Opowieść o Księdzu Walentym
Regina Sobik
Opowieść ta napisana jest według mojej wyobraźni bo nikt nie wie jak naprawdę było, legenda przekazywana z pokolenia na pokolenie była żródłem do napisania tego opowiadania. Jedynym faktem historycznym jest to, że wieś Bijasowice została spalona i przestała istnieć a ksiądz Walenty poniósł męczeńską śmierć z rąk Husytów, ratując Przenajświętszy Sakrament przed zbezczeszczeniem.

Ciiiiicho czy może słyszycie
jak wiatr w konarach śpiewa
jakieś dziwne historie
opowiadają te drzewa
Jeszcze słychać w ich szumie
szalony tętent koni
przekleństwa i krzyki Husytów
i księdza co chciał ujść pogoni
Na całym Śląsku bandy
wioski i miasta plądrują
niszcząc dorobek pokoleń
bezbronną ludność mordują
A może byśmy kamraci
tak trochę się zabawili
i wioskę na skraju lasu
z dymem w perzynę puścili
Jak ja nie cierpię kmiotków
co chwalą imię Boga
niech wiedzą co tak znaczy
prawdziwy strach i trwoga
Patrzcie kamraci księżulek
miał czelność i odwagę
jechać tą samą drogą
lecz my mamy przewagę
nas jest cała kohorta
uzbrojona po pas
trzeba go tak pogonić
żeby nie uciekł nam w las
I ujrzał ksiądz Walenty
Husytów wrogów kościoła
nie wie biedny czy żywy
z tego spotkania wyjść zdoła
Koniku mój przyjacielu
szybko ruszaj z kopyta
tam gdzie dąb i polana
ratunkiem nas przywita
Ta okrutna szarańcza
zbeszcześcić chce Boże Ciało
które przecież i za nich
na krzyżu tak cierpiało
Jezu w tej hostii skryty
przenigdy i nie dozwolę
oddać Cię w ręce tej zgrai
już umrzeć raczej wolę
Zaraz będzie polana
niewiele drogi zostało
a w dziupli dębu znajdzie
schronienie Twe Boskie Ciało
I pędzi ksiądz Walenty
co rzeczą jest niepojętą
do dziupli dębu starego
schować tę hostię świętą
za swój czyn i oddanie
jakaż to będzie zapłata
dla ludu tej okolicy
i dla całego świata
jak niezbadane wyroki
samego Pana w niebie
że wybrał Walentego
na sługę wiernego dla Siebie
Lecz oto straszne nieszczęście
strzały jak grad świstają
czy zdążysz dzielny Walenty
Husyci już się zbliżają
O Ty przebrzydły klecho
co mącisz umysły biedocie
jadem napełniasz trzewia
i posługujesz hołocie
Już czas zrobić porządek
z Tobą i kmiotków zgrają
zabić i puścić z dymem
tych co nas nie słuchają
I oto strzała swym ostrzem
przebiła pierś Walentego
a On jeszcze się modli
do Ojca Niebieskiego
Przebacz im Panie winy
bowiem nie wiedzą co czynią
I pada martwy na ziemię
gdzie trawy mu będą szumiały
a stare drzewa i ptaki
nad jego losem płakały
Tymczasem obok polany
szedł wieśniak Mikołaj stary
który to przez przypadek
był świadkiem krwawej ofiary
Schował się gdzieś za drzewem
i z dala obserwował
jak to wróg ciało Księdza
pod gałęziami chował
i tylko czekał na to
kiedy zbójców gromada
z wrzaskiem i przekleństwami
swoich rumaków dosiada
a wtedy pogrzebie ofiarę
z szacunkiem jak się należy
i jego święte ciało
na wieki tej ziemi powierzy
Nie wiedział biedny starzec
co jego wioskę czeka
że krwawą łunę pożaru
widać będzie z daleka
Okrutna Husytów zemsta
dla Bijasowickiej ziemi
której to lud tak dzielnie
bronił swoich korzeni
W strasznej wojennej pożodze
mieszkańcy osady zginęli
ojców matki i dzieci
w pień Husyci wycięli
Co miało być tajemnicą
lasu jankowickiego
świadectwem prawdy się stało
z tej rzezi ocalałego
To jeszcze jeden świadek
który zabłądził w te strony
młodzieniec mieszkaniec wioski
z pożogi ocalony
Minęły miesiące i lata
jak wrócił tęsknotą gnany
z dalekiej Jasnej Góry
na świadectwo przysłany
Ja jak tu przed Wami stoję
przysięgam w imię Boga
com widział na tym miejscu
to była straszna pożoga
Husyci zabili Księdza
który wiózł Boże Ciało
co pokarmem duszy i ciała
dla chorej zostać miało
nie doczekała nieboga
Jej oczy już nie widziały
jak zbóje i mordercy
Jej bliskich katowały
ja jeszcze teraz słyszę
jęki i rozpacz matek
co swoją piersią broniły
młodego życia dziatek
a mnie las dał mu schronienie
jak matka swoim ramieniem
otoczył gęstwiną trawy
przykrył liściastym cieniem
Obiecaj bracie żeś zdolny
wyznać tę prawdę przed światem
kto winien mordu wieśniaków
i Walentego katem
a teraz pójdźmy bracia
na miejsce strasznej kaźni
ucałować tę ziemię
choć serce drży z bojaźni
zaczerpnąć zdrowej wody
ze źródła cudownego
które wytrysło spod ziemi
po śmierci Walentego
Ja jeszcze mam jedną sprawę
ważną do załatwienia
i obietnicę złożoną
przed laty do spełnienia
muszę poszukać to miejsce
gdzie rośnie dąb zielony
gdzie Przenajświętszy Sakrament
w jego dziupli złożony
Idź tedy drogi bracie
spełnić to ważne zadanie
i niech ta Hostia święta
zaczątkiem kościoła się stanie
i żeby śmierć Walentego
całkiem daremną nie była
a pamięć o Jego czynie
wśród potomnych przeżyła

Jankowicka opowieść
Regina Sobik

Na małej leśnej polanie
w samo letnie południe
wiatr lekko ugina drzewa
a słonko grzeje przecudnie.
Przy dziupli starego dębu
gdzie pszczoły nektar zbierają
ich leśne siostry dzielnie
na zmianę wartę trzymają.
Czego pilnują lub kogo
w tej dziupli dębu starego
gotowe oddać życie
dla czegoś tajemnego.
Obok kilku pastuszków
codziennie z samego rana
trzódkę i głodne bydełko
na wypas tu przygania
Najmłodszy z całej gromadki
bo o nim będzie mowa
pobożny rozsądny mądry
odzywa się w te słowa.

A może byśmy bracia
tak pacierz odmówili
i dzionek na chwałę Pana
modlitwą rozpoczęli
bo trzeba podziękować
za wszystkie łaski i dary
którymi nas Bóg obdarza
lecz patrzcie czy to czary
wokoło starego dębu
pszczoły się leśne zebrały
i w kształt hostii świętej
ku dziupli uleciały
Nie godzi się nam bracia
pobożnej modlitwy przerwać
lecz od takiego zjawiska
nie mogę oczu oderwać
a ty mój dębie zielony
jaka twa tajemnica
co nas tak biednych pastuszków
nadziemskim cudem zachwyca.

I tak już było codziennie
gdy przyszedł modlitwy czas
pszczółki leciały ku dziupli
cichł szumem drzew zielony las
Minęły miesiące i lata
zarosła trawą polana
lecz dąb jak stał tak stoi
i szumi na chwałę Pana
Pewnego razu zawitał
w te strony pielgrzym zmęczony
na oko widać było
że życiem doświadczony.

Czy znasz to miejsce wędrowcze
jakoś znajomo wyglądasz
dlaczego ciągle w górę
na dziuplę dębu spoglądasz
uciekaj dobrze Ci radzę
dopóki jesteś cały
aby złośliwe pszczoły
zbytnio Cię nie pokąsały
Strażniku leśnej głuszy
ja pszczół się wcale nie boję
przeszedłem w życiu tyle
że twardo na nogach stoję
A ty mój dębie kochany
minęło wszak czasu szmat
gdy mnie i mej rodzinie
zawalił się cały świat
zginęli moi rodzice
sąsiadów husyci wybili
a całą rodzinną wioskę
w ogniu i krwi utopili
to las dał mi schronienie
bym mógł zaświadczyć przed światem
kto był wrogiem kościoła
i Księdza Walentego katem
A ja sam biedny sierota
szukałem szczęścia po świecie
u Pani Jasnogórskiej
co mnie przyjęła jak dziecię
Gdzie braciszkowie kochani
godny byt zapewnili
światłem nauki i wiary
szare dni oświecili
Chociaż nie mam rodziny
ni matki ojca brata
z woli Bożej wróciłem
z hen dalekiego świata
Bo tu jest moje miejsce
tu tkwią moje korzenie
chociaż duszę kaleczy
okrutnej historii wspomnienie
Ja zostawiłem tu serce
z tęsknoty konające
i pszczoły przyjaciółki
dziuplę wiernie strzegące
wszak jakaś tajemnica
w dziupli od lat skrywana
że tak wiernie i pilnie
przez pszczoły pilnowana.

Cóż to za jasność z dziupli
barwami tęczy się mieni
pulsuje jak słonko złote
pośród liściastej zieleni.

Uklęknął z czcią i pokorą
wędrowiec na kolana
by uczcić cud nadziemski
pokłonem chwalić Pana
Z wielką radością w sercu
do dziupli ręką sięga
nie może biedny zrozumieć
jak wielką jest Boża potęga
Bo oto z dziupli wyciąga
złotym woskiem spowitą
bursę z ciałem Chrystusa
plastrem miodu okrytą.

Tuż to ta sama hostyja
dla wiernych przeznaczona
męczeńską krwią Walentego
na ziemi tej uświęcona
o Boże dozwól uczcić
to Przenajświętsze Ciało
które przez lat sześćdziesiąt
w tej dziupli przeczekało.

Biegnie więc ksiądz Floryan
syn Jankowickiej ziemi
który wyrokiem Boskim
ten los hostii odmieni
do pobliskiego Rybnika
gdzie wieść tę przekazuje
ze szczęścia aż się rozpłakał
tak wielką radość czuje.

Kochany bracie Floryanie
jaką nowinę przynosisz
żeś taki poruszony
a może o pomoc prosisz
słyszałem już co nie co
lecz Ty mi powiedz szczerze
coś znalazł w dziupli dębu
a wtedy może uwierzę.

Wielebny Ojcze znalazłem
bezcenny skarb od Boga
lecz śpieszmy się na polanę
bo długa przed nami droga.

Wyroki Pana z Nieba
są rzeczą niepojętą
pomogę ci mój bracie
uczcić tę Hostię świętą
zwołam lud wierny i straże
z calutkiej rybnickiej ziemi
i pójdziemy w procesji
gdzie światło się tęczą mieni.

I rusza naród wierny
z procesją do dębu starego
by przenieść Najświętszy Sakrament
do miejsca godniejszego
A pszczoły strażniczki hostii
wiernie mu towarzyszą
szykiem drogę wskazują
skrzydełkami kołyszą
i brzęczą cichutko modlitwę
którą kiedyś słyszały
przy dębie z pastuszkami
przed laty odmawiały
Minęły lata i wieki
minęły dawne czasy
na Jankowickiej ziemi
szumią zielone lasy
opowiadają historie
o hostii w dziupli schowanej
przez mądre pszczoły leśne
dzień i noc pilnowanej
o księdzu co życie złożył
w obronie hostii i wiary
i miejscu na którym rośnie
na polanie dąb stary
Na wieczną pamiątkę zdarzenia
kościół tu zbudowano
pod wezwaniem Bożego Ciała
potomnym ofiarowano.

Legenda Jankowickiej Studzienki
Regina Sobik

Minęły wieki i lata
wojny najazdy ustały
a na polanie drzewa
z żalu po księdzu płakały
Nic nie mąci tu ciszy
zapomniał świat o dolinie
zajęty swoimi sprawami
a czas płynie i płynie...
Potrzeba było cudu
samego Boga w niebie
wiary mocnej i ufnej
i człowieka w potrzebie
To w niedalekim Rybniku
zaniemógł sługa boży
ciężką chorobą złożony
przed Panem Niebios się korzy
I chociaż mu sił nie starcza
lecz jasnym umysłem włada
i w obecności świadków
na krzyż przysięgę składa
Zarzeka się że za zdrowie
zwrócone w szczerej podzięce
nową kaplicę zbuduje
do Matki Bożej w Studzience
Nie minął nawet tydzień
gdy niemoc ustępuje
a proboszcz Edward Bolik
przysięgę dotrzymuje
I znów kolejna karta
historii naszej Studzienki
kaplicą zapisana
ku czci Najświętszej Panienki
A wodę z Lourds do źródełka
w geście wdzięczności wlał
sam proboszcz Bolik za zdrowie
które od Boga otrzymał
Zaś u stóp Pani z Nieba
relikwie święte złożono
które aż z Akwizgranu
na ziemię tę przywieziono
Nad całym tym przedsięwzięciem
pilnie niebiosa czuwały
bo przecież to miejsce święte
i godne takiej chwały
I znowu miną lata
nim na zielonej polanie
pamięci śmierci męczeńskiej
jakiś ślad pozostanie
Bo oto mieszkańcy Jankowic
by spłacić długi wdzięczności
nowe groty zbudują
pełni wiary ufności.
Lud mądry i pracowity
miejsce to zawsze szanował
z biednymi i bez pracy
trzy groty wybudował
Stąd nim zawierucha wojenna
świat kirem żałoby okryła
Barbara patronka Górników
swej braci błogosławiła
Pielgrzym człowiek samotny
zawitał kiedyś w te strony
pilnym nakazem serca
i łaską bożą wiedziony
On był tu gospodarzem
stróżem obejścia całego
pracował w pocie czoła
dla miejsca tak szczególnego
Pomimo że biedny bardzo
majątkiem nie dysponował
za drobne ofiary od ludzi
wspaniały dzwon ufundował
W zaciszu leśnej głuszy
spokojnie płynęły lata
lecz oto straszne wieści
dotarły i tu ze świata
Krwawa pożoga wojenna
synów i ojców zabrała
rozpaczą i beznadzieją
zanosi się ziemia cała
I tak jak ich dziadkowie
z prośbą do naszej Studzienki
poszli błagać o życie
u stóp Najświętszej Panienki
Wielu z nich nie wróciło
a Ci co ocaleli
o Matce Bożej w grocie
nigdy nie zapomnieli
I przychodzili tu często
nie sami a z rodzinami
i trwali na modlitwie
całymi godzinami
Chociaż stracili przyjaciół
ta myśl ich prowadziła
że śmierć dla wiary i kraju
nigdy daremną nie była
Walenty był im przykładem
obroną Najświętsza Panienka
zaś drogę im znaczyła
twarda Ojcowska ręka
Minęły złe czasy i lata
dziś życiem tętni polana
wyglądem cieszy oko
modlitwą chwali Pana
W drugą niedzielę maja
pod parasolem zieleni
gromadzi się lud na modlitwie
z calutkiej śląskiej ziemi
Corocznie wita w te strony
szczególnie oczekiwany
dostojny gość arcybiskup
serdecznie przez nas witany
Każdego trzynastego
w letnio jesienne wieczory
zbiera się się na apelu
lud pełen głębokiej pokory
Noc gwiazdy zapaliła
z góry spogląda na drzewa
nie mogąc wejść z podziwu
jak lud Panience śpiewa
Światełka świec i lampionów
w ten wieczór zapalone
na chwałę Fatimskiej Pani
rzęsiście rozświetlone
I nawet księżyc złoty
rozproszył nocy ciemności
ufny w opiekę Maryji
szczęśliwy i pełen radości
Cieszy się że Matka Boża
miejsce to sobie wybrała
i na Apele Fatimskie
szczególnie upodobała
Studzienka perłą tej ziemi
kochają ją starzy i młodzi
modlitwą a nawet zabawą
jednoczy ludzi i godzi
Sierpień wita odpustem
i biegiem Walentego
by chociaż w ten skromny sposób
uczcić śmierć Sługi Bożego
Tu cisza chwali Boga
nawet wiatr jej się słucha
a ziemia czuje opiekę
Ojca i Syna i Ducha
Studzienko skarbie jedyny
klejnocie na mapie świata
pamięcią śmierci za wiarę
przetrwasz do końca świata

Legenda o powstaniu Jankowic
Regina Sobik
Jankowice i Michałkowice niegdyś dwie odrębne wioski, dzisiaj tworzą jeden wspólny organizm pod nazwą Jankowice. Jak głosi legenda nazwy Jankowice i Michałkowice wywodzą się od imion rycerzy, którzy za zasługi wojenne otrzymali w darze te ziemie i osiedlili się na nich. Obecnie sołectwa Jankowice i Michałkowice wchodzą w skład Gminy Świerklany.

Legenda o powstaniu Jankowic

W otchłani leśnej puszczy
gdzie licho zębiska szczerzy
łaskawy los przyprowadził
dwóch młodych dzielnych rycerzy
Byli wojami Chrobrego
dużego Jankiem zwali
drugiego tak dla przekory
małym Michałkiem wołali
Niemalże od kołyski
ćwiczeni w wojennej sztuce
przez długie lata cierpliwie
trwali w trudnej nauce
Czy byli braćmi nikt nie wie
za to że wiernie służyli
ze swoim Panem i Władcą
wojenne trudy dzielili
Dlaczego teraz gęstwina
nie jest im wcale przeszkodą
czyż może trud poniesiony
zostanie cenną nagrodą
Dla obu dzielnych młodzieńców
za wierną służbę przez lata
udział w tak słusznej sprawie
to przecież hojna zapłata
Lecz Pan a Władca tej ziemi
pełen zapału i wiary
odwdzięczyć się jakoś musiał
zdradzając im swe zamiary
-Winniście się ustatkować
własne rodziny założyć
zająć się domem i ziemią
kawałek grosza odłożyć
Nie jestem takim bogaczem
bym darmo trwonił majątek
ale lojalni rycerze
coś muszą mieć na początek
Mam tylko jeden warunek
i spełnić Wam go potrzeba
musicie zaorać ziemię
nim nocka spłynie z nieba-
Szukając szczęścia po świecie
ruszyli odważni woje
do ziemi im obiecanej
tam gdzie trud praca i znoje
Aż wreszcie doszli do miejsca
gdzie żyzne górki doliny
gdzie rola czeka oracza
a lasy pełne zwierzyny
Stawy kusiły rybami
zdolne wyżywić każdego
Pana rybaka kowala
nawet żebraka nędznego
-Zostańmy tu już na zawsze
prosi Michałko zmęczony
jakoś musimy zbudować
ten raj nasz tak wymarzony
Niech stanie się sprawiedliwość
jutro z rana zaczniemy
od tego miejsca przed siebie
ziemię orać będziemy-
I poszli spać pełni marzeń
a rola im się przyśniła
żyzna obfita w plony
co przed ubóstwem chroniła
Nim pierwszy promyczek słonka
rankiem zaświecił na niebie
stanęli do pracy gotowi
zdani tylko na siebie
-Ten kamień będzie granicą
pora wziąć się do roboty
bo każda skiba majątkiem
nie ważny trud i spiekoty-
I tak Michałko i Janko
w pocie czoła bez końca
orali co wianem być miało
aż do zachodu słońca
Michałko zaorał pole
które na własność dostał
zaś Janko choć pracowitszy
też przecież swoje dostał
Tak to powstały osady
i tylko tym się różniły
że każda choć inną nazwą
zalążkiem tej jednej były
Minęły lata i wieki
a one rosły piękniały
że nawet nie wiedzieć kiedy
Jankowicami się stały

Bajka o skrzacie Jankowiczku wędrowniczku
Regina Sobik

Jankowiczek to skrzat prawdziwy nie z bajki
który to z rybnickich Jankowic pochodził
tu mieszkał dziad jego rodzice i krewni
tu z tatą na ryby nad Tomoszek chodził

Otóż skrzat ten chociaż tak bardzo malutki
zapragnął pozwiedzać swoje Jankowice
przygotował plecak i wyruszył w drogę
zanim słonko wstało raniutko o świcie

Plan na tę wyprawę miał przygotowany
wszystkie ważne miejsca na kartce spisane
zacznie od Studzienki w niewielkiej dolinie
gdyż miejsce to piękne i z legendy znane

-Ależ tutaj ładnie i cisza i spokój -
westchnął z rozrzewnieniem mały wędrowniczek
-krople srebrnej rosy lśnią się jak różaniec
chyba się pomodlę przed którąś z kapliczek
Napiję się wody ze źródełka obok
coś niecoś przekąszę sił stracić nie mogę
skorzystam z okazji że powietrze czyste
pooddycham chwilę zanim ruszę w drogę -

Punkt wyprawy drugi kościółek drewniany
historia powstania nad wyraz ciekawa
mówi się o hostii, dębie dziupli, pszczołach
podobno to jakaś tajemnicza sprawa

-Chętnie poznam dzieje tej pięknej świątyni
co śmiercią za wiarę odkupioną była
kierowana wolą Najwyższego Pana
cudem Eucharystii będzie wiecznie żyła
Wyciszyłem zmysły idę na Ośrodek
czyżby jakiś festyn aż stąd słychać granie
muzyka występy niech się ludzie bawią
gdyż dobra impreza w pamięci zostanie
Po drodze zobaczę domy i obejścia
zadbane jak nigdy różnokolorowe
kwiaty i rabatki zdobią cieszą oko
i są jak te w mieście ogródki działkowe -

Zapatrzył się krasnal ale z niego gapa
gdyż na śmierć zapomniał wysłać ważne listy
w Ośrodku odebrać wyniki badania
zapisać wizytę do Pana Dentysty

Załatwienie tych spraw trwało pół godziny
musiał jeszcze wstąpić do biblioteki
wypożyczyć książkę „O Dziejach Jankowic”
chociaż wstyd mu było że nie był tu wieki

-O!! jakie zapachy aż mnie w nosie kręci
strażacy od rana grochówkę gotują
kiedy pracy dużo pewno gospodarze
na któryś już Zjazd się Jankowic szykują -

Jankowiczek dumnie usiadł w pierwszym rzędzie
wysłuchał przemówień ważnych oficjeli
zatańczył zaśpiewał dodał jakiś dowcip
by Jankowiczanie radość z Zjazdu mieli

Zanim ruszył szlakiem jankowickich krzyży
gości zaproszonych pożegnał serdecznie
na plecak założył migające szkiełko
takie odblaskowe by było bezpiecznie

Najbliżej mu było na Boguszowicką
dalej śladem krzyży do ulicy Nowej
zahaczył o stary stojący na skraju
lasku brzozowego krzyż na Topolowej
Wrócił się z powrotem -a to co za drzewo
rety! przyjaciele chyba jakieś czary
duże rozłożyste pomnikiem przyrody
dziadek mi wspominał to chyba dąb stary-

Obejrzał go sobie potem ruszył z planem
tam gdzie władze Gminy swój urząd sprawują
chciał się zameldować ale biedak nie mógł
przecież skrzatów nigdzie w kraju nie meldują

Odmową zmartwiony poszedł wprost przed siebie
szepcząc coś pod nosem na te dziwne prawa
kiedy na Spokojnej usiadł w cieniu krzyża
stwierdził na poważnie : to nie moja sprawa
Ale mnie dotyczy więc zrobić coś trzeba
jak tylko powrócę na stare pielesze
zwołam Radę Starszych niechaj coś zaradzą
gdyż jestem za młody mądrością nie grzeszę
O !! widzę budynek piękny nowoczesny
tu obserwatorium jest astronomiczne
podobno tam uczą mądrzy pedagodzy
stąd olimpijczyków grono bardzo liczne
Szkoła i Przedszkole do tego Gimnazjum
a wszystko to stoi w jednym prostym rzędzie
tak jak Park Pamięci dla Tych zasłużonych
gdzie dęby symbole- trwania widać wszędzie
A jak już tu jestem zerknę tylko okiem
jak to na Hanuskach domy się buduje
w sąsiedztwie zaś kościół kaplica już stoi
widać że ten naród wciąż ciężko pracuje
Pora już mi wracać ale wpierw wam powiem
o sprawie poważnej która utrapieniem
to szkody górnicze popękane domy
tak zdewastowane grożą zawaleniem
Na Kościelnej widać jeszcze pewne ślady
a wiatr tańczy walce na placu po Szkole
kiedyś bardzo gwarny dzisiaj pustką straszy
tak jak i po Gwarku tylko puste pole
No cóż moi drodzy tak już w życiu bywa
że los nam coś daje ale i odbiera
nom dał węgiel czarny co chleb ciepło daje
górnik go spod ziemi rękami wdziera
Nic nie ma za darmo to wam każdy powie
stąd dla Jankowiczan kłopoty z szkodami
lecz to mały pikuś z tym co dał nam Stwórca
a ja skrzat malutki rad że jestem z wami