzewach widzimy pomarańcze. Nikt ich nie zrywa, bo to gatunek przeznaczony tylko na dżemy i podobne przetwory. W całym kraju obowiązuje język kastylijski, lecz językami urzędowymi są także: galicyjski, kataloński i baskijski.

Hiszpanie są dumni z autonomii swoich regionów, często utożsamiając się z nimi a nie z krajem którego są obywatelami. Wszędzie panuje atmosfera spokoju- tranquilo. Tutaj żyje się chwilą i pozostawia wszystkie ważne sprawy na jutro, czego wyrazem jest magiczne słowo mañiana. W natłoku zwiedzanych obiektów szukamy tych, które wiążą się z życiem religijnym Hiszpanów. Odnajdujemy je w każdym mieście i za każdym razem budzą nasz ogromny podziw. W Sewilli zwiedzamy katedrę wznoszoną sto lat i konsekrowaną w roku 1507. Monumentalna świątynia wpisana na światową listę UNESCO była wielokrotnie modernizowana i powiększana. Obecnie znajduje się w niej pomnik - grobowiec Krzysztofa Kolumba przeznaczony pierwotnie dla katedry w Hawanie. Doczesne szczątki odkrywcy Ameryki podtrzymywane się przez postaci królów: Kastylii, Aragonii, Leonu i Nawarry.

W katedrze znajduje się 39 kaplic. W jednej z nich podziwiamy największy w świecie ołtarz mający 20 m wysokości i 13 m szerokości. XV-wieczny monument ociekający złotem i liczący 45 figur robi niebywałe wrażenie. Najcenniejszymi eksponatami skarbca są: relikwiarz Alfonsa X Mądrego oraz klucze do miasta oddane przez Maurów i Żydów Ferdynandowi Świętemu na znak poddania miasta. Symbolem grodu i samej katedry jest sławna Giralda, czyli dzwonnica będąca w przeszłości wieżą kościoła Wizygotów a później minaretem wyznawców islamu. Katedra Nuestra Señora del Almuneda w Madrycie znajduje się nieopodal Pałacu Królewskiego. Jej budowa trwała od roku 1883 przez kolejne sto dziesięć lat. Konsekracji dokonał papież Jan Paweł II. Fakt ten upamiętnia pomnik Ojca Świętego oraz płaskorzeźba na drzwiach wejściowych do świątyni. Będąc w Hiszpanii, nie można pominąć miasta Toledo. Jego centralnym punktem również jest monumentalna katedra (Catedral Primada). Z punktu widokowego roztacza się przepiękny widok na jej stu metrowa wieżę. Budowę rozpoczęto w roku 1226 i ukończono po 250 latach. Także i tutaj zachwyt budzą kolejne kaplice, zwłaszcza ta z wysokim ołtarzem w stylu gotyku płomienistego. W skarbcu podziwiamy XVI-wieczną monstrancję ważącą ponad 200 kg, która wynoszona jest raz w roku- na procesję Bożego Ciała.

Katedra w Grenadzie (Catedral de Santa Maria de la Encarnacion) wznoszona była kolejno przez kilku architektów od roku 1523 do roku 1704. Jej fasada ukończona dopiero w roku 1667 nosi cechy gotyku izabelińskiego. Do katedry przylega sławna Capilla Real (Kaplica Królewska). Tam znajdują się groby Królów Katolickich czyli Izabeli Kastylijskiej i jej męża Ferdynanda Aragońskiego a także ich córki Joanny Szalonej i jej męża Filipa I Pięknego. Czas opuścić gościnną i piękną Hiszpanię. Jakie będą losy życia religijnego jej mieszkańców? Jedyną myślą jaka przychodzi w tej chwili do głowy jest ta, żeby tę sprawę powierzyć opatrzności Bożej.

[Rozmiar: 138374 bajtów] [Rozmiar: 137257 bajtów] [Rozmiar: 154783 bajtów] [Rozmiar: 139014 bajtów] [Rozmiar: 187207 bajtów] [Rozmiar: 62535 bajtów] [Rozmiar: 96116 bajtów] [Rozmiar: 120823 bajtów] [Rozmiar: 93882 bajtów] [Rozmiar: 92354 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

BAWARSKIE ALTӦTTING - W OJCZYŹNIE PAPIEŻA BENEDYKTA XVI

Bawaria, w obiegowej opinii, uznawana jest za region Niemiec charakteryzujący się niebywałym urokiem krajobrazu, bogactwem i gospodarnością mieszkańców, przywiązaniem do lokalnych tradycji oraz wszechobecnym porządkiem. Jednak stereotypy mają to do siebie, że nie zawsze są zgodne z prawdą, więc warto je potwierdzać lub obalać. To właśnie było jednym z powodów naszej podróży do największego kraju związkowego Niemiec.

Przewodnim motywem wizyty były zamki króla Ludwika II Bawarskiego. Biografia tego ekscentrycznego władcy pełna jest fascynacji światem baśni i oraz legendarnych postaci, dlatego historia przypisała mu także przydomki: „Ludwik Szalony” i „Bajkowy Król”. Urodził się 25 sierpnia 1845 roku w pałacu Nymphenburg koło Monachium. Był pierwszym dzieckiem Maksymiliana II i księżniczki pruskiej Marii, wnukiem Ludwika I. Dzieciństwo spędził na zamku Hohenschwangau. W wieku osiemnastu lat wstąpił na tron. Jego kraj włączono do Rzeszy Niemieckiej po części za przyjęcie od kanclerza Bismarcka 6 milionów marek w złocie. Jako propagator sztuki, zwłaszcza twórczości muzycznej Ryszarda Wagnera, nakazał grywać niektóre utwory mistrza tylko dla siebie. Ludwik był niezwykle oryginalną osobowością, uznawano go za dziwaka i samotnika. Utożsamiał się z Persifalem, legendarnym rycerzem króla Artura, co dla niektórych było to oznaką psychicznej choroby władcy.

Wobec kolejnych porażek w polityce zagranicznej praktycznie odseparował się od świata. Snuł wizje budowy kolejnych zamków a zwłaszcza jednego z nich - Neuschwanstein. Popadł w obłęd czy był wrażliwą osobą? Przerosły go problemy czy był geniuszem? Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W roku 1886 Ludwika II uznano oficjalnie za niepoczytalnego i faktycznie pozbawiono tronu. 13 czerwca 1886 roku, w niewyjaśnionych okolicznościach, poniósł śmierć w jeziorze Starnberg. Podejrzewano samobójstwo lub morderstwo. Jego ciało spoczęło w kościele św. Michała w Monachium. Osoba „Ludwika Szalonego” do dzisiaj budzi emocje i liczne spory. Pozostawił po sobie wiele bajkowych zamków: w Nymphenburg, Linderhof, Hohenschwangau, Herrenchiemsee. Jednak najbardziej znanym i rozpoznawalnym jest ten w Neuschwanstein. Jego architektura niezmiennie urzeka turystów. Jest najbardziej rozpoznawanym obiektem historycznym Niemiec. Zamek stała się motywem loga wytwórni filmowej Walta Disneya.

Wyjazd do Bawarii na długo pozostanie w naszej pamięci. Trudno będzie zapomnieć bajkowe zamki, Octoberfest (największe na świecie święto piwa), cudowne górskie krajobrazy, urokliwe kościółki zbudowane w dolinach i na zboczach gór, a także wszechobecną czystość i porządek. Poznaliśmy rodzimych Bawarczyków dumnych ze swojej Ojczyzny, o której mówią „Freistaat Bayern – Wolne Państwo Bawaria”. Znakami ich odmienności i częściowej niezależności od Niemiec są: odrębny dialekt, niezależne organy władzy, troska o pamiątki historii, niebiesko-białe barwy Bawarii i żółto-czarne Monachium, strój, muzyka, lokalna kuchnia a zwłaszcza przemysł samochodowy (Audi i BMW) oraz ukochany klub piłkarski Bayern Monachium. Mimo że Bawarczycy są nieco hermetyczni, pozostają gotowi do współpracy z ludźmi, którzy przybyli tutaj po II wojnie światowej lub z powodów politycznych i ekonomicznych. Na ulicach nierzadko można było zobaczyć dumnie kroczących młodych ludzi ubranych w regionalne stroje. Założyli je także „nowi Bawarczycy”, których rysy twarzy i kolor skóry wskazywały na korzenie sięgające innych regionów świata.

Dużym zaskoczeniem, mając na uwadze laicyzację współczesnych Niemiec, jest katolicyzm Bawarczyków. Katolicy stanowią tutaj 54,2% populacji ludności, protestanci zaledwie 20,7%. Miejscowa ludność wita się powiedzeniem Grüβ Gott (Szczęść Boże) a kościoły są pełne rozmodlonych wiernych. Nie dziwi więc fakt, że Joseph Ratzinger, urodzony w małej wiosce Marktl leżącej nieopodal Altötting, zyskał tutaj gruntowne religijne wychowanie, które po latach wyniosło go do godności papieża Benedykta XVI. W tym właśnie Altötting, na trasie bawarskiej wędrówki, spędziliśmy kilka godzin. Miasteczko położone w diecezji Passau liczy około 13 tysięcy mieszkańców. Jest głównym sanktuarium maryjnym i ośrodkiem pielgrzymkowym Niemiec. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z roku 748, gdy wymienia się je pod nazwą Autingas (wówczas rządziła tam dynastia bawarska Agilofingów). W roku 788 Księstwo Ӧtting objęli Karolingowie a w roku 865 ich władca Karloman przeniósł tutaj z Ratyzbony swoją siedzibę i rządził jako król Bawarii i Italii. Ten właśnie Karloman założył w mieście klasztor oraz wybudował bazylikę, której ofiarował relikwie apostoła Filipa. W roku 907 Węgrzy spustoszyli miejscowość i dopiero w roku 1228 Ludwik I Bawarski z Kelheimer, przedstawiciel dynastii Wittelsbachów, odbudował prezbiterium kościoła. Przy byłej bazylice, jako kolegiatę, wybudowano nową bazylikę w stylu romańskim. W roku 1681 zawarto Sojusz z Altötting, dzięki któremu Leopold I Habsburg oraz książę bawarski Max Emanuel przyczynili się do odparcia, w roku 1863, Turków spod Wiednia.

W Altötting początki kultu maryjnego i działalności św. Ruperta z Salzburga zwanego Apostołem Bawarii sięgają VIII wieku. Święty nawrócił jednego z miejscowych książąt i jego poddanych a także wzniósł kaplicę Matki Bożej i umieścił w niej figurę Maryi. Niestety zaginęła a nowa pochodzi z końca wieku XIV. W roku 1489 miały tutaj miejsce dwa cudowne wydarzenia. Dwoje dzieci straciło życie. Jedno przejechał wóz załadowany zbożem, drugie zginęło w nurtach rzeki. Zrozpaczone matki, modląc się przed obliczem Matki Bożej, wyprosiły przywrócenie im życia Od tego momentu rósł kult miejsca. W roku 1623 książę Maksymilian I ogłosił patronką Bawarii Matkę Boską z Altötting, zwaną od przyciemnionej dymem świec figury „Czarną Madonną”. Od tego czasu okolice sanktuarium były wolne od klęsk żywiołowych i nieszczęść. Nie ucierpiały także w czasie wojen napoleońskich oraz dwóch wojen światowych. Nienaruszona została również kaplica ze świętą figurą. Altötting otrzymało prawa miejskie w roku 1898. Pierwszym papieżem, który odwiedził to miejsce był Pius VI. Uczynił to w roku 1782. Kolejna wizyta, tym razem Jana Pawła II, odbyła się w roku 1980. Ojciec Święty zawierzył wtedy Niemcy Matce Boskiej Łaskawej. Jednak największym wydarzeniem w dziejach Altötting była wizyta papieża Benedykt XVI, który 11 września 2006 roku przybył w swoje rodzinne strony.

Na zakończenie krótkiej wizyty w najświętszym miejscu Bawarczyków i Niemców, zrobiliśmy kilkanaście pamiątkowych zdjęć. Utrwaliliśmy na nich: ratusz, fontannę Marienbrunnen, Kapellplatz, pomnik konny feldmarszałka Tillyego, kolegiatę św. Filipa i św. Jakuba, wypełniony po brzegi wiernymi kościół św. Magdaleny, bazylikę św. Anny, kościół i klasztor św. Konrada a zwłaszcza Kaplicę Łask ze słynną figurą Matki Boskiej Łaskawej. Rzeźba wykonana z drewna lipowego ma 65 centymetrów wysokości i przedstawia Maryję trzymającą w lewej ręce berło a w prawej Jezusa, którego duża dłoń jest symbolem ogromu rozdawanych łask. W kaplicy znajdują się urny z sercami 23 władców bawarskich, w tym wspomnianego już Ludwika II Bawarskiego. Liczne wota oraz obrazy umieszczone na zewnętrznych ścianach kaplicy świadczą o łaskach doznanych w Altötting. Bawarscy katolicy są przekonani, że będzie tak również w przyszłości.

[Rozmiar: 107774 bajtów] [Rozmiar: 183468 bajtów] [Rozmiar: 132167 bajtów] [Rozmiar: 158799 bajtów] [Rozmiar: 160048 bajtów] [Rozmiar: 165290 bajtów] [Rozmiar: 90059 bajtów] [Rozmiar: 69094 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

W JASZUNACH - POLSKIEJ ENKLAWIE NA LITWIE

Jaszuny to niewielkie miasteczko na Litwie, położone 30 km na południe od Wilna i 17 km na północny zachód od Soleczników na skraju Puszczy Rudnickiej. Obecnie jest siedzibą gminy Jaszuny, w skład której wchodzi 41 wsi i ponad 5 tysięcy mieszkańców żyjących na obszarze 261,9 kilometrów kwadratowych. W folderze wydanym przez tamtejszą gminę czytamy: „Szanowni Państwo, w imieniu mieszkańców gminy Jaszuny pragnę Państwa przywitać na życzliwej i atrakcyjnie położonej ziemi. Dzięki wspólnej pracy, opartej na zrozumieniu potrzeb społecznych, wykorzystujemy niemały potencjał inwestycyjny i turystyczny naszej gminy. Cieszymy się z osiągnięć, nie zapominamy o kolejnych planach rozwoju. Nasze atuty – to położenie gminy przy ważnych szlakach komunikacyjnych oraz przedsiębiorczość wielu ludzi potrafiących realizować swe zamierzenia”. Tekst podpisała starosta gminy Zofia Griaznowa.

Na zaproszenie tej właśnie osoby przybyliśmy do Jaszun w piękne jesienne przedpołudnie. Powitanie oraz pierwsze rozmowy przy kawie i lokalnych słodkościach uświadczyły nas w przekonaniu, że w tekście Pani Starosty nie napisano o sprawie najważniejszej, a mianowicie o niebywałej serdeczności i wielokulturowości mieszańców oraz ich otwartości na świat zewnętrzny. Przez cały pobyt jaszunanie zaskakiwali nas swoją wylewnością a także licznymi śladami polskości przechowywanymi w domach rodzinnych oraz pieczołowicie odnawianymi w lokalnym krajobrazie kulturowym. Pierwsze zaskoczenie to struktura narodowa i religijna Jaszun. Gminę zamieszkuje 74,5% Polaków, 12,4% Litwinów, 8,4% Rosjan oraz 4,7% innych narodowości. Według wyznania 85% ludności deklaruje katolicyzm, 11% prawosławie, 0,02% to staroobrzędowcy oraz kolejne 0,02% inne wyznania. Na terenie gminy wzniesiono dwa kościoły: w Jaszunach pw. Świętej Anny i w Rudnikach pw. Świętej Trójcy. Staroobrzędowcy posiadają swoją cerkiew w Gaju.

Kolejne zaskoczenie to historia miejscowości wyraźnie osadzona w dziejach narodu polskiego. Pierwsze wzmianki o Jaszunach możemy spotkać w księgach krzyżackich z roku 1402. Od XV do początków XIX wieku miejscowy dwór należał do rodu Radziwiłłów, aby w roku 1811 przejść w ręce Ignacego Balińskiego, cześnika inflanckiego i wiceministra departamentu doraźnego Trybunału Litewskiego. Po śmierci ojca dobra przejął jego syn Michał Baliński – zięć sławnego Jędrzeja Śniadeckiego, historyk i publicysta, profesor, autor prac historycznych dotyczących Polski i Litwy. Inicjatorem budowy jaszuńskiego pałacu, obecnie pięknie odrestaurowanego, był Jan Śniadecki. Obiekt wzniesiono w roku 1828 w stylu późnego klasycyzmu z elementami romantyzmu. Przebywali w nim znani ludzie tamtej epoki a wśród nich Juliusz Słowacki i być może Adam Mickiewicz.

W Jaszunach urzekła nas dziewicza przyroda: „Miejscowość przyciąga aromat sosen Puszczy Rudnickiej, wartkim nurtem najczystszej na Litwie rzeki Mereczanki”. Brak przesadnego bogactwa, drewniane domy, prostota a jednocześnie schludność i czystość otoczenia robią niebywałe wrażenie i przenoszą nas w czasy, gdy Jaszuny należały do Polski. Miejscowa ludność zmaga się ze swoją przeszłością i poszukuje tożsamości narodowej. Czasy są trudne. Litwini przywołują często te fragmenty naszej wspólnej historii, które nasycone były brakiem zrozumienia i obfitowały w konflikty. Przyzwolenie na kultywowanie polskości jest często pozorne. Dominuje litewski nacjonalizm. Dowiedzieliśmy się o nim, co najgorsze, od uczniów polskiej szkoły. Mnożone się różnorodne trudności. Strefy podziałów przebiegają pomiędzy ludźmi, często dzielą rodziny. W Jaszunach istnieją trzy szkoły. Polska imienia Michała Balińskiego posiada statut szkoły średniej i uczą się w niej dzieci od piątego do dziewiętnastego roku życia. Nauka kończy się egzaminem maturalnym. Równolegle działają też szkoły: litewska i rosyjska.

Miejscem niezwykłym na mapie kulturowej Jaszun jest maleńki cmentarz, zwany przez miejscowych „cmentarzem uczonych”. Usytuowany jest za starym parkiem na Borku nad Mereczanką. Jest miejscem wiecznego spoczynku właścicieli majątku jaszuńskiego. Kazimierz Karpicz, niestrudzony badacz historii Jaszun i dyrektor odnowionego pałacu, otworzył nam bramę prowadząca na cmentarz. Po jej dwóch stronach na wysokim kamiennym murze umieszczono tablicę z napisami po polsku i litewsku: „Cmentarz rodzinny właścicieli dworu w Jaszunach założony w roku 1830. Tu spoczywają: rektor Uniwersytetu Wileńskiego, profesor astronomii i matematyki, filozof Jan Śniadecki (1756-1830); historyk-publicysta Michał Baliński (1794-1864); profesor Petersburskiej Wojskowej Akademii Medycznej Jan Baliński (1824-1902) oraz członkowie ich rodzin”.

Na innej tablicy umieszczonej na wewnętrznej ścianie ogrodzenia widnieje napis: „Restauracja cmentarza (2005-2007) wykonana ze środków Senatu RP, za pośrednictwem Fundacji Pomocy Polakom na Wschodzie, Związku Polaków na Litwie oraz mieszkańców Jaszun”. Mimo że cmentarz jest niewielki, znajdują się tutaj ważne dla naszej historii mogiły. W ciszy odczytywaliśmy kolejne imiona i nazwiska oraz nagrobne inskrypcje: „Balińska Julia, córka Michała i Zofii ze Śniadeckich, 1821- 9.III.1903; Balińska ze Śniadeckich Zofia, 1800-15.II.1880. Nie płaczcie albowiem poszła spocząć. Ekkles.roz.22,wier.11”. Szczególne miejsce na cmentarzu zajmują dwie mogiły. Jedna z nich jest miejscem wiecznego spoczynku Michała Balińskiego- patrona polskiej szkoły. Z płyty nagrobnej odgarnęliśmy jesienne liście zasłaniające napis: „Viro/Historiographonostrati./ Ingenuitate morumque elegantia/eminentissimo/ Micheli Baliński/Nato XIV Aug MDCCXCIV/ Mor Vilmae XXII Dec MDCCCLXIII/Sepulto In Praedio Jaszunensi/ haereditario//. Kolejna ważna mogiła kryje szczątki Jana Śniadeckiego. Przetłumaczyliśmy łaciński napis: „Janowi Śniadeckiemu urodzonemu w Żninie koło Gniezna 29 sierpnia 1759, zm. 9 listopada 1830 st. St. w domu przez siebie wzniesionym w Jaszunach”.

Jaki los czeka Jaszuny – polską enklawę na Litwie? Zależy on od wielu czynników: od istnienia polskiej szkoły i sytuacji ekonomicznej na Litwie, która obecnie powoduje falę emigracji młodych ludzi, w tym Polaków, na Zachód Europ, zaangażowania strony polskiej w udzielaniu pomocy rodakom na Kresach. Polskość Jaszun osadzona jest jednak na silnych korzeniach. Stanowi ją: język, którym posługują się na co dzień mieszkańcy, wiara katolicka, duma z chwalebnych kart historii a zwłaszcza wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie w domach rodzinnych. Opuszczamy Jaszuny w poczuciu nadziei na ich trwanie w polskości. W pamięci zachowamy niezwykłych ludzi i jakże pięknie brzmiący tutaj język polski a także herb miejscowości przedstawiający srebrną kolumnę jako symbol siły i mocy oraz dwie gwiazdy upamiętniające rody: Balińskich i Śniadeckich

[Rozmiar: 173497 bajtów] [Rozmiar: 204080 bajtów] [Rozmiar: 162998 bajtów] [Rozmiar: 189601 bajtów] [Rozmiar: 203931 bajtów] [Rozmiar: 196055 bajtów] [Rozmiar: 109772 bajtów] [Rozmiar: 118248 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

WESOŁY CMENTARZ W MARAMURSKIEJ SAPANCIE

Sapanta jest wsią liczącą około 3 tysiące mieszkańców. Leży nad rzeką Cisą, w urokliwej górzystej scenerii północno-zachodnich krańców rumuńskiej krainy Maramuresz. Atrakcją miejscowości jest Wesoły Cmentarz (rum. Cimitirul Vesel). Niezwykłość tej prawosławnej nekropolii polega na tym, że śmierć a także pamięć o ludziach potraktowano tutaj w sposób żartobliwy i radosny. Chociaż godzi to w kulturowy schemat wskazujący na to, że cmentarz to miejsce powagi, skupienia i melancholii, w Sapancie jest to jednak odbierane inaczej. W 1935 roku miejscowy artysta Stan Patras wykonał pierwsze niekonwencjonalne nagrobki. Po jego śmierci dzieło kontynuuje uczeń mistrza Dimitru Pop Tincu. Na miejscu można zwiedzać jego warsztat i przypatrzyć się pracy. Już po przekroczeniu bramy cmentarza i zakupie biletu wstępu naszą uwagę przykuwa ponad osiemset kolorowych nagrobków i krzyży z jedną lub dwoma poprzeczkami. Dominują jaskrawe kolory, szczególnie niebieski, który jest symbolem nadziei i wolności. Na nagrobkach przykrytych drewnianym daszkiem widnieją płaskorzeźby przedstawiające sceny z życia zmarłych. Widzimy ich przy pracy, w czasie uroczystości biesiadnych i podczas wypoczynku. Inne wskazują na okoliczności i miejsce śmierci danej osoby, a więc np. wypadki drogowe, zabójstwa, konflikty polityczne.

Pod płaskorzeźbami widnieją epitafia żartobliwie komentujące życiowe drogi zmarłych, ich cechy charakteru czy okoliczności śmierci. Zachwyca bogata, ludowa ornamentyka nagrobków przedstawiająca motywy roślinne i geometryczne. Na grobach dzieci umieszczono aniołki. Materiałem, który posłużył artystom jest drewno dębowe. Miejscowi mówią, że mieszkańcy tych ziem: „żyli z drzewem i żyli z drzewa”. Nawet bez znajomości języka rumuńskiego z wielu epitafiów i płaskorzeźb można domyśleć się, kim była dana osoba, jakie było jej życie i śmierć. Centralne miejsce cmentarza zajmuje prawosławna cerkiew będąca dawniej grekokatolicką świątynią. Z wysoką i strzelistą wieżą oraz otwartym przedsionkiem nawiązuje do stylu maramurskiego. Mając odrobinę szczęścia, można trafić na czas nabożeństwa, w trakcie którego kobiety paradują w bogatych i pięknych maramurskich strojach. Na cmentarzu panuje duży ruch. Poza nekropolią znajduję się tutaj liczne stragany oferujące wyroby rękodzieła artystycznego i dewocjonalia. Opuszczamy Wesoły Cmentarz. Czy nas zadziwił? Bez wątpienia, tak. Czy zbulwersował? Raczej nie, wszak śmierć jest tylko częścią naszej wędrówki życiowej ku Bogu. Wierzymy przecież w to, że wszyscy spotkamy się w domu Ojca, gdzie nie będzie cierpień ani łez, a tylko radość i szczęście.

Sceneria Wesołego Cmentarza w Sapancie nasuwa nam wiele refleksji związanych z liturgią i obrzędami pogrzebowymi w kościele prawosławnym. Występuje tutaj duża różnorodność. Innym obrzędom podlegają osoby świeckie, duchowni, zakonnicy, dzieci oraz wszyscy wierni zmarli w Oktawie Wielkanocnej. Osoby świeckie po śmierci są myte i ubierane w nowe ubrania a także nakrywane sawanem ( białym lnianym płótnem) symbolem chrzcielnej szaty i przynależności zmarłego do Cerkwi prawosławnej. Wierni modlą się przy ciele zmarłego tekstami psalmów. Pogrzeb odbywa się trzeciego dnia po śmierci. Ciało podlega okadzeniu a następnie w otwartej trumnie przenosi się je do cerkwi. Przebywając w krajach, w których prawosławie dominuje w życiu religijnym mieszkańców, możemy napotkać kondukt pogrzebowy kroczący za otwartą trumną przewożoną na ciężarówce lub innym pojeździe. Sama liturgia pogrzebowa polega na odmawianiu stosownych Psalmów, śpiewaniu Kanonów a później odmawianiu Błogosławieństw, czytaniu Listu do Tesaloniczan i Ewangelii Jana (J 5,24-30). Po ostatnim pożegnaniu, czyli otpiewaniju zamyka się trumnę i składa do grobu, po czym kapłan święci ją i posypuje ziemią wypowiadając słowa: „Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy”. Liturgia pogrzebowa dzieci zmarłych przed ukończeniem siódmego roku życia jest uproszczona. Pogrzeb duchownych jest bardziej uroczysty. Ciało kapłanów i mnichów namaszcza się, ubiera w habit i płaszcz mniszy wedle statusu zmarłej osoby. W ręce kapłanów i biskupów wkłada się Ewangelię i krzyż, zaś w ręce mnichów i osób świeckich ikony Zbawiciela.

Struktura pogrzebu duchowieństwa nawiązuje do jutrzni Wielkiego Piątku i ma szczególnie uroczysty charakter. Przed złożeniem ciała do groby kapłan wodą święconą kropi ciało i trumnę a na czole zmarłego kładzie mały wieniec będący symbolem nadziei na chwałę. Pogrzeby w okresie Oktawy Wielkanocnej przeżywane się z perspektywy zmartwychwstania Chrystusa i przebiegają w ten sam sposób dla wszystkich zmarłych. Bez znaczenia jest wtedy stan społeczny zmarłej osoby. Prawosławie zakazuje kremacji ciał zmarłych. Ciekawym zwyczajem wyznawców prawosławia jest chodzenie z jedzeniem i alkoholem na groby swoich bliskich. Takie zdarzenie przeżyłem na Cmentarzy Nowodziewiczym w Moskwie, gdzie grupa weteranów wojennych czciła pamięć swojego dowódcy. Ortodoksi odwiedzają groby w każdą sobotę. Odpowiednikiem Wszystkich Świętych jest dziesiąty dzień po Wielkanocy tzw. Radonica. W Wielką Sobotę na groby kładzie się świeczkę i jajko. Czterdzieści dni po śmierci a także w jej rocznicę odbywa się specjalne nabożeństwo, na które rodzina zaprasza krewnych i znajomych, wywieszając w miejscu zamieszkania obwieszczenia ze zdjęciem zmarłego.

Wizyta na terenie północnej Rumunii obfitowała w wiele atrakcji turystycznych. Świat dwóch krain geograficznych (Maramuresz i Bukowina) jakby zatrzymał się w poprzednim wieku. Piękne budynki z drewna, bramy prowadzące do zabudowań gospodarskich, stroje ludowe mieszkańców doliny rzeki Izy, kościoły o strzelistych wieżach to cechy charakterystyczne Maramuresz. W Barsanie, gdzie niedawno powstał kompleks budowli sakralnych, miejscowy duchowny zgodził się udzielić nam błogosławieństwa, mimo że deklarowaliśmy swój katolicyzm. To ważna i czytelna oznaka tolerancji i wielokulturowości. Po przekroczeniu przełęczy Prislop jesteśmy na Bukowinie. Również tutaj zachowano ślady i koloryt dawnych czasów. Malowane klasztory, wszechobecny folklor, piękne górskie krajobrazy i cudowni, gościnni, lecz często niezbyt zamożni ludzie. Wśród nich szczególne nasze uznanie należy się Polakom mieszkającym w kilku bukowińskich wioskach wokół Suceavy. Z uporem i determinacją ratują swoją polskość. Zadanie to utrudnia bezrobocie, emigracja młodzieży oraz jej niechęć do nauki języka polskiego. Ostoją jest dom rodzinny, wiara ojców i matek, które uczą pamięci o polskich korzeniach.

Rumuni zdominowali kulturowo potomków: Polaków, Niemców czy Ukraińców żyjących kiedyś w jednej wspólnocie. Odwiedzamy kilka kolejnych cmentarzy prawosławnych i katolickich. Jeden z nich, w Kaczyka, przeraża nas swoim wyglądem. Trudno dociec przyczyn dewastacji. Resztki dawnych tablic nagrobnych i krzyży, spowite zarastającymi je drzewami, krzewami i chwastami straszą swoim wyglądem. Wśród bujnej i dzikiej roślinności odczytujemy inskrypcje na zachowanych tablicach nagrobnych. Jaworski, Zawada, Koszucki. Jakże swojsko brzmią odczytane nazwiska. Tutaj niestety nie jest nam do śmiechu, który pojawił się mimo woli w maramurskiej Sapancie.

[Rozmiar: 186028 bajtów] [Rozmiar: 100695 bajtów] [Rozmiar: 100212 bajtów] [Rozmiar: 66527 bajtów] [Rozmiar: 61816 bajtów] [Rozmiar: 134773 bajtów] [Rozmiar: 165255 bajtów] [Rozmiar: 240160 bajtów] [Rozmiar: 90131 bajtów] [Rozmiar: 103320 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

PORTUGALSKIE TRZY RAZY "F"

Teren dzisiejszej Portugalii już w starożytności zamieszkiwali Celtowie i ludy iberyjskie. Docierali tutaj Fenicjanie, Grecy, Kartagińczycy i Rzymianie. W roku 409 doszło do najazdu Germanów a później panowania Swebów i Wizygotów. Kolejny okres historii tych ziem to najazd Arabów (711-718) zakończony u schyłku XV wieku tzw. rekonkwistą. W roku 1097 z Galicji i Leonu wydzielono hrabstwo Portugalii a w roku 1139 hrabia Alfons Henryk zwany także Alfonsem Zdobywcą przyjął tytuł króla Portugalii. Po okresie świetności portugalskiego imperium kolonialnego, w roku 1580, król hiszpański Filip II narzucił Portugalii unię personalną. Po kolejnych sześćdziesięciu latach kraj odzyskał niezależność, lecz nigdy już nie powrócił do swojej świetności kolonialnej. W roku 1910 Portugalia została republiką. Brała udział w I wojnie światowej po stronie państw ententy Od roku 1928 przeżywała okres dyktatorskich rządów Antonio Salazara zakończonych w roku 1974 tzw. rewolucją goździków. Od roku 1986 jest krajem Unii Europejskiej. Wcześniej wstąpiła do NATO i ONZ-u.

Współczesna Portugalia liczy około 10,5 miliona mieszkańców. Kraj zmienia się i nadrabia opóźnienia wobec innych krajów Europy. Panuje w nim atmosfera wielokulturowości i otwartości wobec emigrantów z dawnych kolonii, szczególnie z: Angoli, Mozambiku i Republiki Zielonego Przylądka. Po wstąpieniu do Unii Europejskiej nastąpił rozwój lokalnej infrastruktury. Powstały autostrady, nowoczesne osiedla, wielkie centra handlowe, stadiony i hotele. Kraj nie jest jednak wolny od takich problemów jak: bezrobocie, bieda i analfabetyzm, emigracja młodzieży a także … puste autostrady z powodu zbyt wysokiej ceny paliwa i wygórowanych, jak na możliwości Portugalczyków, opłat za przejazd. Portugalia żyje w odwiecznym cieniu swojego bogatszego sąsiada - Hiszpanii. Jest krajem ludzi dumnych, ale otwartych i życzliwych wobec turystów. Będąc tutaj, nie sposób nie zobaczyć Lizbony z jej zamkiem św. Jerzego, mostami na rzece Tag, sławnym tramwajem 28 oraz dzielnicą Belem z pomnikiem odkrywców, w gronie których znaleźli się chociażby Henryk Żeglarz czy Vasco da Gama.

Godna uwagi jest także sławna Torre de Belem - brama ufundowana przez króla Manuela I strzegącą wejścia z Atlantyku do lizbońskiego portu. Warto udać się również do królewskiej Sintry. W wolnym czasie koniecznie należy skosztować sławnych ciasteczek z Belem, solonego i suszonego dorsza bacalhau, grillowanych sardynek i wina Porto. Portugalia swoją zachodnią granicą „dotyka” Atlantyku, dlatego wielu turystów odwiedza Cabo da Rocca, o którym pisał Luis de Camoes w trzeciej pieśni eposu narodowego „Os Lusiadas” jako o miejscu, gdzie : „... kończy się ziemia a zaczyna morze”. Krajobraz Portugalii zdominowały drzewa korkowe a wystrój miast tzw. azulejos -czyli płytki ceramiczne stanowiące ozdobę domów, sklepów, stacji kolejowych, urokliwych uliczek a nawet kościołów.

Dla Portugalczyka szczególną wartość w życiu mają trzy sprawy. Każda z nich rozpoczyna się na literę „F”. Pierwszą jest Futbol z takimi klubami jak: Benfica i Sporting Lizbona czy FC Porto. Wielką estymą otacza się tutaj gwiazdy futbolu takie jak: Eusebio, Luis Figo czy współcześnie Cristiano Ronaldo. Drugie „F” to Fado: „...światła w lokalu przygasają a oczy wszystkich skupiają się na muzykach – w rękach jednego z nich spoczywa quitarra portugalski instrument podobny do mandoliny), drugi trzyma violę (hiszpańska gitara akustyczna). Ciszą przerywa głos kobiety w czerni, śpiewającej z półprzymkniętymi oczami. Pieśń mówi o miłości i śmierci, o zwycięstwie i tragedii, o osie i fado (przeznaczeniu)… pojawia się motyw tęsknoty za czymś utraconym. Może to być nieszczęśliwa miłość albo czasy, kiedy Portugalia była światową potęgą” - napisano w jednym z przewodników. Prawdę tę można zweryfikować na miejscu. Zewsząd płyną dźwięki nostalgicznej muzyki. Słyszymy ją w sklepach, kawiarniach i barach. Najczęściej w wykonaniu nieżyjącej już Amalii Rodrigues – gwiazdy tego gatunku.

Trzecie „F” oznacza Fatimę, miejsce szczególne na mapie religijnej Portugalii i największych sanktuariów Maryjnych świata. To niewielkie miasto leżące w centrum kraju wita wiernych pomnikiem pielgrzymów zmierzających do sanktuarium. To tu troje dzieci doznało objawień Matki Boskiej, które Kościół uznał za cud. Dzieci przekazały światu trzy tajemnice fatimskie. Kalendarium wydarzeń przedstawia się następująco:

    - W kolejne miesiące, w okresie od 13 maja do 13 października 1917 roku, trójce dzieci (Franciszkowi i Hiacyncie Marto oraz Łucji Santos) pasących owce w Cova da Iria objawiła się „Pani jaśniejsza niż słońce” z różańcem w ręce. W czasie ostatniego objawienia doszło do licznych cudów: „70 tysięcy wiernych ujrzało niezliczone cuda – słońce tańczyło na niebie jak ognista kula, ślepi odzyskiwali wzrok, chorzy zdrowie a chromi władzę w nogach”.
    - W kwietniu 1919 roku rozpoczęto budowę Kaplicy Objawień, zaś w maju 1928 roku kościoła Matki Boskiej Różańcowej
    - 3 maja 1922 roku biskup diecezji Leira wydał dekret w sprawie rozpoczęcia badań nad miejscowymi wydarzeniami, zaś 13 października 1930 roku ogłoszono decyzję o tym, że wizje dzieci są godne wiary i zezwolono oficjalnie na kult Matki Boskiej
    - 13 maja 1946 roku legat papieski kardynał Masella ukoronował figurę Matki Boskiej Fatimskiej

W kolejnych latach poświęcono kościół Matki Boskiej Różańcowej (1953), któremu papież Pius XVII nadał tytuł bazyliki mniejszej (1954). Do Fatimy przybyli papieże: Paweł VI (1967) - aby prosić o pokój na świecie i jedność Kościoła oraz Jan Paweł II (12/13 maja 1982) w celu podziękowania Matce Boskiej za uratowanie życia w zamachu dokonanym rok wcześniej na Placu św. Piotra w Rzymie i drugi raz (12/13 maja 1991) w dziesiątą rocznicę tego wydarzenia. Dwie pierwsze tajemnice fatimskie upubliczniono w roku 1941, trzecią dopiero w roku 2000. Pierwsza tajemnica ukazuje piekło, jako miejsce, do którego idą dusze grzeszników. W drugiej Maryja przepowiedziała wybuch i nieszczęścia II wojny światowej (głód, walki na świecie a także prześladowania Kościoła) i prosiła o poświęcenie Jej Niepokalanego Serca Rosji a także przyjmowanie Komunii Świętej w pierwsze soboty każdego miesiąca. Trzecia tajemnica fatimska ujawniona przez Łucję mówiła o: „białym kapłanie ginącym od kul z broni palnej”, co miało odnosić się do nieudanego zamachu na papieża Jana Pawła II z 13 maja 1981 roku.

W sierpniowy, upalny poranek przybyliśmy do Fatimy. Udaliśmy się na plac przytłaczający nas swoją wielkością. Na jego przeciwległych stronach zobaczyliśmy bazylikę Matki Boskiej Różańcowej i nowoczesny kościół Trójcy Przenajświętszej. Najwięcej pielgrzymów zgromadziło się przy Kaplicy Objawień. W jej centralnej części umieszczono figurę Matki Boskiej Fatimskiej w jej wizerunku znanym na całym świecie. Słychać było śpiewy i modlitwy w różnych językach. Część pielgrzymów na kolanach okrążała świętą figurę. Niezwykłość miejsca potęgował zapach palonych świec a także woskowych odlewów różnych części ciała palonych w wielkich paleniskach. Nad placem góruje złota figura Chrystusa umieszczona na kolumnie. Również tutaj pielgrzymi na kolanach podążają w kierunku Kaplicy Objawień.

Bazylika jest zamknięta z powodu remontu, który ma się zakończyć w roku 2017 na uroczystości 100-lecia objawień. Zmierzamy do zakrystii, aby pomodlić się przy grobach osób, którym ukazała się Matka Boska: Franciszka i Hiacynty Marto oraz Łucji Santos. Następnie udajemy się na przeciwległą część placu. Po drodze mijamy pomnik muru berlińskiego oraz pomniki papieży: Pawła VI i Jana Pawła II. Nowoczesny kościół Trójcy Przenajświętszej wybudowano niedawno, w latach 2004-2007, wyłącznie z ofiar pielgrzymów. Jest czwartym na liście największych kościołów świata. Uczestniczyliśmy we mszy św. odprawianej po portugalsku. Na zakończenie krótkiej pielgrzymki zwiedziliśmy muzeum, w którym zgromadzono liczne pamiątki, szczególnie przedmioty osobiste i kultu religijnego będące własnością dzieci fatimskich a także dary papieży i pielgrzymów.

Fatimy nie można opuścić bez pamiątki z pobytu w tym cudownym sanktuarium. Zakupy ułatwiają liczne sklepy z dewocjonaliami. Wybór jest ogromny: różańce, figurki, zdjęcia, medaliki, książki- to tylko część oferowanych suwenirów. Na jednym z zakupionych przez nas obrazków widnieje napis: „Regina Sacratissimi Rosarii Fatimae, ora pro nobis. Regina pacis, ora pro nobis”. Z lat studenckich przypominam sobie słownictwo języka łacińskiego. W świecie współczesnym ogarniętym licznymi konfliktami i sporami, druga część modlitwy: „” nabiera szczególnego znaczenia. Matka Boska wzywa do pokuty i modlitwy- szczególnie różańcowej.

[Rozmiar: 107109 bajtów] [Rozmiar: 48922 bajtów] [Rozmiar: 55991 bajtów] [Rozmiar: 65693 bajtów] [Rozmiar: 41760 bajtów] [Rozmiar: 129471 bajtów] [Rozmiar: 92142 bajtów] [Rozmiar: 132951 bajtów] [Rozmiar: 96735 bajtów] [Rozmiar: 176685 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

WZGÓRZE KOŚCIELNE W ŁOTEWSKIM DAUGAVPILS

Moja przygoda związana z łotewskim miastem Daugavpils rozpoczęła się w sposób niespodziewany i wręcz niezwykły. W czasie podróży z Moskwy do Wilna nasz autobus zatrzymał się w bliżej mi nieznanym łotewskim mieście, o obco brzmiącej nazwie Daugavpils. Krótki spacer zaowocował niezwykłym odkryciem. Otóż na fasadzie jednego z budynków, jak się później okazało przy ulicy Warszawskiej, zauważyłem tablicę a na niej napis: „J. Pilsudska Daugavpils valsts polu gimnazja. Państwowe Gimnazjum Polskie im. J. Piłsudskiego w Daugavpils”. Obok łopotały dwie flagi: łotewska i polska. Nauczycielska ciekawość nakazała mi wejść do środka. Jakież było moje zdziwienie, gdy zewsząd płynęły słowa wypowiadane w języku polskim. Krótka wizyta w gabinecie pani dyrektor Haliny Smulko, seria pamiątkowych zdjęć, wymiana adresów internetowych i numerów telefonów, pożegnanie. To wszystko trwało około dziesięciu minut. Jaki był finał tego wydarzenia?

Po pięciu miesiącach byłem ponownie w tym samym miejscu z grupą gimnazjalistów realizujących projekt o Januszu Korczaku i Józefie Piłsudskim. Przed wyjazdem gromadzimy wiadomości o Daugavpils, mieście nad rzeką Dźwiną. Jest to drugie, co do wielkości, miasto na Łotwie i obecnie liczy ponad 102 tysiące mieszkańców. W całej Łotwie żyje niewiele ponad dwa miliony ludności. 52% populacji miasta stanowią…Rosjanie, tylko 18% Łotysze i 14% Polacy. Najsławniejsi jego mieszkańcy to: malarz Marek Rothko, król tanga Oskar Stroka oraz działacz społeczny Salomon Mihoels. O Daugavpils po raz pierwszy wzmiankowano w roku 1275, gdy Ernst von Rassburg z Zakonu Kawalerów Mieczowych zbudował tutaj zamek. Prawa miejskie otrzymało z rąk króla Stefana Batorego w roku 1582. W latach 1559-1772, z niewielką przerwą w latach 1656-1667, miasto znajdowało się w granicach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, jako stolica Inflant Polskich. Kolejny polski epizod historii miasta pochodzi z roku 1920, gdy zdobyły go oddziały dowodzone przez generała Edwarda Rydza-Śmigłego i kiedy przebywał tutaj Józef Piłsudski. Miasto kilkakrotnie zmieniało nazwę, co wiązało się także z jego przynależnością państwową: rosyjski Dinaburg i Borisoglebsk, litewski Daugpilis, niemiecki Dunaburg, polski Dyneburg, Dźwińsk lub Dźwinów. W latach 1920-1940 należało do niepodległej Łotwy i począwszy od roku 1991 ponownie należy do Republiki Łotewskiej. Podczas kilkudniowego pobytu w tym mieście i w tutejszej szkole, byliśmy pozytywne zaskoczeni wieloma sprawami.

W czasie lekcji nauczyciele mówią do uczniów po łotewsku, zaś ci często odpowiadają po rosyjsku. Nauka trwa dwanaście lat. Wykładany jest w niej język polski i polska literatura. Dzieci uczęszczają na lekcje religii. Nasz podziw wzbudziła biblioteka pełna woluminów w języku polskim Dzięki staraniom nauczycieli młodsi uczniowie, którzy nie znają języka polskiego, są w stanie opanować go po kilku latach nauki w stopniu pozwalającym na podjęcie studiów w Polsce. Janek Kusińsz i Gunar Truskowski, redaktorzy szkolnego pisma „Scholar” napisali: „Wspaniali nauczyciele, weseli przyjaciele, więc nie mamy powodów do narzekań. Naprawdę się cieszymy, że uczymy się w tej szkole!”. Wszędzie panuje ład i porządek chociaż niekoniecznie też bogactwo materialne. Ludzie są gościnni i mili, przywiązani są do swojej historii. Z dumą pokazują nam miejscowe zabytki, zwłaszcza twierdzę dyneburską, Dom Jedności, Dom Łotewski, budynek główny Uniwersytetu Daugavpilskiego, Centrum Kultury Rosyjskiej i Centrum Kultury Polskiej. Bez wątpienia, najciekawszym miejscem w mieście jest Wzgórze Kościelne. Obok siebie znajdują się tutaj świątynie czterech religii. W roku 1893 wzniesiono katedrę Marcina Lutra według projektu architekta V. Neimanisa.

To świątynia ze strzelistą wieżą zbudowaną z czerwonej cegły i porażającą surowością charakterystyczną dla ewangelickich budowli sakralnych. Zupełnie inaczej wygląda rzymsko-katolicki kościół Najświętszej Marii Panny wybudowany w roku 1905. Jego jasne ściany wieńczą dwie wieże a między nimi figura Matki Boskiej. W 1909 roku w jego wnętrzu umieszczono organy polskiego mistrza A. Homana. Niestety, w czasie naszej wycieczki po mieście, obie świątynie były zamknięte. Miejscowi nauczyciele tłumaczyli nam, że czasy rządów sowieckich zrobiły swoje. Jednak powoli, mimo że ksiądz dojeżdża z sąsiedniej miejscowości, msze św. gromadzą coraz większą liczbę wiernych.

Na wzgórzu kościelnym znajduje się także cerkiew prawosławna Świętych Męczenników Borysa i Gleba wybudowana w roku 1905. Miejscowy batiuszka nie pozwala wprowadzać do niej grup wycieczkowych. Wspólnota należy do ortodoksyjnego prawosławia. Kobiety obowiązuje stosowny strój z nieodzownym nakryciem głowy i spódnicą. Mimo tego odwiedzamy świątynię. Batiuszka nie reaguje na znak krzyża wykonywany przez nas niezgodnie z kierunkiem obowiązującym w prawosławiu. Na koniec kupujemy w cerkiewnym kiosku kilka pamiątek. Jedną z nich jest obraz świętego Aleksandra Newskiego, którego niewielką kaplicę oglądaliśmy poprzedniego dnia w Daugavpils. Mimo przenikliwego zimna zwiedzamy ostatni obiekt sakralny na wzgórzu.

Jest nim Świątynia Zmartwychwstania, Narodzenia Matki Bożej i Świętego Mikołaja Cudotwórcy na Nowym Planie wzniesiona w latach 1908-1928. Całości religijnego obrazu miasta dopełnia synagoga wybudowana w roku 1850, w której znajduje się muzeum „Żydzi w Daugavpilsie i w Łotgalii” a także katolicki kościół św. Piotra w Okowach. W mieście, którego historia splata ze sobą wątki wielu religii, istnieje ślad wskazujący na to, że ludzie mogą żyć obok siebie czy wręcz ze sobą nawet, gdy różnią się światopoglądem. W Daugavpils zdarzył się także „cud” przetrwania polskości, trwania przy wierze ojców, tradycjach i zwyczajach, chociaż czasy były trudne a władza sowiecka starała się zatrzeć jej wszelkie przejawy.

Kilka dni pobytu wśród miejscowych Polaków zmusiło nas do refleksyjnego pytania: „Gdzie jest ta prawdziwa Polska - w jej granicach czy setki kilometrów poza nimi? Widok łez w oczach i wzruszenia rysującego się na twarzach miejscowych nauczycieli i dzieci podczas śpiewania pieśni patriotycznych czy rozmów o kraju dalekim, lecz jakże bliskim sercu, spowodował, że jesteśmy przekonani, iż w Daugavpils jest Polska i przetrwa tam między innymi dzięki istnieniu szkoły, która obrała swoim patronem Józefa Piłsudskiego.

[Rozmiar: 122918 bajtów] [Rozmiar: 106866 bajtów] [Rozmiar: 55861 bajtów] [Rozmiar: 54021 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

DREZNO – ŻYCIE RELIGIJNE W KRAJU LUTRA

O życiu religijnym Niemców krąży wiele skrajnych opinii. Ich geneza wiążę się z przeszłością a dokładnie z rokiem 1517, kiedy to Marcin Luter, mnich augustianin, dał początek kościelnemu rozłamowi zwanemu reformacją. Kraj podzielił się na zwolenników i przeciwników poglądów Lutra. Wywołało to wojny religijne zakończone pokojem w Augsburgu ( 1555 r.) i wprowadzeniem zasady „czyj kraj tego religia”. Odtąd, w sytuacji rozbicia politycznego i braku centralizacji, przynależność jednostki do wspólnoty religijnej była uzależniona od tego, jaką religię wyznaje osoba stojąca na czele danego państewka niemieckiego. Reformacja przeniosła się do kolejnych krajów Europy i wszędzie prowadziła do sporów i niestety wojen. Nie możemy jednak polemizować z jej przyczynami, gdyż wiele z nich tkwiło w błędach i winach Kościoła. Współczesne Niemcy to kraj w znacznym stopniu zlaicyzowany.

Wysoki poziom życia często prowadzący do wygodnictwa, różnorodność narodowa, źle pojęta wolności człowieka a także brak zrozumienia dla hierarchii kościelnej i wytykanie jej prawdziwych i nieprawdziwych błędów spowodowały, że kościoły protestancki i katolickie w ojczyźnie Lutra pustoszeją. Z drugiej jednak strony podziw budzi wolontariacka misja Kościoła niemieckiego, szczególnie jego troska o kraje Trzeciego Świata. W parafiach tworzone są liczne organizacje i stowarzyszenia wspierających się wzajemnie chrześcijan.

Kościół niemiecki ma także głęboką refleksję związaną z wychowaniem młodego pokolenia. Teolog i duchowny ewangelicki a jednocześnie moderator programów telewizyjnych Peter Hahne w swojej książce „Dość tej zabawy” dokonuje niezwykle pesymistycznej diagnozy społeczeństwa niemieckiego, którego oznakami są: upadek autorytetów i życia rodzinnego, niski poziom szkolnictwa, pogoń za karierą, konsumpcjonizm i czyhające na młodzież liczne zagrożenia. Niebagatelnym faktem świadczącym pozytywnie o religijności Niemców, zwłaszcza Bawarczyków, jest fakt, iż poprzednikiem obecnego papieża Franciszka na Stolicy Apostolskiej był Josef Ratzinger, który obrał imię Benedykta XVI.

Nasi zachodni sąsiedzi przywiązują także wielką wagę do strony wizualnej swoich świątyń. Wiąże się to ze sporymi możliwościami finansowymi parafii a także z wrodzoną troską Niemców o piękno otoczenia, czystość i porządek. Jednym z krajów związkowych współczesnych Niemiec jest Saksonia a miastem najczęściej odwiedzanym przez turystów – Drezno. Odwiedziłem je dwukrotnie. Pierwszy raz w okresie przedświątecznym, gdy jego mieszkańcy gromadzą się na jarmarkach pełnych cudownych ozdób i specjałów lokalnej kuchni. Niestety zimowa aura „wzbogacona” opadami deszczu ze śniegiem zakłóciła nieco zwiedzanie Zwingera i kościołów dwóch religii, katolickich i protestanckich.

Inaczej było w czasie kolejnej wizyty w Saksonii. Piękna jesienna aura pozwoliła na delektowanie się formami skalnymi Bastei oraz zamkami: Hohstein, Konigstein i Stolpen- z ukrytymi tajemnicami hrabiny Kosel a także pałacem w Pillnitz. W Dreźnie ponownie zobaczyłem ekspozycje Zwingera i dwie niezwykłe świątynie. Kościół Marii Panny zwany także Mariackim (niemiecku Frauenkirche) będący barokową luterańską świątynią znajdującą się na drezdeńskim Nowym Rynku (Neumarkt). Podziw budzi jej monumentalizm. Jest największą na północ od Alp, po katedrze w Strasburgu, budowlą z piaskowca. Wznoszono ją w latach 1726-1743 na miejscu niewielkiego kościoła romańskiego pod wezwaniem NMP. Projekt wykonał architekt miejski Georg Bahr.

Kościół od początku miał służyć luteranom, mimo tego, że ówczesnym elektorem Saksonii był katolik August Mocny. Władca, pragnąc mieć w Dreźnie monumentalny obiekt podobny do weneckiego kościoła Santa Maria della Salute, wspierał powstanie świątyni. Szczególny podziw budzi kopuła wykonana z ciosów piaskowca. Jej zewnętrzna średnica to 26,15 metra na dole i 10 metrów na górze. Waży 12000 ton i rozpoczyna się na wysokości 40 metrów a jej latarnia sięga 62 metra nad powierzchnię Neumarkt. W kościele a zwłaszcza w jego kopule dokonywano wielu remontów będących konsekwencją niedociągnięć konstrukcyjnych. Podczas wojny siedmioletniej, w roku 1760, wytrzymała jednak ponad 100 trafień kul armatnich. Podczas II wojny światowej, w wyniku nalotów alianckich, świątynia została poważnie uszkodzona i dnia 15 lutego 1945 roku uległa zawaleniu.

W okresie, gdy Drezno należało do Niemieckiej Republiki Demokratycznej, ruiny stanowiły swoista pamiątkę czasów wojennych, będąc symbolem jej okropieństwa. Prace rekonstrukcyjne rozpoczęto dopiero po upadku Muru Berlińskiego. Trwały od roku 1994 do 2005 i zostały sfinansowane przez Dresdner Bank, liczne towarzystwa miłośników miasta oraz indywidualnych darczyńców. Do budowy wykorzystano zachowane fragmenty dawnej świątyni. Umieszczono je we właściwych miejscach na podstawie planów wykonanych komputerowo. Kościół konsekrowano i otwarto dla wiernych i turystów 30 października 2005 roku. Tym samym stał się pomnikiem pojednania powojennego państw i narodów. Szczególnym symbolem jest krzyż umieszczony na latarni ponad kopułą a będący darem angielskiego miasta Coventry.

Najwspanialsza świątynia katolicka Drezna, czyli katedra Świętej Trójcy (Kathedrale Ss. Trinitatis), zwana także Kościołem Dworskim (Hofkirche) znajduje się w centrum miasta, na jego Starym Mieście, nieopodal rezydencji Wettynów. Na zlecenie Augusta III Sasa wybudował ją włoski architekt Gaetana Chiaveri ( 1739 – 1751). Kościół konsekrował 29 czerwca 1751 roku nuncjusz apostolski Polski i Toskanii, arcybiskup Albert von Archinto. Katedra została zniszczona podczas alianckich nalotów w dniach 13-15 lutego 1945 roku. Większość dachów runęła do środka. Ocalała wieża i znaczna część elewacji wewnętrznych. Już w czerwcu 1945 roku odprawiono pierwszą mszę świętą, chociaż odbudowa trwała jeszcze dwadzieścia lat.

W roku 1980 kościół dworski podniesiono do godności katedry. W jej wystroju architektonicznym podziwiamy plan świątyni zbliżony do owalu, trzy nawy w tym boczne dwukondygnacyjne zakończone kaplicami: Najświętszego Sakramentu, Świętego Krzyża, Świętego Jana Nepomucena i Świętego Benona. Od zewnątrz kościół zdobi 78 monumentalnych figur świętych. Na wieży umieszczono figury przedstawiające alegorie: Wiary, Nadziei, Miłości i Sprawiedliwości. We wnętrzu świątyni zachwyca okazały ołtarz główny wykonany z białego marmuru z brązową ornamentyką, w którym umieszczono wielki obraz autorstwa Antona Rafaela Mengsa przedstawiający scenę Wniebowzięcia Chrystusa. Godne podziwu są także: ambona z baldachimem obrazującym Trójcę Święta oraz XVIII wieczne organy. W wieży kościoła umieszczono 5 dzwonów a w jego podziemiach sarkofagi przedstawicieli rodu Wettynów, królów Saksonii i Polski. Poprzez ten fakt czujemy się jakoś swojsko w kraju, z którym wiąże nas tak wiele tragicznych kart historii.

[Rozmiar: 67583 bajtów] [Rozmiar: 74930 bajtów] [Rozmiar: 81387 bajtów] [Rozmiar: 79343 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MEDZIUGORIE NOCĄ

Tygodniowa wyprawa na Bałkany wiodła szlakiem prowadzącym przez sześć krajów tego regionu. Była to podróż długa i męcząca. Jej część bośniacko-hercegowińska nie obejmowała w swoim planie sławnego z objawień Maryjnych - Medziugorie. Krótko przed naszym wyjazdem z Polski, Bośnię nawiedziły straszliwe w skutkach powodzie. Zmuszeni więc byliśmy do zmiany niektórych miejsc noclegowych. Jakaż było moja radość, gdy podjęto decyzję, że jeden z noclegów będzie właśnie w hotelu w Medziugorie. Do miejsca noclegu dotarliśmy potwornie zmęczeni, po 1200 kilometrach podróży, nieprzespanej nocy i licznych objazdach spowodowanych właśnie powodzią.

Mimo że hotel oddalony był o pół godziny od miejsca pielgrzymkowego, nieśmiała propozycja odwiedzenia przed zasłużonym odpoczynkiem Matki Boskiej z Medziugorie spotkała się z aprobatą zarówno starszych, jak i młodszych uczestników bałkańskiej wyprawy. Dotarłem więc do sławnego Medziugorie. Oświetlony kościół św. Jakuba był już zamknięty. Obejrzeliśmy więc miejsce zgromadzeń wiernych usytuowane za świątynią a następie figurę Jezusa, z którego nogi płynie tajemnicza ciecz, którą wierni obmywają swoje dłonie. Skąd tam się wzięła- może to cud? Zewsząd do naszych uszu dobiegają słowa modlitwy wypowiadane w różnych językach. Słychać nabożny śpiew. Po dróżkach znaczonych kolejnymi stacjami drogi krzyżowej i tajemnic różańca przechodzą wierni. Są skupieni i rozmodleni.

Panuje wieczorny chłód, jakże kojący po dziennym upale. Na placu przed kościołem króluje figura Matki Boskiej a na ulicy prowadzącej do świątyni oko przykuwają liczne sklepy, kawiarnie i restauracje. Czy to jest sanktuarium, czy tylko miejsce ludzkiej ciekawości, próżności i pazerności? Z pamięci wyławiam przeczytane przed wyjazdem wiadomości.

Medziugorie leży na południowy zachód od Mostaru, miasta o niebywałej urodzie jakże nadszarpniętej podczas niedawnej bratobójczej wojny a pieczołowicie przywracanej dzięki pomocy międzynarodowej społeczności. Miejscowa ludność używa na co dzień języka chorwackiego, w którym Medziugorie znaczy Międzygórze. Do roku 1981 istniała tutaj typowa, cicha wiejska parafia. Wszystko zmieniły objawienia. Powstało potężne miejsce kultu religijnego z bazą gastronomiczną, noclegową i handlu dewocjonaliami i pamiątkami, będące źródłem pracy i dochodów ludności miejscowej i napływowej.

Pierwsze objawienie Maryjne miało miejsce 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovici na wzgórzu Crnica w jego części zwanej Podbrdo. Kolejnego dnia ukształtowała się szóstka dzieci tzw. widzących. Następnego dnia, Matka Boska miała przedstawić się im jako Błogosławiona Dziewica Maryja. Po 29 czerwca objawienia przeniosły się do kościoła w Medziugorie. Od tego czasu troje z dzieci, dzisiaj już dorosłych osób (Vicka Ivankowić-Mijatović, Ivan Dragićiević mieszkający obecnie w USA oraz Marija Pavlović-Lunetti mieszkająca we Włoszech), twierdzi, że widzi Matkę Boską codziennie. Mirjana Dragićević Saldo ma objawienia każdego 18 marca i każdego drugiego dnia miesiąca. Ivanka Ivankowić- Elez widzi Matkę Boską raz do roku- 25 czerwca, zaś Jakov Ćolo raz do roku- 25 grudnia na Boże Narodzenie. Czasem objawienia mają charakter publiczny, lecz nie są widziane przez osoby spoza grupy widzących, które tylko obserwują widzącego.

Z objawieniami wiążą się orędzia, czyli krótkie przesłania Matki Bożej kierowane do całej ludzkości za pośrednictwem widzących. Poruszają one kwestie: nawrócenia, modlitwy, postu, pokuty, czytania Pisma Świętego, wiary, nadziei, miłości Boga i człowieka, otwarcia się na miłość Matki Bożej, sakramentów św. a zwłaszcza Eucharystii i spowiedzi, modlitwy i szacunku dla kapłanów, wartości rodziny, dziękczynienia Bogu, pokoju i przebaczenia, Męki Pańskiej, właściwej hierarchii wartości. Stanowisko Kościoła Katolickiego wobec objawień z Medziugorie jest jednoznaczne. W obowiązującym nadal Oświadczeniu Konferencji Episkopatu byłej Jugosławii z Zadaru z kwietnia 1991 roku, Kościół zezwala na pielgrzymki do tego miejsca, lecz jednocześnie oficjalnie nie uznaje objawień.

Kwestia prawdziwości stanowi przedmiot dalszych badań. Kongregacja Nauki Wiary, w latach 1995-1996, powtórzyła taką opinię, zezwalając na pielgrzymki organizowane przez osoby świeckie a nie przez parafie i diecezje. Nie zakończyły się także badania specjalnej komisji powołanej w roku 2010 przez papieża Benedykta XVI pod przewodnictwem kardynała Camillo Ruini. Kwestia prawdziwości objawień z Medziugorie jest więc nadal otwarta.

Budzi się kolejny dzień. Z oddali podziwiam wzgórza wokół Medziugorie: Podrbdo (Wzgórze Objawień) oraz Górę Krzyża (Krizovac). Do miejsca kultu napływają kolejne rzesze pielgrzymów. Jeszcze nie do sanktuarium, poprawia mnie jeden z uczestników bałkańskiej przygody. Czas pokaże, co wydarzy się w przyszłości? Póki co, Kościół nie odrzucił ani nie potwierdził prawdziwości tutejszych objawień. Mam dziwne przeczucie, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę, aby modlić się na ziemi nazwanej przez Kościół świętą.

[Rozmiar: 46629 bajtów] [Rozmiar: 55146 bajtów] [Rozmiar: 70142 bajtów] [Rozmiar: 54960 bajtów] [Rozmiar: 77002 bajtów] [Rozmiar: 170411 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MOSKIEWSKI KREML - ŚWIĘTE MIEJSCE ROSJAN

Daleka podróż do Moskwy wiodła przez Kijów. Stolica Ukrainy szczególnie zachwyciła nas pięknem swoich obiektów sakralnych. Jako pierwszy zwiedziliśmy Sobór św. Włodzimierza. Ulegając tradycji wyznawców religii prawosławnej, zapaliliśmy dwie świeczki, jedną za żywych, drugą za zmarłych. Jeszcze większe wrażenie wywołał Sobór Sofijski i odbudowany od podstaw, po czasach komunistycznych, tętniący religijnym życiem monastyr św. Michała. Perłą wśród budowli sakralnych miasta jest Ławra Pieczersko- Kijowska, w której obowiązują bardzo rygorystyczne zasady, szczególnie w zakresie stroju. Trafiliśmy w niej na charakterystyczny dla prawosławia wzruszający i rzewny śpiew mnichów.

Mieliśmy także chwilę czasu na Kreszczatyk – reprezentacyjną arterię miasta i na Majdan Niepodległości. Któż z nas mógł wówczas przeczuwać, że po niespełna roku stanie się on miejscem wielkiej tragedii Ukraińców walczących o demokratyczny charakter swojego państwa zniewolonego przez miejscowych oligarchów i przedstawicieli skorumpowanej władzy.

Po kolejnej nocy spędzonej w autokarze dotarliśmy do Moskwy, stolicy państwa z normami i zasadami wywodzącymi się z kultury bizantyjskiej i dlatego bardzo różniącymi się od tych obowiązujących w innych części Europy. Zwiedzane obiekty, rozmowy z moskwiczanami i obserwacja realiów życia pozwalają na wysunięcie kilku wniosków. Tutaj wszystko musi być balszoje czyli wielkie i krasiwyje czyli, w mniemaniu miejscowych, piękne i to niezależnie od poniesionych kosztów materialnych i ludzkich. Rosjanie zawsze muszą mieć swojego wodza: cara, pierwszego sekretarza, prezydenta. On skupia całą władzę w swoich rękach i w opinii wielu tylko pozornie rządzi dla dobra narodu. Zewsząd widać kamuflaż biedy- zarówno w wielkiej Moskwie a także, a raczej szczególnie, poza metropolią.

Mimo niedogodności codziennego życia Rosjanie są ludźmi dumnymi z przeszłości i z dnia dzisiejszego swojej ojczyzny. Ciekawa jest ich mentalność. Kochają Boga i ludzi, zachwycają się przyrodą, lecz w tak ważnych sprawach jak: praca, dyscyplina czy porządek do działania gotowi są tylko w chwilach zagrożenia albo przymusu. Rosyjska duma narodowa i wiara w wielkość państwa kształtują się na wielu płaszczyznach: w sklepach pełno kolorowych lalek matrioszek, wysokich futrzanych czapek, koszulek z symbolami narodowymi.

W restauracjach serwuje się lokalne dania. Z głośników płyną dźwięki rodzimej muzyki. Trudno nam zrozumieć przywiązanie Rosjan do historii, która łączy się z oprawcami narodu. Przed Mauzoleum Lenina wije się długa kolejka turystów, na grobie Stalina, Breżniewa czy Dzierżyńskiego leżą kwiaty. Obserwujemy niebywały powrót Rosjan do religii. Cerkwie, które jeszcze niedawno były magazynami czy salami sportowymi, pełne są rozmodlonych, skupionych, oddających cześć świętym ikonom wiernych. Pamiętać należy, że już w roku 988 książę kijowski Włodzimierz I Wielki wprowadził chrześcijaństwo wschodnie jako religię państwową i rok ten uznaje się także za początek Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Była ona ostoją władzy carów aż do rewolucji październikowej1917 roku. Po pieriestrojce Gorbaczowa religia ponownie zaczęła odgrywać ważną rolę w życiu Rosjan, w tym także dygnitarzy państwowych.

Nasze kroki również skierowaliśmy do miejsca najważniejszego, wręcz świętego dla Rosjan-są to mury Kremla oraz przylegający do nich Plac Czerwony. Do miejsc tych prowadzi Brama Zmartwychwstania zburzona na rozkaz Stalina, aby móc odbyć parady wojskowe. Na szczęście z wielką pieczołowitością została ponownie odbudowana. Przed naszymi oczami rysuje się bajkowy obraz soboru Wasyla Błogosławionego. Składa się on z dziewięciu osobnych cerkwi, z których osiem wieńczą kolorowe kopuły. Obiekt uznawany jest za symbol miasta i całej Rosji.

Car Iwan Groźny, prawdopodobnie kazał oślepić architekta odpowiedzialnego za wzniesienie budowli, aby już nigdy nie był w stanie stworzyć piękniejszej świątyni. Poza budowlami o charakterze związanym z władzą państwową, mury Kremla mieszczą między innym: basztę Zbawiciela z obrazem przedstawiającym Chrystusa, Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, w którym wyświęcano i chowano metropolitów i patriarchów, Sobór Archangielski będący nekropolią wielkich książąt moskiewskich i carów Rosji, Sobór Zwiastowania stanowiący domową cerkiew rodziny carskiej, cerkiew Złożenia Szat – prywatną cerkiew patriarchów moskiewskich a także dawny Pałac Patriarchy, w którym obecnie mieści się Muzeum Sztuki Ludowej. Poza Kremlem, na Placu Czerwonym odnajdujemy jeszcze jedną świątynię, jest nią mały Sobór Kazański. Przechowywano w nim ikonę Matki Boskiej Kazańskiej, która miała dopomóc Rosjanom w wypędzeniu polskich oddziałów z Moskwy w roku 1612.

Religijność moskwiczan jest także widoczna poza Kremlem. W Galerii Trietiakowskiej zgromadzono największe dzieła rosyjskich malarzy, w tym liczne ikony. Szczególny podziw budzą te, których autorem jest Andrieja Rublow. Przed świętym wizerunkiem Matki Bożej Włodzimierskiej klęczą i modlą się wierni. Podczas naszej podróży obowiązkowo odwiedziliśmy również Cmentarz Nowodziewiczy, na którym spoczywają najwięksi twórcy kultury, sportowcy i wojskowi. Dłużej zatrzymaliśmy się przed grobem Borysa Jelcyna i Larysy Gorbaczowej. W nowoczesnych dzielnicach miasta, gdzie cena metra kwadratowego mieszkania sięga kilkunastu tysięcy dolarów, wznoszone są nowe cerkwie. Śnieżnobiały sobór Chrystusa Zbawiciela wysadzony w powietrze z rozkazu Stalina został odbudowany i jest obecnie najważniejszą świątynią w Rosji. Klasztor Nowodziewiczy ponownie zajmuje zakon żeński.

Powoli opuszczamy Moskwę. Jeszcze tylko wizyta na Arbacie, gdzie kiedyś zamieszkiwało wielu znanych artystów. Tam podziwialiśmy niezwykły pomnik rosyjskiego barda- Bułata Okudżawy. W głowie kłębiły się różnorodne myśli przeplatane melodiami znanych pieśni: „Padmaskownyje wieciera” i „Ja idu, szagaju po Moskwie”. Pozostają obrazy: monumentalności miasta i specyfiki jego mieszkańców, socrealistycznego metra, odradzającej się religijności oraz Kremla, który dotychczas kojarzył mi się z centrum komunistycznej władzy. Wizyta w Moskwie pozwoliła mi zrozumieć fakt, że Kreml to serce miasta i kraju, w którym styka się Azja i Europa, jego święte miejsce, chociaż o wymiarze różniącym się od tego, jaki dotyczy miejsc szczególnie ważnych dla naszej religii.

[Rozmiar: 70075 bajtów] [Rozmiar: 73091 bajtów] [Rozmiar: 113989 bajtów] [Rozmiar: 110368 bajtów] [Rozmiar: 108864 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

„TY, CO GRÓD ZAMKOWY NOWOGRÓDZKI OCHRANIASZ (…)”

Zdarza się czasami, że wyjazd do jakiegoś kraju nacechowany jest potrzebą przełamania bariery niepewności lub strachu. Tak było w przypadku naszej wyprawy na Białoruś. W państwie rządzonym przez reżim Aleksandra Łukaszenki w tym czasie panowały bardzo napięte stosunki polityczne z Polską. Po wielu trudnościach związanych ze zdobyciem wizy upoważniającej do pobytu na terenie tego kraju przeżyliśmy jednak kilka niezwykłych dni. Do dzisiaj w pamięci pozostało wiele obrazów: Grodno z domem Elizy Orzeszkowej, Bohatyrowicze - wieś z powieści „Nad Niemnem”, jezioro Świteź znane z ballady A. Mickiewicza, odbudowany dworek w Zaosiu - miejscu urodzenia naszego narodowego wieszcza, Mir i Nieśwież - dawne rezydencje polskich magnatów, dworek Kościuszków w Kosowie, Brześć nad Bugiem ze swoją twierdzą a przede wszystkim Nowogródek z niezwykłym kościołem. Niespodziewanie, właśnie ten kościół farny p.w. Przemienienia Pańskiego dla wielu uczestników białoruskiej przygody stał się prawdziwą perełką pośród zabytków oglądanych na trasie wycieczki.

Tę barokową świątynię wybudowano w latach 1719-1723 w miejscu innej, wzniesionej pod koniec XVI wieku przez Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda. Stąd jej często używana nazwa – Fara Witoldowa. Jest to kościół jednonawowy z półkoliście zamkniętym prezbiterium. „Fasadę zwieńczoną trójkątnym szczytem, flankują dwie niskie, czworoboczne wieże. W nawie kościoła zachowały się sklepienia kolebkowe, w kaplicach – gotyckie sklepienia żebrowe. W kościele znajdują się cenne obrazy: Matki Bożej z Dzieciątkiem i Świętego Michała Archanioła, patrona miasta. W kaplicy Bożego Ciała zachowała się marmurowa płyta z 1643 roku ufundowana przez kasztelana nowogródzkiego Jana Rudominę Dusiackiego dla uczczenia śmierci brata Jerzego i jego ośmiu towarzyszy poległych w bitwie pod Chocimiem”. W świątyni usłyszeliśmy niezwykłą historię związaną z tekstem napisanym na jednej z pamiątkowych tablic: „W murach tego kościoła został ochrzczony dnia 12 lutego 1799 roku Adam Mickiewicz”.

Zgodnie z opowieścią, niedługo po tej ceremonii, w życiu małego Adasia doszło do tragicznego wydarzenia. Przyszły autor „Pana Tadeusza” wypadł matce przez okno. Przerażona kobieta z ufnością pospieszyła do kościoła farnego, aby prosić Matkę Boską w jej nowogródzkim wizerunku o pomoc. W jednym z białoruskich opracowań dotyczących tego wydarzenia czytamy: „Imienno u etoj ikony mat malienkowo Adama wymodliła spasienie swojego syna (…). Osobiście przy tym obrazie matka malutkiego Adama wymodliła ocalenie swojego syna (…). Autor dodał, że w wyniku upadku i silnego uderzenia w głowę dziecko nie wykazywało żadnych oznak życia.

Poeta A. Mickiewicz o tym wydarzeniu wspomniał w pierwszych wersach swojego poematu, którego białoruskie tłumaczenie brzmi: „O Matieri Bożija, Ty swietisz w Ostroj Bramie, Twoj cudotwornyj łuk i w Cienstochowie s nami. I w Nowogrudkie Ty chranisz narod ot biedstwij, Da Ty wied i mienia spasła ot smierti w diectwie? Błagadarja Twojej bożestwiennoj opiekie, Ja podnieł miertwyje, camknuwsziesija bieki. I sam sumieł dajti do Twojewo paroga, Za iscielieniie sam błagadarił ja Boga” .

Dla nas bardziej swojsko tekst ten brzmi w oryginale, czyli w języku polskim:
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu)
”.

Kościół Farny w Nowogródku, a właściwie jego poprzednik to również świątynia, w której w roku 1422 Władysław Jagiełło król Polski i Wielki Książę Litewski zawarł związek małżeński z Zofią księżniczką Holszańską- przyszłą matką królów polskich: Władysława Warneńczyka i Kazimierza Jagiellończyka. O wydarzeniu tym wspomina okolicznościowa tablica. Najtragiczniejsze w życiu kościoła zajście miało miejsce podczas II wojny światowej. Na tablicy umieszczonej na zewnętrznej ścianie świątyni czytamy: „To miejsce do roku 1991 było spoczynkiem 11 sióstr Nazaretanek pomordowanych przez hitlerowców 1 sierpnia 1943 r.”. Obecnie siostry spoczywają w grobowcu umieszczonym w jednej z kaplic kościoła. Zdobi go krzyż z napisem: „Ecce intra vos est” i „Regnum Dei” a także inny: „On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. 1J3.16”. Jedenaście męczennic z Nowogródka znanych także jako Błogosławione Męczenniczki z Nowogródka lub Błogosławiona Maria Stella i Towarzyszki- to siostry zakonne, które należały do Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu ( S. Maria Stella, S. Maria Imelda, S. Maria Rajmunda, S. Maria Daniela, S. Maria Kanuta, S. Maria Sergia, S. Maria Gwidona, S. Maria Felicyta, S. Maria Heliodora, S. Maria Kanizja, S. Maria Boromea).

Nazaretanki od 1929 roku uczyły w Nowogródku religii a także prowadziły internat i szkołę powszechną. W czasie II wojny światowej, po wkroczeniu wojsk sowieckich, prowadziły działalność charytatywną i tajne nauczanie oraz przygotowywały dzieci do Pierwszej Komunii Świętej. Kiedy 6 lipca 1941 roku do miasta wkroczyły wojska niemieckie i odbyły się pierwsze egzekucje, siostry zgłosiły się na gestapo, by ofiarować swoje życie za 120 osób aresztowanych i skazanych na rozstrzelanie. Ich prośba została wysłuchana i aresztowanym członkom polskich rodzin karę śmierci zamieniono na roboty w Niemczech. Niestety, 31 lipca naziści bez wyroku sądu rozstrzelali 11 sióstr ze zgromadzenia nazaretanek. 19 marca 1945 roku ich ciała ekshumowano i przeniesiono do mogiły przy kościele. W dniu 5 marca 2000 roku siostry zostały beatyfikowane na Placu św. Piotra w Rzymie przez papieża Jana Pawła II.

Opuszczamy niezwykłą świątynię, pełną wspomnień z przeszłości. Obecnie trwają w niej prace konserwatorskie, których celem jest renowacja tynków i pomalowanie elewacji południowej z kaplicami do styku ze ścianą barokowego prezbiterium. Jest szansa, że już za kilka lat Nowogródzka Fara będzie świecić pełnym blaskiem jako jeden z najważniejszych obiektów świadczących o świetności dawnej Rzeczypospolitej. Na pożegnanie jeszcze modlitwa przed obrazem Matki Boskiej Nowogródzkiej, tej co „do zdrowia przywróciła cudem”.

[Rozmiar: 71468 bajtów] [Rozmiar: 65100 bajtów] [Rozmiar: 66331 bajtów] [Rozmiar: 63617 bajtów] [Rozmiar: 153710 bajtów] [Rozmiar: 106305 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

GOSPA Z CZARNOGÓRSKIEJ WYSPY

W ostatnim czasie Bałkany stały się ulubionym miejscem turystycznych wypraw Polaków. Szczególną popularnością cieszy się Chorwacja. Krajem mniej znanym, lecz równie urokliwym, jest Czarnogóra czyli Montenegro. Właśnie tam, u wybrzeży miejscowości Perast w Zatoce Koterskiej, znajduje się zadziwiająca wyspa nosząca nazwę Wyspy Matki Boskiej na Skale (Wyspa Gospa od Skrpjela). Ta mała przystań zajmująca powierzchnię zaledwie 3,03 km² ma niezwykłą historię powstania. Otóż 22 lipca 1452 roku dwaj rybacy, bracia Mortesić, podczas nocnego połowu znaleźli na wystającej z morza skale obraz Matki Boskiej. Trzykrotnie przenoszono go do kościoła św. Mikołaja w Peraście, lecz ten, w tajemniczych okolicznościach, wracał na dawne miejsce. Stało się to powodem budowy jedynej na Adriatyku sztucznej wyspy, która powstała z głazów i zatopionych wrogich okrętów. Obliczono, że tylko w roku 1630 zużyto w tym celu ponad stu żaglowców wypełnionych kamieniami.

W tym samym roku na wyspie wybudowano świątynię w miejscu dawnej, wzniesionej już w XV wieku. Później dobudowano dzwonnicę. W architekturze świątyni wyraźnie widać wpływy włoskie, szczególnie barokowego stylu pałaców z Perastu. Marmurowy ołtarz, autorstwa genueńczyków- ojca Antoniego i jego syna Gerolamo Capellano a sfinansowany przez mieszkańców Perastu, powstał w roku 1765. Widoczne jest w nim tabernakulum z zielonymi marmurowymi filarami i zwieńczone baldachimem. W niszy umieszczono słynący cudami obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

U jego boku umieszczono figury: św. Jana Chrzciciela oraz św. Roko. Ściany i sufity świątyni pokrywa 68 barokowych obrazów autorstwa Tripa Kokolji z Perastu. Widnieją na nich sceny z życia Matki Boskiej i Chrystusa oraz ewangelistów, grupy aniołów a także motywy kwiatowe umieszczone na drewnianych płytach. Szczególnie pięknie i symbolicznie prezentują się srebrne płyty wotywne, na których wygrawerowano sylwetki statków z Zatoki Koterskiej oddających się pod opiekę Matki Boskiej.

Z wyspy rozpościera się wspaniały widok, w szczególności na znajdującą się nieopodal drugą - św. Jerzego z charakterystycznym wysokim drzewem cyprysowym i klasztorem benedyktynów. W czasach współczesnych wyspa żyje swoim życiem. W jednym z pomieszczeń zorganizowano niewielkie muzeum, w którym umieszczono, między innymi, najstarszy znak chrześcijański znaleziony w Peraście. Jest nim krzyż wykuty w skale. Niezwykle ciekawym eksponatem jest także obraz Matki Boskiej zrobiony przez mieszkankę Perastu - Jacintę Kunić częściowo z jej własnych włosów. Wykonywała go dwadzieścia lat, o czym świadczą włosy o różnym kolorze do siwych włącznie. Autorka tego niecodziennego dzieła cały ten czas oczekiwała na swojego męża, który ostatecznie nigdy nie powrócił z morskiej wyprawy.

Mieszkańcy Perastu w niezwykły sposób czczą Matkę Boską. Co roku 22 lipca, ubrani w tradycyjne stroje, podpływają łodziami wypełnionymi kamieniami i wrzucają je obok wysepki na dno morza. Upamiętniają tym samym dzień znalezienia obrazu. Wierni będący zarówno katolikami jak i prawosławnymi przybywają także do Matki Boskiej w dzień Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny. Na wyspie umieszczono również pomnik Frano Alfirevica, chorwackiego poety, eseisty i tłumacza. Czarnogóra zachwyciła mnie urokiem swoich krajobrazów. Budva to urokliwe miasteczko pełne wąskich uliczek, zaułków, roślin wyrastających z murów zabytkowych budowli. Kotor słynie z kilku zatok porównywalnych tylko do norweskich fiordów. Wpływają do niej dalekomorskie statki widoczne w pełnej krasie ze szczytu jednej z gór, na którą prowadzi droga zwana „agrafką” składającą się z 35 trudnych do pokonania zakrętów będących niebywałym wyzwaniem dla kierowców.

Na szczycie wzniesienia znajduje się wioska, w której turyści częstowani są lokalnymi wyrobami, szczególnie szynką dojrzewającą przez sześć miesięcy w naturalnym środowisku. Symbolem państwa jest także wyspa św. Jerzego uwidaczniana na niezliczonych pamiątkach. Czarnogóra, to kraj niezwykle gościnnych ludzi, pełen kwiatów i egzotycznych roślin, bałkańskiej kuchni, pachnący lawendą i miętą, nie do końca odgadniony i tajemniczy zapraszający turystów spragnionych ciepła i niezwykłych widoków.

To kraj bardzo młody, bo powstały w wyniku referendum z 21 maja 2006 roku, kiedy jego mieszkańcy zadeklarowali wolę wystąpienia z federacji z Serbią, co zaaprobował parlament w formie proklamacji niepodległości w dniu 3 czerwca tego roku. Obecnie należy do Organizacji Narodów Zjednoczonych, jest państwem członkowskim Rady Europy, kandydatem do NATO i Unii Europejskiej. To przede wszystkim państwo zróżnicowane kulturowo i etnicznie. Mieszkają w nim: Czarnogórcy, Serbowie, Bośniacy, Albańczycy i Muzułmanie a dominującą religią jest prawosławie. Łącznikiem tych wielu nacji i religii jest Matka Boska na Skale, czarnogórska Goska od Skrpjela, która na swojej samotnej wyspie cierpliwie czeka na wiernych.

[Rozmiar: 91806 bajtów] [Rozmiar: 126497 bajtów] [Rozmiar: 136713 bajtów] [Rozmiar: 117219 bajtów] [Rozmiar: 57854 bajtów] [Rozmiar: 53690 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

PRAWOSŁAWNA CZĘSTOCHOWA

W Ławrze Zaśnięcia Matki Bożej w Poczajowie, prawosławnym klasztorze znajdującym się w rejonie krzemienieckim obwodu tarnopolskiego dzisiejszej Ukrainy, byłem już trzykrotnie. Za każdym razem miotają mną podobne odczucia. Jak zachować się w miejscu nazywanym czasami „Prawosławną Częstochową”? Jako historyk zdaję sobie sprawę z tego, że prawosławie wywodzi się z tego samego źródła co moja religia katolicka. Jesteśmy dziećmi jednego Boga. Różni nas zaledwie kilka szczegółów natury doktrynalnej i znacznie więcej w zakresie liturgii i kultu. Najbardziej jednak widoczne są różnice w zachowaniu się w świątyni. Wierni żegnają się zawsze prawą ręką, trzy palce: kciuk, wskazujący i średni składają tak, aby dotykały się opuszkami. Palce te oznaczają osoby Trójcy Świętej. Dwa pozostałe, symbolizujące dwoistość Jezusa, zginają do wewnątrz dłoni. Znak krzyża zaczynają od czoła, aby Pan oświecił im umysł, następnie na pierś, aby oświecił im serce i ducha, wreszcie kolejno na prawe i lewe ramię, aby dał siłę. Po przeżegnaniu się wierni schylają głowę.

Boję się, aby nie popełnić na terenie ławry a szczególnie w jej soborach jakiegoś nietaktu. Nie chciałbym swoim zachowaniem burzyć spokoju wiernych i wywoływać u nich zgorszenia czy wrogości. Może będzie im miło, gdy zauważą z mojej strony kilka gestów charakterystycznych dla ich religii? Czy jednak w takim postępowaniu nie narażę się na śmieszność? Za każdym razem, mimo przygotowań do wizyty w Poczajowie, w obliczu misterium tego miejsca pozostaję sobą - katolikiem, zaś wyuczone kanony prawosławia odchodzą w niepamięć i pozostaje tylko nadzieja, że zostaną wykorzystane przy okazji kolejnej bytności w którejś z prawosławnych świątyń.

Zbliżając się do Poczajowa, zauważamy lśniące w promieniach słonecznych złote kopuły soborów, wielość straganów z dewocjonaliami oraz proszących o jałmużnę. Czujemy zapach pierożków podawanych na kilka sposobów. Zewsząd wyłaniają się chustki o bardzo wyrazistych kolorach. Bez nich a także bez długich spódnic nie sposób kobietom wejść na teren ławry- taki wymóg. Na szczęście, te elementy ubioru można na miejscu wypożyczyć. Pozostaje problem, jak podejdą do tego kobiety i dziewczyny uczestniczące w naszej wycieczce. Wszystko przebiega jednak bez niepotrzebnych uwag i żartów ze strony przedstawicieli płci męskiej. W pierwszych chwilach pobytu w oczy rzuca się ogromne bogactwo tego miejsca, kontrastujące z sąsiadującymi domami, ulicami i sklepami spoza terenu ławry. Wszędzie wspaniali ludzie: skupieni, rozmodleni, serdeczni dla przybyszów z dalekich stron, skorzy do rozmów i wszelakiej pomocy. W soborach wszyscy stoją. Panuje miły półmrok. Słychać charakterystyczny dla obrządku prawosławnego śpiew. Nie używa się żadnych instrumentów muzycznych. Ktoś modli się przy ikonie, mnisi ubrani w liturgiczne szaty rozmawiają z wiernymi, turyści uwieczniają na fotografiach wspaniały ikonostas, ktoś zapala świeczki, ktoś inny wypisuje intencje za żyjących i za zmarłych, jednym słowem, niebywały klimat sakralnego miejsca.

Ławra to określenie adekwatne do męskich klasztorów i kościołów prawosławnych o szczególnym znaczeniu a także do skupionych wokół nich pustelni mnichów – ascetów. Używane jest także w Katolickich Kościołach Wschodnich. Najważniejsze ławry współczesnego prawosławia to: Wielka Ławra na Górze Athos, Ławra Pieczerska w Kijowie, Uspienska w Swiatogorsku, Aleksandra Newskiego w Sankt-Petersburgu, Troicko-Siergijewska w Siergijew Posadzie koło Moskwy i wspomniana Uspienska w Poczajowie. W Ławrze Poczajowskiej warto zobaczyć Świętą Bramę prowadzącą od strony wschodniej, sobór Trójcy Świętej, dzwonnicę a za nią cerkiew Pochwały Matki Bożej. W zachodniej części klasztoru widzimy sobór Zaśnięcia Matki Bożej. Dalej za studnią, grotę Hioba Poczajowskiego oraz cerkwie skalne. Wszystkie oglądane miejsca świadczą o wielowiekowej historii i legendach z nimi związanych.

Pierwsi mnisi osiedlili się w tutaj prawdopodobnie już w XII wieku. Około roku 1240 istniał już niewielki monastyr a miejscowa ludność uznawała to miejsce za wybrane przez Matkę Boską. W tym samym roku, w czasie najazdu wojsk tatarskich, znaleźli tutaj schronienie mnisi z Ławry Kijowsko-Pieczerskiej. Legenda mówi o ukazaniu się Matki Bożej ponad Górą Poczajowską, co skłoniło Tatarów do odwrotu. Miała Ona pozostawić na jednej ze skał ślad stopy o uzdrawiającej mocy. Miejsce to uznawanie jest za święte i dlatego tłumnie do dzisiejszych czasów odwiedzane. W roku 1597, dzięki wsparciu finansowemu Anny Hojskiej, żony sędziego łuckiego, powstaje prawosławny monastyr Zaśnięcia Matki Bożej.

Fundatorka ofiaruje także mnichom ikonę Matki Bożej, którą otrzymała od metropolity Neofita późniejszego patriarchy Konstantynopola. Obraz słynie z mocy uzdrawiania ludzi. W roku 1623 monaster i obraz znalazły się w rękach kalwinów, lecz dzięki staraniom ihumena Hioba wkrótce powrócił w ręce prawosławnych i przeżywał okres wielkiego rozwoju. Dnia 23 lipca 1675 roku Poczajów przeżywa najazd turecko-tatarski. Kolejny raz, dzięki wstawiennictwu Matki Bożej, doszło do ocalenia. Tradycja głosi, że w czasie, gdy mnisi śpiewali kondakion „O waleczna hetmanko” na niebie pojawiła się Matka Boża z ihumenem Hiobem, otaczając płaszczem klasztor a strzały wystrzeliwane w jego kierunku wracały i raziły napastników.

W XVIII wieku monaster przyjął unię i do roku 1833 znajdował się pod administracją Bazylianów. Kult świętej ikony rozszerzył się na całą Rzeczypospolitą. W roku 1773 została Ona koronowana z błogosławieństwem papieża. Kolejne okresy historii Poczajowa to rok 1833, gdy zostaje on oddany Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Polskiemu Autokefalicznemu Kościołowi Prawosławnemu. Po II wojnie światowej Ławra Poczajowska znajdowała się pod zwierzchnictwem Moskwy, aby obecnie funkcjonować w jurysdykcji Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego.

Czas opuścić Ławrę Poczajowską. Pozostają niezapomniane wspomnienia. W plecaku niewielki obraz świętej ikony. W niejednej kobiecej torebce kolorowa chustka. Ławrę zapamiętam jako symbol odradzającego się po czasach komunistycznych prawosławia, lecz także ekumenizmu, którego realizatorami byli uczestnicy wycieczek, w których brałem udział.

[Rozmiar: 103468 bajtów] [Rozmiar: 89571 bajtów] [Rozmiar: 113438 bajtów] [Rozmiar: 160668 bajtów] [Rozmiar: 61958 bajtów] [Rozmiar: 76326 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

PRASKIE DZIECIĄTKO JEZUS

Mieszkańcy Pragi oraz turyści odwiedzający miasto położone nad rzeką Wełtawą zadają sobie pytanie, która część grodu jest piękniejsza: lewobrzeżna czy prawobrzeżna. Na lewym brzegu rzeki królują: Hradczany, sławny Praski Hrad z pałacami, zamkami, świątyniami oraz Mala Strana pełna urokliwych uliczek. Prawobrzeżna Praga to Stare Miesto z ratuszem, Jozefov – dzielnica żydowska, Nowe Miesto, Plac Wacława (Vaclavskie Namesti) oraz ogrody Vyszehradu. Symbolem Pragi jest Most Karola scalający obydwie części stolicy Czech. Odwiedzając Pragę, trudno nie oprzeć się refleksjom dotyczącym religijności Czechów.

Republika Czeska jest obecne najbardziej zateizowanym państwem świata. Obliczono, że prawie 68 % mieszkańców kraju naszego południowego sąsiada deklaruje ateizm. Niespełna 27% stanowią katolicy, lecz tylko 5% z nich deklaruje praktyki religijne, zwłaszcza w diecezji ołomunieckiej i brneńskiej. Inne wyznania to: protestanci (4,2% praktykujących), prawosławni (0,34%), muzułmanie (0,2%), świadkowie Jehowy (0,15%), wyznawcy bahaizmu (0,03%), Żydzi (0,02%). Zupełnie inny stosunek do religii wykazują Polacy mieszkający w Czechach, aż 79,1% deklaruje praktyki religijne a 18,1% to protestanci wyznania augsburskiego. Zjawisko takie ma silne uwarunkowanie historyczne i kolejno związane jest z kryzysem Kościoła w czasach husyckich (XV wiek), okresem reformacji, w którym protestantyzm stał się ostoją języka i kultury czeskiej, następnie z panowaniem Habsburgów, którzy po klęsce husytów na Białej Górze (1620) spowodowali falę germanizacji aprobowanej przez lokalny Kościół. Po roku 1918 odchodzenie od katolicyzmu było oznaką radości z odzyskanej niepodległości. Reszty dopełniły czasy komunistyczne i nawet w czasie aksamitnej rewolucji, w roku 1989, nastąpiło tylko przejściowe zainteresowanie religią.

Jednak nawet w tym ateistycznym kraju i w jego stolicy można odszukać i zachwycić się śladami przeszłości związanymi z życiem religijnym. Zdumiewa wielka liczba pomników i miejsc związanych z postacią św. Jana Nepomucena. Wielkie wrażenie wywołuje katedra św. Wita. W okresie przedświątecznym szczególną popularnością cieszą się pielgrzymki do sanktuarium Dzieciątka Jezus- tzw. Praskiego Jezulatka mieszczącego się kościele pw. Panny Marii Viteznej przy ulicy Karmelitskiej 9 na Malej Stranie. Jest ono uznawane za najsławniejsze sanktuarium Dzieciątka Jezus na świecie. Wielką czcią otacza się w nim figurkę, której pochodzenie nie jest dokładnie znane. Prawdopodobnie została ona wyrzeźbiona w roku 1430 przez hiszpańskiego mnicha, który otrzymał instrukcję od Chrystusa Dziecka. Drewniany posąg ma 47cm wysokości i pokryty jest cienką warstwą wosku. Lewa stopa Dzieciątka jest nieznacznie widoczna spod długiej, białej tuniki. Cała postać stoi na szerokim piedestale. Dzieciątko w lewej ręce trzyma miniaturowy glob z krzyżem symbolizującym królowanie Chrystusa nad światem. Prawa ręka jest wyciągnięta do błogosławieństwa w geście używanym zwykle przez papieża: dwa pierwsze palce są podniesione, co symbolizuje Boga pod dwiema postaciami, kciuk jest złożony a dwa ostatnie palce dotykają się, aby ukazać tajemnicę Trójcy Świętej.

Do Pragi figura została sprowadzona w 1556 roku przez Marię Marquez de Lara, która wniosła ją w posagu po poślubieniu czeskiego szlachcica Wratysława z Persztyna. W 1628 roku jej córka, księżna Polyxena Lobkowitz, ofiarowała posąg praskim karmelitom kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej. Wręczając przeorowi figurę, powiedziała: „Drogi Ojcze, ofiaruję wam tę figurkę, którą nade wszystko kocham. Czcijcie Dzieciątko Jezus i bądźcie pewni, że dopóki będziecie oddawać Mu cześć, niczego wam nie zabraknie”. Kiedy po okresie pomyślności Pragi karmelici znaleźli się w całkowitej nędzy, przeor i jego zakonnicy zwracali się w modlitwie do Dzieciątka, prosząc Je o pomoc i łaskę. I oto cesarz Ferdynand II, król Czech i Węgier, przyznał im część swoich wpływów. Kiedy jednak po roku 1628 na Pragę najechały wojska saksońskie i szwedzkie, karmelici uciekli do Niemiec a kult i czczenie Świętego Dzieciątka ustał. Protestanccy żołnierze wtargnęli do kościołów, profanując i niszcząc obiekty katolickiego kultu. Rozpoczęli grabież klasztoru. Na widok Dzieciątka Jezus śmiali się i drwili. Jeden z żołnierzy odrąbał szpadą rączki Jezusa i wrzucił okaleczoną figurkę na górę gruzu, w którą został zamieniony ołtarz.

Około roku 1638 do Pragi powrócił młody karmelita, Cyryl od Matki Bożej, już przed wojną pałający miłością do Dzieciątka Jezus. Zaczął szukać posągu, który szczęśliwie odnalazł się w ruinach kościoła pw. Matki Boskiej Zwycięskiej. Ojciec Cyryl oczyścił pozbawiony rączek posąg i umieścił go w kaplicy, aby tu oddawano Mu cześć. Pewnego razu, modląc się przed nim, usłyszał głos Dzieciątka Jezus: „Zlitujcie się nade mną a Ja zlituję się nad wami. Zwróćcie mi ręce a przywrócę pokój”. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ brakowało pieniędzy na materiał i wiedzy jak naprawić figurę. Kiedy Cyryl zastanawiał się nad usłyszanymi słowami, Dzieciątko przemówiło ponownie: „Postaw Mnie blisko wejścia do Zakrystii a pomoc nadejdzie”. I tak się też stało. Potrzebną kwotę szybko zebrano, a rekonstrukcji dokonał nieznany mężczyzna. Od momentu, gdy figura została naprawiona, cuda zaczęły być coraz częściej odnotowywane, co przyczyniło się do jeszcze większej czci. W roku 1641 wystawiono Dzieciątku ołtarz, a 14 stycznia 1651 r. Bernard Ignatius podarował Mu złotą, zdobioną klejnotami koronę.

W 1654 roku, dzięki wsparciu zacnych osób (m.in. księżnej Polyxeny, czeskiego króla Ferdynanda, szwedzkiego króla Charlsa Gustawa), wybudowano kaplicę ku czci Dzieciątka Jezus. Uroczysta koronacja figury miała miejsce 4 kwietnia 1655 r. W 1739 r. karmelici austriackiej prowincji rozpowszechnili nabożeństwa do Dzieciątka Jezus jako część swojego apostolatu. Dzięki temu popularność Króla z Pragi rozpowszechniła się na inne kraje. W roku 1741, na mocy listu apostolskiego, posąg ostatecznie przeniesiono do kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej, dzięki czemu stał się on jedną z najbardziej znanych świątyń na świecie.

Dzieciątko w stanie nienaruszonym przetrwało wiele późniejszych zawieruch dziejowych. Jego kopie pojawiły się w wielu kościołach Europy, a później, dzięki hiszpańskim misjonarzom, na Filipinach i w Ameryce Środkowej. Hołd Dzieciątku oddawany jest przez cały rok. Ubierane jest w różne szaty, w zależności od okresu liturgicznego. W okresie Bożego Narodzenia przyodziewane jest w ciemnozielony aksamitny płaszcz - dar koronacyjny cesarzowej Marii Teresy.

Dzieciątko Jezus jest patronem: dzieci, szkół i uniwersytetów, życia rodzinnego, misji zagranicznych, wolności, dobrych finansów, zdrowia, pokoju, podróżnych oraz powołań. Kulminacyjnym punktem każdej przedświątecznej pielgrzymki do sanktuarium jest msza święta. Można zwiedzić niewielką ekspozycję obrazującą historię Praskiego Jezulatka a w przykościelnym sklepiku nabyć replikę jego świętej figurki. W godzinach wieczornych Praga przyciąga licznymi jarmarkami oferującymi produkty żywnościowe i towary związane z nadchodzącymi świętami, ale to już inny – komercyjny wymiar praskiej rzeczywistości. Czas wracać do domu. Z głośników rozbrzmiewa jedna z piosenek Karela Gotta, ikony czeskiej piosenki. Mrok przesłonił złote kopuły miasta. Zabłysną na nowo kolejnego poranka, nadając stolicy Czech miano „Złotej Pragi”.

[Rozmiar: 60845 bajtów] [Rozmiar: 77715 bajtów] [Rozmiar: 94771 bajtów] [Rozmiar: 108792 bajtów] [Rozmiar: 86844 bajtów] [Rozmiar: 64509 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

DO GROBU ŚWIĘTEGO JAKUBA

Santiago de Compostela leży w północno-wschodniej Hiszpanii, w prowincji A Coruna i jest stolicą regionu Galicja. Wyprawa do tego odległego i dotykającego Oceanu Atlantyckiego krańca Europy, była jednocześnie moją pierwszą podróżą samolotem. Pamiętam, że towarzyszyły temu niemałe emocje, szczególnie związane z tym, że na pokładzie znajdowała się także grupa moich uczniów, również nowicjuszy w podniebnych wojażach. Nie mogłem wtedy przypuszczać, że miejscowość, do której udajemy się, zaliczając po drodze lotniska w Monachium i Barcelonie a w drodze powrotnej w Madrycie i Frankfurcie nad Menem, stanie się po latach miejscem kojarzonym z komunikacją a właściwie z największą tragedią w kolejnictwie Hiszpanii. Smutnym pokłosiem błędu a raczej niefrasobliwości człowieka kierującego nowoczesnym pociągiem była śmierć prawie setki pielgrzymów udających się do sanktuarium św. Jakuba.

Ku temu właśnie miejscu kierowały się moje myśli i pragnienia, chociaż cel naszej galicyjskiej podróży związany był z projektem szkolnym o tematyce nie związanej z religią. Na szczęście udało się wygospodarować jeden dzień i odwiedzić sanktuarium z jego niezwykłą katedrą. Jest ona jedną z najważniejszych świątyń pielgrzymkowych świata, celem wiernych zmierzających do znajdującego się w niej grobu świętego Jakuba Większego, apostoła i ucznia Jezusa Chrystusa. Budowla poraża swoim monumentalizmem. Stanowi dzieło architektury romańskiej, podobnie jak: Puerta de las Platerias (Brama Złotników) czy Portico da Gloria (Portal Chwały). Wewnątrz świątyni, obok grobu świętego Jakuba i ołtarza z jego wizerunkiem, na skrzyżowaniu naw, zawieszono wielką kadzielnicę tzw. Botafumeiro.

Legenda głosi, że apostoł Jakub Większy prowadził działalność misyjną na terenie dzisiejszego Półwyspu Iberyjskiego. Zginął w Jerozolimie śmiercią męczeńską w roku 44, skąd jego ciało przeniesiono do Galicji. Po latach prześladowań chrześcijan, w roku 813, odnaleziono jego zdewastowany i zapomniany grób. Stało się to, jak głosi tradycja, dzięki niejakiemu eremicie o imieniu Pelayo, który pewnej nocy zauważył deszcz gwiazd spadających na wzgórza, gdzie znajdował się grób świętego. Dało to nazwę dzisiejszego miasta Compostela (campus stelae – pole gwiazd).

Jej pierwszy człon Santiago pochodzi od imienia św. Jakuba. Miejscowy biskup Theodemir powiadomił o wydarzeniu króla Asturii Alfonsa II a ten nakazał w miejscu grobu wybudować kaplicę, którą w kolejnych latach kilkakrotnie powiększano. Jej obecny kształt pochodzi z roku 1075, kiedy to rozpoczęto budowę, którą zakończono w roku 1122. W roku 1128 katedrę konsekrowano i stała się ona siedzibą arcybiskupstwa i uniwersytetu.

Fenomenem związanym z Santiago de Compostela i miejscową katedrą jest istniejąca ponad tysiąc lat tzw. Droga Świętego Jakuba (O Comino de Santiago), jeden z najważniejszych szlaków pielgrzymkowych chrześcijan. Dorównują mu tylko szlaki wiodące do Rzymu i Jerozolimy. Jej symbolem jest muszla św. Jakuba widoczna na drogach i obiektach sakralnych znajdujących się głównie na terenie Hiszpanii i Francji a także takich krajów jak: Litwa, Białoruś, Ukraina, Niemcy, Belgia, Portugalia, Włochy, Szwajcaria i Polska. W naszym kraju wytyczono lub zaplanowano powstanie dróg: dolnośląskiej, wielkopolskiej, sudeckiej, małopolskiej, tzw. Camino Polaco z Olsztyna do Słubic, pomorskiej, nyskiej, ślężańskiej, śląsko- morawskiej, żytawskiej, mazowieckiej, beskidzkiej i najdłuższej, bo liczącej 918 km tzw. Via Regia z Korczowej do Zgorzelca.

Johann Wolfgang von Goethe pisał, że: „drogi Świętego Jakuba ukształtowały Europę”, dlatego Rada Europy, w roku 1982, uznała Drogę Świętego Jakuba za szczególnie ważną dla kultury kontynentu i zaapelowała do odtwarzania i utrzymywania dawnych szlaków pątniczych. Szlak wpisano również na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Samo pielgrzymowanie różni się od wzorców znanych chociażby w Polsce, nie ma charakteru masowego.

Na szlakach wiodących do Santiago widzimy małe grupki a najczęściej pojedynczych pielgrzymów. Zatrzymują się w kościołach i kaplicach, miejscach noclegowych i schroniskach. Przez wieki nie zmieniły się motywy pielgrzymowania. Są nimi: umocnienie wiary, odbycie pokuty, spełnienie ślubów, prośby i cele dziękczynne. Droga Świętego Jakuba stała się motywem kilu filmów fabularnych i książek. Najbardziej znana to „Pielgrzym” powieść Brazylijczyka Paulo Coelho.

Santiago de Compostela pozostała w mojej pamięci jako mistyczne miejsce pełne pielgrzymów ubranych wedle odwiecznych kanonów: w peleryny, kapelusze o szerokich brzegach i z laską zaopatrzoną w bukłak z tykwy. Spotkać ich można na każdym kroku: w katedrze, wokół niej oraz na bajecznie wyglądających uliczkach. Zapachy: paelli, kiełbasy chorizo, wina i niezliczonych owoców morza przyrządzanych w małych knajpkach zlewają się ze straganami oferującymi pielgrzymom niezliczone pamiątki. Dominują figurki św. Jakuba i muszle będące symbolem szlaku prowadzącego na jego grób.

Ostatnie zakupy, pożegnalna modlitwa w katedrze, jeszcze jedno spojrzenie na grób świętego i czas wracać do szkoły w pobliskiej Siledzie. Lokalnymi drogami podążają do Santiago kolejni pielgrzymi. Pieszo, na rowerach, samotnie, rzadko w grupach. Przezwyciężają trudy bardzo dalekiej drogi sięgającej czasem setek kilometrów. Zastanawiać muszą motywy ich pielgrzymowania. W czasach nowoczesnych środków lokomocji widzimy sceny przenoszące nas w odległe czasy średniowiecza.

[Rozmiar: 68130 bajtów] [Rozmiar: 91091 bajtów] [Rozmiar: 127776 bajtów] [Rozmiar: 66197 bajtów] [Rozmiar: 78450 bajtów] [Rozmiar: 94633 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

LITEWSKA GÓRA KRZYŻY I ŚWIĘTY KAZIMIERZ

Dwanaście kilometrów od miejscowości Szawle, której litewska nazwa brzmi Siauliai, nieopodal szosy prowadzącej do łotewskiej Rygi, znajduje się miejsce zwane Górą Krzyży (Kryziu kalnas), Górą Modłów, Górą Zamkową lub Górą Świętą. Przekazy głoszą, że w roku 1430 postawiono tutaj kapliczkę oraz wielki krzyż, co miało upamiętniać fakt przyjęcia przez Żmudzinów chrztu. Od tego wydarzenia miejscowa ludność zaczęła stawiać drewniane krzyże na rozstajach dróg, przy swoich domach a także w miejscach uznawanych za święte. Było to symbolem jej religijności. Po powstaniu listopadowym oraz styczniowym, a więc po roku 1831 i 1863, na Górze Krzyży potajemnie chowano uczestników tych niepodległościowych zrywów a na ich mogiłach umieszczano krzyże. Później stawiano je również poległym w niewiadomych okolicznościach a także zesłanym na Sybir. Mówiło się także o wykonywanych tutaj egzekucjach.

Od tamtych czasów Góra stanowi symbol bólu, pamięci, próśb i nadziei a także podziękowania i wspomnienia. Źródła pisane z roku 1850 informują o tym, że gdy na większą skalę zaczęto stawiać tutaj krzyże, ówczesne władze carskie wydały stanowczy zakaz stosowania takich praktyk. Był to namacalny przykład realizacji polityki rusyfikacji na dawnych ziemiach I Rzeczypospolitej. Kiedy także zakazano umieszczania krzyży na grobach, ich liczba na Górze zaczęła szybko rosnąć. W związku z tym władze podjęły drastyczne działania. Na rozkaz gubernatora Murawiowa, zwanego nie bez powodów „Wieszateielem”, zaczęto usuwać krzyże, jednak na ich miejscu stawiano nowe.

W następnych latach Rosjanie zastosowali jeszcze bardziej radykalne działania. W nocy 4 kwietnia 1961 roku w rejon Góry skierowano żołnierzy będących przeważnie mahometanami. Przy pomocy pił, siekier i buldożerów zniszczyli pięć tysięcy krzyży. Akcję poprzedziła seria ateistycznych artykułów prasowych. Drewniane krzyże palono w ogromnych ogniskach, kamienne rozbijano a metalowe wywożono na złom. Wojsko otoczyło teren szczelnym kordonem. Wobec faktu pojawienia się nowych krzyży, w latach 1973-1975, dokonano kolejnych dewastacji świętego miejsca. W dzień wzgórza pilnowała milicja, lecz w nocy miejscowi stawiali nowe krzyże, ponownie niszczone rano przez władzę. Nikt i nic nie potrafiło złamać uporu i wiary ludzi.

Również ostania akcja przed rozpadem Związku Radzieckiego i proklamowaniu niepodległości Litwy nie udała się. Miała ona polegać na zatopieniu wzgórza. Rozpoczęto nawet budowę tamy na rzece Kulpie i kolektora ścieków z Szawli. Szacuje się, że obecnie na Górze znajduje się około 150 tysięcy krzyży. Nadal stawiają je pielgrzymi z Litwy i z całego świata. Całość wzgórza sprawia wrażenie gęstego „lasu” podzielonego gąszczem alejek i ścieżek. Odkąd na Górze Krzyży 7 września 1993 roku gościł papież Jan Paweł II stała się ona niejako własnością całego chrześcijańskiego świata. Rok po wizycie papież przekazał franciszkanom będącym obecnie opiekunami miejsca, krucyfiks. Otwiera on aleję tysięcy krzyży. W ten sposób historia zatoczyła krąg pamięci i niezłomności Litwinów.

Od mojej wizyty na Górze Krzyży upłynęło już kilka lat. W pamięci pozostaje jednak niezwykłość i mistycyzm tego miejsca a także nadzieja na kolejną wizytę na wzgórzu świadczącym o niezwykłej religijności miejscowej ludności. Chociaż jest to mało prawdopodobne, może w gąszczu krzyży uda się odszukać ten, opatrzony tabliczką „Jankowice 2009”. Litwa to jedno z najbardziej ulubionych miejsc moich wyjazdów. Szczególnie pamiętam ten ostatni do Wilna, z okazji tzw. „Kaziuków” („Kaziuko mugie”). Jest to święto a właściwie odpust ku czci świętego Kazimierza Jagiellończyka przypadający na dzień 4 marca. Uroczystości trwające trzy dni, poza charakterem religijnym, nacechowane są występami zespołów regionalnych, wystawami rzemiosła artystycznego oraz kilkukilometrowymi szpalerami straganów oferujących litewskie sery, słodycze, czarny chleb, kiełbasy tzw. kindziuki, sękacze i lokalne nalewki. W uroczystościach nie brakuje wątków polskich. Wszak św. Kazimierz królewicz jest patronem Rzeczpospolitej Obojga Narodów powstałej po Unii Lubelskiej 1569 roku.

Urodził się 3 października 1458 roku na Wawelu jako syn króla Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Był uczniem Jana Długosza, młodzieńcem zrównoważonym, inteligentnym, wykształconym i religijnym. Ojciec wprowadzał królewicza w arkana władzy. Od roku 1483 przebywał w Radomiu jako „secundogentis regis Poloniae” ukrócając rozboje i reformując system sadowniczy. Niestety dobrze zapowiadającą się karierę polityczną przerwała choroba i śmierć, która nastąpiła w Grodnie 4 marca 1483 roku. Jako człowiek pobożny, dobry i sprawiedliwy stał się kandydatem do rychłej kanonizacji, do której doszło w roku 1604 w Wilnie. Od tego czasu głównym miejscem kultu świętego jest kaplica w tamtejszej bazylice archikatedralnej pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i św. Władysława. W ikonografii przedstawia się świętego w: koronie książęcej z białą lilią i krzyżem. Litwini, ale również Polacy zamieszkali w okolicach Wilna modlą się do swojego świętego słowami: „Książe niezłomny, królewski synu i chlubo Ojczyzny, jesteś jak gwiazda, która zajaśniała nad naszą ziemią. Żyjąc na świecie, ale nie dla świata, wybrałeś drogę pokornej miłości, wiedząc, że tylko w Bogu jest wesele i pełnia szczęścia.

[Rozmiar: 132542 bajtów] [Rozmiar: 121446 bajtów] [Rozmiar: 93918 bajtów] [Rozmiar: 64913 bajtów] [Rozmiar: 73307 bajtów] [Rozmiar: 73835 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

TOSKAŃSKIE KATEDRY

Mieszkańcy Italii żyją według ściśle określonych reguł i związanych z nimi wartości. Pierwszą jest mangiare, co w języku włoskim znaczy „jeść”. Włosi jedzą wykwintnie, często i wedle rytmu spożywania posiłków odbiegającego od znanego nam standardu. Skromne śniadanie, kolejne przekąski i obfita wieczorna kolacja z pierwszym daniem, czyli nieodłączną pastą (makaron) podawaną na setki sposobów. Dla mieszkańca Italii ważne jest też amore czyli miłość- zarówno jako uczucie dwóch bliskich sobie osób, jak również i w ujęciu szerszym- do Boga, swojej Ojczyzny, przyrody i świata. Dla Włochów niezwykle ważna jest mamma (matka) będąca ostoją codziennego życia i autorytetem w sprawach rodzinnych. Niezwykłą wagę przykłada się także do sportu. Na pierwszym miejscu jest calcio czyli piłka nożna a tuż za nią ciclismo- kolarstwo. Żyjący spokojnym rytmem Włosi nie przejmują się przyszłością. Dla nich ważna jest chwila, a wszystkie problemy, ich zdaniem, jakoś się rozwiążą. Znajdą na to stosowne metody.

Nieco inaczej życie pojmują Toskańczycy. Ich małą Ojczyznę stawia się w pierwszym rzędzie najpiękniejszych rejonów świata i to zarówno pod względem olśniewających krajobrazów, jak również zapachów i smaków. W świetle opinii Marleny de Blasi autorki bestselleru książkowego „Tysiąc dni w Toskanii – życie pachnące rozmarynem” dla Toskańczyka: „najważniejsza jest pogoda, bo decyduje o wszystkim, a oni są rolnikami. Druga rzecz to narodziny i śmierć, zarówno ludzi, jak i zwierząt. A trzecia to potrawy-z uwzględnieniem tego, co jadło się poprzedniego dnia i co planuje się zjeść następnego”. Do kulinarnych upodobań Toskańczyków zalicza się: chleb, wino i oliwę z zaznaczeniem, że ta ostatnia urosła do symbolu ich życia i trwania. Do dzisiaj stosuje się rytuał obmywania narodzonego dziecka oliwą, zanim dostąpi ceremonii chrzcielnej. Stare toskańskie prawdy głoszą, że: „Piekło jest tam, gdzie nic się nie gotuje i nikt nie czeka” i „Największą przyjemność sprawia gotowanie dla licznego grona”.

Jesteśmy w Toskanii. W pamięci mam cytat wspomnianej książki: „Nie starczyłoby życia, aby dokładnie poznać każdy skrawek tej ziemi i wszystkie związane z nim historie. Ale przynajmniej podjęliśmy taką próbę. I to się liczy”. Czy w ciągu kilku dni zdołamy poznać uroki Toskanii? Wydaje się to raczej niemożliwe. Oddzielnym tematem jest religijność Włochów i Toskańczyków. Wiara katolicka jest nieodłącznym elementem ich tożsamości. Poza uczestnictwem w nakazanych obrzędach lubują się w celebrowaniu świąt i uroczystości, gdzie religia jest powodem do wspólnej zabawy i radości przebywania w gronie bliskich sobie ludzi. Będąc w Toskanii, nie sposób nie zwrócić uwagi na wielość zabytków sakralnych, często usytuowanych na murach domów i w zaułkach ulic. Podziw budzą kościoły a szczególnie najważniejsze z nich- wielkie katedry. W Sienie dedykowana Madonnie- opiekunce miasta stanowi obiekt szczególnej troski i dumy mieszkańców. Jej budowę rozpoczęto w XII wieku. Gdy była w zasadzie gotowa, podjęto decyzję, że będzie stanowiła tylko nawę poprzeczną wznoszonej dalej świątyni, aby stać się większą od budowanej we Florencji. Pomysłu nie zrealizowano, lecz mimo tego budzi podziw swoją wielkością i charakterystyczną fasadą ozdobioną posągami i wieżyczkami a także ułożonymi na przemian białymi i czarnymi pasami kamienia ożywiającego boczne fasady, wieżę i wewnętrzne filary. Katedrę św. Marcina w Lucce, mieście Giacoma Pucciniego, budowano od roku 1060. Jej marmurowa fasada składa się z trzech rzędów ażurowych galerii. Jedna z rzeźb przedstawia św. Marcina z żebrakiem.

Najcenniejszą relikwię katedry stanowi drewniana rzeźba Volto Santo czczona jako prawdziwy wizerunek Zbawiciela wykonany przez jednego z Jego uczniów – Nikodema. Piza zachwyca swoim Polem Cudów (Campo dei Miracoli). Poza sławną Krzywą Wieżą i Baptysterium znajduje się na nim pięcionawowa katedra Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. Fasada pokryta galeryjkami jest arcydziełem stylu pizańskiego. We wnętrzu zachwyca mozaika przedstawiająca tronującego Chrystusa pomiędzy Maryją i św. Janem a także świecznik zwany Lampą Galileusza. Największa jest katedra Santa Maria del Fiore we Florencji. Budowana od roku 1296 przez rzeźbiarza i architekta Arnolfo di Cambio, dzięki swoim rozmiarom a zwłaszcza ogromnej kopule, stała się jedną z największych katedr na świecie i obiektem niebywałej dumy florentczyków. Jej piękno emanuje z fasady wykończonej w latach 1871-1887 a także z wystroju wewnętrznego. Na kopułach możemy podziwiać freski autorstwa Giorgia Vasariego i Frederica Zuccariego przedstawiające sąd ostateczny.

Atrakcją katedry są także tarasy widokowe. Jeden pod szczytem kopuły, drugi na 85-metrowej dzwonnicy. Żegnają nas ogromne i jakże piękne toskańskie katedry, niezliczone zabytki sięgające okresu renesansu, ślady geniuszu Leonardo da Vinci, Michała Anioła i wielu innych artystów. Za horyzontem giną cyprysowe aleje prowadzące do niewielkich posiadłości. W pamięci pozostaje obraz pól usłanych drzewami oliwkowymi i winną latoroślą, przesiąkniętych zapachem niezliczonych ziół. Wspominamy smaki pasty, lokalnego wina, kawy espresso z odrobinką grappy, bruschetty z szynką prosciutto. W pamięci pozostaje mała knajpka w Montecatini Alto, do której miejscowi codziennie przychodzą na lampkę doskonałego wina, którego walory smakowe podkreślają oliwki i drobne przekąski. Jak dużo, a jednocześnie mało wiemy o Toskanii. Warto tutaj wrócić chociażby dlatego, aby zobaczyć widok opisany w książce Marleny de Blasi: „Nadciąga fioletowy brzask. Gwiazdy powoli gasną, nie więcej niż kilka naraz, bo to przecież zaledwie uwertura. I już po chwili - ecco, Apollo. Ciemności rozpierzchają się, a niebo eksploduje kolorami – bursztynem, oranżem i różem, jak z serca granatu”.

[Rozmiar: 82923 bajtów] [Rozmiar: 128074 bajtów] [Rozmiar: 112998 bajtów] [Rozmiar: 140953 bajtów] [Rozmiar: 192288 bajtów] [Rozmiar: 111968 bajtów] [Rozmiar: 85718 bajtów] [Rozmiar: 89248 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

„Panno Święta, co …w Ostrej Świecisz Bramie...”

Kiedy tylko jestem na Litwie w okolicach Wilna, trasa moich wędrówek musi prowadzić ku Matce Boskiej Ostrobramskiej. Za szczególny nakaz mojego nauczycielskiego powołania uznaję również prowadzenie przed Jej oblicze kolejnych grupy swoich uczniów. Ostra Brama to miejsce magiczne, które zadziwia, zniewala, ale także czasami zaskakuje. Wspomniana w Inwokacji „Pana Tadeusza” słowami: „Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie …” dla wielu uczniów jest tylko częścią nie zawsze dobrze przyswojonego i być może na siłę wyuczonego dzieła naszego narodowego wieszcza. W realiach Wilna staje się jednak swojska i zrozumiała. Ostra Brama może zaimponować siłą religijnego i historycznego przekazu a jednocześnie zaskoczyć niezbyt imponującą wielkością w wymiarze materialnym W porównaniu z wielkimi sanktuariami Europy i świata to tylko niewielka brama z kaplicą i świętym wizerunkiem Bożej Rodzicielki. W czym więc tkwi siła tego niezwykłego miejsca?

Wilno zyskało status stolicy państwa litewskiego w roku 1322, gdy książę Giedymin wzniósł tutaj zamek. W roku 1498, ponad sto lat po Unii Polsko-Litewskiej w Krewie (1385), miasto zaczęto otaczać murami obronnymi, fosą i dziesięcioma bramami. Jedna z nich prowadziła do Miednika i Krewa i ze względu na to, że mury tworzyły w jej bliskości ostry klin zaczęto nazywać ją Miednicką lub Ostrą Bramą. Źródła mówią o roku 1514, jako czasie jej powstania. Już w średniowieczu istniał zwyczaj umieszczania we wnękach wież świętych obrazów, dlatego w XVII wieku zawieszono w północnej wnęce Ostrej Bramy obraz Matki Bożej. W kolejnych latach dobudowano zakrystię wraz ze schodami oraz kaplicę, do której przeniesiono obraz. We wnęce zewnętrznej strony bramy umieszczono obraz Zbawiciela. Wizerunek Marii Niepokalanie Poczętej jest obrazem o wymiarach 200 cm x 165 cm, namalowanym około roku 1620-1630 na dębowych deskach przez nieznanego artystę.

W jednym z licznych opisów czytamy: „Oblicze Najjaśniejszej Panienki jest nienaturalnie duże, a przestawione zostało Ono bardzo tajemniczo, niezwykle pięknie i „słodko”. Głowa Maryi pochylona jest w lewo, oczy zaś są spuszczone w dół. Koloryt obrazu jest ciemny. W obrębie twarzy widoczne są zacieki, spowodowane z pewnością przez warunki, w jakich obraz znajdował się przez pierwsze lata swego istnienia. Granatowa chusta z żółtą obwódką i zielona podszewką okrywa głowę i ramiona Świętej Panienki, szyję zaś osłania biała chusta, Maryja ubrana jest w brunatno-czerwona suknię, o rękawach wykończonych białym rąbkiem. Ręce pozostają skrzyżowane na piersiach. Jest samotna. Na jej rękach nie ma oczekiwanego Jezusa. Około głowy namalowane zostały promienie, między nimi zaś dwanaście gwiazd”.

Na przełomie XVII i XVIII wieku obraz zasłonięto sukienką ze złoconego srebra zasłaniającą postać Maryi i odsłaniającą tylko Jej twarz i dłonie. Następnie dodano dwie korony: Królowej Niebios i Królowej Polski, zaś w roku 1849 wizerunek wzbogacono srebrnym półksiężycem z wygrawerowanym napisem: „Dzięki Tobie składam Matko Boska za wysłuchanie próśb moich, a proszę Cię Matko Miłosierdzia zachowaj mnie nadal w łasce i opiece Swojej Przenajświętszej W.I.J. 1849 roku”. Szczególny kult wizerunku rozpoczął się po najeździe moskiewskim na Wilno w roku 1655. Umocnił się w czasie zaborów, aby w połowie XIX wieku przybrać charakter ogólnokrajowy, narodowy i niepodległościowy. Po upadku powstania styczniowego, w roku 1864, polski napis widniejący na frontonie kaplicy: „Matko Miłosierdzia pod twoją obronę uciekamy się” przybrał brzmienie łacińskie: „Mater Misericordae, sub tuum praesidum confiugimus”. Obraz zasłynął licznymi cudami i łaskami. Ojciec Hilarjon w swojej „Relacji o cudownym Obrazie Najświętszej Marii Panny” pisze: „Cuda Najświętszej Marii Panny i obfite łaski przy Ostrobramskim Obrazie niezdolnym opisać piórem, równa by praca, co zliczyć gwiazdy na niebie i piaski na ziemi”. Wspomina się, między innymi, o cudownych uzdrowieniach, śmierci szwedzkich żołnierzy, którzy w roku 1702 dopuścili się profanacji obrazu czy podobnym losie rosyjskiego wojaka, który podjął nieudaną próbę kradzieży srebrnej sukienki z obrazu Matki Boskiej.

W chwili obecnej Ostra Brama i wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej jednoczy wiernych wielu narodów. Trudno zapomnieć o wzajemnych urazach polsko- litewskich. Unia personalna polsko- litewska w Krewie a następnie realna w Lublinie (1569) oceniana jest przez nacjonalistów litewskich jako przyczyna polonizacji i jednocześnie zniewolenia ich narodu. Jagiełłę uznawanego w Polsce za wybitnego króla, na Litwie niektórzy okrzyknęli go zdrajcą narodu. Litwini nie mogą wybaczyć Józefowi Piłsudskiemu zajęcia Wilna w 1920 roku, co zmusiło ich do przeniesienia stolicy państwa do Kowna. Będąc przy Ostrej Bramie, możemy usłyszeć mieszaninę języków, szczególnie: polski, rosyjski i litewski. W tłumie ludzi odnajdziemy turystów, których przywiodła tutaj zwykła ludzka ciekawość, ale również rozmodlonych pielgrzymów. Wielu z nich pozostawia w kaplicy wota dziękczynne. Polskim pielgrzymom pokazuje się to, które ofiarował Józef Piłsudski. Napis na nim brzmi: „Matko Boska dziękuję za Wilno”. Opuszczając Ostrą Bramę, nie sposób zapomnieć o pamiątkach. Oferują je wydawnictwa kościelne i przypadkowi sprzedawcy. Zakupione dewocjonalia będą przypominać nam o spotkaniu z Matka Boską Ostrobramską i dawać nadzieją na kolejną wizytę w Wilnie.

[Rozmiar: 58749 bajtów] [Rozmiar: 53753 bajtów] [Rozmiar: 85107 bajtów] [Rozmiar: 91854 bajtów] [Rozmiar: 99314 bajtów] [Rozmiar: 77718 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

PODRÓŻ DO ŹRÓDEŁ TRZECH RELIGII

Podróż do Izraela, zwana przez wyznawców wielu religii pielgrzymowaniem do Ziemi Świętej, już na etapie przygotowań kryje w sobie wiele niewiadomych. Wynikają one przede wszystkim z nieustannego konfliktu żydowsko- arabskiego, którego koniec wydaje się być bardzo odległym, a raczej niemożliwym do osiągnięcia marzeniem. Jego niechlubnym symbolem jest mur dzielący Izrael od Autonomii Palestyńskiej a także ufortyfikowana Strefa Gazy i Wzgórz Golan. Wyjazd do Ziemi Świętej to zawsze wielkie wyzwanie. Przede wszystkim nigdy nie ma pewności, czy podróż w ogóle dojdzie do skutku. Nie wiadomo, jak przygotować się do niej duchowo i merytorycznie. Nie mamy gwarancji, czy podczas naszego pobytu będzie tam bezpiecznie. Nie wiemy, co nas zaskoczy, zadziwi, a co rozczaruje. Nie mamy też pojęcia, jaka będzie korelacja pomiędzy naszą wiedzą religijną odbieraną w rodzinie, szkole i w Kościele a realiami miejsc świętych.

Izraela, to państwo będące zlepkiem: judaizmu, muzułmanizmu i chrześcijaństwa. Według wyliczeń demograficznych żyje tam 7,6 miliona ludności, z czego Żydzi stanowią około 75,5% populacji państwa, Arabowie 19,8%, zaś chrześcijanie zaledwie 2,1%. Dodać jednak należy, że te trzy monoteistyczne religie podzielone są na niezliczone odłamy, a część mieszkańców kraju to ateiści. Mimo tego konstytucja państwa opiera jego funkcjonowanie na twardych zasadach judaistycznych obowiązujących na przykład w kwestach: koszerności posiłków, świąt religijnych, ślubów, roli rabinów, służby wojskowej kobiet itd. Z drugiej strony wielokulturowość państwa wymusza chociażby to, że wszystkie znaki drogowe i większość napisów jest w językach: hebrajskim, arabskim i angielskim.

Izrael to państwo młode. Powstało dopiero 14 maja 1948 roku, aby kształtować swoje obecne granice w kilku wojnach ze światem arabskim. Spowodowały one zaistnienie problemu tzw. uchodźców arabskich wysiedlonych z ich ojczystych ziem a także trwający do dzisiaj stan wojny z sąsiadami, czyli Libanem i Syrią i zaledwie poprawne stosunki z Jordanią i Egiptem. Współczesny Izrael to państwo nowoczesne o doskonale rozwiniętej gospodarce i siłach zbrojnych gwarantujących bezpieczeństwo narodu. Z wielką pieczołowitością wychowuje młode pokolenie w tradycji minionych pokoleń i poszanowania dla takich symboli jak: menora, mezuza, talit czy gwiazda Dawida.

Ziemia Święta powitała mnie piękną, wiosenną pogodą. Od razu moją uwagę przykuł odmienny krajobraz i przyroda a także Arabowie w swoich strojach oraz Żydzi przygotowujący się w piątkowy wieczór do tradycyjnego szabatu. Zachwycił niezwykły koloryt ludzkich twarzy i ubiorów od tradycyjnych żydowskich jarmułek, czarnych kapeluszy spod których wystają charakterystyczne pejsy, futrzanych misiur po sportowe i wygodne stroje. Czyste i zadbane dzielnice miast żydowskich kontrastowały z ciekawym wyglądem Betlejem należącym do Palestyńczyków. Tutaj jest cudownie- Pan Jezus musiał być wyjątkowym estetą! Poranek budzi mnie nawoływaniem muezina do pierwszej modlitwy.

Po chwili słychać dzwony chrześcijańskich kościołów. Słońce niezdarnie wyłania się ponad horyzont. Jestem bardzo szczęśliwy. Czym zasłużyłem sobie na to, że mogę być w mieście narodzin Chrystusa? Kolejne dni pobytu w Izraelu to bezmiar przeżyć i wrażeń. Stale przekonuję się, że jest to podróż mojego życie. Chłonę niezwykłość tej ziemi. Wszystkimi zmysłami pragnę ogarnąć jej zapachy, smaki i świętość skrytą w śladach przeszłości i życiu codziennym: chrześcijan, Żydów i muzułmanów. Najważniejsze są oczywiście te, które wiążą się z moją religią.

Odnajduję je w niezliczonych miejscach. Jestem w grocie Pasterzy i Grocie Mlecznej w Betlejem. Zwiedzam kolejne kościoły Góry Oliwnej, aby przed jednym z nich „Dominus Flevit” („Pan Zapłakał”) uczestniczyć we mszy świętej. „Ołtarz” stanowił niezwykły widok wielokulturowej Jerozolimy. Później Ogród Getsemani i refleksja nad człowieczeństwem Chrystusa- „Ojcze jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich”. Najstarsze drzewko oliwne świata, sacrum Góry Syjon i Golgoty, Wieczernik, piękny kościół Świętej Anny i wreszcie Bazylika Grobu Świętego z grobem Jezusa Chrystusa i miejscem osadzenia w skale krzyża, żydowska synagoga i rozmowa z rodzinami żydowskimi radującymi się wraz ze swoimi synami świętem Bar Micwa.

Oglądamy muzułmańskie meczety: Al.-Aksa i Kopuły na Skale, aby chwilę później obserwować rozmodlonych Żydów przy tzw. Ścianie Płaczu będącej pozostałością utraconej świątyni. Szkoda, że Drogę Krzyżową przeżywam samotnie, a nie w gronie pielgrzymów. Powagę miejsca skutecznie zakłócają tłumy tłoczące się wokół licznych straganów. Kolejne dni to wyprawa poza Jerozolimę: Nazaret z Bazyliką Zwiastowania, dom Świętego Piotra w Kafarnaum, Tabgha z kościołem cudu rozmnożenia chleba i ryb, Betania z grobem Łazarza, Ein Karem- miejsce narodzin św. Jana Chrzciciela i nawiedzenia św. Elżbiety przez Maryję, Góra Ośmiu Błogosławieństw, Góra Tabor i Góra Kuszenia, klasztor Karmelitów Bosych Stella Maris na Górze Karmel, Kana Galilejska, Cezarea Józefowa, rzeka Jordan z tłumem ludzi przeżywających pamiątkę chrztu Chrystusa, Morze Martwe w trzydziestostopniowym upale i kąpiel w jego słonych wodach, spotkanie z Beduinami na Pustyni Judzkiej … można wymieniać, wspominać i przeżywać miejsca święte bez końca.

Jeszcze Kościół Prymatu Świętego Piotra nad Jeziorem Galilejskim i samo jezioro spowite w rannej mgle zmieszanej ze słowami pieśni „Barka” płynącej z głośników łodzi: „Pan kiedy stanął nad brzegiem...”. Jak wspaniale można przeżywać zdarzenia z życia Chrystusa w realnych miejscach. Na koniec krótki wypad do Jaffy, gdzie zobaczyłem niezwykły pomnik. Stanowi go drzewo wyrosłe z nasion pomarańczy posadzonych w kamieniu - synonim cudu powstania Izraela po okresie diaspory żydowskiej. Przed wyjazdem do Izraela otrzymałem w prezencie książkę Eli Sidi „Izrael ujarzmiony”, którą uważnie przeczytałem. Autorka jest Polką mieszkającą od lat w Izraelu. Chociaż jej rodzina nie należy do żadnego z odłamów judaizmu, ona sama w wielu aspektach życia codziennego musi podporządkować się jego zasadom. Mimo wielu lat spędzonych na obczyźnie nadal czuje się tutaj obco. Próbuje poznać i ujarzmić swoją nową ojczyznę. Niestety wobec mnogości problemów i spraw jest to niemożliwe.

Opuszczam Izrael z podobnymi odczuciami. W głowie mieszają się cytaty z pisma świętego oraz przypisane im i oglądane realne miejsca. Trudno ogarnąć wątki historii państwa i narodu. Rodzą się kolejne pytania. Jak zrozumieć mieszkających tutaj ludzi? Wszyscy mają swoje racje i nie potrafią uwierzyć w te, które głoszę ich sąsiedzi. Po której stronie tkwi prawda? Ostatnie spojrzenie z balkonu hotelowego pokoju. Na placu przed pobliskim domem bawią się palestyńskie dzieci. Są głośne, wesołe i uśmiechnięte. Czy marzą o lepszych czasach, o pokoju na tej umęczonej ziemi? Być może na razie zajęte są radością chwili. Oby przerodziła się ona w radość kolejnych dni i lat.

Ta piękna część świata nie może być miejscem wojny w imię jakiegokolwiek boga czy ludzkich racji i wartości. Jest przecież Ziemią Świętą! Ostatni raz mijamy zasieki i straże wojskowe wokół złowieszczego muru. W naszym rejonie świata nie ma już Muru Berlińskiego – może zniknie kiedyś ten, który dzieli mieszkańców Ziemi Świętej. Ostatni etap wyprawy to ponad trzygodzinny lot do Polski, w której przywitał nas dwunastostopniowy mróz. Co pozostawiła w nas pielgrzymka do Ziemi Świętej? Dla wielu jej uczestników stała się bodźcem do lepszego życia, przemiany. Nie może być inaczej, gdy człowiek dotyka sacrum. Wracamy lepsi, uduchowieni, pełni wewnętrznych refleksji i wspomnień.

[Rozmiar: 74988 bajtów] [Rozmiar: 117141 bajtów] [Rozmiar: 115668 bajtów] [Rozmiar: 122770 bajtów] [Rozmiar: 137166 bajtów] [Rozmiar: 161000 bajtów] [Rozmiar: 172727 bajtów] [Rozmiar: 108069 bajtów] [Rozmiar: 122161 bajtów] [Rozmiar: 105909 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

AGŁONA - ŁOTEWSKA CZĘSTOCHOWA

„Życie religijne Polaków na Kresach” - taki tytuł nosi ósma już część projektu „Poznajemy Kresy Wschodnie dawnej Rzeczpospolitej” zrealizowana jesienią 2014 roku. Całość jest efektem wspólnego działania uczniów Gimnazjum im. Księdza Walentego w Jankowicach i Gimnazjum im. Karola Miarki w Świerklanach.

Trasa tej wycieczki wiodła przez litewskie Szawle i znajdującą się tam Górę Krzyży, przez stolicę Łotwy- Rygę oraz przez estońskie miasto Valga założone przez polskiego króla Stefana Batorego. Głównym celem tegorocznego pobytu na Kresach była wizyta u naszych przyjaciół w Państwowym Gimnazjum Polskim im. Józefa Piłsudskiego w Daugavpils na Łotwie. Przygotowano tam dla nas ciekawy program obejmujący, między innymi, udział w zajęciach lekcyjnych, wizytę w lokalnym muzeum, pobyt na lodowisku, halowe mecze hokeja i piłki nożnej oraz zwiedzanie miasta. Zaproszono nas także na wycieczkę do miejscowości Kraslaw i do Agłony z jej Sanktuarium Maryjnym zwanym Łotewską Częstochową. My zrewanżowaliśmy się występem artystycznym, podczas którego zaprezentowaliśmy polską poezję i rodzime pieśni religijne. Uczniowie łotewskiej szkoły zostali także zaznajomieni z historię i dniem dzisiejszym życia religijnego w Polsce.

Nic więc dziwnego, że z żalem opuszczaliśmy kraje bałtyckie, gdzie przeżyliśmy niezapomnianą przygodę. Szczególnie ważne było to, że uczniowie te kilka dnu pobytu na Łotwie spędzili w rodzinach swoich łotewskich rówieśników. Pobyt na Łotwie pozwolił na nakreślenie obrazu tamtejszej religijności, zwłaszcza wśród ludzi o polskich korzeniach. Dane statystyczne wskazują, że 2,3% populacji kraju stanowią Polacy będący katolikami. Największe ich skupisko, w liczbie 22 tysięcy, znajduje się w Łatgalii, zwłaszcza w Daugavpils (Dyneburg), w Kraslawie i Rzeżycach. 709 tysięcy Łotyszy jest luteranami. Prawosławni Rosjanie to 430 tysięczna grupa ludności. Inne wyznania to: staroobrzędowcy, baptyści, zielonoświątkowcy, ewangeliczni chrześcijanie, Adwentyści Dnia Siódmego i Świadkowie Jehowy. Nasze doświadczenia pozwoliły na wysunięcie wniosku o pełnej symbiozie ludzi różnych wyznań. Nakazują to względy historyczne, narodowościowe a zwłaszcza zdrowy rozsadek i miłość chrześcijańska.

Wróćmy jednak do największego katolickiego sanktuarium Łotwy. Nazwa Agłona wywodzona jest od lasów jodłowych rosnących w tamtych okolicach. W bazylice Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czczony jest Jej wizerunek, zaś samą Matkę Jezusa nazywa się Przewodniczką z Kwiatem. Obraz znajduje się w ołtarzu głównym i jest XVII wiecznym dziełem namalowanym na dębowej desce przez nieznanego autora. Ponieważ wykazuje podobieństwo do wizerunku Matki Bożej Trockiej, stąd prawdopodobieństwo, że przywieziony został do Agłony z Litwy przez tamtejszych dominikanów. Obraz jest odsłaniany tylko w czasie specjalnych uroczystości. Od wieków słynie z uzdrawiającej mocy. Na złotym tle ukazuje się postać Maryi siedzącej na tronie, z Dzieciątkiem na kolanie. Ubrana jest w ciemnopurpurowy, oblamowany złotem strój okryty ciemnogranatowym płaszczem ze złotymi gwiazdami i z błękitną podszewką. W lewej ręce Maryja trzyma różaną gałązkę o trzech kwiatach. Z kolei Dzieciątko Jezus ubrane jest w czerwoną tunikę wykończoną złotem i trzyma na kolanach Pismo Święte. Oczywiście my możemy tylko wyobrazić sobie ten wspaniały wizerunek, gdyż obraz przysłania sukienka i korony z pozłacanego srebra wysadzanego drogocennymi kamieniami. Poniżej obrazu wiszą liczne wota dziękczynne. Wielu uczestników naszej wyprawy zabrało ze sobą na pamiątkę wizerunek Matki Boskiej z Agłomy w postaci obrazków lub widokówek.

W roku 1215 papież Innocenty III nazwał Łotwę „Terra Mariana” czyli „Kraj Maryi”. Kult Matki Boskiej zaszczepili tutaj chrześcijańscy misjonarze a zwłaszcza biskupi: Meinart i Albert. W XVI wieku, w okresie reformacji przybili na Łotwę jezuici, którzy obok dominikanów wznoszących kościoły szerzyli wiarę pod znakiem Maryi. W roku 1697, za sprawą ziemianki Ewy Justyny Szostowickiej z domu Sielickiej i biskupa inflanckiego Mikołaja Popławskiego, sprowadzono do Agłony dominikanów z Wilna, którzy założyli tutaj klasztor i szkołę. Rok później, 15 sierpnia 1698 roku, dziewczyna łatgalska o imieniu Anna miała widzenie Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku a w tym samym czasie przeor ujrzał biały kościół z dwoma wieżami. Było to znakiem potrzeby budowy świątyni i sprowadzenia obrazu. Dwa lata później Ewa Szostowicka podarowała dominikanom 20 wsi z 90 domami i 2 folwarkami na rzecz budowy nowej świątyni. Akt fundacyjny podpisali: biskup Popławski, król polski August II i papież Innocenty XII. Świątynię wzniesiono na pagórku między jeziorami Egles i Ciriss a poświęcono 10 września 1751. Aktu tego dokonał biskup Józef Puzyna.

Po pożarze w roku 1766 zbudowano w stylu barokowym kościół murowany zachowany do dnia dzisiejszego a następnie powstały: klasztor, szkoła i seminarium duchowne. Zamknął je rząd rosyjski w roku 1832. Podobny los spotkał klasztor funkcjonujący do roku 1880. Podczas I wojny światowej w klasztorze mieścił się szpital wojskowy i dowództwo batalionu. W okresie międzywojennym, w czasach niepodległe Łotwy, w Agłonie kwitło życie religijne. W okresie II wojny światowej i w czasach okupacji radzieckiej Łotwy stopniowo likwidowano przejawy życia religijnego, lecz mimo tego przybywają tutaj pielgrzymi i nie brakuje powołań kapłańskich. W roku 1980, z okazji 200. rocznicy budowy świątyni, papież Jan Paweł II nadał jej tytuł bazyliki mniejszej. Sześć lat później, z okazji 800 -lecia chrztu Łotwy, przybywa do Agłony 150 tysięcy pielgrzymów. Liczba ta jest jeszcze większa 9 września 1993 roku, w czasie wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II i wynosi 300 tysięcy wiernych. Dzisiaj Agłona odwiedzają: Łotysze, Litwini, Białorusini i Polacy. Odnowione podziemia bazyliki mieszczą kaplicę z sarkofagami miejscowych biskupów: Julijansa Vaivodsa i Boleslavsa Sloskansa. Pielgrzymi podziwiają obszerny plac przed bazyliką ze stacjami Drogi Krzyżowej i Kalwarię Saletyńską, klasztor oraz źródło wody leczniczej.

Agłona żegna nas widokiem bazyliki o dwóch charakterystycznych białych wieżach. Ich kontury rysują się wyraźnie na tle jesiennego nieba. Drzewa wokół placu kościelnego mienią się wieloma odcieniami zieleni zlewającymi się z bielą ołtarza papieskiego. W uszach jeszcze brzmią słowa modlitw wypowiadanych przez wiernych po łotewsku, rosyjsku i czasem po polsku. Zostawiamy Agłonę z jej złożonością językową i kulturową oraz ludźmi pragnącymi żyć w spokoju i w pokoju. Niestety realne zagrożenia płyną z ust przywódców niedalekiego sąsiedniego kraju pragnącego przywrócić swoją wielkomocarstwowość. Oby Matko Boska z Agłony strzegła Łotwę przed niebezpieczeństwami.

[Rozmiar: 72117 bajtów] [Rozmiar: 98712 bajtów] [Rozmiar: 136271 bajtów] [Rozmiar: 124675 bajtów] [Rozmiar: 73337 bajtów] [Rozmiar: 152135 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

PIELGRZYMKA DO MATKI SIEDMIU BOLEŚCI

Krnov jest miastem leżącym w Republice Czeskiej na pogórzu Niskich Jesioników u zbiegu rzek Opawy i Opawicy. Pierwsza wzmianka o Krnovie pochodzi z roku 1240, zaś prawa miejskie otrzymał on trzydzieści dziewięć lat później. Miasto już w okresie średniowiecza było ważnym ośrodkiem tkactwa, zaś od roku 1873 produkowane w nim organy znane i cenione w całej Europie. W latach 1377 – 1923 miasto było stolicą samodzielnego księstwa krnowskiego. Obecnie liczy 30 tysięcy mieszkańców i nazywane jest „zielona perłą Śląska”. Nieopodal Krnowa na malowniczym wzgórzu Cvilin wznosi się kościół Matki Boskiej Bolesnej zwany „duchową perłą Śląska”. Tutaj corocznie od ponad trzystu lat w niedzielę poprzedzającą dzień 15 września czyli święto MB Bolesnej, zjeżdżają się pielgrzymi, aby wziąć udział w procesji na wzgórze. Sama świątynia jest uznawana za perłę budownictwa barokowego. Zwłaszcza zachwycają w niej freski pochodzące z lat 1726 – 1727 autorstwa brneńskiego malarza Frantiska Eckensteina.

Istnienie świątyni na Cvilinie zawdzięczamy Franciszkańskiemu Zakonowi Minorytów, który przybył do Krnova już w 1273 roku. Zakon został założony przez św. Franciszka z Asyżu. Po przybyciu na Śląsk Minoryci założyli w Krnovie klasztor i kościół Narodzenia Maryi Panny. Przechodził on różne koleje losu, obecnie będąc na nowo udostępniony wiernym. Jednak główną siłą sprawczą pielgrzymowanie na Cvilin jest czczony tutaj, uznawany za święty i czyniący cuda obraz Matki Boskiej Siedmiobolesnej. Właściwie możemy mówić o dwóch obrazach. Pierwszy umieszczono w ołtarzu głównym, drugi w tylnej jego części w specjalnej skrytce. Wyjmowany z tego miejsca przez kapłana stanowi rodzaj sacrum całowanego przez wiernych.

Już w XIV wieku pojawił się w Kościele motyw siedmiu boleści Maryi. Są nimi: proroctwo Symeona, ucieczka do Egiptu, zagubienie Jezusa, spotkanie z Jezusem na Drodze Krzyżowej, ukrzyżowanie i śmierć Jezusa, zdjęcie Jezusa z krzyża, złożenie Jezusa do grobu. Jako rzecz niezaprzeczalną uznaje się fakt, iż Maryja wiele wycierpiała jako Matka Zbawiciela, zdając sobie sprawę z tego że jej Syn jest zbawicielem rodzaju ludzkiego. Ten właśnie motyw uwieczniono na cvilińskich obrazach. Matka Boska ugodzona siedmioma strzałami w pokorze znosi swoje cierpienie. Pielgrzymka na Cvilin, poza religijnym, niesie w sobie wiele wymiarów. Jeden z nich wiąże się z sytuacja Kościoła Katolickiego we współczesnych Czechach. Jest ona zupełnie inna niż ta panująca w Polsce.

Puste kościoły wymagające remontów, ludzie pracujący w niedzielę na polach czy w ogrodach mała liczba młodych w świątyniach. Tym bardziej widać radość kapłanów, często znających język polski, z pielgrzymów przybyłych z sąsiedniego kraju i uczestniczących w liturgii. Drugi wymiar na charakter regionalny. Wszędzie podkreśla się śląski charakter cvilińskiej świątyni, wszak cała Republika Czeska bez jakichkolwiek separatystycznych obaw uznawana jest za państwo składającą się z: Czech, Moraw i właśnie Śląska. Krnowskie wzgórze musi także zachwycać niezwykłością swojego krajobrazu. Jego uroki można podziwiać z wieży widokowej o wysokości 29 metrów a wzniesionej w roku 1903 przez członków sekcji krnovskiej Morawsko – Śląskiego Towarzystwa Górskiego. Z tarasu widokowego na szczycie wieży widać: Jeseniki, Beskidy, doliny rzek Opawy i Opawicy oraz Nizinę Śląską.

Najpiękniejszy jest jednak widok kościoła MB Bolesnej zatopionego w gąszczu zieleni. Wart także zobaczyć znajdujące się w pobliżu ruiny zamku Selenburk. Turystyczny wymiar pielgrzymki na Cvilin można wzbogacić o przejażdżkę kolejką parową z Osoblachy od Tremesnej, zwiedzaniem samego Krnova i pobliskiej Opawy. W Krnovie warto zobaczyć: kościół św. Marcina, mur szwedzki, pomnik Bedricha Smetany, budynek gimnazjum, zamek książąt krnovskich i przepiękny ratusz.

Na Cvilin przybyliśmy wczesnym rankiem z grupą rybnickich pielgrzymów. Przywitało nas nieco senne, lecz jakże urocze wzgórze z kościołem, pobliską wierzą widokową i stacjami drogi krzyżowej. Oczekiwanie na msze św. skróciliśmy wycieczką okolicznym szlakiem turystycznym. Pewnym zaskoczeniem był miejscowy kapłan witający nas nienaganną polszczyzną. Po mszy koncert ku czci Matki Boskiej, ucałowanie świętego obrazu i powrót do leżącego w dolinie Krnowa. Z oddali widać jeszcze zielone wzgórze i świątynię. Obraz nieco mącą robotnicy pracujący przy remoncie szosy i chłopi zbierający zboże z pół.

[Rozmiar: 144117 bajtów] [Rozmiar: 132667 bajtów] [Rozmiar: 72451 bajtów] [Rozmiar: 64215 bajtów] [Rozmiar: 85280 bajtów] [Rozmiar: 91025 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MATKA BOSKA Z BUKOWIŃSKIEJ KACZYKI

Cacica to otoczona lesistymi wzgórzami miejscowość leżąca w sercu Bukowiny południowej. W Rumunii i poza jej granicami przede wszystkim znana jest ze względu na znajdujące się tutaj katolickie Sanktuarium Maryjne oraz czynną kopalnię soli. Kaczyka, bo tak brzmi jej polska nazwa, często określana jest jako „Bukowina w pigułce”, ponieważ jest wymieszaną etnicznie i kulturowo miejscowością, w której zgodnie od wieków zamieszkują: Rumuni, Ukraińcy, Polacy i Niemcy.

Dzieje Kopalni Soli w Kaczyce rozpoczynają się w roku 1791, kiedy zarządzono poszukiwania soli kamiennej. Pierwsi górnicy przybyli tu z Galicji w roku 1792. Pochodzili z Bochni, Kałusza oraz z Wieliczki. Z czasem dołączyli do nich urzędnicy i specjaliści w dziedzinie wydobycia soli. Niektórzy zajmowali ważne funkcje kierownicze w kopalni. Niezwykle ciekawie kształtuje się także historia miejscowego kościoła. Odegrał on w dziejach Kaczyki i jej polskich mieszkańców bardzo ważną rolę. Brak świątyni zmobilizował księdza Jakuba Bogdanowicza, pierwszego polskiego duchownego przybyłego do Kaczyki, do urządzenia w podziemiach kopalni kaplicy pw. św. Barbary – patronki górników. Pierwszy kościół zaczął służyć wiernym w roku 1810.

W 1904 roku konsekrowano nową neogotycką świątynię pw. Wniebowstąpienia NMP. Prawdopodobnie w roku 1810 ksiądz Jakub Bogdanowicz przywiózł ze Stanisławowa kopię ikony Matki Boskiej Częstochowskiej, która od tego czasu z ołtarza głównego świątyni błogosławi wiernym przybywającym pomodlić się o Jej wstawiennictwo. Zyskała ona miano Matki Boskiej z Kaczyki. Kilka lat temu, na Jasnej Górze w Częstochowie, dokonano jej renowacji a także wykonano kolejną kopię. Odbyła ona peregrynację po ziemi rumuńskiej. Dnia 14 marca 2000 roku kościół w Kaczyce został podniesiony do rangi bazyliki mniejszej. Na tyłach świątyni w początkach 1908 roku wybudowano kopię groty Matki Boskiej z Lourdes. Miejscowi Polacy, wierni religii swoich przodków, zawsze aktywnie uczestniczyli w życiu społeczności lokalnej. Od roku 1990 działają w ramach Stowarzyszenia Polaków w Kaczyce.

To właśnie do nich udaliśmy się z projektem „ Z Januszem Korczkiem wśród Polaków na Bukowinie”. W kilku miejscowych szkołach przedstawiono montaż słowno- muzyczny związany z przestrzeganiem praw dziecka w naszym kraju a także z osobą Janusza Korczaka. Podczas wspólnych imprez nawiązano przyjaźnie zarówno z dziećmi o polskich korzeniach jaki i z tymi, które pochodzą z rodzin rumuńskich. Podpisano deklarację dalszej współpracy. Swoim projektem jego uczestnicy oddali cześć Januszowi Korczakowi-wielkiemu Przyjacielowi Dzieci. Uczniowie z Polski poznali kulturę i historię Bukowiny a także przybliżyli miejscowym dzieciom kulturę naszego kraju. W czasie wizyty doszło do spotkania z Gerwazym Longherem, polskim posłem do parlamentu Rumunii a także z władzami samorządu lokalnego, miejscowych szkół i animatorami polskości w Kaczyce.

Wizyta na Bukowinie wpisała się w ciąg zdarzeń związanych z wieloletnią przyjaźnią i współpracą pomiędzy gminami Kaczyka i Świerklany oraz powiatem rybnickim. Jej efektem jest, między innymi, pomnik papieża Jana Pawła II ufundowany przez gminy wskazanego powiatu umieszczony przed wejściem do tamtejszej bazyliki. Uczestnicy projektu wrócili do Polski z wielką nadzieją na to, że bukowińscy Polacy będą nadal wierni językowi, wierze i tradycji ich ojców. Miejscowe realia nie sprzyjają takiemu zjawisku. Młodzi ludzie emigrują za chlebem w inne regiony Rumunii a nawet za granicę. Jednak wielkie serce i zaangażowanie, szczególnie Państwa Krystyny i Michała Cehaniuków- opiekunów Domu Polskiego w Kaczyce, mogą być oznaką zachowania tego, co wielkie i święte w oczach tamtejszej enklawy polskości.

Z Kaczyki wróciliśmy pełni wrażeń i wzniosłych uczuć. W naszej świadomości pozostało wiele obrazów: dwujęzyczny napis na Domu Polskim „Bine ati venite” i drugi po polsku „Witamy”, trzy flagi na „Casa Polona” - czyli „Domu Polskim”: rumuńska, polska i Unii Europejskiej, dwie nazwy na tablicy umieszczonej przy wjeździe do wsi: po rumuńsku „Cacica” oraz po polsku „Kaczyka”. Największe, pozytywne zaskoczenie spotkało nas ze strony ludzi, szczególnie tych, którzy posiadają polskie korzenie. Zewsząd dobiegały polskie słowa. Słychać je było w sklepach, na ulicach, w szkole i w kościele. Polskie ślady odnaleźliśmy w starej kronice przechowywanej przez Michała Cehaniuca, na gazetkach szkolnych, na poddaszu Domu Polskiego, gdzie zgromadzono liczne pamiątki a także na miejscowym cmentarzu, gdzie na pomnikach widnieją polskojęzyczne napisy.

Czytaliśmy pismo Związku Polaków w Rumunii pod tytułem „Polonus”. Zachwycił nas nostalgiczny film pt. „Kaczyka, jest takie miejsce” w reżyserii Anny Błaszczyk i Łukasza Czajki, w którym główny bohater, Michał Cehaniuc boleje nad odchodzącą świetnością wsi i jej polskich mieszkańców. Zdziwiła nas ich niezwykła religijność i związane z nią oczekiwanie na coroczny odpust w dniu 15 sierpnia, w święto patronackie kościoła. Jest to największe wydarzenie dla katolików na Bukowinie i w całej Rumunii. Poza wątkiem religijnym wiąże się on z okolicznościowym festynem. Mieszkańcy tego regionu potrafią żyć w zgodzie z wyznawcami prawosławia. Zachwyciły nas ich malowane od zewnątrz cerkwie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, które wzniesiono miejscowościach: Humor, Moldovita, Voronet, Sucevita i Putna. Z Kaczyki zabraliśmy niezwykłe wspomnienia oraz święte obrazki, na których przedstawiono Tę, która ochrania Bukowinę z jej wielokulturowymi mieszkańcami. W podpisie widniejącym na tej pamiątce czytamy: „Icoana miraculoasa a Maicii Domnului Cacica”.

[Rozmiar: 176859 bajtów] [Rozmiar: 49279 bajtów] [Rozmiar: 62410 bajtów] [Rozmiar: 96054 bajtów] [Rozmiar: 131826 bajtów] [Rozmiar: 87112 bajtów] [Rozmiar: 163025 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

ALBAŃSKIE MECZETY

Gdybyśmy w Europie szukali miejsc egzotycznych i odbiegających od przyjętych norm społecznych, gospodarczych oraz kulturowych musielibyśmy się udać do Albanii. Miałem taką okazję dwukrotnie. Szczególnie pierwsze zderzenie z tym krajem zapadło mi w pamięci. Niewielka odległość dzieląca grecką wyspę Korfu od albańskiej Sarendy była okazją zweryfikowania opinii o tym kraju. Jakże bolesna była to lekcja. Co prawda Sarenda to piękny kurort, lecz tylko nad brzegiem Morza Jońskiego. Kolejne tarasy miasta, uczepione skalistych i stromych stoków, przedstawiały straszny widok ludzkiej biedy. Wszechobecny nieład, nieporządek i brud, rozpadające się budynki, nędznie ubrani ludzie, słabo zaopatrzone sklepy a także trudność porozumienia się w jakimkolwiek języku, przerażały. Drugie spotkanie z Albanią wiązało się z wizytą w stolicy tego państwa a także w kilku innych miastach. Tirana to duży ośrodek przemysłowy i centrum kulturalne kraju.

Mimo to spotkaliśmy tutaj kilka anomalii, chociażby ruch uliczny pozbawiony jakichkolwiek zasad, handel towarami sprzedawanymi bezpośrednio z chodników oraz rzesza dzieci proszących o wsparcie finansowe. Samo miasto wywarło jednak bardzo pozytywne wrażenie: było zadbane, pełne wielobarwnych reklam i pięknych budowli. Podziwialiśmy plac Skanderbega, na środku którego widnieje okazały pomnik tego narodowego bohatera Albańczyków, budynek opery, budynki ministerialne, Muzeum Sztuki, wieżowiec Sky Tower. Naszą uwagę zwróciła również perła miejscowej architektury-meczet Ethem Beja zachwycający bogactwem sztukaterii i freskami. To jeden z najcenniejszych zabytków miasta i Bałkanów. Wpisany został na Listę Religijnych Zabytków Kultury Albanii. Budowę meczetu rozpoczęto w roku 1789 z inicjatywy Mollego Beja a zakończono w roku 1823 za czasów jego syna Hadżi Ethema Beja.

Ciekawostką jest fakt, że w czasach komunistycznych rządów Envera Hodży mogli do niego wchodzić tylko cudzoziemcy. Dla Albańczyków otwarty został dopiero w roku 1991. Nasza obecność w meczecie nie przeszkadzała modlącym się wyznawcom islamu. Wręcz przeciwnie, objaśniali nam elementy wystroju wnętrza i zasady jego funkcjonowania. Być może wiązało się to z zasadą obowiązującą w Albanii, w myśl której cudzoziemcy mogą podziwiać miejscowe meczety bez jakichkolwiek przeszkód i nie dopełniając zasad obowiązujących muzułmanów. Nie spotkałem się z tym ani w Egipcie, ani w Tunezji czy w Izraelu, Bośni i Hercegowinie. Wpuszczono nas także do meczetu w mieście Szkodra. Również tutaj zachwycił nas wewnętrzny wystrój świątyni wyłożonej ceramicznymi płytkami w przeważających barwach błękitu, czerwieni i bieli oraz z ornamentami w kształcie roślin, figur geometrycznych i arabskich liter. Islam zakazuje tworzenia obrazów Boga a także podobizn ludzi i zwierząt. Podziwialiśmy kazalnicę (minbar), podium (dakka) oraz pulpit na Koran (rahla).

Przed wejściem widzieliśmy miejsce na rytualne obmycie ciała. Należy trzykrotnie obmyć ręce, również trzykrotnie przepłukać usta wodą z prawej dłoni, później umyć ręce do łokcia i stopy do kostek. Nas jednak nikt do tego nie zmuszał. Kiedy stąpaliśmy bosymi stopami po miękkim dywanie, w głowie rodziła się refleksja nad religią kojarzoną często z muzułmańskim fundamentalizmem i aktami terroryzmu. Jaki jest więc prawdziwy islam i na czym polegają zasady tej religii? Wszystko zaczęło się w roku 610, gdy kupiec o imieniu Mahomet zaczął interesować się sprawami religijnymi. W czasie jednej z wizji, archanioł Gabriel nakazał mu przekazać prawdę o jedynym Bogu oraz nakazał nawrócenie i zmianę trybu życia. W roku 622 przeniósł się wraz ze swoimi zwolennikami do Medyny, co uznano za początek muzułmańskiej rachuby czasu. Mimo tego, że muzułmanie żyją na całym świecie łączy ich pięć głównych zasad religijnych.

Pierwszym filarem islamu jest wyznanie wiary – szahada. Muzułmanin daje świadectwo o jednym i jedynym Bogu oraz neguje wszystko, co podważa tę jedność- a więc stawianie w miejsce boga osób, bogactwa, zainteresowania lub czegokolwiek innego. Uznawane jest to za bałwochwalstwo. Drugi filar to obowiązkowa modlitwa rytualna czyli salat. Odmawiana jest pięć razy dziennie o dokładnie określonej godzinie- przed świtem, w południe, po południu, po zachodzie słońca i przed nadejściem nocy. Wyraża ona pokorne oddanie się Bogu i ufność w jego miłosierdzie. Towarzyszą jej: stanie, skłony, siedzenie. Modlący musi skierować się w kierunku Mekki a przed modlitwą musi oczyścić się przez obmycie określonych części ciała. Z kolei piątkową modlitwę południową muzułmanie odmawiają w meczecie pod przewodnictwem imama. Oddzielnie modlą się kobiety i mężczyźni. Post jest trzecim filarem islamu. Obowiązuje w okresie Ramadanu, który jest dziewiątym miesiącem kalendarza islamskiego i trwa 29 lub 30 dni.

Post wyraża intensywne ofiarowanie się Bogu oraz solidarność ze współwyznawcami na całym świecie. Trwa, z kilkoma wyjątkami, od świtu do zachodu słońca. W tym czasie muzułmanie powstrzymują się od spożywania pokarmów, picia, od używek oraz współżycia seksualnego. Post ma także wymiar etyczny. Jest nieważny, gdy muzułmanin kłamie, oszukuje, oczernia innych, przeklina. Dzień postu kończy wieczorny wspólny posiłek. Nakazem muzułmanina jest obowiązkowa jałmużna na rzecz biednych czyli zakat. Dla muzułmanina, ten odpowiednik naszych podatków, jest również formą oczyszczenia z chciwości a także podziękowania Bogu za to, że pozwala ludziom żyć w godziwych warunkach.

Ostatni filar islamu to pielgrzymka do Mekki będąca kulminacyjnym punktem życia religijnego wyznawców islamu oraz symbolem ich wspólnoty. Na pielgrzymkę powinna udać się osoba dorosła, która cechuje się dobrym zdrowiem i posiada wystarczające środki finansowe. Rozróżniamy pielgrzymkę małą i dużą. Pierwszą można odbyć samodzielnie i w dowolnym czasie. Druga ma charakter uroczysty i wspólnotowy. Pielgrzymi przywdziewają skromny strój będący symbolem odcięcia się od codzienności oraz równości wszystkich muzułmanów wobec Boga. Na dziedzińcu największego meczetu Mekki znajduje się Kaaba, czarna budowla z kamienia uznawana za „pierwszy Dom” zbudowany przez Abrahama dla Boga. Należy okrążyć ją siedmiokrotnie, dotknąć i ucałować czarny kamień wbudowany w jej wschodnią część a następnie odbyć kolejne części pielgrzymki.

Opuszczamy Albanię. Kraj niezwykle serdecznych ludzi, przeżywających problemy dnia codziennego niewspółmierne do tych, jakimi darzy nas polska rzeczywistość. Również tutaj trwa czas rozlicznych reform zaburzonych istnieniem korupcji i czarnym rynkiem gospodarczym. Ponad 64% mieszkańców Albanii to wyznawczy islamu, chrześcijanie stanowią niecałe 31%, z tego katolicy 15%. Jedyną droga do budowania lepszej przyszłości jest więc pojednanie i wzajemne zrozumienie, także na gruncie religijnym. Z minaretu meczetu Ethem Beja rozlegają się słowa modlitwy muezina: „Bóg jest największy. Wyznaję, iż nie ma bóstwa oprócz Boga. Wyznaję, iż Mahomet jest posłańcem Boga. Śpieszcie się na modlitwę. Śpieszcie się do sukcesu. Bóg jest największy

[Rozmiar: 112391 bajtów] [Rozmiar: 158249 bajtów] [Rozmiar: 131227 bajtów] [Rozmiar: 64963 bajtów] [Rozmiar: 67011 bajtów] [Rozmiar: 181825 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

W MIEŚCIE ŚW. RUPERTA I WOLFGANGA AMADEUSZA MOZARTA

Salzburg leżący w północno- zachodniej Austrii jest stolicą kraju związkowego o tej samej nazwie. Ponieważ stanowi ważne centrum turystyczne, jest najczęściej odwiedzanym miastem w kraju. Liczba turystów znacznie przekracza liczbę mieszkańców, która wynosi ponad 147 tysięcy. Podziw budzi niezwykle urokliwe położenie tego alpejskiego miasta leżącego na wysokości 424 m n.p.m. Piękna dodaje przepływająca przez Salzburg rzeka Salzach. Prawdziwą perłą jest stare miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Salzburg warto również odwiedzić ze względu na osoby związane z jego historią. Pierwszą z nich jest Wolfgang Amadeusz Mozart, który przyszedł tutaj na świat 27.01.1756 roku. Ten wybitny kompozytor i wirtuoz gry na instrumentach klawiszowych, w latach 1769-1781, pracował dla arcybiskupa a po konflikcie z pracodawcą opuścił Salzburg i udał się do Wiednia. Tam przebywał aż do śmierci. Zmarł 5.12. 1791 roku. W opinii znawców jest jednym z najwybitniejszych muzyków w dziejach ludzkości zaliczanym wraz z J. Haydnem i L. Beethovenem do grupy klasyków wiedeńskich. Turystom pokazywany jest dom, w którym genialny muzyk przyszedł na świat oraz drugi, w którym przez jakiś czas mieszkał. Zdumiewa ogromna ilość różnorodnych pamiątek związanych z osobą kompozytora. Do najbardziej znanych należą okrągłe czekoladki z potrójnym nadzieniem misternie owinięte w złoty i błyszczący papierek z podobizną artysty. Ponieważ z miastem związany jest także inny wybitny muzyk i dyrygent - Herbert von Karajan, dlatego organizowane są tutaj liczne koncerty gromadzące koneserów muzyki na najwyższym poziomie artystycznym.

Salzburg słynie również z kilku niezwykle cennych zabytków architektonicznych. Najważniejszy z nich to Festung Hohensalzburg, zamek-twierdza górujący ponad starym miastem. Jest jednym z największych w Europie. Inny, to klasztor św. Piotra założony w roku 696 przez św. Ruperta, jeden z najstarszych w tej części Europy. Kolejny klasztor, Nonnberg, założony przez tego samego świętego, obecnie jest najstarszym działającym klasztorem w Europie. Warto zwiedzić także: Fridhof St. Sabastian- cmentarz św. Sebastiana z grobami rodzin: Mozart, Nissen, Weber i Doppler, pałac arcybiskupów, kościół uniwersytecki, główną ulicę Getredegasse i ogrody Mirabell. Będąc w Salzburgu koniecznie należy zobaczyć Salzburger Dom -czyli miejscową katedrę św. Ruperta będącą główną świątynią miasta i całej diecezji. Była budowana w latach 1614-1628 przez włoskiego architekta Santino Solariego na miejscu średniowiecznej katedry wzniesionej przez św. Wirgiliusza, biskupa benedyktyńskiego. Ta zachwycająca swoim barokowym wystrojem świątynia może pomieścić dziesięć tysięcy wiernych. Cennym zabytkiem jest znajdująca się tu chrzcielnica związana z chrztem Mozarta.

Patron katedry, św. Rupert, to jedna z najciekawszych postaci związanych z historią średniowiecznej Europy. Urodził się prawdopodobnie w roku 650 w Wormacji. Pochodził z rodziny Robertynerów spokrewnionej z dynastią królewską Merowingów. Z rozkazu diuka Bawarii Theodora II został biskupem Wormacji i uzyskał zgodę na podróż misyjną w celu umocnienia wiary. Jej trasa wiodła przez: Lauriacum, Traungau, Attergau i Seekirchen nad rzekę Salz w miejsce, gdzie obecnie leży Salzburg. Święty Rupert uznawany jest za założyciela miasta i odkrywcę tutejszych złóż solnych, od których Salzburg przybrał swoją nazwę. Przypisuje się mu także założenie kilku fundacji. Wraz ze swoimi mnichami prowadził aktywną działalność misyjną, doprowadzając do licznych nawróceń na wiarę chrześcijańską. Przypuszczalnie dotarł nawet do Panonii, czyli dzisiejszych Węgier. Zmarł w Wormacji, prawdopodobnie w Wielkanoc 718 roku.

Z okazji poświęcenia nowej katedry w Salzburgu, 24 września 774 roku, na polecenie biskupa Wirgiliusza przeniesiono ciało świętego do tej właśnie świątyni. Relikwie obydwu świętych, Ruperta i Wirgiliusza, znajdują się dzisiaj w jej ołtarzu głównym. W kościele św. Piotra możemy oglądać wykuty w litej skale grób św. Ruperta, który obecnie jest pusty. Nie jest znany dokładny dzień śmierci świętego, dlatego za taki uznaje się 24 września. Obchodzony jest on jako Rupertikirtag czyli Dzień Świętego Ruperta, oficjalne święto miasta i Salzburglandu. Święty Rupert jest czczony jako patron miasta i regionu, apostoł Bawarii i Austrii oraz patron górników oraz opiekun psów. W ikonografii przedstawiany jest z beczką lub wiaderkiem soli. Wedle legendy miał uderzyć laską pasterską w skały, a z nich wypłynęła słona woda i dzięki temu odkryto złoża solne w okolicach Salzburga.

Corocznie w mieście odbywa się jeden z największych jarmarków bożonarodzeniowych w tej części Europy. Salzburg przybiera wtedy szczególnie piękny wygląd. Jest pełen różnorodnych świątecznych ozdób. Podkreślić należy niebywałą atmosferę tych dni. Zewsząd dobiegają melodie i słowa kolęd. Na ulicach widać ludzi ubranych w regionalne stroje a także postaci Mikołaja i alpejskich przebierańców. Pełne wiernych kościoły zdobią przepiękne szopki. W świątyniach panuje modlitewna atmosfera, nieco tylko zakłócona obecnością turystów. Na bazarach dominują lokalne przysmaki: kiełbasy, sery i grzane, korzenne wino. Mimo zimowej pory w ogrodach Mirabell kwitną bratki. Salzburger Christkindl-Markt wpisany jest w tradycję. Bez niego nikt nie wyobraża sobie tutaj Świąt Bożego Narodzenia. Jeszcze tylko pożegnalny obiad z nieodłącznym regionalnym knedlem z wołowiną i austriackim strudlem. Z wielkim żalem opuszczam Salzburg, jedno z najpiękniejszych miast jakie widziałem. W mojej pamięci pozostanie autentyczna radość jego mieszkańców z nadchodzących narodzin Jezusa Chrystusa. Przecież Adwent to okres radosnego oczekiwania!

[Rozmiar: 154899 bajtów] [Rozmiar: 102320 bajtów] [Rozmiar: 55268 bajtów] [Rozmiar: 74266 bajtów] [Rozmiar: 72986 bajtów] [Rozmiar: 49029 bajtów] [Rozmiar: 159982 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

MATUCHNA FRYDECKA CUDAMI SŁYNĄCA

Frydek-Mistek to miasto leżące na Śląsku Cieszyńskim, około 25 kilometrów na zachód od Cieszyna i około 20 kilometrów na południe od Ostrawy. Powstało w roku 1943 z połączenia śląskiego Frydka i morawskiego Mistka. Granicę dwóch miast stanowi rzeka Ostrawica, która jednocześnie jest naturalną, historyczną granicą pomiędzy Morawami i Śląskiem. Pierwsza wzmianka o Frydku pochodzi z roku 1305. W latach 1492-1545 miasto należało do Piastów Cieszyńskich, następnie do kolejnych rodów możnowładczych, aby od roku 1797 stać się własnością Habsburgów. Obecnie miasto szczyci się kilkoma ważnymi zabytkami historycznymi wśród których są: kościół św. Jana Chrzciciela oraz zamek z początku XIV wieku podlegający wielokrotnej przebudowie. Mieści on, między innymi, kaplicę św. Barbary oraz Salę Rycerską z 35 herbami szlachty śląskiej. Od lat 60. XX wieku swoja siedzibę ma tutaj Muzeum Beskidów. Będąc we Frydku nie sposób nie zajrzeć na dawny cmentarz żydowski założony w roku 1882 a stanowiący nekropolię dawnej elity przemysłowej miasta. Jednak najważniejszym miejscem we współczesnym Frydku jest kościół pątniczy Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, przez miejscowych nazywany„śląskim Lourdes”.

Dla mieszkańców tej części Śląska stanowi miejsce tak ważne jak Svata Hora dla Czechów czy Svaty Hostyń dla Morawian. W folderze poświęconym świątyni a wydanym w języku czeskim i polskim czytamy: „Na frydeckim wzgórzu Wapiennik, w 1665 roku została postawiona na koszt tutejszego właściciela figura z piaskowca przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Postać Marii stojącej na głowie węża i na półksiężycu zbliżona jest typologicznie do kultowej rzeźby Matki Bożej znajdującej się w styryjskim Mariazell. Autorem frydeckiej Madonny jest prawdopodobnie śląski artysta Salomon Steinhoffer”. Przypuszcza się, że figurę kazał wykonać hrabia Franciszek Euzebiusz Oppersdorff, ówczesny właściciel dóbr frydeckich jako fundację pokutną. Figura zrodziła legendę o jej cudownej mocy uzdrowicielskiej. Kroniki podają informacje o pięknym śpiewie słyszanym wokół niej oraz światłach widzianych w miejscu jej usytuowania. Z roku na rok przybywało wiernych proszących Matkę Boską o pomoc w przeróżnych potrzebach. Sława figury dosięgała okolic Bielska, Skoczowa, Cieszyna, Raciborza, Pszowa, Rybnika, Moraw, Węgier a nawet Polski. W roku 1706 na wzgórzu wybudowano pierwszą kaplicę, a na ołtarzu głównym umieszczono rzeźbę Matki Boskiej. W jednej z kronik czytamy: „22 lipca 1707 roku, w czasie oberwania chmury mocny wiatr zerwała kaplicę na Wapienniku, a spadające belki połamały cokół rzeźby maryjnej. Sama figura nie została uszkodzona. Kaplicę ponownie odbudowano”.

Po sporze dotyczącym sprawowania pieczy nad kaplicą a toczonym pomiędzy miejscowym proboszczem Wacławem Tadeuszem Faldyną a właścicielem frydeckiego majątku Franciszkiem Wilhelmem Prażmą z Bilkowa, w który włączył się nawet cesarz Karol VI, opiekunami miejsca stali się miejscowi proboszczowie. Ponieważ liczba pielgrzymów rosła, w roku 1735 biskup wrocławski powołał specjalną komisję mającą zbadać prawidłowość uzdrowień za pośrednictwem frydeckiej Pani. Ich pozytywny wynik stał się dodatkowym bodźcem do budowy nowego kościoła. Zaprojektował go Bartłomiej Wittwer- mistrz budowlany z Wrocławia. Patronat nad wzniesieniem świątyni objęli: frydecki proboszcz Krzysztof Jan Paska oraz Karolina Franciszka Teresa z domu Almesloe wdowa po Franciszku Wilhelmie Prażmie. W roku 1740 położono kamień węgielny. Po 19 latach budowy zakłóconej wojnami śląskimi pomiędzy Austrią i Prusami, 13 maja 1740 roku kościół Nawiedzenia Marii Panny został konsekrowany przez biskupa wrocławskiego Filipa Gotharda Schaffgotscha. Dwie wieże przy fasadzie głównej dokończono dopiero w latach 70 –tych XVIII wieku. Wieńczą je kopuły z podwójnym krzyżem Cyryla i Metodego.

Cudowna figura Matki Boskiej Frydeckiej o wysokości jednego metra wykuta jest w ciemnoszarym piaskowcu. Maryja, na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko a w prawej ręce dzierży berło. Głowy obojga zdobią złote korony. Całość kompozycji otoczona jest złotą glorią a tło dla figury tworzy wyszywany złotem płaszczyk w barwach liturgicznych. Do Matuchny Frydeckiej pielgrzymowali przez stulecia wierni różnych narodowości, modląc się i śpiewając w swoich językach. Po I wojnie światowej, wskutek podziału Śląska, ruch pielgrzymkowy słabł, zaś po kolejnej wojnie został zabroniony przez władze komunistyczne. Odrodził się po tzw. „aksamitnej rewolucji” w Czechosłowacji. Oczywiście jego zasięg terytorialny i liczba uczestników dalekie są od standardów znanych w Polsce i innych krajach katolickiej Europy, lecz dla przykładu wierni z Hawirzowa koło Ostrawy idą do Frydka we wszystkie soboty sierpnia. Zwyczajowo pielgrzymów wita bicie dzwonów i zawołanie : „Rozglądasz się wokół Matuchno Frydecka, wzywasz do siebie chrześcijan, Królowo Anielska.”. Główne pielgrzymki odbywają się: w święto Nawiedzenia Marii Panny, Wniebowzięcia i Narodzenia Marii Panny a także w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Mają one charakter diecezjalnych modlitw o powołania do stanu kapłańskiego i zakonnego. W listopadzie 1989 roku biskup ołomuniecki sprowadził do Frydka redemptorystów. 30 sierpnia sierpniu 1999 roku, na mocy bulli papieskiej Jana Pawła II, kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny został podniesiony do godności bazyliki mniejszej.

We frydeckiej świątyni byłem dwukrotnie. Za każdym razem za sprawą Jana Rducha, wielkiego miłośnika Śląska, organizatora licznych wyjazdów pielgrzymkowych po swojej ukochanej ziemi, będącej obecnie częścią trzech państw: Polski, Republiki Czeskiej oraz Niemiec. Rduch jest także autorem pięknego opracowania albumowego pod tytułem „Śląsk – ziemia nieznana”, będącego relacją z odbytych wycieczek. Poza względami religijnymi i legendą miejsca, we Frydku zachwyciła nas niezwykła architektura świątyni. Oglądaliśmy, między innymi: ołtarz główny dzieła Jana Schuberta z Opawy i rzeźbiarza Schweigla z Brna. Tworzy go sześć wznoszących się w półokręgu kolumn zakończonych złoconą koroną z krzyżem. Nad tabernakulum umieszczono figurę Matki Boskiej Frydeckiej a po bokach dwie inne: św. Anny i św. Joachima. Podziwialiśmy sześć kaplic bocznych z cennymi obrazami, konfesjonały i barokowe organy. Zeszliśmy do podziemi kościoła, gdzie mogliśmy zobaczyć kryptę z mumifikowanymi ciałami pielgrzymów z Moraw, którzy utonęli w rzece Ostrawicy, miejsca pochówku księży i właścicieli miejscowych dóbr, obrazy ukazujące ważne wydarzenia z historii kościoła, między innymi ten- przedstawiający uzdrowienie hrabianki Towaczewskiej w cudowny sposób odzyskującej wzrok. Na zewnątrz podziwiamy stacje drogi krzyżowej. Czas wracać do domu. Frydecka Pani – pobłogosław na powrotną drogę i kolejne lata!

[Rozmiar: 45198 bajtów] [Rozmiar: 83489 bajtów] [Rozmiar: 127604 bajtów] [Rozmiar: 169440 bajtów] [Rozmiar: 145535 bajtów] [Rozmiar: 148940 bajtów] [Rozmiar: 77869 bajtów] [Rozmiar: 102662 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

KATEDRA NAJŚWIĘTSZEJ MARII PANNY W PARYŻU
QUASIMODO I CYGANKA ESMERALDA

„Katedra Najświętszej Marii Panny w Paryżu” to powieść Wiktora Hugo wydana w 1831 roku, w Polsce znana również pod tytułem „Dzwonnik z Notre-Dame”. Doczekała się ona kilka adaptacji filmowych. Na jej podstawie powstały także: balet „Esmeralda”, film animowany w wytwórni Walta Disneya i musical, w którym wystąpił sławny piosenkarz Garou. Według słów autora, utwór jest: „obrazem piętnastowiecznego Paryża i całego piętnastego wieku przez pryzmat tego miasta”. Osią powieści jest wątek miłosny archidiakona Klaudiusza Frollo do pięknej Cyganki Esmeraldy powiązany z odnalezionym przez pisarza na ścianie Katedry Notre- Dame greckim napisem „PRZEZNACZENIE”.

Akcja utworu rozpoczyna się w roku 1482. Przedstawienie autorstwa poety Piotra Gringoire grane w Pałacu Sprawiedliwości okazuje się wielkim niewypałem. Tłum żebraków wychodzi na ulice i wybiera swojego króla błaznów. Jest nim Quasimodo, człowiek o nieprzyjemnej powierzchowności. Szesnaście lat wcześniej zostaje przygarnięty przez Frollo i osadzony w katedrze jako dzwonnik. Niestety głośny dźwięk dzwonów uczynił go głuchym. Quasimodo nienawidzi ludzi i tylko ślepo oddany jest archidiakonowi. Garbatego, kulawego i jednookiego dzwonnika uznaje się za wcielenie diabła. Jego mocodawca zajmujący się czarnoksięstwem poszukuje kamienia filozoficznego. Dzwonnik podejmuje próbę porwania Cyganki Esmeraldy, za co zostaje skazany na chłostę i godzinę pręgierza. W obliczu nieszczęścia dziewczyna podaje dzwonnikowi wodę. Złorzeczy jej pustelnica Gudula, która później okaże się jej matką. Poeta Grimgoire zostaje skazany przez tłum na śmierć i tylko dzięki Esmeraldzie zachowuje życie. Ta godzi się zostać jego żoną. Febus, kapitan który wcześniej uratował Cygankę, ginie z rąk Frollo.

Motywem jest jego miłość do Esmeraldy. Niestety, ta kocha Febusa. Wina zostaje zrzucona na niewinną kobietę. Zakochany Frollo oferuje jej uwolnienie. Przed wykonaniem wyroku Esmeraldę przywieziono przed katedrę. Stamtąd porywa ją Quasimodo i ukrywa w wieży. Przed świątynią dochodzi do walki o Cygankę. Dzwonnik odpiera szturm, jednak kobieta ginie. Wyrokowi przyglądają się z wieży Frollo i Quasimodo. Ten ostatni zrzuca z niej swojego mocodawcę, po czym znika. Powieść kończy się niezwykle wzruszającym i pięknym wątkiem. Dwa lata później, w podziemiach Montfaucon odnaleziono dwa szkielety: „...jeden z nich, który był szkieletem kobiecym, miał jeszcz na sobie strzępy sukni(…). Drugi szkielet, silnie obejmujący tamten, był szkieletem mężczyzny. Zauważono, że ma skrzywiony kręgosłup, głowę wsuniętą między łopatki i jedną nogę krótszą. (…) kiedy próbowano odłączyć go od szkieletu, który trzymał w uścisku, rozsypał się w proch.” Tak kończy się powieść o pożądaniu i tolerancji, próbie zrozumienia nawet okrutnych czynów i o miłości do drugiego człowieka.

Zbliżamy się do Paryża. W telewizorach autobusu emitowana jest disneyowska wersja „Dzwonnika z Notre Dame”. Za chwilę wchodzimy do jednej z najpopularniejszych katedr na świecie. Obliczono, że odwiedza ja rocznie trzynaście milionów ludzi, co daje ogromną liczbę trzydziestu tysięcy dziennie. Ileż ważnych wydarzeń historycznych miało tutaj miejsce? Koronacja cesarza Napoleona i jego żony Józefiny w roku 1804, proces rehabilitacyjny Joanny dArc. W skarbcu możemy oglądać koronę cierniową Chrystusa złożoną tutaj przez Ludwika Świętego w roku 1455.

Kolejne informacje płyną z ust pani przewodnik. Budowa katedry Notre Dame trwała 180 lat (1163-1345). Jej nazwa tłumaczy się „Nasza Pani” i odnosi się do Matki Boskiej. Fasadę kościoła tworzą dwie wieże o wysokości 70 metrów. Długość katedry to 130 metrów, szerokość 48 metrów a wysokość sklepienia przekracza 35 metrów. Iglica obita blachą ma 40 metrów wysokości. W północnej wieży znajdują się cztery dzwony. We wieży południowej umieszczono dzwon Burbonów o wadze trzynastu ton.

Ważnym elementem katedry są witraże i rozety. W świątyni znajdują się także organy pochodzące z XVIII wieku. Na wykonanie sklepienia zużyto 1300 dębów. Mając na uwadze przeszłość katedry poruszamy się w jej wnętrzu z wielką pokorą. Jesteśmy niewielkim elementem jej historii. Zachwyca urok świątyni, magia miejsca a także jego architektura. Katedra szczególnie piękna jest nocą, gdy podziwiamy ją podczas rejsu po Sekwanie. Cały czas wraca historia Quasimodo i Cyganki Esmeraldy, miłości i tolerancji. Jakie to szczęście być w tak niezwykłym miejscu.

[Rozmiar: 201903 bajtów] [Rozmiar: 214122 bajtów] [Rozmiar: 71704 bajtów] [Rozmiar: 63125 bajtów] [Rozmiar: 145544 bajtów] [Rozmiar: 89017 bajtów] [Rozmiar: 68643 bajtów] [Rozmiar: 132778 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

EGIPSCY KOPTOWIE

Podróż do Egiptu od zawsze była moim wielkim marzeniem. W swojej pracy nauczycielskiej od lat uczyłem o faraonach, budowanych dla nich piramidach, wylewach Nilu, papirusie i hieroglifach. Warto więc było zweryfikować książkową wiedzę z realiami tego odległego kraju. Wyjeżdżamy więc do Egiptu! Już na lokalnym lotnisku powaliło nas niebywałe ciepło. Żar lał się z nieba. W trakcie pobytu poznaliśmy Egipt turystyczny z jego wytwornymi hotelami, pięknymi plażami, bajecznym kolorytem raf koralowych. Udaliśmy się także na nocną wycieczkę do Kairu, w trakcie której mieliśmy okazję podziwiać wschód słońca na pustyni. Zwiedziliśmy wytwórnię papirusu. Obcowaliśmy „twarzą w twarz” z piramidami. Zachwyciła nas inność krajobrazu i koloryt mieszkańców tego „kraju faraonów”. Niestety, zszokowała nas wszechobecna bieda kontrastująca z bogactwem ośrodków wczasowych i ich turystyczną ofertą sprawiającą, że Egipt turystyczny jest wymarzonym miejscem spędzania wakacji.

Kolejna odsłona tego kraju to świat muzułmański z tysiącami minaretów będących zwieńczeniem meczetów. Islam przenika Egipcjan i dominuje nad ich życiem rodzinnym, społecznym i kulturalnym. Jest wszędzie widoczny: w strojach kobiet, głosie muezina wzywającego do kolejnej modlitwy, w grupach mężczyzn palących sziszę, pijących kawę lub herbatę i spędzających swój wolny czas na rozmowach. Wszystko tutaj toczy się jakby w zwolnionym tempie. Jest jeszcze i trzeci wymiar Egiptu. Stanowią go Koptowie. Brat Robert Wieczorek OFM, który spędził w Kairze dwa lata, próbuje wgłębić się w ich świat w książce wydanej w roku 2013 przez krakowskie wydawnictwo Serafin a noszącej tytuł: „Koptowie. Staliśmy się śmieciem tego świata”. Autor pisze: „Koptowie to chrześcijańscy potomkowie starożytnych Egipcjan. (…) Wystarczy zboczyć nieco z głównych ulic, a wypełza zewsząd Egipt zapuszczonych domów, przeludnionych zaułków pełnych dzieci, śmieci, biedy i frustracji. Ale w te rejony turysta dwutygodniowy raczej się nie zapuszcza”.

W jednej z recenzji książki czytamy: „Autor czytelników książki zaprasza na Mokattam. (…) Dzielnica w 98% jest chrześcijańska – 50 tysięcy Koptów w jednym miejscu. (…) Koptowie brata R. Wieczorka wprowadzili w niezwykły świat chrześcijaństwa, które pomimo nieustannych prześladowań i przeciwności trwa i rozwija się nad Nilem. Jego początki, jak z dumą podkreślają egipscy wyznawcy Chrystusa, sięgają czasów Ewangelii – wszak Zbawiciel po swoim narodzeniu na pewien czas znalazł schronienie w kraju faraonów”. Byliśmy w jednym z kościołów koptyjskich Hurghady. Przywitała nas niewielka świątynia obłożona jasnym kamieniem. W jej wnętrzu podziwialiśmy malarskie wizerunki Matki Bożej, Chrystusa, świętych, w tym św. Marka oraz obraz Ostatniej Wieczerzy. Oglądaliśmy krzyże koptyjskie z napisem „Jezus Chrystus Syn Boga”. Nasze zdziwienie wzbudziły telewizory zainstalowane pod sufitem kościoła oraz wentylatory, których obecność była jednak uzasadniona względami klimatycznymi. Pod wpływem panującej we wnętrzu kościoła duchowej atmosfery zrodziła się w nas chęć uczestniczenia w koptyjskich obrzędach. Niestety nie było takiej możliwości.

Mnie nadal nurtują pytania dotyczące historii, liturgii, obrzędowości i organizacji kościoła koptyjskiego. Obecnie na świecie żyje około 11,2 miliona wiernych kościoła ortodoksyjnego i około 210 tysięcy wiernych kościoła koptyjsko-katolickiego. Językiem liturgii jest język koptyjski egipski, chociaż używa się słów greckich a kazania i czytania wygłaszane są po arabsku. Koptowie na co dzień używają języka arabskiego, chociaż nie pochodzą od Arabów, lecz są potomkami rdzennych mieszkańców Egiptu. Na uratowanie swojej tożsamości, mimo podbojów arabskich, pozwolił im system władzy imperium osmańskiego, w ramach którego mogli się rządzić prawami odrębnej grupy wyznaniowej.

Prześladowania nastąpiły dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wizualną oznaką przynależności do społeczności koptyjskiej jest tatuaż w kształcie krzyża umieszczany na ręce wyznawców tej religii. Historyczną stolicą ortodoksyjnych Koptów jest Aleksandria, gdzie znajduje się najważniejszy kościół koptyjski – katedra św. Marka. Jednak od wielu dziesięcioleci zwierzchnik Kościoła tytułujący się Papieżem Aleksandrii i Patriarchą Stolicy św. Marka przebywa na stałe w Kairze. Według tradycji założycielem kościoła miał być św. Marek Ewangelista. W roku 1739 część wiernych, pod przywództwem biskupa Jerozolimy- Atanazego, zawarła unię z Kościołem łacińskim. Dało to początek utworzenia, w roku 1895, kościoła katolickiego obrządku koptyjskiego. W roku 1854 pod wpływem misjonarzy amerykańskich część Koptów dokonała schizmy, tworząc Koptyjski Kościół Ewangelicki.

W XX wieku Kościół Koptyjski stał się członkiem Światowej Rady Kościołów i włączył się w dzieło ekumenizmu. Koptowie uznają ludzką i boską naturę Chrystusa. Msze św. poprzedzanie jutrznią celebrowane są w niedziele i w piątki. Podczas nabożeństwa wierni zdejmują obuwie. Kobiety muszą obowiązkowo zakładać białe chusty. Na zakończenie liturgii kapłan kropi wiernych wodą święcona. Koptowie praktykują niektóre obrzędy żydowskie. 210 dni w kalendarzu liturgicznym to dni postne, zaś Wielki Post trwa 40 dni i kończy się w Wielki Piątek. Celebrują siedem świąt większych i tyle samo mniejszych, praktykują siedem sakramentów. Eucharystii udziela się w postaci chleba i wina podawanego trzykrotnie za pomocą łyżeczki.

Niestety, w doniesieniach prasowych często odnajdujemy niepokojące wieści dotyczące egipskich Koptów. Płacą oni sporą cenę za poparcie, które udzielili grupie wojskowych w konflikcie z prezydentem- islamistą Mohamedem Mursim. Wobec bierności armii i policji Koptowie stają się ofiarami terroru wyznawców islamu. Płoną chrześcijańskie świątynie, domy i sklepy. Rośnie liczba zabitych i rannych. Wobec takiej sytuacji Egipt staje się krajem niebezpiecznym dla turystów, co zubaża i tak niewielki budżet państwa. To z kolei rzutuje na poziom życie jego mieszkańców. Wierzyć należy, że mimo wszystko wspólnota koptyjska w Egipcie przetrwa i będzie stanowić ważny element życia religijnego w kraju na Nilem.

[Rozmiar: 73257 bajtów] [Rozmiar: 100686 bajtów] [Rozmiar: 72699 bajtów] [Rozmiar: 52248 bajtów] [Rozmiar: 95875 bajtów] [Rozmiar: 77317 bajtów] [Rozmiar: 112466 bajtów] [Rozmiar: 43768 bajtów] [Rozmiar: 34003 bajtów] [Rozmiar: 128283 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

SVATY HOSTYN - SANKTUARIUM MORAWIAN

Morawy, obok Czech i Śląska, są jedną z trzech krain wchodzących w skład Republiki Czeskiej. Leżą we wschodniej części tego państwa. Morawianie uznawani byli za dawne plemię słowiańskie a obecnie za grupę etniczną posługującą się dialektem morawskim. Wedle oficjalnej polityki stanowią gałąź narodu czeskiego. Pojawiają się jednak głosy nawołujące do odrębności. W roku 2011 ponad 522 tysiące ludzi zadeklarowało narodowość morawską. Również język morawski, od XIX wieku uznawany za samodzielny, obecnie stanowi tylko odmianę języka czeskiego. Morawianie czynią starania w zakresie kodyfikacji narzeczy swojego języka i stworzenia z nich jednolitego języka literackiego.

Morawianie żyli również w okolicach Raciborza i Głubczyc. Jednak po II wojnie światowej zostali wysiedleni do Czechosłowacji i do Niemiec. W chwili obecnej pojedyncze osoby żyjące na Śląsku, w jego części należącej do Polski, czują coraz mniejszy związek z kulturą morawską. Morawy, kraina wina, zamków i jaskiń, to region chętnie odwiedzany przez turystów. Podziwiają oni Morawski Kras, zamki: Valtice, Mikulow czy Lednice. W stolicy Moraw, Brnie, zachwyt budzi katedra św. Piotra i Pawła. Miasto Stramberk nazywane czeskim Betlejem znane jest z promowania lokalnego produktu o nazwie stramberskie uszy, wypiekanego na pamiątkę najazdu Tatarów w 1241 roku. Legenda głosi, że mieszkańcy, broniąc swojego grodu, zatopili obóz najeźdźców. Podczas przeszukiwania ciał Tatarów znaleźli worek wypełniony uszami „niewiernych”, które po zwycięstwie miały być wysłane chanowi.

Na Morawach istnieją dwa centra życia religijnego. Pierwszym jest Welehrad. W okresie średniowiecza, w IX-X wieku, stanowił on stolicę państwa wielkomorawskiego. Jego władca Rościsław sprowadził tutaj sławnych misjonarzy Cyryla i Metodego. W roku 1204 w Welehradzie osiadli Cystersi. W czasach współczesnych największym zabytkiem miasta jest klasztorna bazylika Wniebowzięcia NMP i świętych Cyryla i Metodego. Miejscem równie często odwiedzanym przez wiernych jest Svaty Hostyn. Niezwykła jest jego historia. Góra Hostyn sięgająca 736 metrów n.p.m. jest fragmentem Gór Hostynskich będących najbardziej wysuniętą na zachód częścią morawskich Karpat. Tworzą ją dwa wierzchołki. Wyższy z uruchomioną niedawno elektrownią wiatrową, wieżą widokową oraz kaplicą Świętego Krzyża i niższy z obiektami sakralnymi, zwłaszcza z sanktuarium. W czasach przedchrześcijańskich czczono tutaj bożków: Hostyna i Radegasta i odkryto osady z epoki brązu. W połowie pierwszego tysiąclecia przed naszą erą panowała tu kultura Celtów.

Tradycja chrześcijańska sięga czasów świętych Cyryla i Metodego. Góra skrywa także swoje legendy. Jedna z nich mówi o wydarzeniach z roku 1241, w którym doszło do najazdu Mongołów zwanych także Tatarami. Miejscowa ludność szukała schronienia w okolicznych górach i lasach. Dobrym miejscem był Hostyn z jego pradawnymi wałami obronnymi. Dzielnie odpierano ataki wroga. Niestety obrońcom groził brak wody. Lato było upalne. Wtedy, w ufnej modlitwie poproszono o wstawiennictwo Matki Bożej. I wówczas stał się cud. Pod szczytem góry wytrysnęło źródełko. Tatarzy zwątpili w możliwość zwycięstwa i zawrócili w stronę Ołomuńca. Na bazie legendy powstał obraz przedstawiający Matkę Bożą z błyskawicami miotanymi w kierunku wrogów chrześcijan. Samą legendę wspominają dopiero w połowie XVII wieku jezuici Bohuslav Balbin i Jirzi Crugerius. Stanowi ona ważny element rekatolicyzacji Czech po wojnie trzydziestoletniej 1618-1648. Kult Maryjny odrzucany przez reformację był doskonałym filarem łączącym na nowo Czechy z Kościołem katolickim.

Bitwa z Tatarami była także ważnym symbolem walk chrześcijańskiej Europy z Imperium Tureckim od czasu upadku Konstantynopola w roku 1453 do sławnej bitwy pod Wiedniem w roku 1683. Nie ominęły one także Hostyna, gdzie w roku 1663 Turcy dokonali zniszczeń i dopuścili się przemocy na mieszkańcach tych ziem. Pierwszą kaplicę, około roku 1544, wybudowali tutaj górnicy wydobywający żelazo i srebro w okolicznych górach. Gdy właścicielem miejscowych włości został luteranin Vaclav Bitovsky z Bitowa, nakazał spalić obraz Maryi Panny czczony przez pątników. Przypuszcza się, że św. Jan Sarkander, przed swoją męczeńską śmiercią w roku 1620, prowadził na Hostyn pielgrzymki wiernych. Kolejny właściciel dóbr Zdenek Wojciech z Lobkowic odnowił miejsce święte, zaś Jan z Rottalu kontynuował to dzieło, nakazując utrzymanie na stałe dwóch księży przy kaplicy. Jego małżonka poleciła namalować nowy obraz Matki Boskiej. Jej wizerunek został oparty na ówczesnej formie kultu Matki Boskiej z Jezuskiem stojącej na półksiężycu, a zatem Matki Boskiej Zwycięskiej.

W roku 1721 rozpoczęto budowę nowej barokowej świątyni. Po 28 latach biskup ołomuniecki, kardynał hrabia Troyer, mógł dokonać jej wyświęcenia. Powstało w ten sposób Sanktuarium pod wezwaniem Matki Bożej Zwycięskiej i Jej Wniebowzięcia. Wzniesiono dom noclegowy a także budynki dla księdza, zakrystiana i organisty. W roku 1769 kościół został zniszczony w wyniku pożaru. W oparciu o cesarskie zarządzenie z roku 1784 zakazującego pielgrzymek, sanktuarium zamknięto. Dopiero w roku 1840 zakaz cofnięto i rozpoczęto renowację obiektu.

W roku 1897 gościem Hastyna był cesarz Franciszek Józef I. Ważnym wydarzeniem była koronacja obrazu Matki Boskiej Hostynskiej koronami papieskimi Piusa X. Aktu tego dokonał 15 sierpnia 1912 roku, w zastępstwie Ojca Świętego, arcybiskup ołomuniecki Franciszek Bauer. Rozwój sanktuarium przerwał okres II wojny i rządów komunistycznych w Czechosłowacji. Jezuici powrócili na Hostyn dopiero w roku 1990. Obecnie kościół hostynski nosi tytuł bazyliki mniejszej. Mimo dużego stopnia laicyzacji społeczeństw współczesnych Czech, Svaty Hostyn stanowi miejsce licznie odwiedzane przez pielgrzymów z terenu Moraw a także z sąsiednich krajów.

[Rozmiar: 147805 bajtów] [Rozmiar: 148900 bajtów] [Rozmiar: 151445 bajtów] [Rozmiar: 63874 bajtów] [Rozmiar: 87889 bajtów] [Rozmiar: 71054 bajtów] [Rozmiar: 75061 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

NA TUNEZYJSKIM CMENTARZU

My nie daliśmy nieśmiertelności żadnemu człowiekowi przed tobą (…). Każda dusza zakosztuje śmierci”. Tak zapisano w Koranie, najświętszej księdze muzułmanów (21,34-35). Wedle wyznawców tej religii żadna umierająca osoba nie powinna zostać sama. Muszą towarzyszyć jej członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele i znajomi. Zgromadzeni w domu lub przy szpitalnym łóżku umierającego wspominają z wdzięcznością wszelkie dobro, którym Bóg obdarzył go za życia. Proszą Boga o miłosierdzie i odpuszczenie grzechów. W ostatnich chwilach życia bliscy odwracają głowę konającej osoby w kierunku Mekki, świętego miasta wyznawców islamu. Powtarzają słowa muzułmańskiego wyznania wiary: „Nie ma bóstwa innego niż Bóg. Mahomet jest posłańcem Boga”.

Muzułmanie wierzą, że po zakończeniu życia pojawia się Anioł Śmierci i zabiera duszę umierającego do nieba. Po sądzie dusza wraca do swojego ciała, oczekując zmartwychwstania. Dusze przeklęte zostają odrzucone przy bramie niebios i powracają na ziemię. Innym elementem wierzeń pośmiertnych jest „przesłuchanie przez aniołów śmierci”- Munkara i Nakira. W czasie jego trwania zmarły musi odpowiedzieć na pytania i wyznać prawdy: „Moim Bogiem jest Allah, prorokiem Mahomet, religią islam a kierunkiem zanoszonych modlitw Mekka”. Natychmiast po śmierci obmywa się zwłoki i wypowiada formułkę: „W imię Boga miłosiernego i litościwego”. W przypadku kobiet czynią to kobiety. Obmycie ciała mężczyzny jest domeną tylko i wyłącznie mężczyzn. W obu sytuacjach mogą uczynić to tylko muzułmanie. Ciało owija się w białe płótno na znak całkowitego oddania się woli Boga. Zmarłego kładzie się na dywanie, przykrywa prześcieradłem i specjalną narzutą wypożyczoną z meczetu. Włącza się nagranie Koranu. Dom zapełnia się ludźmi.

Mężczyźni na zewnątrz siadają na krzesłach. Kobiety krzykiem i płaczem wyrażają swój smutek i rozpacz. Sąsiedzi przynoszą do domu zmarłego gotowe posiłki, kawę i herbatę. Zmarły musi „wyjść z domu”, nawet, gdy zgon nastąpił w szpitalu. Tam rodzina na pożegnanie całuje go w czoło. Ciało owinięte w białe prześcieradło wkłada się do prostej i skromnej trumny służącej tylko do przeniesienia zwłok do meczetu lub bezpośrednio na cmentarz. Tam następuje krótka modlitwa pogrzebowa składająca się z czterech części. Odmawiana jest na stojąco bez wykonywania charakterystycznych modlitewnych skłonów. Kolejne części oddzielane są wezwaniem „Allahu Akbar” czyli „Bóg jest wielki”. Grzebanie zmarłych jest zastrzeżone dla mężczyzn. W grobie składa się ciało tak, aby leżało na prawym boku, a twarz była zwrócona w stronę Mekki. Na zakończenie obrządku wszyscy jego uczestnicy, zasypując grób, recytują fragment Koranu: „Z ziemi was stworzyliśmy i sprawimy, iż do niej powrócicie i z niej was wyprowadzimy po raz drugi”.

Najbliższa rodzina zmarłego zobowiązana jest do czterdziestodniowego odmawiania Koranu i miłosiernych czynów na rzecz potrzebujących. Groby muzułmanów są od środka obmurowane, bardzo skromne, pozbawione ozdób, kwiatów i świec, a więc tym samym tanie. Sam grób i odwiedzanie tego miejsca nie wyraża pamięci o zmarłym, lecz ma przypominać o własnej śmierci. Teolog islamski Al.-Ghazali powiedział: „Kto często myśli o własnym grobie, ten znajdzie w nim rozkosze nieba. Natomiast, kto o nim zapomni, ten znajdzie w nim otchłań piekła”. Rodzina i krewni zmarłego pozostają w jego domu jeszcze trzy dni. Panuje tam gwar, słychać śmiechy a obecnym gościom nie brakuje jedzenia. Jest to forma psychicznej pomocy dla rodziny zmarłego. Drugiego dnia po pochówku na cmentarz mogą udać się kobiety. Cały ten czas wynajęci i opłaceni ludzie nad mogiłą recytują słowa Koranu. Na grobie pojawiają się kadzidełka i ziarenka dla ptaków. Biednym udziela się jałmużny. Trzeciego dnia odbywa się stypa, w czasie której króluje pieczony baran i kuskus, zapiekanki, sałata i napoje.

Moje refleksje na temat śmierci w islamie związane były z pobytem w Tunezji. Kraj ten pozostawia niezapomniane wrażenia dla odwiedzających go turystach. Mimo swojej muzułmańskiej tożsamości Tunezja jest państwem tolerancji i przyjaźni wobec wyznawców innych religii. 98% populacji stanowią Arabowie, 1% Europejczycy i tyle samo Żydzi. Islam deklaruje 99% Tunezyjczyków, chrześcijaństwo zaledwie 0.3%, z czego katolicyzm- 0.25%. Zadziwia niezwykły koloryt: krajobrazów, ludzi, miejsc i codzienności. Zwiedziliśmy stołeczny Tunis z jego pełną gwaru Medyną i pertraktacjami cenowymi będącymi nieodłącznym elementem tutejszego handlu, z zapachami orientalnych przypraw i serwowanych naprędce dań. Byliśmy w ruinach Kartaginy związanej z wojnami punickimi i czynami Hannibala, podziwialiśmy wschody słońca i pustynne oazy. Odczuliśmy urok jazdy na wielbłądach po gorących piaskach pustyni. Oglądaliśmy amfiteatr w Al-Dżem oraz kamienistą pustynię. Najważniejsi byli jednak ludzie: serdeczni i przyjaźni, biedni lecz potrafiący cieszyć się tym, co posiadają.

Mieszkaliśmy w niewielkim mieście Al-Mahdijja oddalonym o 70 kilometrów na południowy wschód od Susy i o ponad 200 kilometrów od Tunisu. Jego początki sięgają X wieku, kiedy to założył je Abd Allah al Mahdi. Już wtedy stanowiło ważny punkt strategiczny w handlu i obronności tych ziem. W natłoku wrażeń i emocji przyszedł i czas na spacer po muzułmańskim cmentarzu. Porażała biel nagrobków. Groby były bardzo skromne i małe, wyznawców islamu kładzie się bowiem na prawym boku. Panował typowy dla świata arabskiego nieład. Mieliśmy wrażenie, że groby ułożono przypadkowo w kłębowisku trawy i krzewów. Nieopodal królowały mury starej Mahdiji i wieże meczetów. Tylko na kilku nagrobkach widniały znane nam cyfry świadczące o roku narodzin i śmierci pochowanej osoby.

Pobyt na tunezyjskim cmentarzu wzbudził w nas pewne refleksje dotyczące życia rodzinnego muzułmanów. W ich kulturze nie istnieją domy spokojnej starości. Dla młodych ludzi opieka nad ich starymi rodzicami jest traktowana jak błogosławieństwo i honor. Należy, poza oddawaniem czci Bogu, do fundamentalnych powinności młodych wyznawców islamu. Nie może być ona ciężarem i wywoływać irytacje. Taka postawa byłaby traktowana jak objaw najwyższej podłości. Starość jest nieuniknionym etapem życia człowieka, a trudne do zniesienia jej przejawy nie są winą ludzi starych.

Kolejna refleksja dotyczy skromności oglądanych grobów, jakże innych od chrześcijańskich- wykonanych z drogich marmurów i tonących w morzu kwiatów oraz świec. Trudno porównywać i wartościować dwa jakże odległe od siebie światy- chrześcijański i muzułmański. Czy jednak w ogóle są potrzebne takie porównania? Przede wszystkim ważny jest człowiek czyniący dobro i zmierzający do wieczności oraz do spotkania ze swoim Bogiem, niezależnie jakie jest jego imię.

[Rozmiar: 96440 bajtów] [Rozmiar: 155717 bajtów] [Rozmiar: 161086 bajtów] [Rozmiar: 88322 bajtów] [Rozmiar: 116989 bajtów] [Rozmiar: 149781 bajtów] [Rozmiar: 65239 bajtów] [Rozmiar: 78527 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

KAHLENBERG - "POLSKIE WZGÓRZE WE WIEDNIU"

Po zwycięstwie na Turkami pod Wiedniem (12 września 1683 rok) król Jan III Sobieski, siedząc w zdobycznym namiocie wezyra, pisał do swojej żony: „Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najukochańsza Marysieńko! Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel (…) ucieka w popłochu. Wielbłądy, muły, bydło, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś wojska nasze brać poczynają (…) Nieprzyjaciel (…) prochów samych i amunicji porzucił więcej, niżeli milion. (…) Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwo na jednym koniu i w jednej sukni (…) Wszystkie mi się po nim dostały wspaniałości (…). Mam wszystkie znaki jego wezyrskie (…) Namioty, wozy (…)”.

Droga do zwycięstwa prowadziła przez Kahlenberg, wzgórze o wysokości 484 m n.p.m. położone na terenie Lasu Wiedeńskiego oraz dziewiętnastej dzielnicy Wiednia. Odegrało ono ważną rolę w Odsieczy Wiedeńskiej i zwycięstwie Jana III Sobieskiego nad Turkami. Jego historia datuje się na rok 1101, gdy margrabia Austrii Leopold III Babenberg przeniósł swoją siedzibę na sąsiednie wzgórze zwane Leopoldsberg. W roku 1246 na Kahlenbergu osiedli Kanonicy Regularni z Klosterneuberg i władali wzgórzem przez kolejne cztery wieki. W roku 1629, poprzez wymianę, wzgórze przekazano Kamedułom. W latach 1629-1639 zbudowano tutaj kościół św. Józefa oraz klasztor. Stało się to za aprobatą cesarza Ferdynanda II oraz nuncjusza apostolskiego Jana Palotta, który także dokonał poświęcenia kamienia węgielnego. W czasie wojny trzynastoletniej (1618-1648) zakonników wygnano ze wzgórza.

W lipcu 1683 roku Turcy spalili zabudowania. W tym momencie rozpoczął się najbardziej chwalebny okres historii Kahlenbergu. 11 września 1683 roku armia cesarska pod dowództwem Karola Lotaryńskiego zajęła wzgórze. W nocy z 11 na 12 września zajęły go wojska Jana III Sobieskiego. Rano. o godzinie 4.00, król uczestniczył we mszy św. celebrowanej przez legata papieskiego Marco d’Aviano. Później rozegrała się wielka bitwa. Po stronie zwycięskiej, w antytureckiej koalicj,i uczestniczyły wojska: Rzeczpospolitej, Austrii, Saksonii, Frankonii, Szwabii i Bawarii dowodzone przez polskiego króla. Liczyły one 70 tysięcy żołnierzy. Turcy zaś byli wspomagani przez wojska: Chanatu Krymskiego, Siedmiogrodu, Wołoszczyzny i Mołdawii. Dowodził nimi wezyr Kara Mustafa. Wiktoria Wiedeńska znalazła swoje odzwierciedlenie w sztuce tamtej epoki i lat następnych. Powstały obrazy pędzla Jana Damela, Józefa Brandta, Artura Grottgera. Wespazjan Kochowski w „Dziele Boskim albo Pieśni Wiednia wybawionego w roku 1683” pisał:
Husarz kopije jeno co swe złoży niejeden na szpil zostaje wetchnięty,
Co ich nie tylko zamiesza, lecz strwoży, sztych nieuchronny i nie odłożony,
Bo kogo trafi, tyrańsko się stroży biorący czasem i po dwie persony,
A druchy pierzchną tak skwapliwym tropem, jak muchy przykrym sobie przed ukropem.

W listopadzie 1693 roku na Kahlenberg powrócili Kameduli. Po kilkunastu latach odbudowali kościół, lecz w roku 1782, na skutek kasaty zakonu, musieli opuścić wzgórze. W dalszym ciągu istniała tu jednak parafia. W czasie wojen napoleońskich kościół uległ ponownie zniszczeniu. Kilka lat później, za sprawą Jana i Józefiny Finsterle, odbudowano go i poświęcono. W roku 1893 utworzono tutaj Kahlenberskie Stowarzyszenie Religijne Austriacko - Polskie i tym samym wzgórze stało się sanktuarium polskiego patriotyzmu. Na początki XX wieku Polacy mieszkający we Wiedniu odnowili kaplicę Jana III Sobieskiego. Paulini podarowali kościołowi kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. 4 kwietnia 1906 roku przekazano świątynię Polskiemu Zgromadzeniu Zmartwychwstańców. Później utworzono w niej muzeum Odsieczy Wiedeńskiej. W trzechsetną rocznicę tego wydarzenia na Kahlenbergu przebywał papież Jan Paweł II. Niestety, wielkie zwycięstwo pod Wiedniem nie ugruntowało silnej pozycji Polski w ówczesnej Europie a także jej bezpieczeństwa politycznego. Kraj nękany był problemami wewnętrznymi a mocarstwa ościenne rosły w siłę i coraz mocniej ingerowały w sprawy kraju, aby w następnym stuleciu dokonać jego rozbiorów.

Sobieski nie doznał również uznania swoich zasług ze strony cesarza Leopolda I Habsburga. Król pisał do swojej żony: „Stoimy tu, nad brzegami Dunaju, jak kiedyś lud izraelski nad babilońską wodą, płacząc nad końmi naszymi. Nad niewdzięcznością tak nigdy niesłychaną”. Na czyny króla z podziwem patrzał świat chrześcijańskiej Europy, słusznie uznając go za tego, który uratował kontynent od ekspansji świata islamu. W liście do papieża Innocentego XI, Sobieski jako człowiek głębokiej wiary, napisał jakże ważne słowa: „Venimus, vidimus, Deus vicit” (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył)”. Tym samym zwycięstwa pod Wiedniem nie przypisywał tylko własnym zasługom, lecz przede wszystkim opatrzności Bożej. Pamięć Polaków o Odsieczy i Wiktorii Wiedeńskiej przetrwała wieki. W kolejne rocznice wydarzeń organizowano okolicznościowe uroczystości. W roku 1783 przewodził nim sam król Stanisław August.

W 250. rocznicę w Krakowie odbyła się wielka parada wojskowa, nazwana Świętem Kawalerii. Przewodził niej Józef Piłsudski. Na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie umieszczono tablicę z napisem: „Wiedeń 12 IX 1683”. W 325. rocznicę w Krakowie otwarto wystawę pt. „Pamięć o wiedeńskiej odsieczy” a w Sukiennicach wystawiono obraz Jana Matejki „Jan III Sobieski wysyła wiadomość o zwycięstwie papieżowi Innocentemu XI”. Zorganizowano także inscenizację i przemarsz orszaku królewskiego i wojsk.

Kahlenberg stanowi nieodzowny element wycieczek do Wiednia. Ich uczestnicy zwiedzają obiekty sakralne, oglądają tablice pamiątkowe ku czci Jana II Sobieskiego i polskiego papieża Jana Pawła II. Ze wzgórza rozpościera się piękny widok na Wiedeń i przepływającą przezeń rzekę Dunaj. W samym mieście trzeba zobaczyć monumentalną katedrę św. Szczepana będącą dumą i symbolem stolicy Austrii. Wznosi się ona pośrodku Stephansplatz. Świątynia jest ważnym ośrodkiem kultu maryjnego, dzięki wizerunkowi „Matki Boskiej z Pócs”, uznawanej za patronkę miasta.

[Rozmiar: 77318 bajtów] [Rozmiar: 76313 bajtów] [Rozmiar: 62242 bajtów] [Rozmiar: 49458 bajtów] [Rozmiar: 90904 bajtów] [Rozmiar: 63132 bajtów] [Rozmiar: 99373 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

CMENTARZ ŁYCZAKOWSKI WE LWOWIE - OGRÓD SNU I PAMIĘCI

Lwów, zgodnie z tradycją założył około roku 1250 książę Daniel Halicki. Nazwa miasta pochodzi od imienia jego syna Lwa. 17 kwietnia 1356 roku król Kazimierz Wielki dokonał lokacji Lwowa na prawie magdeburskim. Jednocześnie zagwarantował wolność praw, religii, obyczajów mieszkającym we Lwowie: Polakom, Rusinom, Ormianom, Żydom i Tatarom. W kolejnych latach w tym wielokulturowym mieście zamieszkali także: Niemcy, Włosi i Węgrzy. Do roku 1939 Lwów znajdował się w województwie lwowskim należącym do Polski, wcześniej w województwie ruskim należącym do Korony Królestwa Polskiego. W czasie zaborów miasto było centrum politycznym, naukowym i kulturalnym Galicji. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow i po agresji ZSRR na Polskę (17 września 1939) Lwów znalazł się pod okupacją Armii Czerwonej a po agresji Niemiec na ZSRR w obrębie Generalnego Gubernatorstwa jako Dystrykt Galicja. W wyniku umów międzynarodowych, w latach 1944-1999, Lwów włączono do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Obecnie jest największym miastem Ukrainy Zachodniej”.

Uzupełnienie tekstu o takiej treści było jednym z wielu zadań, jakie postawiono przed uczestnikami projektu szkolnego adresowanego do gimnazjalistów gminy Świerklany. Realizowany był on w roku 2010 a jego kulminacyjny punkt stanowiła kilkudniowa wyprawa do Lwowa. Projekt nosił tytuł „Polskie nekropolie Wschodu-Cmentarz Łyczakowski we Lwowie”. Przyświecały mu stare maksymy: „Jeśli chcesz poznać historię miasta czy ziemi, idź na cmentarz…” oraz druga zapisana przy bramie głównej Cmentarza na Pęksowym Brzysku w Zakopanem: „Ojczyzna to ziemia i groby, narody tracąc pamięć tracą życie”.

Cmentarz Łyczakowski we Lwowie jest magicznym miejscem, które jak w zwierciadle prezentuje złożoną i często trudną historię wielokulturowego miasta i jego mieszkańców w okresie ostatnich ponad dwustu lat. Stanowią ją dzieje zrywów niepodległościowych powstania listopadowego i styczniowego z okresu zaborów, konfliktów narodowościowych XX wieku, krwawych doświadczeń II wojny światowej, powojennej batalii o przywrócenie do życia Cmentarza Orląt Lwowskich. Cmentarz ogniskuje także obecne problemy polityczne. Stanowi obok Cmentarza Rakowickiego w Krakowie, warszawskich Powązek i wileńskiej Rossy grupę polskich nekropolii narodowych. Cmentarz Łyczakowski we Lwowie założono w roku 1786. Wcześniej znajdował się w tym miejscu cmentarz dla zmarłych na dżumę. W oparciu o dekret cesarza Józefa II z roku 1783 nakazano likwidację cmentarzy przykościelnych i wytyczenie nowych, lecz poza obrębem miast.

We Lwowie każda z dzielnic posiadała więc swój cmentarz: Łyczakowski, Gródecki, Stryjski, Żółkiewski. Po stu latach trzy ostatnie zlikwidowano, otwierając kolejny – Janowski. Łyczaków był wielokrotnie rozszerzany i obecnie zajmuje obszar 42 hektarów. Podzielony jest na osiemdziesiąt sześć pól grobowych z 300 tysiącami mogił, na których możemy podziwiać około 500 posągów i płaskorzeźb o wielkich walorach artystycznych. Przedstawiają one wizerunki zmarłych i postaci alegoryczne. Na cmentarzu wzniesiono 2 tysiące grobowców. Wszystkie te obiekty współistnieją z pięknem przyrody i harmonią założeń architektury przestrzennej.

Bogaci mieszkańcy Lwowa mogli sobie pozwolić na będące prawdziwymi dziełami sztuki nagrobki zamawiane u najlepszych rzeźbiarzy, architektów i kamieniarzy, np. u Antona, Jana i Leopolda Schimserów, Hartmana Witwera, Tomasza Dykasa, Leonarda Marconiego, Juliana Zachariewicza, Parysa Filippiego i innych. Łyczaków jest miejscem pochówku wielu wybitnych i zasłużonych Polaków. Spoczywają tutaj, między innymi, poeta Seweryn Goszczyński, historyk Karol Szajnocha, malarz Artur Grottger, poetka Maria Konopnicka, pisarka Gabriela Zapolska, prezydent parlamentu Franciszek Smolka, matematyk Stefan Banach, prawnik Oswald Balzer, działaczka ludowa Maria Wysłouchowa, twórca spółdzielczych kas oszczędnościowych Franciszek Stefczyk.

Na Łyczakowie znaleźli także miejsce spoczynku wybitni Ukraińcy, między innymi, Iwan Franko, Markijan Szaszkiewicz a w okresie powojennym: Salomea Kruszelnicka, Stanisław Ludkiewicz czy Wiktor Czukarin. Niestety, wiele pozbawianych opieki polskich grobów uległo procesowi celowej dewastacji i zniszczeniu. Sukcesywnie, lecz nie bez problemów, przywraca się je do dawnego piękna. Obecnie Cmentarz Łyczakowski posiada status muzeum a nowe pochówki odbywają się za specjalnym zezwoleniem. Mistyczny lwowski cmentarz znalazł piewcę swojego piękna i sławy w osobie profesora Stanisława Sławomira Niciei- historyka, rektora Uniwersytetu Opolskiego. Autora wielu publikacji poświęconych Kresom Wschodnim dawnej Rzeczpospolitej, takich jak: „Cmentarz Łyczakowski we Lwowie 1786-1986”, „Cmentarza Obrońców Lwowa”, „Lwów ogród snu i pamięci”, „Lwów. Miasto zatartych granic”, „Twierdze kresowe Rzeczypospolitej. Historia, legendy, biografie” a także cyklu „Kresowa Atlantyda, historia i mitologia miast kresowych”.

Profesor Nicieja traktuje Łyczaków jak miejsce zupełnie wyjątkowe. Zastanawia się, czy jest naprawdę jedną z najpiękniejszych europejskich nekropolii, czy tylko polska megalomania każe nam tak sądzić. Twierdzi, że: „...cmentarz powinien być miejscem, do którego chce się przyjść o każdej porze dnia. Znaleźć na nim chwilę oddechu, ukojenia pod pięknym platanem, gdzie śpiewają ptaki. Stąd wielka siła starych europejskich nekropolii. To są wielkie muzea na świeżym powietrzu, gdzie ludzie zaglądają na spacer, na wycieczkę, nawet na randkę. Te cmentarze nie straszą”.

Łyczaków powstał w oparciu o filozofię Jeana- Jaquesa Rousseau- „człowiek blisko przyrody.” Cmentarz, według tego myślenia, miał być parkiem, ogrodem snu i pamięci. Tam króluje Hypnos – bóg snu, brat bliźniak Tanatosa – boga śmierci. Nie ma napisów „Memento mori”. Jest sen wiekuisty, który daje nadzieję na przebudzenie. Nicieja dodaje: „...dzięki temu, że ludzie zostali pochowani na tak niezwykłej nekropolii, zyskali nieśmiertelność. (…) ludzie słyszą opowiastki o pochowanych, oczarowują się ich grobem, a potem sięgają po książki o nich”. Łyczaków często szokuje. Na grobie aptekarza Iwanowicza umieszczono rzeźby jego dwóch wiernych psów, które po śmierci ich pana leżały na grobie, nie przyjmowały pokarmów, aż do skonania. Takich opowieści jest o wiele więcej. Szczególnym miejscem nekropolii jest Cmentarz Orląt Lwowskich. Stanowi on autonomiczną część Łyczakowa usytuowaną na stokach wzgórz od strony Pohulanki. Znajdują się na nim mogiły uczestników bitwy o Lwów i Małopolskę Wschodnią w latach 1818-1920. Zwany jest Cmentarzem Orląt, gdyż część pochowanych tutaj osób to młodzież szkół średnich i wyższych. Na przykład Jaś Kukawski miał zaledwie 9 lat a Jurek Bitschan był czternastolatkiem, kiedy zginął na Łyczakowie.

Cmentarz powstał z inicjatywy Marii Ciszkowskiej- matki jednego z poległych. Autorem projektu był Rudolf Indruch, student architektury i uczestnik walk. Założenie architektoniczne obejmuje: kaplicę, katakumby, Pomnik Chwały z napisem: „Mortui sunt ut liberi vivamus” („Polegli, abyśmy żyli wolni”), pomnik lotników amerykańskich, żołnierzy francuskich, groby dowódców i działaczy oraz groby żołnierzy, w tym mogiły zbiorowe. Podczas II wojny światowej a zwłaszcza w latach reżimu sowieckiego cmentarz uległ dewastacji a wręcz likwidacji. Dopiero w roku 2002, nie bez problemów natury narodowościowej i politycznej, ukończono prace przywracające częściowo jego dawny blask.

Lwów pozostanie na zawsze w pamięci uczestników szkolnego projektu. Zachwycił ich swoją wielokulturowością, otwartością mieszkańców a także licznymi śladami polskości. Młodzi ludzie wykonali setki fotografii, nakręcili kilka filmów. Odszukiwali groby sławnych Polaków, prowadzili rozmowy z tymi, którzy mimo zmiany granic żyją w swoim ukochanym mieście. Gimnazjaliści w jesienne przedpołudnie przechadzali się po nekropolii, której pomniki przykrywały liście spadające z drzew. W nekropolii znajdowali duszę i tkliwość, wyciszali się. W takim momencie refleksja i zaduma przeważały nad młodzieńczą żywiołowością. Wycieczce towarzyszył motyw muzyczny. Była nim piosenka „Tylko we Lwowie” śpiewana przed laty przez miejscowych batiarów: Szczepcia i Tońcia: „Niech inni se jadą gdzie mogą gdzie chcą. Do Wiednia, Paryża, Londynu. A ja się ze Lwowa nie ruszę za próg. Ta mamciu ta skarz mnie Bóg. Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze jak tu? Tylko we Lwowie (…).

[Rozmiar: 86907 bajtów] [Rozmiar: 71974 bajtów] [Rozmiar: 103837 bajtów] [Rozmiar: 79125 bajtów] [Rozmiar: 84225 bajtów] [Rozmiar: 87256 bajtów] [Rozmiar: 162162 bajtów] [Rozmiar: 180113 bajtów] [Rozmiar: 110429 bajtów] [Rozmiar: 70471 bajtów] [Rozmiar: 54708 bajtów] [Rozmiar: 108833 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

ŚWIĘTY SPIRYDON Z WYSPY KORFU

W jednym z turystycznych przewodników traktującym o greckiej wyspie Korfu czytamy: „Dla turysty zwiedzającego wyspę trudno o większą frajdę od spaceru wśród szumiących drzew, przez które tu i ówdzie przedzierają się promienie słońca. Drzewa oliwne wyrastają tu dorodniejsze niż gdziekolwiek indziej w Grecji – uwagę zwracają czcigodne, czasem blisko pięćsetletnie potężne okazy o poskręcanych i zawęźlonych pniach”. Prawdą jest, że podróżując po Korfu, widzimy wszechobecne drzewa oliwne. Rośnie ich tutaj prawdopodobnie około czterech milionów. Uprawy rozpoczęto w XVI wieku za sprawą Wenecjan. Za każde sto drzew posadzonych przez mieszkańców wyspy doża wenecki obdarowywał ich dziesięcioma sztukami złota.

Dzisiaj drzewka oliwkowe są wyznacznikiem bogactwa człowieka, a cena działek uzależniona jest od ilości rosnących na nich drzew. Oliwa z Korfu jest jedną z najbardziej poszukiwanych i cenionych na świecie. Mieszkańcy Korfu i turyści twierdzą, że: „...wystarczy wziąć pajdę chleba i pomidor o zwykłych w Grecji rozmiarach główki niemowlęcia, dodać do tego miseczkę tej magicznej substancji – i uczta gotowa.”. Sprawdziłem i potwierdzam słuszność tej opinii. Kolejnym specjałem wyspy jest kumkwat, owoc w kształcie miniaturowych pomarańczy, rosnący na drzewach sprowadzonych z Azji w roku 1846. Przyjęły się one na Sycylii i Korfu, a ich owoce służą do wyrobu: dżemów, marmolady i likierów.

Głównym patronem wyspy Korfu jest św. Spirydon. Przypuszczalnie urodził się około roku 250-260 we wsi Aska w pobliżu Tremituntu na Cyprze. Był synem prostych ludzi. Pomagał ojcu w uprawie pola i hodowli zwierząt. Był młodzieńcem, który bezinteresownie pomagał ludziom i dzielił się z nimi wszystkim, co posiadał. Wspierał najbiedniejszych. Ożenił się i żył w pobożnym związku, z którego narodziła się córka Irena. Był człowiekiem wielkiej wiary, żyjącym wedle przykazań Bożych. Ponieważ były to czasy prześladowań chrześcijan, Spirydon został wtrącony do więzienia. Ocalał tylko dzięki Edyktowi Mediolańskiemu ogłoszonemu w roku 310 przez cesarzy Konstantyna Wielkiego i Licyniusza, uznającemu chrześcijaństwo za religię legalną. Spirydon, po wyjściu na wolność, nadal wspomagał potrzebujących, zaś siła jego modlitwy czyniła cuda. Po przedwczesnej śmierci żony postanowił zostać księdzem. Po wyświeceniu stał się diakonem a następnie mnichem. Podobno zawsze chodził w jednym, jak najskromniejszym ubraniu. Gdy zmarł biskup Trimifuntu, ludzie sami wybrali go jego następcą. W dalszym ciągu odznaczał się wielką skromnością.

W roku 325 brał udział w I Soborze Powszechnym i wsławił się wystąpieniem w obronie czystości nauki o Trójcy Świętej, przeciwko herezji Ariusza wątpiącego w Boskość Chrystusa. Dokonał cudu polegającego na tym, że zrzucił na ziemię cegłę, z której wybuchł ogień i wyciekła woda a cegła zachowała dawną właściwość. Trzy elementy: ziemia, ogień i woda tworzą cegłę, podobnie jak Trójca Święta symbolizuje jednego Boga. Od tamtej chwili atrybutem św. Spirydona jest właśnie cegła, z której unoszą się płomienie, a z dołu kapie woda i usypuje się ziemia. Po śmierci Spirydon został pochowany na Cyprze. Wokół jego grobu rozchodziły się przecudne zapachy a na mogile wyrosły czerwone róże. Wobec najazdu Saracenów na Cypr relikwie świętego przeniesiono do Konstantynopola. Gdy w roku 1453 miastem zawładnęli Turcy, ciało przeniesiono na Korfu. Po otwarciu trumny stwierdzono, że nie uległo ono rozkładowi, a wręcz pachniało bazylią. W ten sposób Spirydon, nie będąc nigdy na wyspie, stał się jej patronem i obrońcą.

W roku 1550 ocalił Korfu od klęski głodu. Zgodnie z legendą w Wielką Niedzielę, mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, do miejscowego portu zawinął statek z mąką. Kapitan pytany o powody takiej decyzji oświadczył, że podjął ją za sprawą świętego, który ukazał mu się we śnie. Dwa razy, w roku 1630 i 1673, święty ocalił wyspę przed epidemią cholery. W Niedzielę Palmową choroba ustąpiła z Kerkiry, stolicy Korfu, z wściekłości zarysowując jedną z jej fortyfikacji. Do dzisiaj pokazuję się rysę świadczącą o tym wydarzeniu. W roku 1716 Turcy na miesiąc opanowali wyspę. W obozie wroga pojawiła się plotka o świętym, który w przebraniu duchownego straszy żołnierzy i sieje wśród nich panikę. Co prawda sukces militarny należało przypisać dowódcy floty Schulenburgowi, który poprowadził Greków do zwycięstwa, ale mit świętego przetrwał do czasów obecnych.

Kolejne cudowne wydarzenia związane z życiem św. Spirydona znalazły odzwierciedlenie w obchodach świąt ku jego czci. Pięć razy w roku, między innymi w dzień poświęcony świętemu i 12 grudnia, otwiera się trumnę i ukazuje wiernym zabalsamowane ciało osłonięte tylko szybą. W Niedzielę Palmową, Wielkanoc, 11 sierpnia oraz w pierwszą niedzielę listopada otwartą trumnę obnosi się po mieście w pozycji pionowej. Przetrwał zwyczaj pozostawiania przy trumnie Spirydona karteczek z prośbami kierowanymi do świętego oraz zrzucania glinianych garnków z balkonów w Wielką Sobotę. Zebrane wówczas skorupy przechowuje się dla zapewnienia Bożej opieki nad domem. Mieszkańcy Korfu wierzą w pomoc Spirydona w życiowych nieszczęściach i katastrofach. Troszczy się o wdowy i sieroty, wybawia od suszy, głodu i nędzy, pomaga w sprawach rodzinnych, majątkowych i w uprawie ziemi, oświeca żyjących w grzechu, uzdrawia chorych.

Święty pomaga ludziom na całym świecie, spełnia prośby tych, którzy z wiarą proszą go o pomoc. Istnieje zwyczaj przebierania bucików na nogach świętego. Poprzednie, wykazujące cechy zniszczenia, są znakiem nocnych wędrówek Spirydona po ulicach miasta. Takie buciki rozdaje się wiernym jako rodzaj relikwii. Można także nabyć liczne pamiątki i dewocjonalia związane z jego osobą. Sarkofag z ciałem świętego Spirydona znajduje się kościele pod jego wezwaniem zbudowanym w stolicy wyspy, mieście Korfu zwanym także Kerkyrą.

Świątynia zaskakuje niewielkimi rozmiarami i rzeszą turystów i mieszkańców spieszącą do niej każdego dnia i o każdej porze. Wnętrze zachwyca bogatym wystrojem, na który składają się: ikony, freski, dekoracje wykonane ze złota i srebra oraz świeczniki i kadzielnice, często wielkich rozmiarów. Ikonostas wykonano z białego cykladyjskiego marmuru. Przedstawia sceny Zwiastowania, Ostatniej Wieczerzy, Przemienienia oraz wiele postaci świętych. Na ścianach widnieją malowidła przedstawiające sceny z życia patrona kościoła. Najważniejsze miejsce zajmuje srebrna trumna.

Umieszczono ją w małej kaplicy na prawo od ołtarza i ozdobiono dwunastoma emaliowanymi medalionami. Nad trumną zawieszono kadzielnice i wota często w formie miniaturowych okrętów, gdyż Spirydon jest także patronem żeglarzy. Budowla powstała w roku 1590. Jej charakterystyczna dzwonnica zwieńczona czerwoną kopułą jest najwyższą wieżą na wyspie. Szkoda, że kościół jest trudny do odszukania w gąszczu wąskich uliczek a jego skromna fasada nie pomaga w tym zadania. Mieszkańcy Korfu, obok swojej serdeczności są ludźmi bardzo żywiołowymi i impulsywnymi. Kiedy nawołują swoich synów, słychać głośno wypowiadane słowo: Spiiiiiiro, Spiiiiiiio! To męskie imię, które nosi połowa populacji męskiej wyspy. Jest to kolejna pamiątka po jej niezwykłym prawosławnym świętym.

Opuszczamy piękną i gościnną wyspę Korfu. Z pokładu samolotu wznoszącego się z jednego z najkrótszych pasów startowych na świecie widać charakterystyczne miejsce prezentowane jako jej wizytówka. Jest to wyspa Pontikonissi zwana także Mysią Wyspą. Nam jednak na zawsze Korfu kojarzyć się będzie z osobą niezwykłego świętego będącego jej patronem i obrońcą.

[Rozmiar: 133818 bajtów] [Rozmiar: 33356 bajtów] [Rozmiar: 58086 bajtów] [Rozmiar: 160264 bajtów] [Rozmiar: 88046 bajtów] [Rozmiar: 63993 bajtów] [Rozmiar: 137965 bajtów] [Rozmiar: 108493 bajtów] [Rozmiar: 80482 bajtów]

MISTYCZNE PODRÓŻE DO ŚWIĘTYCH MIEJSC

NORBERT NIESTOLIK

AŁADŻA - SKALNY MONASTYR NA WYBRZEŻU MORZA CZARNEGO

Monastyr lub monaster to tradycyjna nazwa określająca klasztor w Kościołach wschodnich. Pojęcie to oznaczało kilka oddzielnych pomieszczeń, w których zamieszkiwali mnisi objęci klauzurą. W późniejszych czasach monastyry obejmowały także zespół zabudowań gospodarczych wykorzystywanych przez zakonników oraz infrastrukturę obronną. Ważniejsze monastyry męskie tworzyły ławry podlegające bezpośredniej jurysdykcji patriarchy. Przy ich budowie często wykorzystywano warunki naturalne. Powstawały w miejscach istnienia niezwykłych formacji skalnych pozwalających na izolację od świata zewnętrznego i na niedostępność, co z kolei sprzyjało medytacjom mnichów. Konstrukcja takich monastyrów opierała się na systemie jaskiń i wnęk w skalnych zboczach gór stworzonych w wyniku erozji lub wykutych ręką ludzką. Taki rodzaj surowych pomieszczeń korelował z pustelniczym życiem mnichów żyjących w skalnych celach. Wszystkie pomieszczenia ozdabiano freskami przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa i świętych a także wizerunkami założycieli klasztorów.

Dzisiaj skalne monastyry, stanowiąc niebywałą atrakcję turystyczną, przyciągają rzesze turystów. W niektórych w dalszym ciągu toczy się życie duchowe, kulturalne i gospodarcze. Obiekty tego typu możemy odnaleźć podczas wędrówek po Europie Południowo- Wschodniej. Do najważniejszych należą monastyry: Ostrog w Czarnogórze, Sumela i Selime w Turcji, Dawid Geredża oraz Wardzia w Gruzji, skalne cerkwie w Iwanowie i monastyr Basarbowski w Bułgarii, Stary Orhei w Mołdawii, klasztor Inkermanu i monastyr Uspieński na Krymie. Szczególnie sławne są Meteory w Grecji i Autonomiczna Republika Góry Athos na greckim Półwyspie Chalcydyckim posiadająca status okręgu autonomicznego zamieszkiwanego wyłącznie przez mnichów prawosławnych.

Drogi naszych turystycznych i religijnych wędrówek zawiodły nas do monastyru Aładża znajdującego się w Bułgarii. Kraj ten jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez polskich turystów. Decyduje o tym w szczególności niezbyt duża odległość i przystępność cenowa powiązana z ciekawą ofertą hotelową i atrakcjami turystycznymi. Wylądowaliśmy w Warnie, mieście liczącym ponad trzysta tysięcy mieszańców. Powstało ono na miejscu greckiej kolonii Odessos istniejącej już około 580 roku p.n.e., chociaż i wcześniej istniała tutaj niewielka osada. W historii Polski Warna zapisała się bitwą stoczoną z Turkami dowodzonymi przez sułtana Murada II w roku 1444. Zginął w niej Władysław III Warneńczyk- ówczesny król Polski i Węgier. Kilkanaście kilometrów na północ, nad Morzem Czarnym, znajduje się sławny bułgarski kurort Złote Piaski. Istniał już w latach sześćdziesiątych XX wieku, lecz dopiero po transformacji społeczno-politycznej i po upadku komunizmu w Bułgarii nabrał blasku i stał się ulubionym miejsce wypoczynku turystów z całego świata.

Będąc w Złotych Piaskach, nie sposób nie odwiedzić monastyru Aładża oddzielonego od miasta odległością zaledwie trzech kilometrów. Można ją pokonać pieszo lub bardzo tanią taksówką. Na miejscu powitał nas niezwykły skalny obiekt. Jego nazwa pochodząca od tureckiego słowa oznaczającego „kolorowy” lub „pstry” związana jest być może z barwą skał a raczej z kolorowymi freskami, które w średniowieczu pokrywały ściany klasztoru. Wykuty w wapiennej trzydziestometrowej skale monastyr składa się z pomieszczeń zlokalizowanych na dwóch poziomach, połączonych tunelami, korytarzami i schodami. Część z nich umieszczono nawet czterdzieści metrów pod ziemią. W Aładży znajdują się cele mnichów, sala modlitewna, kaplica, krypty a nawet kuchnia i jadalnia. Naukowcy dowodzą, że życie monastyczne rozpoczęło się tutaj już IV wieku, aby rozkwitnąć w wiekach XIII i XIV. Obiekt znajduje się pod opieką Muzeum Archeologicznego. Mimo że w Aładży nie ma ani jednego mnicha, rocznie odwiedza ją około 80 tysięcy turystów.

W roku 1912 monastyr zyskał miano narodowego i historycznego monumentu a w latach sześćdziesiątych minionego stulecia stał się centrum kultury o narodowym znaczeniu. Obecnie jest najbardziej znanym tego typu obiektem sakralnym nad bułgarskim brzegiem Morza Czarnego. Posiada on także swoją legendę o ukrytych tutaj wielkich skarbach. Zgodnie z nią po samotnych ruinach krąży pilnujący ich mnich Rim Papa, który każdą napotkaną osobę pyta o jej życie. Później zamyka oczy i rozpływa się w powietrzu. Będzie to robił tak długo, dopóki będzie istniał monastyr. W okresie letnim wyświetlany jest tutaj film pt. „Legendy monastyru” ukazujący jego mityczną historię. Projekcja gromadzi tysiące ludzi. Niestety osoby odwiedzające Aładżę opuszczają ją z „pustym sercem.” Nie słychać tutaj bowiem słów modlitwy, nie rozbrzmiewają melodie prawosławnych pieśni. Zachwyca jednak symbioza przyrody i dawnego sacrum.

W słoneczny lipcowy dzień wspinaliśmy się na podesty prowadzące do kolejnych obiektów monastyru. Oglądaliśmy monety pochodzące z czasów Konstantyna I Wielkiego i Justyniana I Wielkiego- władców z czasów bizantyńskich. Podziwialiśmy kolorowe malowidła naścienne obrazujące życie mnichów i biel skał kontrastującą z bujną zielenią roślin. Wokół panowała niebywała cisza. Ktoś z turystów pozostawił na pamiątkę swojego pobytu monety. Ktoś inny wetknął pomiędzy wyłomy skalne karteczki z prośbami. Niestety wielu uwieczniło fakt swojego pobytu napisami niezbyt korelującymi z tym miejscem. Trudno wyobrazić sobie jak wyglądało życie mnichów w czasie, gdy wypełniała je modlitwa i praca? Być może nie odbiegało od tego jakie toczy się w monastyrach funkcjonujących do dzisiaj.

Naszą wizytę zakończyliśmy zwiedzaniem niewielkiego muzeum. Czas wracać do rzeczywistości naznaczonej gwarem turystów zgromadzonych w hotelach, na plażach i w niezliczonych kawiarniach, restauracjach i sklepach. Na małych straganie kupiliśmy obrazek z wizerunkiem św. Mina. Bułgarka tłumaczyła nam, że jest on świętym, do którego należy modlić się o zdrowie i szczęście w rodzinach.

[Rozmiar: 146315 bajtów] [Rozmiar: 232220 bajtów] [Rozmiar: 188044 bajtów] [Rozmiar: 126216 bajtów] [Rozmiar: 103555 bajtów] [Rozmiar: 113434 bajtów] [Rozmiar: 136626 bajtów] [Rozmiar: 117076 bajtów] [Rozmiar: 68475 bajtów] [Rozmiar: 84556 bajtów]

Fot. Norbert Niestolik

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ